#946 – błazen

Żyjemy w kulturze męczeństwa, targania krzyża zawsze ze sobą, narzekania, opłakiwania, powagi i wzniosłości. Wszystkiego. Smutne to, być może czegoś nie rozumiem, i nawet już nie staram się tego zrozumieć.

Preferuję odnajdować jasną stronę tego co mnie spotyka, choć niewątpliwie jest to trudne. Bardzo trudne. Czasem wydaje się niemożliwe, ale cóż. Jeszcze w zielone gramy…. Tyle rzeczy do zrobienia, do naprawienia, wzmocnienia, poprawy, rozwoju. Nie mam zamiaru tego wszystkiego robić czekając jak na skazanie. Mam w planie cieszyć się tym co jest, co robię, tworzę, tym czym dzielę się z innymi.

Jeśli ktoś nie akceptuje mojego, dla niektórych dziwnego podejścia, trudno – akceptuję ich wybór. Prawdopodobnie nie trafię do każdego, nie trafię do większości, ale mam nadzieję, że dotrę tam i do tych do których docierać warto.

Trzeba mieć dystans przede wszystkim do siebie, umieć się śmiać ze swych wad, akceptować ułomności, wykorzystywać je i przebudowywać w zalety (choć to czasem orka na ugorze). Warto dostrzegać okazje, korzyści i możliwości, nie tylko tam, gdzie wszyscy je widzą, a przede wszystkim tam, gdzie my sami możemy coś z tym pozytywnego zrobić.

Cokolwiek się nie stanie, zawsze patrz na jasną stronę życia! Bycie błaznem nie jest łatwe i wymaga wznieść się ponad przyziemność i przygniatającą codzienność, ale daje satysfakcję i bieżące szczęście, nawet jeśli wymaga zrobienia z siebie szopki. Nie każdy to potrafi zrobić mądrze, inteligentnie i z klasą. Poznając prawdę o sobie w odbiciu innych ludzi pozwala zrozumieć i ich, i siebie i dotrzeć do granic możliwości komunikacyjnych i percepcyjnych innych.

Komunikacja werbalna i niewerbalna stanowi świetny atut w codziennym życiu prywatnym i zawodowym, ale nie z każdym można sobie na wszystko pozwolić – musisz się dostosować do możliwości odbiorcy, aby to co chcesz przekazać trafiło na odpowiedni grunt.

#945 – widzialne i niewidzialne

Często w życiu skupiamy się na rzeczach oczywistych i naszym przekonaniu, że kontrolujemy to co jesteśmy w stanie zauważyć. Natomiast zazwyczaj jest tak, że to co nam się wydaje okazuje się odrobinę inne od naszych wyobrażeń i oczekiwań, a największy wpływ na naszą egzystencję ma zazwyczaj to co niewidzialne i niespodziewane. Sęk w tym, że w wielu przypadkach nie chodzi o mistycyzm, a po prostu o przeoczenie, zaniedbanie lub brak skupienia i należytej uwagi na tym co istotne, na tym co Tu i Teraz się dzieje. Jest wiele sytuacji, których można by uniknąć jedynie przez dokładniejszą analizę symptomów i objawów, korelację różnych zdarzeń, naukę na własnych i cudzych błędach, a także pośrednią analizę wpływu nieznanego na otoczenie.

Przecież nie da się widzieć powietrza – wiatru, a widać ruch liści.

Nie widać samochodu skręcającego w lewo pięć pojazdów przed nami, ale skoro wszyscy hamują, to znaczy, że się coś na drodze dzieje (Tak wiem, niestety, kierowcy często tego nie ogarniają).

Nie widać różnych planet, ale ich wpływ na inne ciała niebieskie jest zauważalny przez astronomów.

Nie widać wielu rzeczy, które są proste, czasem skomplikowane, a wystarczy połączyć kropki i nagle staje się to jasne jak Słońce (lub drut 😉 ).

Czasem wydaje nam się, że nie mamy na coś wpływu! To najprawdziwsza prawda, ale nie oznacza to, że nie można się dostosować i przygotować do nadchodzącego, nieuniknionego zdarzenia w adekwatny sposób! Zatem pośrednio – mamy wpływ na dużo więcej niż nam się początkowo wydaje i w naszych rękach, a przede wszystkim w głowie jest odpowiedzialność za odpowiednie, jasne i poprawne planowanie.

„Gdyby człowiek wiedział, że się przewróci to by się położył” – Twoja w tym głowa by w najważniejszych sprawach to przewidzieć, a w najgorszym przypadku nauczyć się upadać w sposób maksymalnie bezpieczny! W każdej dziedzinie życia, w każdej sytuacji.

Pamiętaj, to co zrobisz lub czego nie zrobisz, ma wpływ nie tylko na Ciebie (to pół biedy). To wszystko ma wpływ na Twoje otoczenie, na Twoich najbliższych.

#944 – kolejne dwa lata

Rozpocząłem kolejne wyzwanie. Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, to jak się sprawy mają oraz to co może się jeszcze wydarzyć rozpocząłem naukę w kolejnej szkole. Tym razem medycznej. Jeśli wszystko potoczy się zgodnie z bieżącym planem, za 24 miesiące będę technikiem masażystą.

Póki co wszystko idzie zgodnie z prognozą, zajęcia praktyczne są super, choć mogłoby być ich więcej. Teorii mnóstwo, część już znam ze szkoleń trenerskich i wiedzy pozyskanej dzięki ciekawości i z innych szkół. Kolejny rozdział zatem otwarty….. Poza chronicznym brakiem czasu w weekendy, nie mam na co narzekać.

Otwieram zatem zapisy na masaże. Terminy od października 2023… Ilość miejs ograniczona…. 😉

Zapraszam serdecznie!

#943 – dlaczego cenić to co się ma teraz?

Carpe Diem srata tata i tak dalej. Właśnie miałem okazję posiedzieć i pomyśleć o tym wszystkim, bo ostatnimi czasy wiele rzeczy mówiąc kolokwialnie się zesrało.

Bądźmy ponad to, wznieśmy się i popatrzmy w miarę obiektywnie jak wygląda nasze życie….

Na początku jest pożądanie, być może miłość, czasem przemoc, gwałt, chciana czy niechciana ciąża…. Później jest loteria genetyczna, kto z kim, czy komórka wybierze tego plemnika czy innego (o ile znalazł się w odpowiednim kanale żeńskim, a nie na przykład w ubikacji…) . Później walka ewentualnie zapłodnionej komórki (tu też loteria, bo większość komórek przecież nie będzie zapłodniona i skończy marnie to znaczy w zasadzie normalnie – zostanie wydalona). Do tego dochodzą naturalne poronienia, niezgodność białek, grup krwi itp. I jeszcze tabletki po, aborcje i inne zdarzenia. Później, jak to przetrwasz, to już z górki i będzie gorzej. Mamusia cię karmi, dostarcza tlenu, przeciwciał, a ty sobie beztrosko pasożytujesz…. I nagle trach…. Poród. Albo normalny, albo przedwczesny….. Albo przeżywasz, albo umierasz, albo jesteś od startu na nowej drodze życia pokrzywdzony…. Albo Pokrzywdzona. I jeszcze dużo zależy w jakim miejscu globu się rodzisz. To ma zajebiste znaczenie, ta jak i to kim są twoi rodzice (w szczególności w papierach) i jak zamożnie wylosowałeś, bo przecież się tu nie pchałeś – póki co wpływu na to wszystko masz 0%. A to dopiero początek (ale na szczęście już z górki). Później cię karmią, dostosowują się do Twoich potrzeb, skaczą dookoła i starają się jak najlepiej. Ty zauważasz jednak, że świat to coś więcej niż Ci dają. Chcesz więc więcej, a jakże. Tylko, że nie wiesz jeszcze, że nie jesteś pępkiem świata, a to co ty chcesz to coś zupełnie innego niż dostaniesz. Frustracja zaczyna rosnąć.

Zakłądając, że żyjesz w warunkach, niezłych, powiedzmy w Polsce, w kwiecie rozwoju lat dwudziestych XXI wieku – Zaczynasz dalej rosnąć, sięgać po więcej, aż ty nagle Cię z nienacka – chyc – do przedszkola, zerówki, czy szkoły…. Czy chcesz, czy nie – musisz się jakoś wpasować w formę, wypełnić ją swoją masą i aurą. W najlepszym wypadku, będą zadowoleni,w trochę gorszym – będziesz sfrustrowany, zagubiony i oczywiście pozbawiony odpowiedzi – po co to wszystko? Masz zacząć gonić, za czymś co nie jest dla ciebie inetersujące, ani wartościowe. Być może będzie, ale sposób w jaki jesteś zachęcany do tego, niekoniecznie trafia do młodych, wielu rzeczy nieświadomych, ludzi. Im bardziej widzisz bezsens tych działań, a być może nie dostrzegasz sensu tych działań – będzie gorzej i gorzej, czując sie wyobcowany w tym dziwnym świecie. Górka staje się coraz bardziej stroma, zaczynasz przyspieszać. Twoje wymagania i oczekiwania rosną, natomiat spełnianie ich, za tym przyspieszeniem nie nadąża. Jest coraz bardziej niekomfortowo, wiesz coraz więcej i widzisz, że rzeczy do poznania i zrozumienia jest ciągle więcej i wiecej.

Później dalsze szkoły, marzenia, potrzeby, niespełnione oczekiwania bliskich wobec twojej osoby. Przygnębienie rośnie w momencie kiedy zaczynasz dojrzewać. Pojawiają się kolejne, często niespełnione pragnienia, a kolejną fazę frustracji potęgują normy społeczne, kolejne ograniczenia, dobry smak i ton, konwenanse, fałszywie sprzedawana etyka itp. itd. Kolejne oczekiwania, które powinieneś spełniać.

Rodzice dają ci tyle ile mogą, ile chcą lub ile potrafią, ale w końcu trzeba się ogarnąć samemu. Jednym przychodzi to wcześniej innym później, innym wcale (bo na przykład są chorzy czy inaczej pokrzywdzeni przez okrutny los). Niektórym na różnych drogach przytrafia się rola rodzica, czyli niejako przechodzimy w kolejną fazę pętli życia – często zatruwamy życie innym, bogu ducha winnym istotom, które również się na ten świat nie pchały. Pojawiają się kolejne dylematy – dać, czy nie dać, co i jak zrobić, jak się zachować. Przygniatająca odpowiedzialność rośnie. Do tego dochodzą przyziemne i górnolotne problemy dnia codziennego. Zmiana pracy, jej utrata, warunki bytowe, problemy uczuciowe, narastanie ilości spraw do załatwienia, któremu naprzeciw wychodzi krótsza percepcja czasu i kolejny wzrost frustracji związany z możliwym brakiem zrozumienia ze strony najbliższych. Ciągłe zmiany, wzrastające oczekiwania, chęć odpowczynku oraz chęć utrzymania strefy komfortu. Szukasz odskoczni, przdmiotów sprawiających radość. Poprawia nam się coś, krótkotrwale, później kac rośnie za każdym razem bardziej. Kula śniegowa toczy się coraz prędzej a my lecimy przebierając nogami jak chomik w kółku.

W końcu coś pęka. Stres robi swoje, jednym pęka serce, innym spirala kredytów innym żyłka w oku czy mózgu. I nagle robi się zapaść, przepaść, otchłań, czarna dziura. Tryby strzelają nie wytrzymując napięcia, bo przecież świat leci dalej, kręcą się zębatki, mieląc wszytstko co im wpadnie…..

Idąc tak przez życie jesteś na początku wyposażony we wszytsko co ci potrzebne, a kolejne lata zabierają ci pomału część z tych dóbr. Aby odwrócić uwagę dostajesz marchewkę w postaci tego czy owego, mądrości, praktyki, wiedzy czy pieniędzy, ale i tak na koniec dnia tracisz. Doceń zatem to co masz teraz, bo jutro będzie tego mniej, pomimo tego, że pewnych wartościowych dla Ciebie elementów pojawi się na chwilę więcej – to ten moment by to docenić. Później już ich nie będzie. Odejdą bezpowrotnie, czy się tego spodziewasz, czy nie.

Oddychaj.

Zwiększ świadomość swoich działań.

Rób to co trzeba.

Odpocznij. Zadbaj o zdrowie – bo coś na pewno pęknie.

Kochaj.

Żyj.

Ciesz się każdą chwilą. Uśmiechnij się!!!

#942 – cała naprzód

Machina się rozbujała, wrzesień śmignął niczym pershing. Nawet nie zdążyłem tu niczego napisać przez ponad dwa tygodnie. Praca, prowadzenie zajęć, szkoła – tak rozwijam się w razie gdybym miał nieodwracalne problemy ze wzrokiem, aby mieć plan „Z” w postaci zawodu masażysty….. Dzieci wyjechały na studia z dala od rodzinnego miasta, kolejny remoncik i przeprowadzka, codzienne wizyty na radioterapii z tatą i parę innych zajęć – np. bieganie po lesie w najmilszym możliwym towarzystwie, czy wieczorowe odpoczynki i chwila relaksu.

Wydawało się, że ten czas przeleciał przez palce, a jednak po napisaniu tych kilku linijek, widzę, że nie był stracony, a każde działanie przyniesie pozytywny skutek. Jest ciężko psychicznie znieść tę gonitwę, ale z drugiej strony każda z tych aktywności ma swój głęboki sens, a owoce będą widoczne później, czasem dużo później….

Cieszę się bardzo, że znowu jestem w grze, po dosyć trudnych wakacjach spowodowanych skomplikowaną sytuacją zdrowotną, ogólnym stresem (który być może przyczynił się do tych problemów z oczami) i świadomością tego, że natury nie da się oszukać. Możesz sobie wciskać mantry i pozytywne myśli głęboko w różne miejsca, możesz się łudzić obietnicami, że kiedyś tam, gdzieś tam będzie spoko jak tylko dostaniesz tu łomot od życia i go zniesiesz, ale jesteś tu i teraz. Zatem pora cieszyć się tym co jest, bo niewątpliwie przyjdzie dzień kiedy tego nie będzie. Życie tak czy inaczej, pomimo, że piękne, jest nieubłagane, nieodwracalne i goni według tylko sobie znanych reguł.

Ciesz się nim teraz, tutaj i rób co możesz by było jeszcze lepiej!!!