#972 – neverland

Każdy ma jakiś sekret, krainę z dzieciństwa, do której chciałoby się dotrzeć. Wyspę Skarbów, podwodną lub podziemną krainę, miejsce gdzie kosmici i postacie mityczne upodobały sobie byt. Niektórzy o tych przestrzeniach zapominają, inni marzą by tam kiedyś na chwilę zajrzeć, a jeszcze inni cały czas tam tkwią. Tych ostatnich można podzielić na osoby oderwane od rzeczywistości i nieudolne życiowo (bez negatywnych skojarzeń) lub twórców, artystów, pisarzy i wizjonerów. Niektórzy z nas pomimo tego, że światy te są im bliskie, pozostawiają je w tajemnicy tylko dla siebie, bojąc się ośmieszenia, osądów lub po prostu nie czują potrzeby do uzewnętrzniania swoich marzeń, kształtujących się od dzieciństwa. Jedne z tych miejsc są magiczne i niekonwencjonalne, inne wydawało by się zwyczajne i oczywiste, a jednak dla wielu niedostępne. Na przykład życie w kochającej rodzinie, pełnej sprawności fizycznej, czy miejscu gdzie ma się co zjeść i z kim w spokoju i bez wstydu pobawić. Marzenia są duże i małe, dla każdego inne i nie każdy jest w stanie sam sobie z nimi poradzić. Nie osądzajmy innych pochopnie i nie porównujmy każdego z nas do siebie. Świat jest pełen stereotypów i naszych wyobrażeń o innych, które nijak się mają do stanu faktycznego i odczuć innych ludzi. Zatem Ci co wypowiadają się o innych, mogą się po prostu mylić. Twoje marzenia są twoimi marzeniami i tylko ty możesz się chcieć nimi dzielić i ty możesz interpretować to ci się w nich znajduje. To tak jak z oceną interpretacji i ekranizacji dzieł książkowych do tego pisanych często w innych językach. Nie da się tego obiektywnie ocenić nie czując i nie znając zamysłu twórcy i jego wizji.

Bardzo się cieszę, że tak jest, bo dzięki temu jesteśmy niepowtarzalni. Możemy się od siebie uczyć i widzieć różne rzeczy patrząc na ten sam obraz.

Tak jak każdy ma inne wyobrażenie o Piotrusiu Panie czy Małym Księciu.

#971 – z górki

Kiedy się rodzisz, najtrudniejsze już za tobą. Prawdopodobieństwo, że ty to ty i że się urodziłeś, to szczęście niebywałe, a nie jakiś grzech.

Teraz to już z górki. Musisz przeżyć to co ci dane, poczuć to co masz do poczucia, dać od siebie to co możesz i obrócić się w proch. To tylko chwila, więc nie ma co się rozczulać, a trzeba chłonąć co jest do wzięcia i oddać to co masz w zanadrzu, wszak jesteś cudem i wyjątkową, niepowtarzalną istotą.

Nie wiem jak wy, ale ja często mam doła, poczucie bezradności, bezsensu, wykorzystywania przez innych i braku sensu czegokolwiek. Ale idąc tropem motywatorów biegowych – nie liczy się nic innego jak kolejny krok, kolejny metr, a po nim następny i następny. Za zakrętem kolejna prosta, górka, z górki. W końcu meta. I myśl – już nigdy więcej.

I po 5 minutach, kolejna – następnym razem dam radę zrobić to lepiej.

W sumie w życiu niczego nie trzeba. Można, ale nie trzeba. Rób co robisz dla siebie. Nie dla innych, bo i tak wszystkich nie zadowolisz.

Pisząc to wszystko, wcale się nie wymądrzam, tylko staram się dotrzeć do siebie, do tego ja, które jest niezadowolone z wielu aspektów mojego życia – braku kontroli, możliwości zrobienia czegoś co by się chciało.

Że niby możesz wszystko co sobie wyobrazisz? Nie bluźnij i otwórz oczy. Możesz dużo więcej niż ci się wydaje, ale po pierwsze nie wszystko, a po drugie jakim kosztem?

Ale nie jest tak źle – jest bardzo dorze i tego się będę trzymał. Do samego końca i jeszcze troszkę.

#970 – światełko w tunelu

Zawsze jest jakieś światełko w tunelu. Nawet wtedy kiedy to nadjeżdżający pociąg. Nigdy nie wiadomo co przyniesie przyszłość. Kto by (poza planującymi te zdarzenia) przewidział cały ten lockdown, globalny kryzys, nadchodzące wojny i inne rzeczy, które rasa ludzka sama sobie ukręca i pieczołowicie przygotowuje. Czasem jest po prostu ciężko i trudno wybrać drogę boczną, która również doprowadzi nas do celu, ale może wolniej i w mniej komfortowych warunkach. A może jednak warto? Może będą jakieś piękne widoki? Może jakaś przygoda, ciekawsza niż wizyta w przydrożnym Maku.

Jak to zrobić? Jak się odważyć? Odpowiedź jest prosta – Nie mam pojęcia. Jedni czekają na znak od siły wyższej, inni dostają środkowy palec przed nos, a jeszcze inni czekają, aż miarka się przebierze.

A jeszcze inni nie robią nic i czekają, aż denerwujący się przeciwnicy zejdą na zawał czy wylew jakiś.

Najważniejsze w życiu to nie przeszkadzać szczęściu działać i tworzyć pięknych dzieł. Cóż ma zrobić kamień na dnie przepływającego potoku? Szlifować swoje krawędzie i stawać się kształtem idealnym… Japońskie przysłowie mówi – Gwóźdź, który odstaje, musi zostać wbity.

Jaki z tego morał? Albo musisz być wbity gwoździem, albo młotem , który te gwoździe wbija.

Możesz się złościć i szarpać, możesz też użyć mocy spokoju, perswazji i logicznego myślenia. I w każdym z tych przypadków może się okazać, że nic nie wskórasz. Czasem wstarczy się zatrzymać, pomyśleć i zmienić perspektywę. Wykręcić kota ogonem, użyć drugiej strony kija, czy mieczy, których mamy pod dostatkiem.

I pamiętaj, żeby docenić tych co trzeba i mieć ich po swojej stronie. Bo ci po tej drugiej stronie są na pewno źli i się mylą. 😉

#969 – prawda prawdziwa

Trzeba być prawdomównym i uczciwym.

Trzeba mieć też wtedy twardą dupę.

Ale można też kombinować i kłamać.

I też trzeba mieć wtedy twardą dupę.

Albo asa w rękawie.

Asa w rękawie trzeba mieć zawsze, tak jak twardą dupę.

Ale ktoś może mieć w rękawie jokera.

I wtedy trzeba mieć twardą dupę.

Wniosek jest taki – zepnij pośladki, bo w nich caly twój potencjał, twarda dupa jest ważniejsza od wszystkiego.

#968 – słowo na wtorek

Kolejny tydzień śmignął niepostrzeżenie. Nie zdążyłem niemal wykonać pełnego obrotu, a minęło kolejne 168 godzin mojego życia. Niby nic wielkiego, a jednak, pomimo braku chęci, siły i wewnętrznego wigoru, zrobiłem krok, mam nadzieję, że naprzód. Drobne przeziębienie, wyzwanie dotyczące skoordynowania małego projektu medialnego, zdanie kolejnych 4 egzaminów na techniku masażyście, przemyślenie aspektów szarego życia i wielokrotna zmiana planów spowodowana pandemią i zmiennością otoczenia (VUCA). Do tego dochodzi niepokój o naszych wschodnich sąsiadów, do których mamy w linii prostej z 70km.

Co będzie dalej? Jak żyć normalnie? Jak spełniać się i realizować pomimo przeciwnościom i niedogodnościom? W sumie przecież nie ma na co narzekać. Są ludzie, którzy nie mają nawet domu, źródła utrzymania i innego celu w życiu, jak przeżyć kolejny dzień. Tu nie chodzi o to by dostrzec czy szklanka jest do połowy pusta czy pełna. Chodzi o to by wiedzieć kiedy spożytkować jej zawartość i mieć pomysł i zabezpieczenie, aby ją znów napełnić. Czy więc rozpatrywanie szklanki ma jakikolwiek sens?

#967 – tajmszift

Dopiero co rozpoczął się rok kolejny czyli 2022, a już mam wrażenie, że zaraz będzie wiosna. Wrażenie złudne, bo co by nie mówić to jeszcze 2 miesiące i wiele wyzwań przed nami, ale jednocześnie prawdziwe. Zaraz egzaminy semestralne, kolejny wyjazd do Katowic, ferie i mam nadzieję obóz zimowy, Fighters Camp w Nałęczowie, kontynuacja operacji na oko proroka i już aby dotknąć 21 marca, czyli Równonoc.

Straszne to i jednocześnie wspaniałe, że tyle się dzieje i wokół nie ma czasu na nudę. Z drugiej strony, z wiekiem, doświadczeniem i praktyką, przychodzi myśl, że to dobrze się czasem ponudzić. Siąść, kontemplować, rozmyślać, przytulić się do kogoś, rozkoszować przyrodą, światem i byciem częścią wszechświata.

Najbardziej dołujące w tym trędzie jest to, że nieuchronne przesunięcie czasowe działa w zasadzie tylko w jedną stronę. Szczególnie jak jest dobrze, jesteś szczęśliwy i wszystko układa się tak jakbyś sobie wymarzył (* lub kobieta)

Jak jest źle – to oczywiście każda minuta dłuży się niemiłosiernie zgodnie z zasadą 3 minut – w zależności od tego po której stronie drzwi od ubikacji się stoi po wypiciu 3 piw (**, ***).

(** – dotyczy osód dorosłych)

(*** – w Irlandii podobno jest jeszcze gorzej)

#966 – upór – wada czy zaleta

Upór. Wada, zaleta, a może znak, że jesteś szaleńcem?

Systematyka, powtarzalność, syzyfowa, odnawialna praca. Przecież to nasza rutyna i codzienność. Nawyki, uzależnienia, fobie i natręctwa. Z tego się składa nasze życie. Pranie, brudzenie, sprzątanie, bałaganienie, gonitwa i codzienne tankowanie baków, ładowanie ponownie rozładowanych baterii i setki powtarzalnych, czasem wręcz bezsensownych czynności. Te same standupy, spotkania, cykliczne statusy, podsumowania, czekpointy, treningi, stałe pory posiłków, zmiany w pracy….. i milion innych rzeczy.

I robisz w kółko to samo, patrzysz na efekty i oczekujesz nagłych rezultatów….. Cóż, efekty będą, ale nie łódź się, że będą szybko. Żeby efekty były szybko musi nastąpić Zmiana przez wielkie Z. Rewolucja, przewrót, wojna, kryzys, wielka wygrana w wyborach lub zauważenie szansy i wykorzystanie jej w odpowiednim czasie i w odpowiedni sposób.

Waląc głową w ścianę po raz kolejny, nie spodziewaj się, że pęknie za 2 czy 3 razem, być może uda się to za 100 lub 1000. Musisz zatem być pewnym tego co robisz, bo jeśli wiesz to tak rób, jeśli nie – poszukaj innego sposobu.

W różnych przypadkach nie ma dróg na skróty, w innych nigdy nie dotrzesz do namacalnego celu bo cel jest procesem. Jeszcze w innych musisz po prostu zacząć robić coś innego, inaczej, albo zaprzestać swych działań w ogóle.

Najważniejsze jest to, żebyś wiedział, że zawsze wszystko od czegoś zależy. I to ty musisz się dowiedzieć co od czego i dobrać odpowieni sposób by zjeść tego słonia.

#965 – pitu pitu

Świstak dalej zawija sreberka, krowa Milka daje się doić, a my optymistycznie i z hukiem weszliśmy w nowy 22 rok 21 wieku. Co za szczęście żyć w tym kraju mlekiem i miodem płynącym i dodatkowo jakąś brązową mazią dopełnianym. Nie straszne nam prawa unijne, ni groźby ze wschodu. Nic nie ruszy naszego narodu i kraju, po prostu mucha nie siada!!! Dobrym wieściom nie ma końca! Na drogach coraz bezpieczniej, przy tym kasa państwa będzie zasilana przez nieuważnych i bezmyślnych kierowców, a żeby tego było mało zamiast kapitana Ameryki mamy Tarczę Antykryzysową, Nowy Ład i HGW co jeszcze. Tyle tego jest, że nie sposób spamiętać. Aż się chce zanucić, starą dobrą piosenkę:

Nad wszystkim czuwa gospodarz domu – YouTube

Aż by się chciało powiedzieć, że Bareja by tego nie wymyślił….

A jednak.:

Alternatywy 4 Jan Winnicki mistrz kuchni włoskiej zwłaszcza makaronu 🙂 – YouTube

#964 – i znowu z górki

Święta, Sylwester, Nowy Rok i już z górki. Normalność uderzy ze zdwojoną siłą. No może jeszcze z tydzień poczeka, bo jeszcze sześciu króli i długi weekend od najbliższego czwartku, ale później powrót do rzeczywistości. Choć z drugiej strony końcówka roku była tak intensywna, że nie ma co narzekać na jakąś nudę, monotonię czy powtarzalność.

Miniony rok był tak indywidualnie nieprzewidywalny, że poza zmiennością, trudno byłoby go sobie zaplanować, ułożyć, przewidzieć i przeprowadzić lepiej niż minął.

Teraz, cóż, pora nastawić się pozytywnie na najbliższą sesję egzaminacyjną, coroczne zmiany w pracy i mieć nadzieję na odnalezienie się w codziennym życiu. Jest wiele wyzwań dookoła, ale przybywa wiedzy i praktycznej i teoretycznej, a także sytuacja osobista uległa pewnej stabilizacji i ugruntowania bazy do dalszych pozytywnych i równie przemyślanych działań, zatem w sumie przyszłość przedstawia się obiecująco.

Tak sobie myślę, jak to jest z samooceną – jak potrafić odpowiednio oszacować swoje możliwości do pojawiających się wyzwań? Czy cenię się za nisko, a może zbyt wysoko? Czy jestem idealistą? Cze wręcz przeciwnie – pragmatycznym pesymistą? Świat się zmienia, zmieniają się oczekiwania otoczenia, zmienia się również percepcja rzeczywistości, potencjalnych szans, możliwości i progu odczuwania szczęścia. Czy wymagam i oczekuję od siebie za dużo? A może wprost przeciwnie, powinienem zakasać rękawy, spiąć pośladki (sic) i wziąć się bardziej do roboty? Tylko gdzie? W krainie mlekiem i miodem płynącej, gdzie są moje korzenie? Czy szukać Nowej Nadziei gdzieś zupełnie indziej, tam gdzie nie będzie możliwości na pomyłki, potknięcia czy spuszczenie z tonu.

No nic, tak czy inaczej trzeba dokończyć rozpoczęte projekty naukowe, szkolić się dalej, knuć i szykować na kolejne, jeszcze nawet niezaplanowane zmiany.