#943 – dlaczego cenić to co się ma teraz?

Carpe Diem srata tata i tak dalej. Właśnie miałem okazję posiedzieć i pomyśleć o tym wszystkim, bo ostatnimi czasy wiele rzeczy mówiąc kolokwialnie się zesrało.

Bądźmy ponad to, wznieśmy się i popatrzmy w miarę obiektywnie jak wygląda nasze życie….

Na początku jest pożądanie, być może miłość, czasem przemoc, gwałt, chciana czy niechciana ciąża…. Później jest loteria genetyczna, kto z kim, czy komórka wybierze tego plemnika czy innego (o ile znalazł się w odpowiednim kanale żeńskim, a nie na przykład w ubikacji…) . Później walka ewentualnie zapłodnionej komórki (tu też loteria, bo większość komórek przecież nie będzie zapłodniona i skończy marnie to znaczy w zasadzie normalnie – zostanie wydalona). Do tego dochodzą naturalne poronienia, niezgodność białek, grup krwi itp. I jeszcze tabletki po, aborcje i inne zdarzenia. Później, jak to przetrwasz, to już z górki i będzie gorzej. Mamusia cię karmi, dostarcza tlenu, przeciwciał, a ty sobie beztrosko pasożytujesz…. I nagle trach…. Poród. Albo normalny, albo przedwczesny….. Albo przeżywasz, albo umierasz, albo jesteś od startu na nowej drodze życia pokrzywdzony…. Albo Pokrzywdzona. I jeszcze dużo zależy w jakim miejscu globu się rodzisz. To ma zajebiste znaczenie, ta jak i to kim są twoi rodzice (w szczególności w papierach) i jak zamożnie wylosowałeś, bo przecież się tu nie pchałeś – póki co wpływu na to wszystko masz 0%. A to dopiero początek (ale na szczęście już z górki). Później cię karmią, dostosowują się do Twoich potrzeb, skaczą dookoła i starają się jak najlepiej. Ty zauważasz jednak, że świat to coś więcej niż Ci dają. Chcesz więc więcej, a jakże. Tylko, że nie wiesz jeszcze, że nie jesteś pępkiem świata, a to co ty chcesz to coś zupełnie innego niż dostaniesz. Frustracja zaczyna rosnąć.

Zakłądając, że żyjesz w warunkach, niezłych, powiedzmy w Polsce, w kwiecie rozwoju lat dwudziestych XXI wieku – Zaczynasz dalej rosnąć, sięgać po więcej, aż ty nagle Cię z nienacka – chyc – do przedszkola, zerówki, czy szkoły…. Czy chcesz, czy nie – musisz się jakoś wpasować w formę, wypełnić ją swoją masą i aurą. W najlepszym wypadku, będą zadowoleni,w trochę gorszym – będziesz sfrustrowany, zagubiony i oczywiście pozbawiony odpowiedzi – po co to wszystko? Masz zacząć gonić, za czymś co nie jest dla ciebie inetersujące, ani wartościowe. Być może będzie, ale sposób w jaki jesteś zachęcany do tego, niekoniecznie trafia do młodych, wielu rzeczy nieświadomych, ludzi. Im bardziej widzisz bezsens tych działań, a być może nie dostrzegasz sensu tych działań – będzie gorzej i gorzej, czując sie wyobcowany w tym dziwnym świecie. Górka staje się coraz bardziej stroma, zaczynasz przyspieszać. Twoje wymagania i oczekiwania rosną, natomiat spełnianie ich, za tym przyspieszeniem nie nadąża. Jest coraz bardziej niekomfortowo, wiesz coraz więcej i widzisz, że rzeczy do poznania i zrozumienia jest ciągle więcej i wiecej.

Później dalsze szkoły, marzenia, potrzeby, niespełnione oczekiwania bliskich wobec twojej osoby. Przygnębienie rośnie w momencie kiedy zaczynasz dojrzewać. Pojawiają się kolejne, często niespełnione pragnienia, a kolejną fazę frustracji potęgują normy społeczne, kolejne ograniczenia, dobry smak i ton, konwenanse, fałszywie sprzedawana etyka itp. itd. Kolejne oczekiwania, które powinieneś spełniać.

Rodzice dają ci tyle ile mogą, ile chcą lub ile potrafią, ale w końcu trzeba się ogarnąć samemu. Jednym przychodzi to wcześniej innym później, innym wcale (bo na przykład są chorzy czy inaczej pokrzywdzeni przez okrutny los). Niektórym na różnych drogach przytrafia się rola rodzica, czyli niejako przechodzimy w kolejną fazę pętli życia – często zatruwamy życie innym, bogu ducha winnym istotom, które również się na ten świat nie pchały. Pojawiają się kolejne dylematy – dać, czy nie dać, co i jak zrobić, jak się zachować. Przygniatająca odpowiedzialność rośnie. Do tego dochodzą przyziemne i górnolotne problemy dnia codziennego. Zmiana pracy, jej utrata, warunki bytowe, problemy uczuciowe, narastanie ilości spraw do załatwienia, któremu naprzeciw wychodzi krótsza percepcja czasu i kolejny wzrost frustracji związany z możliwym brakiem zrozumienia ze strony najbliższych. Ciągłe zmiany, wzrastające oczekiwania, chęć odpowczynku oraz chęć utrzymania strefy komfortu. Szukasz odskoczni, przdmiotów sprawiających radość. Poprawia nam się coś, krótkotrwale, później kac rośnie za każdym razem bardziej. Kula śniegowa toczy się coraz prędzej a my lecimy przebierając nogami jak chomik w kółku.

W końcu coś pęka. Stres robi swoje, jednym pęka serce, innym spirala kredytów innym żyłka w oku czy mózgu. I nagle robi się zapaść, przepaść, otchłań, czarna dziura. Tryby strzelają nie wytrzymując napięcia, bo przecież świat leci dalej, kręcą się zębatki, mieląc wszytstko co im wpadnie…..

Idąc tak przez życie jesteś na początku wyposażony we wszytsko co ci potrzebne, a kolejne lata zabierają ci pomału część z tych dóbr. Aby odwrócić uwagę dostajesz marchewkę w postaci tego czy owego, mądrości, praktyki, wiedzy czy pieniędzy, ale i tak na koniec dnia tracisz. Doceń zatem to co masz teraz, bo jutro będzie tego mniej, pomimo tego, że pewnych wartościowych dla Ciebie elementów pojawi się na chwilę więcej – to ten moment by to docenić. Później już ich nie będzie. Odejdą bezpowrotnie, czy się tego spodziewasz, czy nie.

Oddychaj.

Zwiększ świadomość swoich działań.

Rób to co trzeba.

Odpocznij. Zadbaj o zdrowie – bo coś na pewno pęknie.

Kochaj.

Żyj.

Ciesz się każdą chwilą. Uśmiechnij się!!!

Jedna myśl w temacie “#943 – dlaczego cenić to co się ma teraz?”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *