Dzisiaj dzień oczekiwania. Jutro o 3:00 startujemy w kolejnym Rzeźniku. To już 4 raz. Wszystko jest inne. Inne emocje. Inna trasa. Inny ja. Jestem starszy, bardziej skontuzjowany, ale bardziej spokojny, mam więcej doświadczenia. Ten bieg to kolejny krok do UTMB 1 września (czyli 170km biegu dookoła Mont Blanc). Krok ważny i potrzebny, żeby zbudować pewność siebie, zbudować odporność na ból i odporność na negatywne myśli. Będzie ciężko, będzie bolało, będą złe myśli i pytania – „po co to wszystko?” 16h w trasie na własnych nogach. A po co? W zasadzie po nic konkretnego. Ot tak. Dla siebie chyba. Bieganie na takie dystanse, czy nawet na krótsze, ale do osiągnięcia maksimum możliwości, dla mnie osobiście, nie jest żadną przyjemnością, ale daje niesamowitą satysfakcję. Satysfakcję, której nie da się opisać słowami. Wbiegając na metę napływają do oczu łzy. Łzy szczęścia i zadowolenia, że to już koniec, że możesz odpocząć. Wiem, ze to głupie, ale jest to uzależnienie, dla którego warto poświęcić trochę siebie. Trochę treningu, trochę wyrzeczeń, trochę hmmmm….. zdrowia, trochę pieniędzy. Tego nie da ci nic innego. To zupełnie inny rodzaj odczuwania satysfakcji.
Opowiem wam jak było i dowiecie się jak bardzo było warto. Już wkrótce. Do zobaczenia!!!
