#2008– Zawody 2026 – week_10

Kolejny tydzień minął.

Jest coraz lepiej, chodzę codziennie i spaceruję.

Czasu niby powinno być wicej na wszystko, a jednak tak się nie dzieje.

Jedyne na co można narzekać to POTĘŻNY ból w lędźwiach, kilka dni mnie trzymało, weekend praktycznie cały przespałem.

Ale na szczęście dzięki zabiegom mojej żony oraz próbom rozciągnięcia i relaksacji – temat jest póki co zażegnany.

Ten rok jest coraz lepszy, a tak niewinnie się rozpoczął …

#2006 – zmiany

Jak jednocześnie zmieniać i nie zmieniać?

To nie jest trywialne pytanie. Podobnie jak dostać się na metę nie ruszając ze startu – jest to możliwe jedynie w specyficznych okolicznościach. Innym przykładem zmiany bez pozornej zmiany jest obrót o 360 stopni. Niby nic się nie zmienia, ale możemy dostrzec to co do tej pory nam gdzieś umykało, było gdzieś obok lub za nami, a my, skupieni na tym co z przodu, nie widzieliśmy innych wyjść z sytuacji.

I ostatni przypadek jaki dzisiaj rozpatrzymy to zmiana wewnętrzna bez zmiany obserwowanej z zewnątrz. To metamorfoza i transformacja bez widocznych objawów i mogąca wprowadzić naszych współistniejących towarszyszy i wrogów w zdumienie i zaskoczenie, gdy zaczniemy zachowywać się inaczej niż było to przewidywane, bez wcześniejszych znaków na niebie i ziemi.

Jak widać i czuć przez skórę, zmiana bez zmiany jest możliwa przy zachowaniu pewnych założeń lub przy niezauważeniu kluczowych znamion zmiany – objawy mogą być nieznaczne lub niespecyficzne albo zachodzić w bardzo powolny sposób.

Bądźmy zatem czujni i otwarci na nowości oraz niestandardowe podejścia do życia. Wszak nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy…. A zmarnowane szanse będą nas niepotrzebnie nęcić w przyszłości.

#2005 – krok w bok

Zawsze gdzieś lecimy. Do przodu, w dół, gdzieś tam. Szybko, coraz szybciej, byle do pierwszego, byle do wiosny, byle do wakacji, byle do emerytury.

A chuj tam, zaraz zleci i zostanie tylko wybór trumny albo urny – ale to już i tak zadecydują ci, na których to spadnie. Chyba, że jesteś chorym pojebem i zaplanujesz to sobie za życia.

Ale ale, dokąd tak lecimy i po co?

Ciągle dążymy do doskonałości. Porównujemy się z innymi, później odkrywamy, że to bez sensu i porównujemy się ze sobą z wczoraj, sprzed tygodnia, sprzed roku i to ma sens, dopóki nie osiągniesz tego punktu, że jak nie jest bardzo gorzej, to już jest nawet jakby lepiej.

Co wtedy zrobić? Zacząć być zgorzkniałym dziadem lub babą? Jojczyć, że kiedyś to było lepiej? Że dyskryminują cię ze względu na wiek? A może dać się namówić na jakąś fajną wiarę i za parę złotówek załatwić sobie obietnicę życia w przyszłym świecie, Amen.

Wystarczy może tego srania w banię i pora na zrozumienie czym jesteśmy i gdzie się znajdujemy. Pora pomyśleć o tym co my tu wspólnie robimy i dlaczego najbardziej na świecie nienawidzimy przedstawicieli własnego gatunku?

Tak, co prawda tych złych, ze wschodu, z zachodu, tych obok, co mają inne poglądy. Młodszych, starszych, innych. Po prostu tamtych.

Tacy sami jak my też nas wkurzają, bo stanowią dla nas konkurencję i odbierają nam to co najlepsze dla nas. I zajmują miejsce na parkingach i w kolejce w markecie, czy dyskoncie raczej.

Szukam sensu życia od „pińćdziesięciu” lat i nie znam go tak naprawdę, bo to co próbują mi wcisnąć od małego, jakoś do mnie nie przemawia. Bóg, honor, ojczyzna, reprodukcja, kumulacja, saturacja, eutanazja, sława i władza oraz strach i pokora. Wdzięczność, szacunek, praca. I wóda. musi być wóda, albo coś innego co pozwoli zapomnieć, a później przypominać sobie jak dobrze, że tego nie pamiętasz.

Owszem, muszę się dostosować do norm społecznych i prawa oraz własnego sumienia, ale najbardziej wkurza mnie to, że ci co tak te i inne normy wciskają na lewo i prawo, sami mają je w dupie.

Zakłamanie, obłuda, kit i karton wyłażący zewsząd nie pomaga odnaleźć się w tym galimatiasie.

Majndfulnes, łork lajf balans, fitnes, diety i kalkulator kalorii – to jest sztuka balansu i awansu by w slalomie obowiązków znaleźć czas na chwilę wytchnienia.

Pora iść wytaplać się w błocie i mieć frajdę z kontaktu z naturą.

Jak nie masz na to zasobów zawsze można uskutecznić drzemkę.

Drzemka jest dobra na wszystko.

#2003 – żyć nie umierać

Życie jest fajne. Wstajesz, masz pod górkę, albo z górki.

Masz problemy, które możesz rozwiązać i takie których nie możesz. Czasem te, które możesz – rozwiązujesz, a czasem komplikujesz je do tego stopnia by się ich rozwiązać nie dało.

Czasem czepiasz się tych, które są nie do rozwiązania i udajesz, że wiesz co masz z nimi robić, i biczujesz się, i zamartwiasz faktem, że nie sposób na twoim stołku znaleźć dla nich szczęśliwe zakończenie.

Czasem warto posiedzieć, popatrzeć i zastanowić się, „co by było gdyby”, a następnie szybciutko zakasać rękawy i w parę chwil posunąć się do przodu z tematami, na które masz wpływ i relanie możesz coś z nimi zrobić….

Często jest to prostsze niż ci się wydaje, a czasem jest to mieszanie kijem oceanu – niby jest możliwe, ale raczej do końca życia się z tym nie uporasz….

Bierz więc swój krzyż na plecy i poszukaj kogoś, kto pomoże ci go komuś opchnąć za dobrą zapłatę, a uzyskane środki zainwestuj w rozwój osobisty oraz pomoc potrzebującym. W końcu nie zawsze liczy się efekt, a jedynie sposób w jaki zostanie przedstawiony i zaprezentowany.

Uśmiechnij się – najdalej za kilkadziesiąt lat nie będzie to miało dla Ciebie żadnego znaczenia. A być może nawet szybciej niż się spodziewasz.

#2002 – rok konia

Jak wiecie / nie wiecie * (* – czytajcie to jak chcecie, wykreślajcie, podkreślajcie, nic „mię” to nie rusza) mamy rok Konia. Chiński Rok Konia (2026).

Dlaczego to ważne?

Bo mogę o tym poczytać, popisać, pomyśleć i zapomnieć o tym tak szybko, że nawet nie zauważę kiedy. Cóż to – temat dobry jak każdy inny – bo jaki jest koń każdy widzi, a co więcej, darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby…

Ważne, bo po dwóch tygodniach spędzonych w domu głównie na przebywaniu w towarzystwie siebie, najbliższych bliskich i Internetu – w formie różnorakiej – filmów (tych głębszych, płytkich, popularnonaukowych, rozrywkowych i zrywających banię) , książek (tych przez duże K i malutkie k), muzyki i niestety portali społecznościowych – okazuje się, że z każdego tematu można zrobić użytek. Lub raczej bezużytek.

Jeśli temat Roku Konia będziecie zgłębiać, okazuje się, że powstało na jego kanwie setki i tysiące artykułów – zarówno tych mądrzejszych, przemyślanych, jaki takich zsynetetyzowanych prze EjAj (tak mamy Ejajizację, nie mylić z Ejakulacją – choć u niektórych efekt końcowy jest podobny).

A moim zdaniem co z tego wynika? Jak zwykle – subiektywna prawda najprawdziwsza:

„Dawne życie poszło w dal

Dziś pierogi, dzisiaj bal

Tylko koni, tylko koni,

Tylko koni, tylko koni żal …..”

Ale ale, przecież jeszcze był:

„Konik – z drzewa koń na biegunach

Przyjaciel wiosny, uśmiech radosny

Każdy powinien go mieć”.

I znów uśmiech zagościł na mej twarzy, pomimo tego, że może to był Konik Trojański?

#2000 – z życia wzięte

Tak sobie siedzę. Noga w gipsie od tygodnia, to co mam zrobić? Na razie, tak jak wspomniałem, siedzę, a w właściwie leżę z nogą w elewacji. Leżę i myślę, w przerwach w spanku i zastanawiam się jak bardzo marzenia różnią się od planów oraz scenariuszy, których wolelibyśmy uniknąć.

Bo wiecie, wszystko jest dobrze, jak jest dobrze. Jak jest źle, to w sumie też jest dobrze, bo zawsze może być gorzej. Zawsze może być też lepiej, z takiego czy innego punktu widzenia, ale koniec końców – jest jak jest. I tyle.

Akceptuję stan rzeczy i robię co mogę, bo wykorzystać ten czas najlepiej jak potrafię – dla siebie i dla innych. Mam co robić, mam o czym myśleć i mam chęć do działania, a jedyne co mnie teraz powstrzymuje od robienia miliona rzeczy to zalecenia lekarskie i zdrowy rozsądek – głównie mojej ukochanej żony. Bo mój zdrowy rozsądek – nie ukrywajmy – zatrzymał się w rewolucyjnym rozwoju jakieś 30 lat temu. Później, to już jego rozwój pełznie z szybkośćią pantofelka – 2,5 mm/s.

Jest czas na działanie pasywno bierne, połączone z aktywnością intelektualną ograniczoną poprzez akceptację: a) bólu i b) obniżonej sprawności ruchowej.

Śpię, jem, ćwiczę i odpoczywam. Wizualizuję i myślę jak, wyciągnąć z tego więcej niż samo osiągnięcie stanu sprzed kontuzji.

Mam coraz więcej pomysłów, planów i chęci na jak najszybszy powrót do pracy, treningów, spacerów i znowu wiem, że w życiu nie wystarczy czasu, na poznanie nawet części tego co chciałoby się przeżyć.

A najważniejsze jest poznanie siebie i polubienie tego kogoś kto jest Tobą i spędza z Tobą 100% czasu i jest za Ciebie w 100% odpowiedzialny. I dopiero gdy zrozumiesz, że nie jesteś niezniszczalny, niezastąpialny i najważniejszy na świecie, poczujesz miłość i radość z życia. Miłość do siebie i innych. Poczuj akceptację i pozwolenie sobie i innym, na bycie sobą.

Każdy z nas ma wady, niedoskonałości i swój osobisty urok (z chłopskiego „na psa urok”). Dajmy sobie szansę na życie i na rozwój. Na drogę ku szczęściu i na szczęście w drodze. Bo dzięki wszystkim fizykom, przecież wiemy, że niezależnie od tego, że leżymy czy siedzimy, to jesteśmy w ciągłym ruchu w czasie i przestrzeni. Kochajmy się, cieszmy życiem i radujmy tym co mamy.

#1999 – Zawody 2026 – week_06

Żarło, żarło i się wyjebało. Znaczy ja się wyjebałem, połamałem i po wtorkowym i czwartkowym treningu zostały tylko marzenia….

Piątek rano 13 luty 2026 – przezstawowe złamanie dalszego końca bocznego kości piszczelowej nogi prawej. Naderwanie struktur stawu skokowego. Gips i kontrola u ortopedy 24 lutego 2026.

Na razie kwitnę i staram się docenić to co zostało mi zafoerowane przez los.

A zawody? Pożyjemy, zobaczymy, nie te, to będą przecież inne…