Nie ma co w życiu być zaskoczonym.
Wszystko jest przewidywalnie nieprzewidywalne. To coś jak paradoks więźnia skazanego na śmierć.
Działo się to w średniowieczu, choć mogłoby i w zupełnie innej epoce. Sędzia Inkwizytor rzecze:
W imię praw nadanych mi przez Pana Naszego JC, niniejszym skazuję Cię na łaskawą śmierć poprzez ścięcie toporem, a wyrok zostanie wykonany w jednym z siedmiu dni najbliższego tygodnia, a jego wykonanie będzie dla Ciebie niebywałym zaskoczeniem. To Ci gwarantuję!
Więzień wrócił do lochu i myśli:
Jak to zaskoczeniem. W niedzielę mnie nie zabiją bo to nie będzie zaskoczenie.
W sobotę też nie – bo wyeliminowaliśmy niedzielę, z tego powodu też i sobotę, bo jak do niej dożyję, bo będzie żadne zaskoczenie.
Zatem i piątek trzeba skreślić, bo jak do niego dożyję, a w sobotę mnie nie zetną i w niedzielę nie, to żadne zaskoczenie.
Myślał, myślał i kombinował i po kolei wyeliminował wszystkie pozostałe dni….
Nie zabiją mnie zatem bez zaskoczenia! Więc wyrok jest nieważny! Ucieszył się, że będzie się mógł od niego odwołać! Zgłosił swoje obawy strażnikowi, który przekazał je dalej aby prawu stało się zadość.
W poniedziałek o 11:13 przyszli strażnicy i zabrali na dziedziniec. Ku wielkiemu zaskoczeniu więźnia nie było rozmowy z Inkwizytorem, a po prostu, zwyczajnie odbyła się egzekucja, podczas której kat wykazał się pełnym profesjonalizmem i zaangażowaniem.
Zaskoczon(y a o)?
