Zawsze gdzieś lecimy. Do przodu, w dół, gdzieś tam. Szybko, coraz szybciej, byle do pierwszego, byle do wiosny, byle do wakacji, byle do emerytury.
A chuj tam, zaraz zleci i zostanie tylko wybór trumny albo urny – ale to już i tak zadecydują ci, na których to spadnie. Chyba, że jesteś chorym pojebem i zaplanujesz to sobie za życia.
Ale ale, dokąd tak lecimy i po co?
Ciągle dążymy do doskonałości. Porównujemy się z innymi, później odkrywamy, że to bez sensu i porównujemy się ze sobą z wczoraj, sprzed tygodnia, sprzed roku i to ma sens, dopóki nie osiągniesz tego punktu, że jak nie jest bardzo gorzej, to już jest nawet jakby lepiej.
Co wtedy zrobić? Zacząć być zgorzkniałym dziadem lub babą? Jojczyć, że kiedyś to było lepiej? Że dyskryminują cię ze względu na wiek? A może dać się namówić na jakąś fajną wiarę i za parę złotówek załatwić sobie obietnicę życia w przyszłym świecie, Amen.
Wystarczy może tego srania w banię i pora na zrozumienie czym jesteśmy i gdzie się znajdujemy. Pora pomyśleć o tym co my tu wspólnie robimy i dlaczego najbardziej na świecie nienawidzimy przedstawicieli własnego gatunku?
Tak, co prawda tych złych, ze wschodu, z zachodu, tych obok, co mają inne poglądy. Młodszych, starszych, innych. Po prostu tamtych.
Tacy sami jak my też nas wkurzają, bo stanowią dla nas konkurencję i odbierają nam to co najlepsze dla nas. I zajmują miejsce na parkingach i w kolejce w markecie, czy dyskoncie raczej.
Szukam sensu życia od „pińćdziesięciu” lat i nie znam go tak naprawdę, bo to co próbują mi wcisnąć od małego, jakoś do mnie nie przemawia. Bóg, honor, ojczyzna, reprodukcja, kumulacja, saturacja, eutanazja, sława i władza oraz strach i pokora. Wdzięczność, szacunek, praca. I wóda. musi być wóda, albo coś innego co pozwoli zapomnieć, a później przypominać sobie jak dobrze, że tego nie pamiętasz.
Owszem, muszę się dostosować do norm społecznych i prawa oraz własnego sumienia, ale najbardziej wkurza mnie to, że ci co tak te i inne normy wciskają na lewo i prawo, sami mają je w dupie.
Zakłamanie, obłuda, kit i karton wyłażący zewsząd nie pomaga odnaleźć się w tym galimatiasie.
Majndfulnes, łork lajf balans, fitnes, diety i kalkulator kalorii – to jest sztuka balansu i awansu by w slalomie obowiązków znaleźć czas na chwilę wytchnienia.
Pora iść wytaplać się w błocie i mieć frajdę z kontaktu z naturą.
Jak nie masz na to zasobów zawsze można uskutecznić drzemkę.
Drzemka jest dobra na wszystko.