Ciemność. Widzę ciemność.
A nie, trzeba po prostu otworzyć oczy.
Niewiele to zmienia, ale zawsze coś. W sumie nawet bardzo dużo, jeśli nie wiesz jakby mogło być naprawdę w innej, równoległej rzeczywistości.
Bo wiele zależy nie od tego co masz, ale od tego jak bardzo to co masz odbiega od twoich oczekiwań.
I tu rodzi się pytanie – jak sterować tym drugim? Żeby było ambitnie, ale nie za bardzo? Jak podejść do sprawy obiektywnie i nie wyrządzając krzywdy, sobie i innym?
Czego potrzebujesz w życiu? Co jest niezbędne? Co jest zdrowe i przydatne? Co jest balastem i fanaberią?
I co dalej? Jakie ma to znaczenie? Czy cokolwiek poza obecną chwilą ma jakiekolwiek znaczenie? Nawet jak ci dosypią energii na wejściu, to przykręcą efektywność, tak, że na końcu i tak będzie tak samo albo gorzej.
A nawet jak będzie lepiej, to próg odczuwania może się podwyższyć, więc wrażenie pozostanie takie samo, albo będzie gorzej.
A czy obniżając standardy i odpuszczając marzenia, umniejszasz sobie? Czy staczasz się po równi pochyłej? I co gorsza zmierzasz ku przepaści, a na końcu i tak będzie ona: CIEMNOŚĆ.
Skoro to wszystko to bezcelowa walka z cieniami przeszłości i przyszłości, to po co się tak męczyć, skoro wszystko co najpiękniejsze jest TU i TERAZ?
Milion myśli. Tysiące scenariuszy, a pod, niemal gładką, taflą, poruszaną jedynie chłodną bryzą, dającą uczucie świeżości i orzeźwienia, kłębią się problemy i przeszkody tworzące labirynt codzienności.
SENS BEZSENSU.
Jak przekonać siebie? Jak przekonać innych, że warto wspinać się pomimo mgły i braku widoków na panoramę gór? A prawda, i tak niewiele widzisz, więc co to za różnica czy jest dzień, noc, czy mgła i deszcz?
