Jak pójść na łatwiznę?
Oddać rzekomą odpowiedzialność za swoje myśli, czyny i zaniechania w inne ręce. Najlepiej wyższe. Jest ku temu wiele sposobności. Bo żona kazała, szef mówił, superwajzor, starszy brat lub jedyny i niepowtarzalny ktoś, kto stworzył wszechświat i chciał żeby tak się stało. Co prawda jeszcze trzeba w to uwierzyć i przekonać samego siebie, że tak jest a później to juz z górki. Wystarczy trzymać się tej wersji i można tak kroczyć przez żywot. Czasem oczywiscie trzeba spełniać obowiązki. Modlić się, przestrzegać postów i innych rytuałów, ale na końcu, już po naszej śmierci, będziemy szczęśliwi w innym świecie. Amen.
Warto? Czy nie warto? Kto jest odważny by w to nie uwierzyć? I czyj jedyny Bóg jest prawdziwy? A jego ścieżka jasna i prawdziwa?
