#786 – pierwszy dzień wakacji

To był pierwszy dzień wakacji. Miałem chyba 12 lat i jak zwykle w tym okresie roku spędzaliśmy na dworze czas co najmniej do zmroku….

A ten dzień był bardzo długiiii….

Świadectwo i promocja do kolejnej klasy, jak co roku. Kwiatek dla pani. Rura do domu i 70 dni wolnego.

Było gorąco i paczką wybraliśmy się do pobliskiego wąwozu oddzielającego dwa wrogie osiedla – LSM i Czuby. Wąwóz, a właściwie dwa równoległe i rozlegle wąwozy były ostoją przyrody i zajmowały je w dużej części ogrody działkowe przemieszane z resztkami sadów pozostałych po wysiedlonych w tym rejonie wsiach. Dla nas to było super miejsce zabaw, podchodów, szabru truskawkowego oraz międzydzielnicowych wojen. A wtedy było grubo! Strach było w pojedynkę poruszać się po nie swoim terenie, a w wąwozie odbywały się ustawki oraz niezaplanowane starcia, które często kończyły się siniakami, popodbijanymi oczami czy wybitymi zębami.

Tego dnia było również grubo. Najpierw pogonili nas działkowcy i chcieli nas złapać za wyjadane truskawki, później wymknęliśmy się spod obławy elesemiaków i ruszyliśmy dalej, pieszo, na penetrację innych części miasta. Tak dotarliśmy pod Zamek, na Plac Zebrań Ludowych, i tam dwóch kolegów dało się zwabić do bramy, gdzie dostali niezły, niespodziewany i bardzo szybki łomot. Wyrwali się i uciekli, a za nimi banda tubylców! Jak myśmy stamtąd spierdalali, aż się kurzyło. Śmierć była w mojej głowie a strach nie pozwalał racjonalnie myśleć.

To był jeden z bardziej intensywnych dni mojego młodego wieku, jeszcze zanim życie zaczęło się na poważnie.

A w sumie to zaczęło się na poważnie?

#785 – butelka

Pamiętam, był deszczowy dzień…. Siedziałem w domu z dziadkami i oczywiście nudziło mi się, jak to bywa w takim sennym czasie. Nasze mieszkanie było zlokalizowane nad bramą i nad nią znajdował się balkon akurat w tym pokoju, w którym spędzałem dużo czasu.

Wyszedłem na niego, ciekawy świata i szukający sobie jakiejś rozrywki. Rozejrzałem się i w moje oko wpadła zielona butelka po winie, wypełniona wodą do podlewania kwiatków. Zacząłem się nią bawić i jak to już w życiu bywa, niechcący wypadła mi przez szczebelki balkonu….

Pod nim, z otwartym parasolem, stał jakiś człowiek, pewnie czekający na kogoś i palący papierosa.

Szybkość mojej reakcji zaskoczyła mnie niebywale. Już po 5 sekundach byłem w pokoju leżąc w łóżku i udając, że śpię, czekałem na rozwój dalszych wydarzeń.

Po kilku minutach już w pokoju byli dziadkowie z owym mężczyzną usiłującym zrzucić na mnie winę zarzucenie mu na głowę butelki z wodą… Dostałem burę i polecenie by nie wymyślać głupich zabaw.

Na całe szczęście i tymrazem nikomu nic się nie stało…

#784 – kiep

W obliczu wirusa i dbania o higienę i unikanie przesadnego kontaktu z ludźmi przypomniała mi się historia sprzed lat….

Był rok 1981, miałem 6 lat i większość czasu, który miło wspominam, spędzałem z kolegami na świeżym (jeszcze wtedy) powietrzu.

Mieszkaliśmy w centrum miasta w kamienicy w 32 metrowym mieszkaniu, moi rodzice, ja z siostrą i moi dziadkowie. Bez ciepłej wody, bez łazienki, jedynie ze wspólną toaletą z sąsiadami. Bardzo lubiłem to mieszkanie i jego sąsiednią okolicę, uliczki, podwórka, place zabaw, bramy i nasze małe wyprawy.

Jest wiele historii, które kołaczą mi się w głowie, wracają do mnie i nie wiem już na ile są wytworem mojej wyobraźni, a na ile zdarzyły się naprawdę.

Jedna z nich, ta o której wspomniałem wcześniej, to taka, że naszym małym hobby było łażenie po zakamarkach dzielnicy i szukanie niedopałków papierosów, które ochoczo dopalaliśmy, w czym pomagali nam o kilka lat starsi koledzy. Zastanawiam się czasem, jak w ogóle to było możliwe, teraz nie mieści mi się w głowie jak sześciolatek mógłby sobie samodzielnie, wraz z rówieśnikami, bez nadzoru dorosłych eksplorować teren daleko poza zasięgiem wzroku i kontroli rzeczywistości….

W każdym razie, co by nie było, frajda z takich wycieczek jest nie do opisania jak sobie przypominam, co myśmy wtedy wyczyniali, to aż raduje się dusza.

Wszystko było pięknie, ale w końcu ktoś nas podkablował do rodziców i się wydało, że zbieramy niedopałki….. I za karę, w nagrodę, czy nie wiem co, mogłem spróbować w ich obecności zapalić normalnego papierosa…. Cóż, szybko mi przeszła ochota na tego typu aktywności, ale za to można było robić zupełnie inne, równie ciekawe rzeczy.

#783 – to już tydzień

Co robić, co robić? – łzy płynęły jej po policzkach. Widziała jak biedny pies leżał w konwulsjach, a biała piana toczyła mu się z pyska. Tylko jedno przychodziło jej do głowy – brać nogi za pas i po prostu uciekać. Tylko nogi drżały i za nic nie były w stanie spełnić żądań właścicielki. Z trudem ruszyła w stronę kuchni, tam miała jeszcze dwa opakowania Manicylu, który łagodził objawy i pozwalał w miarę normalnie funkcjonować. Trzeba zażyć specyfik i jak najszybciej się stąd ulotnić.

Połknęła tabletkę i popiła zimną herbatą. Siadła ciężko czekając na zadziałanie leku i próbowała ogarnąć rozbiegane myśli. Z kredensu patrzył na nią szary kot, który zamiauczał żałośnie.

Po kilku minutach objawy zaczęły ustępować, pomału podniosła się, chwytając się blatu. Zza okna rozległy się pojedyncze strzały i krzyki.

– Ocho – znowu nagonka na zarażonych – strach był paraliżujący…. Zdrętwiała i spojrzała z wyczekiwaniem w okno. Odgłosy oddalały się i w końcu ucichły. Poszła wolno do sypialni i padła na łóżko. Po chwili już spała. Smartfon leżał na poduszce obok…

#782 – kolejny dzień

Spojrzał w okno z nadzieją. Coś się skończyło, coś się zaczyna.

Wirus, panika, szerzenie prawdziwych i mniej prawdziwych informacji. Początek końca świata do jakiego byliśmy przyzwyczajeni. Pomału, krok po kroku byliśmy do tego przygotowani, zarówno w naszym kraju, jak i na całym świecie. Pytanie, co dalej się wydarzy…

Rozejrzał się wokół i popatrzył po sali, gdzie pracował jego zespół. Póki co atmosfera była jeszcze znośna, ale czuć było pojawiającą się nerwowość. Za kilka dni na pewno nie będzie już tak wesoło jak kiedyś. Na pewno także nie będzie tu tylu ludzi.

Cóż, można psioczyć, można płakać, można też zagryzać usta, ale jak wiadomo niczego to nie zmieni. Jedyne co można zrobić to zachować spokój, nie bagatelizować rzeczy istotnych.

Coraz bardziej, wydaje się to farsą i żerowaniu na naiwności, zaufaniu i wzbudzaniu strachu i paniki. Pytanie, kto tym razem na tym zarobi, a kto straci? Na pewno stracimy my, zwykli szarzy ludzie, którzy chcieliby sobie po prostu żyć, w miarę godnie, nieraz skromnie, ale na pewno normalnie….

Tymczasem za oknem słychać było warkot helikoptera lądującego przy pobliskim szpitalu zakaźnym…. – Ha, kolejny przypadek – pomyślał. W telewizji konferencja prasowa w temacie zamykania kolejnych placówek, składania wniosków o zasiłki do ZUS, odwoływania imprez w całym kraju i Europie. Po prostu machina zaczęła pracować i sytuacja zaczęła żyć własnym życiem, podobnie jak panoszący się coraz szerzej Wirus.

#781 – la la la

La la la…. Czasem chcę śpiewać. Głośno, radośnie, melodyjnie i rytmicznie.

Wtedy kiedy czuję, że to co robię ma jakiś sens dla mnie. Czasem objawia się to bezpośrednio i wiem, kto, co, dlaczego i po co, a czasem muszę sobie to przetłumaczyć. Kiedyś było jakoś inaczej, wszystko było białe albo czarne i można to było sobie jakoś poukładać na szybko. Teraz, kiedy przetarło się parę szlaków, przerzuciło trochę ciężarów i przerobiło wiele zadań, które nie raz okazały się zbyteczne, pytań może pojawiać się więcej. Naturalnie pojawia się zwątpienie, podejrzliwość i czasem chęć odpuszczenia.

Kuszące jest to, że można nie robić nic, a czas upłynie, świat się nie zawali, a inni jakoś sobie poradzą, lepiej czy gorzej…..

Pytanie, które sobie często wtedy stawiam, jest takie:

Czy Ty gościu, naprawdę chcesz pozwolić by Cię to ominęło?

I na takie pytanie sam sobie muszę odpowiedzieć… Kiedyś było prościej, nagroda była bardziej kusząca – „to pierwsze coś” co było Ci dane. Teraz tych pierwszych, nieznanych odczuć jest pozornie mniej, bo mam odniesienie do przeszłości, organizm wie, że każda premia wymaga wysiłku i poświęcenia, ale pomimo tego, że może wydawać się podobne, to okazuje się na później, że jest inaczej. Trudniej, ale lepiej, widać zupełnie inne szczegóły i wrażenia są jakby pełniejsze, uzupełniają raczej poprzednie niż je powielają.

Nie sztuką jest wygrywać ze słabszymi, sztuką jest ciągle się mobilizować i znajdować nowe punkty zaczepienia na codziennej ścieżce prowadzącej do pokonania własnego „niechciejstwa”, pomimo swoich własnych wad i wrażenia, że wszystko już było.

Widziałem do tej pory dokładnie tyle ile było mi dane zaznać i zobaczyć. Śmiem twierdzić, że to jeszcze za mało by spocząć na laurach, wszystko wydaje się dopiero zaczynać a za zakrętem pojawia się kolejna prosta….

I właśnie wtedy trzeba śpiewać i się cieszyć. Bo oznacza to tyle, że to jeszcze nie koniec…. i wszystko właśnie się dzieje. Tu i teraz. Im dalej w las, tym więcej drzew i to bardzo dobrze się składa, bo oznacza to tyle, że jeszcze jest po co to wszystko robić.

#780 – jaki zawód?

Zawód… Wyuczony, wykonywany…

A może słowa użyć tym razem inaczej?

Jaki zawód sprawiłeś innym i jak się z tym czujesz?

I w tym miejscu pojawia się pole do popisu. Być może wydawać się może, że zrobiłeś źle czy nie tak jak nakazywałby zdrowy rozsądek tych, którzy Cię oceniali? A może oni po prostu nie weszli w Twoje buty i w Twoje położenie tak naprawdę: jeden do jednego?

Zatem jeśli kogoś zawiodłeś, to na pewno zanim zaczniesz się obwiniać i marnować czas i zasoby nad umartwianiem i kontemplowaniem nicości, pustki i bezsensu, po prostu zatrzymaj się w swoich „czarnomyślach”.

Zrobiłeś co zrobiłeś lub wręcz przeciwnie, nie zrobiłeś czegoś z jakichś konkretnych powodów przecież. Pytanie, czy jesteś samolubem? Może naruszyłeś jakieś przyjęte normy? A może oni patrzą na to z innego punktu widzenia? Nic nie jest białe ni czarne. Nie można obwiniać za wszystko innych, ale też branie wszystkiego do siebie może się dla Ciebie źle skończyć.

Czasy także się zmieniają, zmieniają się normy i oczekiwania Twoje i innych. Musisz odważnie spojrzeć na siebie. Tu i teraz. Podkreślam, odważnie. Nie jesteś jak wszyscy, nie musisz być bohaterem dla wszystkich. Ważne byś umiał siebie szanować i odseparować się od swoich odczuć na pierwotną ocenę innych.

Na pewno jest ciężko, jeśli jesteś wrażliwy i wpływa to na Ciebie bardzo. Trudno się otrząsnąć i spojrzeć obiektywnie. Spróbuj pomału analizować każdy punkt widzenia. Pamiętaj, że każdy jest kowalem własnego losu, a odpowiedzialność jest przydzielana według zdefiniowanych reguł. Pytanie, czy te reguły są takie jak powinny być i czy zostały odpowiednio wcześniej opisane? Brak wiedzy nie zwalnia z niczego, prawo nie powinno działać wstecz, a poszczególne elementy, działania i ich ocena może się zmieniać w zależności od czasu, miejsca i uprawnień danej osoby.

Jesteś tu gdzie jesteś i stąd wyruszasz w dalszą drogę swojego życia. To jak to zrobisz, z kim i po co, w jakimś zakresie zależy od Ciebie. Nieraz będziesz mógł zrobić więcej, nieraz prawie nic. Nieraz będziesz zdany na łaskę i niełaskę innych ludzi, czasem bliskich, czasem zupełnie obcych, czasem życzliwych, a czasem zajadłych i żądnych krwi. Twojej krwi. A czasem się okaże, że to tylko Ci się zdawało i poszczególne scenariusze pojawiły się tylko w Twojej głowie, a rzeczywistość, cóż, jest trochę inna….. Popatrz w przyszłość i skup się na tu i teraz. Gdzie jesteś? Co masz ze sobą? Z kim jesteś? Co możesz zrobić? O czym pozytywnym pomyśleć? Czy jesteś bezpieczny? Co jeszcze może pójść nie tak? Co może się udać i poprawić Twoje obecne położenie? Co możesz przestać robić dla swojego dobra i bez szkody dla siebie i bliskich, za których jesteś odpowiedzialny?

#779 – jajko czy kura

Jajko czy kura. Co było pierwsze? Odwieczne pytanie mające odwrócić naszą uwagę od istotnych rzeczy. Wiele jest takich tematów, które po głębszej analizie wydają się bez sensu większego. Na końcu i tak będzie próba nabicia kiesy niezidentyfikowanym osobom, które z tej fortuny:

  • nie skorzystają
  • roztrwonią w bezsensowny sposób przyczyniając się do upadku moralnego
  • przekażą kolejnym pokoleniom w celu szerzenia ciemnoty i zacofania pośród społeczeństw
  • zasymulują chęć dzielenia się z potrzebującymi, do których trafi znikoma i niewielka część zebranych dóbr

Wszystko oczywiście pod przykrywką działań ku chwale ludzi lub kierujących nimi wszechobecnych i wszechmogących bóstw, które jednak wymagają niespożytej energii i pracy mas ludzkich pracujących niczym mrówki w budowie swego wielkiego i nieskończonego domu.

Być czy mieć? Naprawdę? Czy jesteśmy aż tak naiwni by wierzyć w te zapewnienia? A moze wystarczy podkulić ogon, opuścić głowę i skomleć cichutko pchając swój wielki kamień ku uciesze nadzorców, dozorców i doradców wskazujących nasze ułomności i wywołujących poczucie winy i strachu.

Pffffff….. Nie pierwszy, nie ostatni raz. Musisz wykonać tylko prosty rachunek sumienia. W co wierzysz, kim jesteś i czy naprawdę wierzysz w intencje tych, którzy mówią to co mówią, a robią to co robią?

Zrobisz co zechcesz. Sam czy w grupie. Na końcu dostaniesz to co dostaniesz, nie zawsze to na co zasłużyłeś czy zapracowałeś.