Mija sobie spokojnie trzeci dzień obozu Karate w Bukowinie Tatrzańskiej. Zgodnie z planem miałem tam ćwiczyć i rozwijać siebie oraz moich podopiecznych, kolejne pokolenie adeptów Kyokushin.
Wszystko było dopracowane i zapięte na przedostatni guzik i wtedy zobaczyłem nadciągającą zasłonę, na moim lewym oku. Przekalkulowałem wszystkie za i przeciw, przeliczyłem prawdopodobieństwo cofnięcia się skutków i wyparcia nadchodzącej zmiany…. Ja wiedziałem już co się święci – po niemal 16 latach doznałem tego samego, pierwotnego uczucia lęku – odwarstwiła mi się siatkówka w oku. Szczęście w nieszczęściu, stało się to przed wyjazdem na obóz, a ja ostatnimi resztkami zdrowego rozsądku zdecydowałem (z pewnym zewnętrznym wsparciem 😉 ) się pojechać na izbę przyjęć okulistycznej kliniki w Lublinie, gdzie potwierdziły się moje pierwotne obserwacje.
Wczoraj zostałem ponownie przebadany i skierowany na operację oka na jutro -30 czerwca 2021. Niby sytuacja krytyczna, niby źle, ale zostaje jeszcze nadzieja i wiara, że to wszystko, to podobnie jak w 2005 roku, jedynie nowa, ciężka, ale dająca do myślenia, przygoda. Jestem jakieś 5,8k dni bardziej doświadczony życiem i wiem, że świat się jeszcze nie kończy. Czuję w sobie stres, ciekawość, nutkę strachu i świadomość, że otaczają mnie kochani, kochający i wspierający ludzie.
Mam nadzieję, że nie stracę radości z każdej chwili i obiecuję, że o swoich, dziwnych przemyśleniach będę was informował na bieżąco -bo przecież wszystko to naczynia połączone, a sznurki są ze sobą powiązane. Na trytrytki…
A obóz? Obóz idzie zgodnie z wyższym planem, mamy BCM, świat VUCA nam nie straszny. Wszystko jest pod kontrolą i kręci się, kręci koło za kołem.
