#1073 – jak se nawarzyłeś tak się wyśpisz

Cóż, można zganiać na życie, na brak szczęścia i sposobności, a może na to, że inni mają go więcej czy łatwiej dostępne.

Pewne sprawy się wyjaśnią wcześniej czy później, a karma wróci jak bumerang. Chyba, że trafi w cel, wtedy nie wróci.

Czasem to co wydaje się dobre, jest złe, podobnie to co ładne z wierzchu okazuje się nadjedzone przez robaki. Pytanie – czy to co jedzą robaki jest do końca złe? Wszak byle czego by nie tknęły. Emocje często wywołują pewne działania. Inne emocje kierowane w stronę odbiorców, maja za zadanie wywołanie konkretnych, zamierzonych reakcji, a brak działania może być kolejną przyczyną do zagmatwania sytuacji.

Na koniec szuka się kozła ofiarnego. Po to by udowodnić, że tylko buk (lub inny dąb) może nas rozsądzić i mieć rację sprawiedliwego. A to co nie było zapisane w procedurach jest nieważne i nieistotne i należy ponownie wyważyć otwarte drzwi.

Czy pieniądze szczęście dają? W sumie to nie wiadomo, ale na pewno są w stanie go pozbawić. To nie wina noża, w jakim celu zostanie użyty, a jego operatora.

To wszystko i tak jest trudne do ogarnięcia i w zasadzie nie do wytłumaczenia.

#1072 – ależ jest fajnie

Święta, święta i po świętach.

Ależ jest fajnie. Można wrócić po krótkim acz miłym i wszyechstronnym wypoczynku do kolejnego, na szczęście krótkiego tygodnia pracy i zajęć wszelakich. Spotkanie rodzinne przeszło równie szybko i owocnie jak całe święta i było wspierane myślą „Carpe Diem” oraz opowieściami seniora rodu, czyli mojego taty.

Jego przemyślenia, pomimo chorób, wieku i niedołężności sprowadzają się do radości prostych:

  • Nie należy innym zazdrościć tego co oni mają, a my nie mamy.
  • Należy się – cieszyć tym co jest – gdyż jest to aktualnie najlepsza możliwość jaką dysponujemy. A jeśli chcemy czegoś więcej, cóż, nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć dupę w troki i się ku temu celowi ruszyć.
  • I to wszystko. I jest to proste. I jest to sensowne. I przede wsystkim – nie przytłacza. Bądź otwarty na świat i jego źródła, one są przecież nieskończone.

#1071 – zapominanie

Często klnę na swoją pamięć. Wem, że coś już czytałem czy oglądałem, ale jak dochodzimy do szczegółów, to okazuje się, że już nie jest tak kolorowo. Z kolei w innym przypadku okazuje się, że pamiętam coś z dużą dokładnością i detalami, a na koniec okazuje się, że faktycznie tak było, ale teraz jest już trochę inaczej, bo coś zostało zmienione, poprawione.

Chciałoby się mieć zaufanie do własnego mózgu, że to co tam raz już wpadło, zostanie na wieki, ale po głębszym zastanowieniu okazuje się, że ograniczona pamięć (oczywiście jedynie w pewnym zakresie) pozwala nam przetrwać i pomaga nam być człowiekiem. Popatrzmy na to ze strony przetrwania. Jeśli pamiętasz wszystko, co znane, doskonale, możesz dać się przechytrzyć, bo świat zmienia się nieustannie. Tam gdzie rzeka była wczoraj głęboka, dzisiaj może być już mielizna i skok na główkę w tym miejscu może zakończyć się tragicznie. Podobnie zmiany przepisów i innych tym podobnych rzeczy. Co z tego, że znasz wersję sprzed 3 lat, skoro już i tak rząd zdołał zmienić reguły podatkowe, tak, że twoja wiedza, raz że bezużyteczna, dwa obciąża eneretycznie twoje ciało i powoduje frustrację.

Jeśli chodzi o człowieczeństwo – jeśli chcemy komuś np. wybaczyć, lepiej pewne szczegóły usunąć w pamięci, tak by rany mogły sie zabliźnić i spowodować, że na spokojnie możemy przejść do nowego rozdziału w życiu.

Oczywiście nie znaczy to,  że mamy wszystko puszczać w otchłań niepamięci bo to spowodowałoby katastrofę tak jednostki, jak i całej ludzkości.

Tak więc, przechodząc do sedna – musimy zaakceptować naszą supermoc – zapominania i umiejętnie ją wykorzystywać, pielęgnując nieustannie proces nauki wspomagany życiodajną ciekawością. Uczymy się przez całe życie i przez całe życie musimy wybierać, czy korzystamy z informacji dostępnej w naszej przestzreni przechowywania, wspomagamy się wiedzą i doświadczeniem innych (najlepiej bieżącym) czy szukamy nowych rozwiązań na drodze praktycznego badania i analizy.

Ależ ten świat jest ciekawy!!! I nic nie jest pewne.

Poza śmiercią 😉

#1070 – dało radę

Modły zostały wysluchane! Słońce znowu się odrodziło. Matka Ziemia może znowu zacząć cykl życia, a my mamy szansę doczekać kolejnej wiosny.

Świat się kręci. Przygotowania po raz kolejny zakończone sukcesem, a dzieci obdarowane. Można odpocząć i czekać na kolejne wydarzenia na świecie.

Pamiętacie zeszłe święta sprzed kilku kolejnych lat? O tej porze roku nikt nie spodziewał się pandemii, w zeszłym roku nikt nie spodziewał się wybuchu wojny we wschodniej Europie, a my nie spodziewaliśmy się kolejnych smutnych wieści w rodzinnym gronie.

Jest nadzieja, że będzie lepiej, jest też zagrożenie, że teraz jest lepiej. Nigdy niczego nie wiadomo do końca, zatem tym bardziej radujmy się tym co wypracowaliśmy, tym czym zostaliśmy obdarowani i tym co nas spotkało i spotyka każdego dnia.

Nic nie jest wieczne, nic nie jest stałe, nawet wtedy gdy każdy dzień podobny do siebie i oferuje głównie ciężką pracę i kolejne wyzwania. Wszak to jest życie i możliwość jego poznania. Jego i drugiej największej tajemnicy – samego siebie.

Poznawajmy więc siebie na nowo i poznawajmy tych, którymi się otaczamy, wszak zmieniamy się każdego dnia i jest co odkrywać! Jesteśmy odkrywcami i badaczami! Czy tego chcemy, czy nie.

#1069 – waga

Masz już jakieś marzenia. To dobrze. To pierwszy krok, kolejne są już po to by je spełniać.

Pytanie tylko czy marzenia są dobrze postawione? Co ze sobą niosą i co mają na celu? Nie zawsze poprawnie określamy i rozdzielamy te byty. Czy to co chcemy mieć jest naprawdę tym czego oczekujemy? Czy jest to jedynie most, który ma nas doprowadzić do jakiegoś stanu? Czasem oczywiście – tak jest łatwiej – materialnie określać poszczególne cele cząstkowe, ale musimy wiedzieć czemu służą i co ze sobą niesie cała droga, która w dużej części będzie wyboista i kręta. Czy to co robisz, robisz dla siebie? Czy dla innych? I czy jeśli to osiągniesz dla tych innych (prawdopodobnie ważnych dla ciebie) czy spowoduje to, że ich reakcja będzie dla ciebie wystarczającą nagrodą?

Zawsze jest jakaś waga zlokalizowana w zamkniętym (dla uproszczenia) układzie. Waga ta ma kilka, kilkanaście szalek, na której znajdują się wysiłki, cele cząstkowe oraz uzyskane efekty. Jeśli wszystko zrealizujesz, waga osiągnie równowagę, jednak układ do tego czasu się zmieni i będzie trzeba na nowo szacować to co ważne (waga!), to co konieczne i to co pomijalne.

Ty tworząc ten układ, masz jeszcze jedną możliwość – możesz zostać współkonstruktorem wagi, a także masz możliwość i obowiązek utrzymywać ją w dobrej kondycji – smarować trybiki, wymieniać niestabilne elementy i dbać o to by jej nie upuścić (jeśli np. jest szklana) co mogłoby spowodować zniszczenie całego misternego planu.

Siądź zatem, albow prost przeciwnie – idź na spacer. Porozmawiaj z najbliższymi i przede wszystkim ze sobą – co jest celem, co jest stanem osiągalnym i co spowoduje, że wasze szczęście będzie trwało tak długo jak będziecie chcieli? Co jest do zrobienia teraz? Co powinno poczekać, a czego trzeba się zwyczajnie pozbyć, bo nie powodowało zbędnej przeciwwagi dla codziennych obowiązków.

Nie wszystko musisz ze sobą nosić – ten ciężar (waga!) wszak nie jest zazwyczaj komfortowy. Jeśli nie możesz się go pozbyć, może warto kogoś poprosić o pomoc w niesieniu go lub oddać go na przechowanie? Wszak przechowlanie również mogą zgubić rzeczy…

Jest tylko jeden mały (haha taakkk, mały …) szkopuł. To, że czegoś nie masz przy sobie, albo czegoś nie widzisz, nie znaczy, że tego nie ma, czy nie ma wpływu na twoje życie. I o tym również mysimy pamiętać przy planowaniu i realizacji zadań – reguły to reguły, rzeczy niezmienne często niezmiennymi pozostaną, chyba że da się usunąć ich wpływ na nasz układ…

#1068 – jak głęboko?

Czasem jest źle. Mniej, bardziej, strasznie.

Cóż tak jak z bólem – z tym nie ma co dyskutować. Tylko trzeba coś z tym zrobić, żeby było lepiej. Najlepiej byłoby się ruszyć. Chodzi tylko o to, że nie zawsze jakikolwiek ruch będzie powodował poprawę. Jeśli nie jesteś na samym dnie, to kierunek, który obierzesz może spowodować poprawę lub pogorszenie sytuacji, a logika i praktyka pokazują, że zawsze droga w dół bywa łatwiejszym z wyborów. Pytanie też czy na dnie nie czeka coś dobrego? Może schodzisz ze szczytu i właśnie na dole jest schronisko? A może celem jest szczyt? Komuś kto patrzy z boku ciężko to ocenić niestety. Najgorsze jest to, że twoje spostrzeganie własnego położenia i należytego kierunku, również może być zaburzone czynnikami zewnętrznymi i wewnętrznymi. Tak wiele zmiennych i nieprzewidywalnych sytuacji powoduje dodatkowy stres i odbiera chęci do robienia czegokolwiek. Jedyna rzecz w tedy, która może cię uratować to pomoc z zewnątrz, jednak to również uzależnione jest od tego czy pomoc wie, że jej potrzebujesz….

Nic nie jest domyślne, jeśli sam nie wiesz dokąd zmierzasz, gdzie jesteś i czego oczekujesz, jak ktoś może ci pomóc?

W  życiu nie chodzi o to by walczyć każdego dnia. W życiu chodzi o to by przygotować się na spodziewane i niespodziewane przeciwności i móc traktować je jako przygodę. Uciekamy do świata fikcji, do książek filmów, gier. Jara nas to strasznie, wyobraźnia jest pobudzona, pragniemy czegoś więcej niż mamy i na co zasługujemy, ale tak naprawdę to jest miejsce do sprostania przyiemnym sprawom. Idąc dalej w las tym więcej drzew. Im więcej jest nagród i przyjemności, tym więcej energii kosztuje ich pozyskanie i tym więcej może trwać zbieranie się po ich zaprzestaniu.

Droga jest najważniejsza. I prawidłowo zaplanowane odpoczynki, tak by można naładować akumulatory i sprawdzić czy wykorzystujemy wszystkie szanse w odpowiedni sposób.

Powodzenia! Trzymam kciuki i wierzę, że wszystko będzie dobrze. Podobnie jak ślepy koń na Wielkiej Pardubickiej – nie widzę przeszkód, żeby miało pójść jak trzeba!

#1067 – mądre obowiązki

Ty jesteś odpowiedzialny za to co sobie weźmiesz na barki, plecy czy inne części ciała. Oczywiście naokoło znajdzie się wielu pomocników, którzy chętnie pomogą coś ci na grzbiet wrzucić, byś był odpowiednio dociążony, jednak koniec końców, jeśli jesteś dorosły, ty musisz zdecydować co i jak będziesz dźwigać.

Nasze możliwości są ograniczone. Raz jeśli chodzi o czas, dwa jeśli chodzi o naszą wytrzymałość i zdolności dźwigania i trzy jeśli chodzi o opcje wyboru obowiązków.

I z trzecim punktem musisz się liczyć najbardziej, gdyż nie chodzi o to by nabrać jak najwięcej i z tym wszystkim runąć na kolana, licząc na pomoc, która przyjdzie z tłumu albo od wszechmogącego (a patrząc na wydarzenia z ostatnich 2000 lat, to w takim momenciena tę ostatnią nie ma co liczyć). Musisz mieć takie obowiązki (a przynajmniej ich część) by po ich wykonaniu było ci lżej i byś lepiej się czuł. Zarówno ze sobą, ze swoim życiem i swoimi wyborami. Obowiązki bowiem mają tę zaletę, że potrafią zobligować do działania nawet wtedy kiedy ci się zwyjczajnie nie chce. I wtedy, kiedy zepniesz się by je wykonać, poczujesz przypływ energii i zwyczajną, ludzką radość i satysfakcję.

I takie obowiązki, pomimo tego, a może przede wszystkim, że są obowiązkami, należy cenić bo dzięki nim można znaleźć siłę i docenić każdy dzień.

Nawet jeśli brodzisz w breji i nie zanosi się, że będzie łatwiej.

#1066 – marazm

Czasem się nie chce. Czasem nie wiadomo czy to ma sens. To co robisz. To o czym myślisz. To czego wydaje ci się, że oczekuje od Ciebie świat.

Czy w ogóle warto coś robić? Kogo to w ogóle obchodzi? Masz zapłacić haracze, podatki i opłaty i możesz zrobić dodatkowo to co będzie akurat oczekiwane do wykonania. A później możesz po sobie sprzątnąć i przygotować się do kolejnego fascynującego dnia. O ile do niego doczekasz.

Możesz wszak wszystko, czego tyko zapragniesz. Wystarczy, że będziesz tak zasuwać jak nikt i jak ci się przy tym nic nie urwie. I zdołasz dowieźć to co ma być dowiezione. ASAPEM.

Czy to wina świata? Czy to twoja wina? Czy jest to w ogóle wina? Czy tylko ja mam wrażenie, że to bez sensu? Cały świat stoi otworem a ja tkwię tu i czekam nie wiadomo na co. Nie wiem co ma być żeby było dobrze. Nie wiem na czym się skupić by osiągnąć efekt, gdyż nie wiem jaki efekt ma być.

Szkoda nawet o tym gadać. Tyle się dzieje i nawet nie wiadomo jak sobie pomóc. kolejne pół roku trzeba się po prostu sprężyć. A później okaże się, że kolejne pół i kolejne pół.

Oby.

#1065 – kolejne okrążenie

Kolejne okrążenie dookoła Słońca. Kolejne skrócenie dnia na rzecz nocy dobiega końca. Kolejna zima zaraz się rozpocznie. Wszystko niby takie samo, a takie inne niż rok temu. Niektórych już nie ma wśród nas. My jesteśmy starsi o rok. Mądrzejsi? Chciałoby się aby tak było, ale nie jestem pewien, że można tak twierdzić. Czy posunęliśmy się w kierunku marzeń i celów? Czy sytuacja została opanowana? Czy chaos i bałagan zostały ujarzmione?

Chciałoby się czegoś, co jest nieznane, ale jednocześnie nie wzbudza niepokoju, strachu, bólu i wątpliwości zasadności. To jest paradoks życia. To co powoduje, że się rozwijasz zazwyczaj wymaga wysiłku, a wysiek ciągnie za sobą konieczność wejścia na wyższe obroty, zaciągnięcia długu energetycznego, zmęczenia, odrobiny stresu, niepewności i strachu związanego z celowością działań. Spokój i adaptacja dają nam złudne wrażenie, ze jest dobrze. Czasem jest to wystarczające, ale czasem, szczególnie w życiu zawodowym wiąże się to z tym, że ktoś nas obejdzie na gazomierzu i wyeliminuje z dalszej gry, szczególnie wtedy kiedy się zorientujemy, że coś nie gra.

Dlatego oprócz czujności musisz zachować wyrachowane wrażenie apatii na poziomie nie wzbudzającym podejrzeń. Jeśli bowiem jesteś zbyt spokojny sugeruje żeś już nieprzydatny, jeśli zbyt pobudzon jesteś, powodować może strach przed twą destabilizacją grożącą wybuchem, a obiekt taki musi być zneutralizowany zawczasu.

Jak działać? Jak żyć? Jak zachować chęci do zangażowania? Jak zachować spokój i ograniać cały ten bałagan dookoła?

A może oczekujesz za dużo i to co masz jest wystarczające? I trzeba się tym cieszyć tu i teraz? Wszystko jest dostępne na wyciągnięcie ręki. Ciężko w jednym czasie złapać trzy sroki za ogon, ale można je zwabić używając świecidełek.

A Ziemia i tak ma to w dalekim poważaniu, po prostu kręci się i obraca dalej…

#1064 – nerwy

Czasem nerwy chcą puścić. Bo świat jest jaki jest. Bo historia kołem się toczy. Bo ludzie są nieodpowiedzialni, a głupota ludzka woła o pomstę do nieba. Bo ci co nami rządzą, robią sobie po prostu jaja w żywe oczy. I chodzi tu o wszystkie poziomy zarządzania. Np. to co się dzieje w aferze łapówkarskiej na szczeblach parlamentu europejskiego, organizacji pozarządowych, fundacji, kalamacji i innych nacji. Po prostu wszędzie. Jeśli chcesz być kimś, i mieć wpływ, masz dwa wyjścia: albo zdobywasz charyzmę przez swoją eksperckość i zarażanie innych entuzjazmem i wolą szerzenia tego w co wierzysz, albo brniesz w bagno i raportujesz w górę, jak to jest zajebiście, a w dół, jak to jest zajebiście. Musisz także (w tym drugim przypadku) traktować ludzi jak głupków, pomimo, że są mądrymi ludźmi. No w sumie jeśli tkwią w tym bagnie to może aż tacy mądrzy nie są? A kasa się ukręci, bo machina miele trybami niezależnie czy są naoliwione czy nie. Te tryby, które się ukręcą są często wzmacniane nadmiarowymi kółkami w równoleglych płaszczyznach. A te tryby, które są „niezastąpialne”, zostaną zastąpione trocinami. I będzie się to kręcić do następnego przeglądu. A tym co są najwyżej, kasa się zawsze będzie zgadzać, czemuż by nie miała? Przecież to nie ich wina, że koniunktura taka jaka jest…