#1063 – Kontrasty

Wszędzie są kontrasty. Czerń i biel. Tak często nam się o tym mówi, od dziecka. Dobro i zło. Bandyci i policjanci. Bóg i Szatan. My i Oni. Wieczna miłość i nienawiść. I my jak te kormorany to łykamy, wierząc, że tak jest.

Aż tu nagle dorastamy i przychodzi pora by zderzyć się z rzeczywistością, ukazującą, że wszystko jest w odcieniach szarości. I ta szarość czasem jest bielsza, a czasem przypomina czarną dziurę. I jak to zwykle bywa, im się bardziej czemuś przyglądamy i drążymy, to widać, że struktura, faktura i zależności rządzące daną sprawą wychodzą daleko poza model, który mieliśmy zbudowany w głowie. Uproszczenia często ratują nam życie, często pozwalają utrzymać założony kierunek, ale im bardziej chcemy być bliżsi prawdy, tym częściej okazuje się, że prawda, w którą wierzyliśmy to jedynie pochodna prawdy prawdziwej. Największym błędem fanatyków jest to, że nie chcą tego dostrzec i sami naginają fakty, przekazy, dogmaty, stygmaty i plakaty, by te wątpliwości gasić w zarodku i powodować by średniowiecze trwało wiecznie.

Pytać, szukać, kwestionować, rozwiercać, drążyć sprawdzać – wszystko to jest rzeczą ludzką, ale pamiętaj też, że to wszystko jest pracochłonne, czasochłonne i w rezultacie męczące. Czasem zatem nie warto wchodzić aż w takie szczegóły, gdyż nadmiar informacji może spowodować jedynie przeciążenie, przygnębienie, frustrację i poczucie bycia oszukanym przez Życie.

A my po prostu za mało wiemy o świecie, który nas otacza, a co gorsza nie wystarczy nam życia by temat zdrążyć do sedna. Straszne i piękne zarazem, gdyż ile lat byśmy nie żyli na tym świecie, ciągle możemy czuć się jak dzieci, zaskakiwani czymś nowym i nieznanym, pomimo tego, że w zasadzie wszystko jest takie samo. Mała zmiana może być wielką zmianą, a z kolei ta wielka – może być jedynie potwierdzeniem pewnych teorii kreowanych od lat lub co śmieszniejsze, ich zaprzeczeniem.

Czasem jest szaro, ba, często jest szaro, szczególnie przez jesienno-zimowe pół roku na tej szerokości geograficznej, ale każdego dnia można natrafić na coś co pozwoli ci pomyśleć o tym, na czym tak naprawdę ci zależy i po co to w ogóle robisz? Bezpośrednio, pośrednio, w ogóle? Czy to ma jakieś znaczenie? Dla Ciebie? Dla kogokolwiek? Czy świat na tym zyska? Czy będzie lepszym miejscem?

Oddychaj! Nie jesteś sam.

#1062 – świat na trzeźwo

Świat na trzeźwo. Dla jednych norma. Dla innych marzenie. Dla jeszcze innych coś, co jest nie do przyjęcia, pomimo tego, że z każdym dniem, z każdym wypitym łykiem zbliżają się do kolejnej katastrofy. Znajdując się na takiej równi pochyłej, coraz trudniej się zatrzymać, a przecież ciągle dostajesz sygnały, że to co się z tobą dzieje jest złe i doprowadzi do kolejnej wtopy.

Zdrowie, praca, rodzina, znajomi. Zewsząd możesz czerpać informację zwrotną. Jeśli zachęcają cię do dalszego picia, chętnie skorzystasz. Jeśli coś cię z kolei od tego, dobrego picia ma odsunąć, cóż, nikt nigdy nie zrozumie, że ty przecież musisz się napić. To ważniejsze niż praca, niż miłość, niż przyjaźń, niż dzieci.

To przecież nic wielkiego. Tylko po to by normalnie myśleć. By funkcjonować. By poczuć, że w końcu żyjesz. Bo picie to życie, bez niego nic nie jest już takie jak było kiedyś. Zresztą jakie to ma znaczenie, skoro innego życia już nie pamiętasz? Jak to jest na trzeźwo cieszyć się szarym, burym i przyziemnym kołowrotem?

Wszystko jest pod górkę, wszyscy są przeciwko tobie, czepiają się bez powodu, a przecież sam wiesz najlepiej co jest dla ciebie dobre. Musisz być jak człowiek z ruchu oporu, kryć się przed żandarmami uniemożliwiającymi ci normalne i godne życie. Brniesz w to dalej, jest coraz gorzej, wszystko zaczyna się wymykać spod kontroli, ale dajesz radę. Dobrze jak cię kochają i dają ci w spokoju, pospać trochę, żeby doczekać do następnego upojenia. Zresztą nie jest aż tak źle. Kontrolujesz wszystko. Masz wszystko w garści. Jest dobrze i będzie lepiej. Chyba, że będzie gorzej, ale przecież to nie jest twoja wina. Wszyscy się czepiają ciebie. Czegoś chcą, atakują, są niesprawiedliwi.

A ty tak się poświęcasz i jesteś wszystkim zmęczony. Aż się te ciule w robocie czepią. Raz, drugi, piąty. A co tu się dzieje wielkiego? Przecież robisz co trzeba. Ba wiesz lepiej jak to ma wszystko być. Musisz myśleć o sobie, żeby później myśleć o innych. A oni tacy niewdzięczni. Nie znają się i nie wiedzą jak ci ciężko.

Jedni mają tak, inni inaczej. Może być tak, że zostaniesz sam, bez pracy, perspektyw, bez chęci do życia innego niż picie. I będzisz zgorzkniały, spalisz mosty, zapijesz żal, smutek wypełnisz trucizną. Spotkasz sobie podobnych, równie biednych i pokrzywdzonych jak ty. Pojawią się kolejni. Z czasem będą się zmieniać, bo ciężkie życie czasem się kończy.

Jeśli nie przestaniesz, ty również znikniesz. Albo zostaniesz bezdomny i znajdą cię zamarzniętego na ławce. Albo umrzesz na raka w szpitalu, albo znajdą cię w domu jak pęknie ci tętniak w przełyku. Albo umrzesz na zawał serca lub mózgu. Wybór należy do ciebie.

To, że wszyscy cię opuścili, to nie to, że im na tobie nie zależało. To znaczy jedynie tyle, że ty miałeś to w dupie i to ty zjebałeś to wszstko. Zatem nie miej żalu do nikogo.

Możesz jeszcze to zmienić i przeżyć godnie to co ci zostało. A może nie możesz. Możesz się napić jeszcze raz. I tak kiedys będzie ten ostatni raz. Czy będziesz wiedział, że to ostatni pociąg alkoholika?

Warto?

Opłaciło się?

Czy ty w ogóle jesteś wstanie ogarnąć?

Czy ktoś może do ciebie dotrzeć?

#1061 – Życie jest jakie jest

Cóż patrząc na wszystko co się dzieje, można powiedzieć, że życie czasem jest sprawiedliwe i konsekwentne, a czasem wprost przeciwnie. Jedni wygrywają na loterii tworzenia i narodzin zdrowie, majątek, miłość, a inni choroby, biedę, ignorancję i nietolerancję.

Pytanie jakie nasuwa się często – to czy ktoś potrafi powiedzieć co jest normalne? Co jest naturalne? Czy natura sama w sobie jest naturalna, czy to człowiek dzięki swoim umiejętnościom może próbować ten proces zmieniać? Co nadaje nam prawo do ingerencji w nasze ciała i umysły? Czy naturalnym jest ciągła manipulacja i szczucie na siebie wzajemnie różnych grup społecznych? Czy normalne jest to, że pozwalamy truć się jdnymi substancjami, a inne, choć mogłyby pomóc są zakazane? Sztucznie regulujemy popyt i podaż prowadząc wojny i kreując regulacyjnie co komu można a czego nie.

Fakt jest faktem, nie każdy jest mądry, nie każdy jest inteligentny i demokracja w dłuższej perspektywie pozbawi nas zarówno wybitnych, jak i najsłabszych jednostek, ale łudząc się, że najtwardsi będą mieli czyste intencje i poprowadzą nas ku dobremu, możemy również zabrnąć w ślepe ulice, jak pokazała niejdnokrotnie i historia, i czasy obecne .

Jako dzieci jesteśmy otwartą księgą, wyposażoną w wiele rozdziałów, ale mnóstwo z nich, a także wiele przypisów i odnośników jest tworzonych na bieżąco w trakcie naszej nauki. A uczymy się z tego co nas otacza. Na początku jesteśmy dobrzy i otwarci, a później stajemy się zgorzkniali i wyzbyci empatii.

Dbajmy o siebie nawzajem i o nowe pokolenia, bo tylko to ma tak naprawdę sens.

#1060 – czy jesteś gotowy?

Czy jesteś gotowy na to co dla ciebie przygotował los? A może trochę mu pomogłeś? A może się nieodpowiednio zachowujesz? A może marzysz o czymś w nieodpowiedni sposób?

Jak to mówią, „jakby człowiek wiedział, że się przewróci to by się położył”. A później robią to samo i znowu wpadają w to samo bagno. No może trochę inne, choć bagno rzeką nie jest i można próbować jeszcze raz wejść do tego samego.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że z jednej strony sami sobie ścielemy, żeby się wyspać jak najlepiej, z drugiej możemy mieć błędne wyobrażenie o rzeczywistości, nie znając czasem podstawowych zagadnień i zależności, a czasem boimy się nie tego co trzeba. Czasem zakładamy, że ktoś mógłby zrobić coś inaczej, lepiej, a sami nie robimy tego co jest naszym obowiązkiem.

Tak wiele zmiennych utrzymuje nas w miejscu, w którym aktualnie jesteśmy, że nie sposób cieszyć się tym co nas otacza. Jesteśmy zbudowani z tych samych pierwiastków co otaczający nas świat, zatem wszyscy i wszystko tworzymy wspólny ekosystem. Nic nie przepadnie i wszystko zostanie kiedyś odpowiednio przetworzone, wszystko osiągnie swój punkt zwrotny i zostanie skierowane na inne tory.

Obserwuj zatem bacznie co się dzieje, bo każde działanie z czymś się wiąże, pociąga za sobą konsekwencje, odkrywa szanse, daje nowe pole do przemyśleń, a często poprzez nakładane z zewnątrz ograniczenia, powoduje umożliwienie zwiększenia ekspertyzy w innych kierunkach. Dzięki ograniczeniom możemy uzyskać więcej – jak np. dźwignia dzięki nieruchomemu oparciu może zwiększyć naszą siłę. Dzięki tarciu, możemy się poruszać i kontrolować prędkość, dzięki grawitacji mamy energię potencjalną itp. itd.

Szukaj zatem okazji, wypatruj losu i nie martw się odrzuceniem, a każdą minutę traktuj jako dar od życia. Każda drobnostka jest ważna, choć w całokształcie może zostać niezauważona.

Bądźcie zdrowi!

#1059 – pieniądze dają szczęście?

Dzisiaj jadąc do pracy, a właściwie stojąc w minikorku (bo w naszym zaściankowym mieście mamy na szczęście tylko takie), słuchałem radia, w którym akurat zadawano dorosły proste pytanie – „co chciałbyś dostać od Mikołaja?”.

Jedna z odpowiedzi dała mi dużo do myślenia:

„Mieszkam samodzielnie i utrzymuję się od 18 roku życia. Pracuję tyle ile chcę, zarabiam również tyle ile chcę. Stać mnie na wszystko. Jedyne czego bym chciał, to w przyszłości być szczęśliwym”.

Kurtyna.

I znowu ten biały króliczek…… Ucieka, a my go gonimy, licząc na to, że jak złapiemy to będzie właśnie to coś.

#1058 – jak się zmotywować?

Z pamiętnika Świetnego (sic) Mikołaja:

Jak się zmotywować, pytacie kochane dzieci?

No cóż, ciężka sprawa. Zależy do czego i kiedy.

Czasem, wszystko po prostu samo przychodzi, jest jasne i oczywiste, a każde działanie sprawia radość, nawet kiedy nie są to nasze ulubione czynności.

A czasem, zonk, ściana, dół i w dodatku kaplica.

I co wtedy? Kiedy nawet nie chce ci się wstać z łóżka? Kiedy chciałbyś zasnąć, po prostu zamknąć oczy i już nigdy się nie obudzić?

Cóż, to zależy. Każdy z nas jest inny, każdego inaczej potraktował wszechświat i każdy ma inne schody do pokonania codziennie. Nie da się niczego zrobić, jeśli nie ma paliwa, katalizatora oraz tlenu, który to paliwo może spalić. Ważne jest również odpowiednie magazynowanie i przetwarzanie tej energii na efekty naszych działań. Jednym z tych efektów, niewątpliwie powinno być zdobycie kolejnej porcji energii oraz katalizatora, a także zapewnienie serwisu i utrzymania naszych magazynów energetycznych i tworzenie dalszego planu działań.

Jednym z bardziej energochłonnych procesów jest myślenie. Angażuje naszą gospodarkę energetyczną, a także determinuje to czy nam się chce coś robić czy po prostu każe nam czekać na coś, często nie wiadomo na co….

Zatem pierwszym krokiem do działania jest ograniczenie myślenia do niezbędnego minimum. Nie rozważaj sensu istnienia, ani swojego, ani rodzaju ludzkiego, ani niczego innego. W pierwszej kolejności skup się na tym co konieczne do odzyskania wiary w kolejny dzień. Odrzuć wszystkie wybory, czy skarpety takie czy siakie. Czy zjeść to czy śmo. Czy PIS czy PO czy k$@#! nie wiem co.

Tylko solidna podstawa może pozwolić na budowę czegokolwiek. Jeśli masz wsparcie – skorzystaj z niego. Jeśli cię męczy – powiedz o tym otwarcie, najdelikatniej jak umiesz. Poza myśleniem, dużym wyzwaniem jest komunikacja, a jeszcze większym myślenie nad własnym życiem, celami i jeszcze opowiadanie tego komukolwiek i snucie planów. Snucie planów, na których realizację nie ma ani sił, ani środków.

Takie życie może być jak ściana w maratonie – kto wie ten wie. Coś się dzieje i nagle – stop. Odcięte jest wszystko – sprawczość, energia, chęć do zrobienia kolejnego kroku, po prostu pustka wewnętrzna. I wtedy myślenie nie pomoże, bo spowoduje, że nie zrobisz niczego. Możesz je jedynie wyłączyć i bazując na instynkcie robić co trzeba by przebrnąć przez doła.

Później będzie lepuej.

Do kolejnej ściany.

Ale ściany można uniknąć lub uzbroić się zawczasu w taran.

Chyba, że trafi się znowu mur nieadekwatny do naszego narzędzia.

Nikt się na ten świat nie pchał, zatem nie ma powodu, by rezygnować ze świetnej okazji pobycia tu tak długo jak się tylko da.

#1057 – okazja

Każda okazja jest dobra pod warunkiem, że to co uzyskujemy zbliża nas do naszych celów a jej koszt nam się opłaca. Oczywiście opłacalność nie musi być materialna, a powinna zawrzeć się w naszych przekonaniach, wierzeniach i byciu w zgodzie ze samym sobą i tymi, na których nam zależy.

I tyle. Jak będziesz tak działać to powinno być łatwiej żyć. Inne okazje można wtedy przepuszczać bokiem, gdyż nie są tak naprawdę okazjami, a próbą manipulacji naszym działaniem.

#1056 – dobrze?

Miałem wątpliwości czy jest dobrze. Duże, średnie i małe przeciwności pojawiają się każdego dnia. Smutek wdziera się w serce, duszę i umysł rodząc zarodek wątpliwości – czy wszystko było zrobione i przemyślane poprawnie? Co by było gdyby? Gdyby zrobić to inaczej? Inaczej się wić w codziennych obowiązkach i dylematach. Inaczej planować każdy dzień, tydzień, miesiąc, rok. Na pewno byłoby inaczej, ale czy na pewno osiągnęlibyśmy poprawę w danym obszarze? Jak odbiłoby się to na pozostałych? Co by się pogorszyło?

Tego nie wiemy i nie będziemy wiedzieć. Jest jak jest. Jesteśmy tu i teraz i jedynie to się tak naprawdę liczy. Skoczyliśmy już z dachu i pozostało nam napawać się lotem, zanim wylądujemy.

Jest dobrze. Na poparcie tych słów przytoczę przesłanie dzisiejszego komunikatu z radia państwowego (komunikat płatny): Jest dobrze, jest bardzo dobrze. Za minimalną pensję można kupić dwa razy tyle benzyny co 10 lat temu.

Nie do końca jest to dwa razy, ale jakby nie patrzeć jest dużo lepiej.

Tylko nie samym paliwem człowiek żyje. Jeśli chodzi o chleb nasz powszedni, za minimalną pensję można sobie było kupić 450kg a teraz 375kg. To chyba już nie jest tak różowo. Nie jest różowo, nie jest zielono. Jest szaro, a czasem widać na szarym również brązowe.

Nic to. Nie damy się, bo przecież ważniejsze są inne rzeczy. Jesteśmy wciąż w grze i nie damy się stłamsić nikomu. Bo to co robimy, robimy dla siebie i dla najbliższych.