Blue Monday już się zbliża. Nie mogę się wprost doczekać, bo to podobno najgorszy dzień w roku, zatem jak już przeminie, to będzie tylko lepiej. W zasadzie to nie ma powodu do żadnych zmartwień, bo to co się obecnie dzieje jest wynikiem zwykłego i nienadzwyczajnego splotu zdarzeń. Miejsce, w którym aktualnie jestem może być marzeniem wielu osób, z drugiej zaś strony może okazać się, że jest źle i powinienem starać się bardziej, mierzyć wyżej i wyżej, i mocniej zasuwać w swoim kołowrotku.
Z jednej strony to jest pokusa, ale z drugiej nie wiem czy mi się chce jeszcze bardziej wysilać bez wizji kolejnej spektakularnej nagrody od życia. Wszak to co mam jest wyjątkowe i nie chcę być niewdzięcznikiem żądając kolejnych przywilejów czy luksusów. Prawdziwy, energetyzujący spokój ciężko osiągnąć, gdyż znajduje się pomiędzy niepokojem, marazmem, otępieniem, euforią i strachem. Chęć dogonienia królika, który uciekając ciągle zmienia tor i kierunek ruchu powoduje przejście pomiędzy tymi stanami co wzmacnia frustrację. Zatem może zdarzyć się, że stojąc w miejscu osiągniesz tymczasowy stan szczęścia, a z drugiej strony pozostając tam dalej, w bezruchu, uczucie to opuści cię i przesunie na kolejne pola zgodnie ze swoim randomowym ruchem.
Wszystko przemija, przeminą zatem i te gorsze chwile, pytanie tylko co je zastąpi? Coś lepszego? Czy gorszego?
Chciałoby się mieć wiarę i przeczucie, że tylko lepsze rzeczy są na naszej drodze i tylko na takie zasługujemy, ale jednocześnie jest wiele przykładów, które pozwalają sądzić, ze gorsze chwile nadejdą.
Jestem dobrej myśli, realizuję plan, który mam, może nie jest najambitniejszy na świecie, ale z drugiej strony kogo to obchodzi poza mną i moimi najbliższymi? Dążę ku temu, by było nam najlepiej, jak to tylko możliwe, bez poświęcania rzeczy najistotniejszych i najważniejszych. Trzeba przecież szanować siebie i innych.
