#1076 – blue monday

Blue Monday już się zbliża. Nie mogę się wprost doczekać, bo to podobno najgorszy dzień w roku, zatem jak już przeminie, to będzie tylko lepiej. W zasadzie to nie ma powodu do żadnych zmartwień, bo to co się obecnie dzieje jest wynikiem zwykłego i nienadzwyczajnego splotu zdarzeń. Miejsce, w którym aktualnie jestem może być marzeniem wielu osób, z drugiej zaś strony może okazać się, że jest źle i powinienem starać się bardziej, mierzyć wyżej i wyżej, i mocniej zasuwać w swoim kołowrotku.

Z jednej strony to jest pokusa, ale z drugiej nie wiem czy mi się chce jeszcze bardziej wysilać bez wizji kolejnej spektakularnej nagrody od życia. Wszak to co mam jest wyjątkowe i nie chcę być niewdzięcznikiem żądając kolejnych przywilejów czy luksusów. Prawdziwy, energetyzujący spokój ciężko osiągnąć, gdyż znajduje się pomiędzy niepokojem, marazmem, otępieniem, euforią i strachem. Chęć dogonienia królika, który uciekając ciągle zmienia tor i kierunek ruchu powoduje przejście pomiędzy tymi stanami co wzmacnia frustrację. Zatem może zdarzyć się, że stojąc w miejscu osiągniesz tymczasowy stan szczęścia, a z drugiej strony pozostając tam dalej, w bezruchu, uczucie to opuści cię i przesunie na kolejne pola zgodnie ze swoim randomowym ruchem.

Wszystko przemija, przeminą zatem i te gorsze chwile, pytanie tylko co je zastąpi? Coś lepszego? Czy gorszego?

Chciałoby się mieć wiarę i przeczucie, że tylko lepsze rzeczy są na naszej drodze i tylko na takie zasługujemy, ale jednocześnie jest wiele przykładów, które pozwalają sądzić, ze gorsze chwile nadejdą.

Jestem dobrej myśli, realizuję plan, który mam, może nie jest najambitniejszy na świecie, ale z drugiej strony kogo to obchodzi poza mną i moimi najbliższymi? Dążę ku temu, by było nam najlepiej, jak to tylko możliwe, bez poświęcania rzeczy najistotniejszych i najważniejszych. Trzeba przecież szanować siebie i innych.

#1075 – nadinterpretacja niedointerpretacji

Było już o tym nie raz. Tutaj i wszędzie indziej. To co nas ludzi dzieli i łączy to głównie komunikacja. Problemy z nią związane i nierozwiązane sytuacje spowodowane błędną wiedzą na temat co kto myśli, jak coś odebrał i co z tego wyniknie.

I tutaj coraz bardziej zbliżamy się do teorii, że to wszystko rozgrywa się głównie w naszej głowie. Oczywiście, pewne fakty i zjawiska są niezparzeczalnie oraz fizycznie namacalne, natomiast ich odbiór może być różny w zależności od wielu czynników zewnętrznych i wewnętzrnych komunikujących się osób. Kolejnym utrudnieniem zrozumienia jest to, że na wszystko, mimowolnie, patrzymy w pierwszej chwili poprzez pryzmat naszych doświadczeń, a okazuje się często, że różne rzeczy – pozornie jednakowe – odbieramy w inny sposób. Dobrze, kiedy jesteśmy tego świadomi, bo możemy na te wszystkie wyzwania spojrzeć z dystansu i wyzbyć się pierwotnych uprzedzeń czym oszczędzimy sobie i innym niepotrzebnych stresów.

Nie wszystko złoto co się świeci, nie sądźmy książki o okładce i często nie wypowiadajmy sądów bez odpowiedniego przemyślenia sprawy.

Często przyczyną naszych problemów są dwa stany:

  • kiedy się odezwiemy w nieodpowiednim momencie
  • kiedy będziemy milczeć w czasie, gdy powinniśmy się odezwać.

Odpowiednia rozmowa i komunikacja jest kluczowa, gdy staramy się nawiązać kontakt z drugim człowiekiem, a język jest precyzyjnym i niebezpiecznym narzędziem. Zatem używajmy go z głową! I pamiętajmy o tym, że mamy dwoje uszu i tylko jedną paszczę, zatem skupmy się na słuchaniu i analizie tego co do nas dociera.

#1074 – życie na krawędzi

Cóż, lepiej żeby było nudno czy ciekawie?

W sumie obie opcje z bezpiecznej odległości są godne zainteresowania, gorzej robi się wtedy kiedy okazują się Twoją rzeczywistością. Kiedy przygoda zaczyna się okazywać niewygodna, możliwość ponudzenia się, pobyczenia i zbicia paru bąków wydaje się dosyć kusząca. Podobnie, jeśli robisz dokładnie nic – chęć działania, przenoszenia gór, zbawiania ludzkości czy nawet nabijania kilometrów w nieznane są mega opcją.

Co ludzkość zaproponowała dla takich niezdecydowanych? Różne hobby, począwszy od sportów i aktywności wszelakich, poprzez książki, seriale, gry, do używek, z których chyba najbardziej dostępną, dla naszej części cywilizacji jest alkohol. Acha i na końcu, ale przede wszystkim – religie wszelakie oraz wojenki przez nie propagowane, ale ten temat chwilowo odpuśćmy.

Zajmijmy się teraz alkoholem. Co to ma do zaoferowania?

Picie gwarantuje ci życie na krawędzi. Idąc nią, jesteś przywiązany wątłą linką bezpieczeństwa. Po obu stronach masz cienką warstwę pozornej radości, błogości i ukojenia, pod nią zaś znajduje się otchłań konsekwencji. Począwszy od prostego zrobienia z siebie durnia, poprzez działania niekontrolowane i trudne do oszacowania, aż do prowadzących do zrujnowania zdrowia i powodujące nieodwracalne skutki. Dla siebie, ale co gorsze, dla innych.

Picie wciąga, podobnie jak inne radości życiowe, z tym, że nie oferuje niczego pozytywnego w zamian. A właściwie to co oferuje, jest po prostu złudnym i krótkotrwałym wrażeniem nagrody i stanu separacji od zewnętrznych bodźców, nadmiernie bombardujących zmysły. Pozwala także mieć wrażenie zwolnienia gonitwy myśli i poczucia kontroli nad tym co się wokół dzieje. Bezsennym pozwala zasnąć. Spokojnych potrafi na początku pobudzić. Możesz być fajny dla siebie. Na chwilę.

Jak mawia stare japońskie przysłowie:

Przy pierwszym toaście człowiek pije sake, przy drugim – sake pije sake, przy trzecim – sake pije człowieka.

Ippai wa hito sake wo nomi, nihai wa sake sake wo nomi, samnai wa sake hito wo nomu.

Czy picie można kontrolować? Różnie mówią na mieście. Są fani mocnych trunków, są fani sikaczy i piwek przeróżnych. Inni z kolei twierdzą, że raz na jakiś czas trzeba się koniecznie dogłębnie spotkać z kolegami, by później wzajemnie dochodzić, co kto i kiedy zrobił, co stanowi nie lada zabawę i radochę na długie zimowe wieczory.

Każdy ma swoją metodę na usprawiedliwienie swego sposobu na kontrolowanie tych zachowań i twierdzenie, że wynikają ze wstępnych założeń i woli spożywających. Im bardziej zaś zaczynasz myśleć o kontrolowaniu tym bardziej może się okazać, że jesteś kontrolowany – niezależnie czy pijesz czy nie.

Ci co zaś nie piją i starają się tym „niepiciem” jakoś zarządzić, okazują się również kontrolowani i paraliżowani przez sam fakt możliwości napicia się czegoś co od razu nie zabija i przez to jest jeszcze gorszą trucizną.

Można snuć domysły. Można słuchać doświadczeń wielu alkoholików, można wyciągać własne wnioski na podstawie obserwacji i przeżyć. Niektóre odpowiedzi i twierdzenia same nasuwają się na myśl inne pojawiają się dopiero po szczegółowym drążeniu tematu. I podobnie jak z leczeniem wielu chorób, należy zająć się przyczyną, a nie niwelowaniem objawów i skutków za wszelką cenę.