#1152 – gorzka prawda

Dlaczego ludzie mają kryzys wieku średniego?

Moim zdaniem z tego samego powodu co każdy inny. Dociera do nich coś z czego być może zdawali sobie sprawę dużo wcześniej, ale nie wiedzą jak naprawdę wpłynie to na ich życie.

I tak samo jest z każdym kryzysem na jaki napotykamy – jest to coś, co nie powinno nas dotykać. Innych być może tak. Ale nas? Mnie? Dlaczego i z jakiego powodu?

Życie nie jest sprawiedliwe i jakby tak spojrzeć na nie z perspektywy jednostki – to poza pięknymi chwilami wysławianymi w piosenkach i wierszach, często wypełnione jest bólem, cierpieniem, uciskiem i nieprzewidzianymi do końca zdarzeniami.

Wypalenie zawodowe, bunt sześciolatka, dojrzewanie, kłamstwa religii i narodowe nagabywania, podatki oraz niespełnione obietnice przedwyborcze, choroby i niedoskonałości naszego ciała – wszystko to zarazem jest efektem (sic) jak i przyczyną (sic) rozterek, lęków i snucia czarnych wizji, które co gorsza, w wielu przypadkach się spełnią.

Wszystko to spowodowane jest naszymi myślami skierowanymi w nieodpowiednią stronę. Zatem najszczęśliwsi są ci co albo nie myślą i oddają odpowiedzialność za swoje czyny i wybory innym, albo myślą w taki sposób, by czarnowidztwa uniknąć. Oczywiście jest jeszcze droga na rympał, na azymut – wprost do celu. Trzeba się tylko wyzbyć poczucia winy i oceny przez innych….

Zatem, cóż, trzeba mieć dystans do siebie i otoczenia. Zaakceptować ogólną chęć wyzysku i zarobienia pieniążków na tych, którzy są skłonni zapłacić za Coś. Część rzeczy czy usług jest potrzebna, część zbędna, a jeszcze inne, zupełnie szkodliwe, uzależniające i ciągnące za sobą pasmo kolejnych konsekwencji…

Wszystko się łączy. Wszystko wymaga od nas zarówno uwagi jak i patrzenia z przymrużeniem oka. Powagi i radości. Dystansu i bliskości. Perspektywy, ruchu i kontekstu. Prawie każdy wykadruje i pokaże to co chce i co mu jest teraz na rękę. A jeśli tego nie zrobi to istotny szczegół może zostać przeoczony… A szczegół jak to szczegół – albo jest ważny albo nie…. A to już oceni historia i niekoniecznie będziemy o tym wiedzieć. Chyba, że historia zostanie odpwiednio przygotowana, tak wy zwrócić uwagę na jeszcze inne, zupełnie odmienne, aspekty.

#1151 – Masaż + #1149 + chat GPT

Masaż – Dotyk Ocalenia

Słonko świeci, a deszczyk pada za oknem, tworząc roszadę pomiędzy różnymi nastrojami. W tym zmiennym świecie, pełnym nieuniknionych i nieprzewidzianych wydarzeń, warto znaleźć momenty oddechu, chwile, w których pozwalamy sobie na relaks i odprężenie. W natłoku codziennych trosk i wyzwań, masażyści stają się naszymi aniołami stróżami, oferując nam oazę wśród szalejącego tumultu.

W życiu musimy zaakceptować rzeczywistość, co nie oznacza jednak, że musimy być biernymi obserwatorami. Akceptacja to umiejętność czerpania ze wszystkiego to, co mamy, i stawiania czoła zmianom. Masaż wyróżnia się jako chwila, w której możemy całkowicie oddać się obecności, skupieniu i dbałości o nasze ciało i umysł.

Owszem, świat nie jest idealny, i nie zawsze mamy wpływ na wszystkie zdarzenia, ale dzięki masażowi możemy minimalizować skutki stresu i napięć, jakie niesie ze sobą współczesne życie. To nie jest recepta na naprawienie wszystkich problemów, ale drogowskaz ku znalezieniu spokoju wewnętrznego.

Wszystkie akcje, jakie podejmujemy, mają swoje konsekwencje. Jak w skomplikowanym tańcu, każda reakcja jest powiązana z poprzednią akcją i stanowi kroczek ku przyszłości. Masaż nie jest tylko fizycznym dotykiem, ale także emocjonalnym, który pobudza łańcuch reakcji w naszym ciele. Być może dzięki temu, gdybyśmy wszystko mogli przeżyć jeszcze raz, zyskalibyśmy inny punkt widzenia i podjęlibyśmy inne decyzje.

Warto jednak docenić chwile, które mamy tu i teraz. Zaufanie do terapeuty, miłość do tego, co nas otacza, spokój, który daje nam czas na odpoczynek – to najcenniejsze, czego doświadczamy. Masaż stwarza okazję do spowolnienia, do odcięcia się od codziennej gonitwy, by odnaleźć te najpiękniejsze chwile, które nie są związane z materialnymi rzeczami czy władzą.

Niech ta chwila, gdy masażysta poświęca swoją uwagę tylko nam, będzie przypomnieniem, że warto szanować siebie i innych. Być może różne reakcje w naszym życiu doprowadziły do dzisiejszego stanu rzeczy, ale dzięki masażowi możemy znaleźć równowagę i zrozumienie dla siebie i innych. To czas, by szanować to, co jest, i czerpać radość ze zdolności do wybaczania, akceptacji i miłości.

Masaż – to dotyk ocalenia, przypomnienie, że warto dbać o swoje ciało i umysł, że warto być dla siebie i dla innych serdecznym, wspierającym aniołem stróżem. Niech każde spotkanie z masażem stanie się ucieczką od codzienności, momentem wytchnienia, w którym odnajdziemy równowagę i odnowimy nasze siły.

#1150 – ugryźć się w język

Tak wiem, często lepiej mądrze milczeć niż głupio się odezwać, ale z drugiej strony czasem nie wytrzymuję i na głupie pytania zadawane na różnych grupach w internecie, odpowiadam tak by wydobyć ich sens oraz problem, który się za nim kryje. Po co? No właśnie sam nie wiem i staram się zgłębić moje potrzeby kryjące się za tym działaniem. W większości przypadków ta inwestygacja przeradza się w wymianę opinii, która jednak, po wejściu na merytoryczny poziom dyskusji zazwyczaj się urywa albo przeradza w próbę przekształcenia w jadowitą konwersację. Nie ma za bardzo chyba co się udzielać i pomagać innym, bo kończy się to oblaniem cię wiadrem jadu i pomyj.

Podsumowując….. Trzeba siedzieć cicho, a jeśli już mam się odezwać to musi to być w pełni uzasadnione. Należy zadawać sobie sprawę ze złożoności sytuacji i nie zawsze to co widoczne, jest jednoznaczne i pozwala na wyciagnięcie trafnych wniosków i ustalenia planów na przyszłość.

#1149 – reakcja

Słonko świeci, deszczyk pada i tu wszędzie jest roszada…

Nie ma „letko”. W życiu trzeba zaakceptować wszystkie pojawiające się nieuniknione i nieprzewidziane zdarzenia. Ale akceptacja ich nie powinna oznaczać tego, że jedynie biernie się tym okolicznościom przypatrujesz. To, że się pojawią jest tak pewne, jak to że Ruscy wyciągną łapy po nie swoje.

Świata nie naprawimy, możemy jedynie powodować by straty były mniejsze, a sumienie uspokajać poprawnym działaniem i dawaniem dobrego przykładu. Takie jest moje zdanie, niestety wiele osób po prostu chce się nachapać i mieć wywalone na wszystko i wszystkich dookoła.

Na szczęście najcenniejsze przeżycia nie są związane z materialnym majątkiem czy posiadaną władzą.

Zaufanie, miłość, spokój i radość życia nie są ściśle związane z tym czy musisz być krętaczem, oszustem czy fanatykiem.

Każdej akcji towarzyszy reakcja. Każda z reakcji może być kolejną akcją, a każda z nich może być uzależniona od innych czynników. To, że dzisiaj jest tak jak jest, nie oznacza, że byłoby tak, gdyby wszystko odbyło się jeszcze raz. Poprze różne reakcje mogłoby się wszystko potoczyć zupełnie inaczej, dlatego doceńmy to co jest i szanujmy się wzajemnie.

#1148 – kim chcę zostać jak dorosnę?

W sumie to nie wiem, kim chciałbym zostać jak dorosnę.

Wydaje mi się, że najbardziej na świecie, to kimś kto ma dużo na głowie, spokój wewnętrzny, robi coś dobrego dla siebie i dla innych, w sensie, że jest przydatny i do tego ma czas żeby spędzać go z bliskimi. Acha, i lubię nowe technologie, programowanie, rozwiązywanie problemów, aktywność fizyczną, działanie w stresie i chaosie oraz świetną zabawę. Lubię majsterkowanie, ale jakoś za szczególnie mi to nie wychodzi oraz dziedziny artystyczne takie jak rysowanie, śpiew oraz pisanie bzdur, co także wydaje się nie być w zakresie moich głównych talentów.

Jeśli chodzi o resztę – to lubię prostotę i działanie. Co prawda lubię się też ponudzić, pomyśleć i pospać, ale wszystko ma swoje miejsce i granice.

Uwielbiam przyrodę i spacery. Kocham czytać książki i mapy. Lubię się zmęczyć i odpoczywać. Uwielbiam życie.

Jak marzenia przełożyłem na rozwój osobisty?

Skończyłem liceum ogólnokształcące, następnie wymęczyłem tytuł inżyniera na Politechnice Lubelskiej w dziedzinie Technologia i Budowa Maszyn (2001 r.) – specjalność Samochody i Ciągniki. Równolegle w 1998 rozpocząłem pracę w Telekomunikacji Polskiej w straży przemysłowej – pilnowałem mienia i osób w obiektach telekomunikacyjnych. W roku 2000 zmieniłem profil zawodowy i pracowałem w grupie technicznej zajmującej się instalacjami łączy dzierżawionych oraz cyfrowego dostępu do Internetu – na początku wąskie pasmo, a od 2001 rozpoczęliśmy uruchmianie sieci ADSL na terenie województwa lubelskiego. W tym czasie rozpoczęła się moja przygoda z różnymi szkoleniami telekomuniakcyjnymi oraz informatycznymi. Ukończyłem studia podyplomowe na kierunku Nowoczesne Systemy Telekomunikacyjne w Wojskowej Akademii Technicznej, następnie studia podyplomowe: Projektowanie i Wdrażanie Systemów Informatycznych. Wiedzę zdobytą na szkoleniach i studiach od razu wdrażałem w pracy zawodowej, gdzie zajmowałem się głównie nadzorem nad systemami telekomunikacyjnymi oraz budową i administrowaniem systemami IT związanymi z tymi zadaniami.Wyzwań w pracy przybywało – zakres odpowiedzialności rósł w miarę centralizacji działań firmy oraz rozwoju sieci i usług. Aby nie zaniedbać swego rozwoju ogólnego, dałem się namówić na kolejne studia podyplomowe – Public Relations i Komunikacja Społeczna, rozwijałem również swoje zainteresowania związane z programowaniem – chłonąłem wszystko co się dało. Żeby tego było mało, aby zaspokoić swój głód związany z potrzebą ruchu w 2001 roku wróciłem po kilkuletniej przerwie do treningów Karate Kyokushin w Lubelskim Klubie Karate Kyokushin w Lublinie. Zaczęło mi się to jeszcze bardziej podobać i w roku 2005/2006 rozpocząłem prowadzić zajęcia praktyczne dla dzieci połączone z ukończeniem kursu instruktora.

To był bardzo trudny okres bo właśnie wtedy dopadły mnie problemy zdrowotne. Pozbierałem się jakoś. W pracy zawodowej kolejne szkolenia, w karate 2009 wymarzony czarny pas 1 DAN. W „międzyczasie” kurs trenera II klasy, 2 DAN. W pracy wyjazdy na misje do Afryki Zachodniej – Gwinea i Gwinea Bissau.

Później zostałem kierownikiem działu monitrowania usług, co wiązało się z rozwojem moich kompetencji miękkich związanych z komunikacją i współpracą z ludźmi, a także obsługa klientów hiszpańskojęzycznych – mój zespół komunikował się w dużej mierze po hiszpańsku i angielsku. Opanowałem angielski na poziomie C1, hiszpański na B1. W tym czasie również zdobyłem tytuł technika BHP aby lepiej zaznajomić się z przepisami oraz kodeksem pracy. Kolejnym krokiem było ukończenie studiów podyplomowych na kierunku Zarządzanie i Marketing oraz zdobycie przeze mnie stopnia 3 DAN. Ukończyłem również kurs trenera klasy I karate. Umiejętności i wiedzę wykorzystywałęm na bieżąco w prowadzeniu zajęć, treningów oraz kursów intruktorskich. No i oczywiście cały czas kręciło mnie programowanie i poznawanie nowych technologii. Python zdobył moje serce, pomimo początkowych trudności związanych ze zrozumieniem jego filozofii.

Wszystko składało się niemal perfekcyjnie aż do momentu powrotu moich problemów zdrowotnych, w 2021 miałem mały wypadek, który uświadomił mi po raz kolejny, że niczego w życiu nie można być pewnymi mogę np. stracić wzrok, kiedyś, z większym lub mniejszym prawdopodobieństwem. A że miałem zajawki na masowanie – rozpocząłem naukę teoretyczną i praktyczną w zawodzie masażysty (równolegle kontynując pracę zawodową i działalność w klubie karate). I tak oto po kolejnych dwóch latach zdałem wszystkie wymagane egzaminy i zostałem technikiem masażystą. W sumie Technikiem Masażystą.

Czas leci, lata płyną, przybywa jedynie doświadczenia, przemyśleń i póki co, siwych włosów.

Robię różne rzeczy, jestem konsekwentny i upierdliwy. Zmienny i stały, wolny i szybki. Konserwatywny i nowoczesny.

I co z tym wszystkim dalej począć?

…………………………

………………….

……….

….

..

.

Gdzie siebie widzę za 5 lat???

Ha ha

Widzę.

#1147 – kiedy zaufać sobie?

Jednym z problemów z samooceną i skromnością jest znalezienie prawidłowej odpowiedzi na pytanie: czy w tym konkretnym przypadku mogę zaufać sobie, czy powinienem zasięgnąć porady jakiegoś eksperta, autoryteru bądź chociaż specjalisty w danej dziedzinie.

No bo jeśli zakładasz, że wiesz, a może nie wiesz, to okaże się, że można było zrobić lepiej, tak jak ktoś z boku mógł to wymyśleć. Z drugiej strony, szczególnie, jeśli chodzi o zakres wiedzy, w którym czujesz się dobrze, może akurat twój pomysł w tym przypadku jest lepszy?

Myślę, że nie tylko ja mam takie rozkminy, co widać na wielu grupach i forach internetowych. Ludzie pytają w zasadzie o wszystko, co prowadzi do kilku równoległych i niekoniecznie prawdziwych wniosków: 1) ludziom chyba nie chce się nawet myśleć 2) trolują innych 3) są debilami 4) nie chcą brać odpowiedzialności za swoje myśli i czyny.

Trudno zatem jednoznacznie odpowiedzieć – czy to już, możesz zaufać własnym osądom? Na pewno warto poszerzać wiedzę i konsultować się z innymi, teraz nawet z AI, ale na końcu to ty powinieneś podjąć ostateczną decyzję. Świadomie, choć warto wziąc pod uwagę przeczucia i szósty zmysł. Jeśli można, warto też przespać się z problemem, gdyż nasza podświadomość zawsze może coś mądrego podpowiedzieć. I ostatnie, choć nie najmniej ważne – dotleń, odżywiaj i pozwól odpocząć swojemu mózgowi. Wtedy wszystko będzie odrobinę prostsze.

#1146 – zrób to. teraz.

Mówcy motywacyjni zachęcają. I tacy wirtualni, którzy żerują na łatwowierności odbiorców, jak i ci z prawdziwego zdarzenia. Tacy, którzy coś zrobili, poza tym, że gadają jak to łatwo być matką, ojcem i dziadkami sukcesu,w jednej krótkiej chwili.

Tylko żeby osiągnąć coś naprawdę, trzeba włożyć w to całego siebie i poświęcić dużo więcej niż przeciętny wyborca w naszym kraju. Z drugiej strony, wcale czas i praca poświęcone w realizację projektu, nie gwarantują ani sukcesu, ani szybkich rezultatów. Rezultatów w ogóle. Nie ma gwarancji, ale jest to warunek prawie konieczny, by wynik się pojawił.

Konsekwencja, upór i wiara, że kierunek którym zdążamy, jest prawidłowy i nie brniemy w ślepy zaułek. Po raz kolejny. Trzeba mieć też szczęście i wysoki poziom potrzeby zrealizowania Marzenia. Niestety, wbrew temu co niektórzy mówią, nie każdy może wszystko. Chęci to jedno, potencjał to drugie. Jeśli masz potencjał w danej dziedzinie i komplementarne marzenia, to dasz radę zrobić to Coś. Aby zaszła odpowiednia reakcja, minimalne warunki muszą zostać spełnione. W odpowiednim czasie. Bo czas również odgrywa dużą rolę. Tajming jest rzeczą tak ważną, że nigdy nie możemy o niej zapomnieć. Ale by nie przegapić tego odpowiedniego momentu, musisz działać już teraz.

Nie ma czasu na czekanie. Chyba, że właśnie jest ten moment, że trzeba czekać.

Ale to już zupełnie inna historia.

#1145 – przemęczenie …

Czasem przemęczenie prowadzi do powstawania dziwnych złudzeń, wrażeń typu deja-vu czy temu podobnych zdarzeń. A czasami dziwne zdarzenia prowadzą do zadawania pytań typu – czy ja czegoś nie przeoczyłem?

Pod koniec września 2022 umówiłem się na serwis mojego autka, bieluśkiego jak śnieg na Mount Blanc, Suzuki Jimny (arbo suzuki, arbo nic). Mechanik znany i polecany, zatem kawałek, ale niedaleki, od domu. Właśnie taki, że chce się czymś podjechać, a nie dymać na piechotę przez godzinę lub dwie. Zajechałem wieczorem, zostawiłem pojazd pod warsztatem, tak jak to było umówione, a moja kochana żona podjechała drugim autem by mnie zgarnąć do domu. I co? W domu okazało się, że w Jamniku zostały moje klucze do wszystkiego – domu, garażu, itp. itd. Potrzebne jak poranna kawa i bez nich się obyć nawet dnia nie mogę. Zatem uruchomiliśmy procedurę awaryjną – wziąłem z domu zapasowy klucz do garażu, wsiadłem na moto i cyk z powrotem do mechanika. Tam wziąłem klucze i po najkrótszej drodze z powrotem. I co? I okazało się, że gdzieś zgubiłem moje słuchaweczki – pchełki. Szukałem wszędzie – w garażu, w domu, później, po odbiorze auta, w samochodzie… I co? I nic – zginęły, jak wiele rzeczy, które posiadałem. Kupiłem sobie nowe, nowszy model i jakoś odżałowałem tą stratę spowodowaną moją nieuwagą.

Minęło 9 miesięcy, wróciliśmy właśnie z urlopu z gór. I nagle okazało się, że moje zaginione słuchawki zmaterializowały się w domu. Bez wątpienia te moje, gdyż miały charakterystyczne ślady użycia, związane z inną przygodą, o której kiedyś napiszę. W każdym razie – słuchawki pojawiły się ni stąd ni z owąd, a ich obecność spowodowała mały mindfuck, porównywalny z tym opisywanym TUTAJ. Mamy pewne hipotezy co mogło zajść, gdyż ostatnio przynosiliśmy parę rzeczy z garażu, ale biorąc pod uwagę, nakład energii włożony w poszukiwania we wrześniu, ziarnko niepokoju zostało zasiane…

#1144 – urlop

Urlop to dobry czas. Czas na odskocznię od codzienności i możliwość przemyślenia ważnych spraw z trochę innej perspektywy. Czy jest to czas odpoczynku? To zależy, ale na pewno jest to czas kiedy można popatrzeć na swoje życie, na swoje marzenia i oczekiwania i odniesienie się do tego z innego poziomu intelektualno melancholijnego. Wszak dalej nie ma czasu by taczkę załadować, terminy gonią i trzeba na sznurki cerować projekty niezwiązane z pracą zawodową. Trzeba też zrobić wiele kroczków, tym razem bez wymogów czasowych i z możliwością kontemplacji pięknych widoków w towarzystwie ćwierkania ptaszków, szczekania ulubionego psa, czy dzieciaczków jojczących od początku drogi z odwiecznym pytaniem ludzkości „Daleko jeszcze?”.

Jest czas by zastanowić się czym jest praca, pasja, marzenia, hobby i jak się to wszystko ma do tego co planowaliśmy w dzieciństwie, młodości czy choćby parę lat temu? Gdzie jest granica między niewolnictwem, krzyżem pańskim, czy oczekiwaniem na nadejscie emerytury lub śmierci (*).

(*) – w zależności co przyjdzie pierwsze. 😉

Tym niemniej łatwiej docenić to co się ma tu i teraz i cieszyć się zkażdej chwili, bo to w końcu jest życie. I bardzo dobrze, że jesteśmy tu i teraz i w tak świetnym towarzystwie. Róbmy swoje i dalej zdążajmy w stronę światełka w tunelu.