#1168 – los problemas son pasajeros

Problemy zawsze były, są i będą. Tym więcej ich się pojawi im bardziej jesteśmy na nie nastawieni. Czasem są małe, czasem duże, czasem prawdziwe, a czasem wymyślone. Czasem są to w zasadzie nie nasze problemy, a się nimi martwimy i rozmkiniamy jak je rozwiązać, a czasem nie starcza czasu żeby zająć się własnymi.

I tak w skrócie można napisać o wszystkim co nie idzie dokładnie po naszej myśli lub powoduje, że musimy dać z siebie więcej niż nam się obecnie chce. A czasem się po prostu nie chce. Nawet palcem kiwnąć.

Dlatego nie ma co rozważać i myśleć za wiele, a trzeba zmusić się do tego co konieczne. Pamiętajmy problemy są jak pasażerowie – wsiadają i wysiadają z naszego życia.

Aż autobus się zepsuje albo zakończy żywot na złomie.

#1167 – od nowa

Kiedy coś odpuścisz, często zapominasz po co i dlaczego to robiłeś. Ja na przykład rozleniwiłem się ostatnimi czasy i odpuściłem poranne wstawanie. Takie około 05:00. I co? I w sumie nic, poza tym, że jak się zmusiłem ostatnio do kilkukrotnego wstania o tej porze, to przypomniałem sobie jakie to fajne uczucie. Tak, wiem jestem psychopatą.

Wstałem dzisiaj o 05:30 (wschód słońca 05:35), wyszedłem z psem, pospacerowałem, pomyślałem, rozkoszowałem się rześkim porankiem i śpiewem ptaków w parku. Przed i po oczywiście wypiłem kawę.

Fajne uczucie dające kopa na dalsze godziny, choć w zamian trzeba oddać chwile spędzone w ciepłym i przytulnym łóżeczku…. Nie ma lekko, życie jest pełne ciągłych, pochłaniających energię, wyborów.

A tuż za rogiem kolejny wrzesień, rok szkolny, poranne pojedynki by zdążyć do szkoły, pracy i nie zwariować z tym wszystkim.

Trzeba zatem spiąć pośladki 🙂 i korzystać z tego, że poranne pobudki nie są jeszcze nerwowe, a mogą dać chwilę wytchnienia i możliwości pobycia z kłębiącymi się myślami, szukającymi możliwości realizacji dalszych wyzwań.

A jest tego wszystkiego jak zwykle tyle, że nie wiadomo, z której strony chwytać wiatr w żagle.

#1166 – tydzień PnCD 03

Rozpoczynam 3 tydzień przygotowań.

Jest dobrze. Jest źle. Nie wiem jak jest. Kiedyś to było….

A teraz jest trochę ciężko. A najgorsze jest to, że nie sama ciężkość przygniata, ale mniejsza chęć współpracy ciała oraz lęk przed tym, że się przegnie.

No, ale dopiero dwa tygodnie za mną. Na pocieszenie, z ciekawości zrobiłem sobie test sprawnościowy do WOT (Wojska Obrony Terytorialnej) i jak się okazuje, zdałbym go bez problemu już teraz. 3km w czasie poniżej 17 min (u mnie 15:09), 25 pompek, 30 brzuszków w ciągu 2 minut (to chyba jakiś żart…). Podobnie test Coopera wyszedłby dobrze – około 2200m w ciągu 12 minut. Więc podstawa jakaś jest.

Ostatni tydzień budowałem zatem bazę ogólną, próbowałem przypomnieć sobie, jak to jest być w gazie i jak się próbować zebrać do kupy. Oprócz tego poćwiczyłem kata, a właściwie przypomniałem sobie schematy części z nich.

Podsumowując – tydzień nienajgorszy i mam nadzieję, że kolejne będą jeszcze lepsze. Kolejny tydzień stoi otworem…

#1165 – król gruzu (nie Gruzji)

Bajki i historie są mądrością narodów – poniższą zasłyszałem w innej formie i treści i podobnie jak każdą plotkę poddałem modyfikacji (świadomej) i zapisuję by do niej wracać w przyszłości.

Król Gruzu (nie Gruzji)

Dawno temu w kraju miodem i mlekiem płynącym pojawił się pewien mędrzec. Stary już był, liczył na oko 50 wiosen i siwizna w kolorze brudnego śniegu przypruszyła jego skronie, a długa niczym trzyletni pyton, broda, pozwalała sądzić, że wiedza jego jest równie wielka i rozległa co oceany. Człowiek ów przyjechał na dłuższą wizytę do Króla i przedstawił mu, po długich i obfitych w rozmowy, posiłki i pokazy tancerek i tancerzy, debatach i negocjacjach, ofertę, która władcę krainy mocno zaciekawiła.

Mianowicie mędrzec ten, jak okazało się również handlarz i budowniczy, zaoferował, że kupi każdą ilość gruzu w cenie po 10 złotych monet za wóz. Cena ta była wysoka, bo nikt póki co gruzu nie skupował, co więcej trzeba było płacić ludziom za jego zabranie. Król przystał zatem na ofertę i do miejsca zbiórki zaczęły nadjeżdżać w kolejnych tygodniach, wozy z gruzem. Gdy transporty ustały, kupiec, zmartwiony wielce, że nie osiągnął jeszcze satysfakcjonującej ilości – chciał bowiem stworzyć wieżę do niebios, rzekł, że cena za gruzu wzrasta do 20 złotych monet za wóz.

Po pewnym czasie ludzie ponownie zaczęli przyjeżdżać, bo przy tej cenie warto było zacząć rozbierać ruiny zamków, pamiętających lata świetności przodków i historie rycerskie. Wkrótce skład zaczął się wypełniać kolejnymi kupami gruzu.

Gdy proceder ustał, kupiec zmartwił się i po kilku dniach ogłosił, że cena gruzu wzrasta do 30 złotych monet. Teraz chłopi i mieszczanie zaczęli rozbierać część budynków, gdyż cena rekompensowała to, umożliwiając stawianie w zamian tańszych, drewnianych obiektów, które nie wymagały wielkiej wytrzymałości. Transporty, już oczywiście mniejsze i rzadsze, zaczęły się pojawiać w punkcie skupu, ale ich liczba malała z tygodnia na tydzień.

Mędrzec zmartwiony faktem, że zgromadzony materiał, jeszcze nie umożliwia spełnienia marzenia jego życia, postanowił wyjechać na negocjacje do państw ościennych, aby od nich również pozyskać materiał do budowy wieży. Oznajmił wszem i wobec, że cena gruzu wzrasta do 50 złotych monet za wóz, a on wypłaci pieniądze tuż po powrocie z niedalekich przecież wojaży. Na stanowisku pozostawił swojego zaufanego sługę, o którym wszyscy gadali, że chytry jak lis krążący wokół kurnika, i nikt nie wiedział, co mędrzec w nim widzi. A podobno tylko miłość jest ślepa.

Po wyjeździe handlarza, ludzie zastanawiali się skąd jeszcze wziąć gruz, wszak rozebrali to co mogli, i nic nie przychodziło im do głowy. Ba kradli sobie nazwajem wszystko to co go przypominało, bo był to już materiał na wagę złota.

I tutaj nieoczekiwanie na scenie pojawił się lisi współpracownik mędrca. Ogłosił, że może sprzedać zgromadzone zapasy po 35 złotych monet za wóz!

Chytrość jego, bardzo oburzyła ludzi, wszak jak można być takim nielojalnym wobec swego pana i przyjaciela! Ale szybko zaczęli przyjeżdżać po gruz i w czasie krótszym niż ciąża szympansa gruz zniknął ze skupu, a ludzie mieli go przy swoich domostwach, w miejscach pilnie strzeżonych przez baczne oczy obserwatorów.

Jak można się domyśleć zarat po tym Asystent zniknął a Mędrzec nigdy nie wrócił do kraju i słuch o nich zaginął. W kraju natomiast została kupa bezwartościowego gruzu i ludzi czekających na chwilę kiedy zamienią go w złoto.

#1164 – Narzekanie

Czasem nachodzi ochota na różne rzeczy lub czynności. Na przykład na narzekanie. Takie zwykłe ludzkie, polskie narzekanie. A to, że woda nie jest sucha, miska pusta, strzyka w kolanie, sztywno nie tam gdzie trzeba, czy że znowu pod górkę. A człowiek by chciał po prostu żyć na jakimś przyzwoitym poziomie, którego naoglądał się na filmach, wyczytał w książkach czy usłyszał z historii płynących przy ognisku.

Czasem się rozmarzy istota, czasem nawet rozmarze, kiedy łezka szczęścia lub tęsknoty spłynie po policzku, ale nachodzą też czarne, zawistne myśli, skąd inni czerpią dobra materialne by pokazywać w jaki dobrobyt opływają? W sumie jakie to ma znaczenie? Czy pływasz jachtem po Morzu Karaibskim w towarzystwie takich to czy innych ludzi, którzy są tam w jasno określonym celu i ….. [STOP]

Jakie to ma znaczenie?

Żadne.

Liczy się tu i teraz. I to co z tym zrobisz. Co możesz zrobić teraz dla siebie i innych? Jakie kajdany Cię trzymają? Jakie siły Cię poruszają. Do czego zmierzasz? I czy to będzie To? I co za tym pójdzie dalej? A może cierpisz na syndrom sztokholmski i jesteś manipulowany lub co gorsza działasz z własnej, nieprzymuszonej woli, nie do końca w swoim własnym interesie?

Czy umiesz odnaleźć spokój? Tutaj i teraz? Czy masz paliwo na kolejne działania? I czy wiesz dokąd zmnierzasz?

Ten tego – pytania ważne i trudne. Warto o nich często myśleć, zamiast przewijać fejsika, insta czy tiktoka. W końcu tam wszyscy chcą nas na coś naciągnąć. To się nazywa biznes. 😉

A ty przecież masz możliwości i tylko chęci i działanie dzielą cię od tego co się wydarzy dalej.

#1163 – kabaret

Życie jest teatrem. Temat poruszany setki razy w literaturze począwszy od Antyku. Sam nie wiem, co o tym myśleć, bo skoro tak jest, to znaczy, że nie można być sobą, tylko trzeba odgrywać role. A role grają aktorzy. A bycie aktorem, nawet komediowym to poważna sprawa i nie każdy się do tego zawodu nadaje. Trzeba udawać, odgrywać, trzymać się scenariusza, ale często improwizować itp. itd.

I jedno czego nie można powiedzieć o życiu, to to, że nie ma prób. Nie ma jak się przygotować w sposób umożliwiający powtarzanie i poprawianie konkretnej chwili czy zdarzenia…. Jest to jeden ciąg przyczynowo skutkowy, na który składają się elementy, o których wiemy i o których nie mamy nawet zielonego pojęcia. Zatem ten kabaret, który się kręci nie jest do końca tym czym niektórzy chcieliby, żeby był. Chyba, że odgrywamy to już kolejny raz i nie pamiętamy poprzednich przedstawień. Ale to byłby dopiero numer. 😉

I wtedy ja wchodzę w białym fraku…

#1162 – tydzień PnCD 02

Zaczynam drugi tydzień przygotowań. Boli. Oj boli. Głównie fizycznie. Przypomniałem sobie co powinienem sobą reprezentować i jest trochę do poprawy. W zakresie siły, wytrzymałości, gibkości, koordynacji i szybkości. Oczywiście mój poziom nie jest zerowy i wiem jak się do tego zabierać, więc jestem dobrej myśli. Najtrudniejsza będzie regeneracja i na pewno czuję, że przydałby się masaż, który pozwoliłby pewne sprawy przyspieszyć. I wizyta w spa, żeby bicze wodne i bąbelki zrobiły co potrzeba.

W ostatnim tygodniu, trochę pobiegałem, trochę poskakałem na skakance, pojeździełm rowerem, posłuchałem szumu lasu podczas energetycznych spacerów z ukochaną. Spędziłem również kilka godzin w dojo wchodząc na wyższy poziom kontaktu z własnym ciałem i umysłem oraz przypomniałem sobie jak to jest na zmęczeniu robić kata. Stałem też na rękach, czego prawie nie robiłem, przez ostatnie dwa lata. Boli zatem fizycznie, ale jestem zadowolony, bo póki co nic mnie nie goni i mam solidne podstawy, żeby w swoim tempie dojść tam gdzie zamierzam. Jeśli zrobię to z głową, wyjdzie mi tylko na dobrze.

#1161 – kolejna faza

Ależ jest wspaniale. Można robić wiele rzeczy, można nie robić niczego. Jedno jest pewne – nie wszystko jest kontrolowane tam gzdie nam się wydaje, ale czasem rzeczy i procesy dzijące się pozornie bez szkody dla innych, są bacznie obserwowane i weryfikowane przez odpowiednie podmioty.

Wszystko ma to dać wrażenie pełnej kontroli, wiedzy i celowości działań, które toczą się tuż obok nas.

A życie, jak to życie – pisze własne scenariusze i w zasadzie w nosie ma to co na ten temat myślimy…. Jakie jest prawdopodobieństwo, że przebijesz dwie opony w samochodzie? Jakie jest, że wychodząc z psem na krótki spacer wrócisz i zastaniesz zastępy straży pożarnej, karetkę i policję przed swoim blokiem wraz z ekipą neutralizującą niewybuch czy coś? Przykładów można znależć o wiele więcej i można spodziewać się, że niektóre z nich, choć wyglądają na wyssane z palca, są najprawdziwszą prawdą, która dzieje się tuż za płotem.

Pozostaje nam cieszyć się tym co nam dane i kuć swój los w taki sposób, jaki zapewni nam maksymalne możliwości przeżycia przygody!!!

Czasem bowiem trzeba skoczyć w ogień by przeżyć. Ważne by wiedzieć kiedy i z kim.

#1160 – tydzień PnCD 01

Cóż, jak wspominałem, pora wziac się za bardziej skoncentrowane przygotowania do egzaminu na 4 DAN (PnCD). Mam 51 tygodni do początku sierpnia 2024. Tydzień pierwszy zacząłem od przemyślenia, spisania wymagań egzaminacyjnych i planowania zgrubnego co chcę osiągnąć i jak do tego dojść.

Po pierwsze – co za dużo to niezdrowo, przynajmniej w pewnym wieku. Zatem kluczowym aspektem (to lubię najbardziej) – jest regeneracja a zaraz po niej kontynuacja i obserwacja.

Po drugie – przygotowanie kondycyjne, raz by sprostać wymaganiom, a dwa, by nie tracić energii na myślenie – „czy dam radę?”. Muszę być w takim stanie psychofizycznym, aby to było jak bułka z masłem, czy inny serniczek (bez rodzynek).

Trzy – Robić, tak mało jak to możliwe i tak dużo jak to konieczne. Zasada, której nauczyłem się w szkole masażu. Znaczy czegoś się nauczyłem.

Cztery – konsekwentnie do przodu. Wszak to nie jest koniec ścieżki, ani jej początek. Ścieżka i podążanie jest celem. I zawsze jest moment by się zatrzymać, rozejrzeć i docenić to co jest tu i teraz. I wrócić na szlak.

Zacząłem już pomału wracać do formy. Codziennie, po trochu. Bez przesady. Jutro też jest dzień. Może nie dla wszystkich, ale jest.

#1159 – jak żyć?

Recepta na szczęśliwe jest prosta, co nie znaczy, że łatwo ją wdrożyć w czyn.

  1. Wszystko co robisz nie może szkodzić innym. Może im nie pomagać, ale nie powinno im szkodzić.
  2. Zaakceptuj siebie – tego jaki jesteś, jakie masz zalety, jakie masz wady, jakie masz zdolności i jakie ograniczenia.
  3. Pokochaj siebie – to ty jesteś w twoim życiu najważniejszy, musisz zatem o siebie dbać, w każdym możliwym aspekcie. Jeśli nie będziesz odpowiedzialny za swoje najlepsze samopoczucie i zdrowie, to kto ma o to dbać?
  4. Jeśli, co uzgodniliśmy w punkcie 3 – podjąłeś zobowiązanie o dbanie o siebie – pora na wdrażanie tego w czyn.
  5. Jak przez to przejdziesz, to jestes już na prostej drodze. Zadaj sobie pytanie – co robisz, po co, na co? Czy ma to sens? Czy zbliża cię to do spełnienia punktów: 1, 2, 3, 4 Jeśli nie: po co to robisz? Nie oszukuj siebie – to najtrudniejsza część.
  6. Jak już masz naładowane własne akumulatory i naddatek energetyczny – możesz się tym dzielić z innymi. A satysfakcja z tego, da ci więcej energii niż możesz sobie wyobrazić.
  7. Nic nie jest wieczne – cały czas musisz się samoaktualizować i weryfikować swoje działania i rozumienie siebie i świata.
  8. Życie to przygoda!