#1781 – budujmy razem przyszłość, której nie doczekamy

Nic nie jest wieczne.

Nawet wszechświat miał swój początek i będzie miał swój koniec. Choć patrząc z naszego punktu widzenia jest to praktycznie nieskończona otchłań. My zaś jesteśmy tutaj tylko na chwilę i wypada się rozgościć tak szybko i wygodnie jak to tylko możliwe i nie wbudzając nadmiernego zamętu (patrz np. Hitler, Stalin czy inni dyktatorzy) po prostu robić swoje, spełniając przy okazji drobne zachcianki życia doczesnego. Nie ma co liczyć na nagrodę gdzieś tam, bo prawdopodobnie nic z tego nie będzie, ale żyjąc zgodnie z rozsądkiem i empatią jest szansa, ze w razie W nie będzie wstyd. Również nie będzie nam grozić reinkarnacja w jakiegoś glizdowatego stwora.

Ciesz się, pracuj, realizuj pasje, kochaj i pozwól żyć innym. Wtykaj nos tam gdzie trzeba, a tam gdzie nie trzeba, nawet nie zaglądaj, bo i po co?

Szanuj innych i bądź przykładem dla swoich i cudzych dzieci, a może ten świat kiedyś będzie lepszy. Nie zejdzie na psy w cieniu rzucanym poprzez płomienie wojen religijnych i prześladowań rasowych oraz dyskryminacji mniejszości, które same w sobie nie są groźne, a po prostu stanowią o różnorodności natury i ludzkości.

Chciałbym, żeby bycie człowiekiem przynosiło chlubę, a nie wstyd i hańbę.

Budujmy, nie niszcząc wszystkiego dookoła.

Łatwo powiedzieć, trudniej z realizacją, ale jakby nie patrzeć, nieźle nam idzie.

Budzimy się pomału, czy zdążymy się obudzić nim wszystko legnie w gruzach postępu i pogoni za niedoścignionym bogactwem materialnym?

#1780 – jestem w czarnej D

Niby wiele wiem, trochę przeżyłem, przeczytałem kilka książek, słucham ludzi. Słucham ich i staram się zrozumieć obiektywnie ich punkt widzenia, nie trzymając się kurczowo tego, co sam myślę i wydaje mi się, że już trochę wiem.

Staram się i wiercę nieustannie, próbując znaleźć odpowiedź na pytanie, na które pewnie nie znajdę dobrej odpowiedzi.

Po co to wszystko? Dlaczego człowiek, jako jednostka musi cierpieć? Dlaczego nie może zrozumieć celu istnienia? Dlaczego cierpienie jest naszą naturalną koniecznością? Cierpimy fizycznie i psychicznie, sami i poprzez obserwację cierpienia innych. Są jeszcze tacy, którzy zadają cierpienie innym, często również przy tym odchodząc od zmysłów.

Jest ciężko to ogarnąć, nawet rozumiejąc, że taka jest kolej życia i jego nieuchronny cykl, a starość, jeśli nadejdzie, jest nagrodą i podsumowaniem całego życia. Bo co mają powiedzieć ci, którzy do starości nie doczekają?

Co z naszym zdrowiem? Jak traktujemy własne ciała? Trujemy się alkoholem, nikotyną, cukrem i innym syfem, świadomie wdrażanym do naszego życia przez innych ludzi, pracujemy ponad miarę, realizując marzenia innych, czasem swoje, które często prowadzą nas do nikąd…

Gonimy niedoścignione granice, przekraczamy je po coś, dla jakiejś satysfakcji, którą osiągniemy, albo i nie. Albo damy radę, albo nie damy, albo nas to wzmocni, albo nie. Walczymy z innymi, podobnymi nam, ale mającymi na maszcie flagę innego koloru, mówiącymi w trochę innym języku, czy wierzącymi w inne bajki.

Są jeszcze tacy, którzy nie chcą się z tym mierzyć, nie chcą tego doświadczać, mają po prostu serdecznie dość już na starcie. Tu i teraz, koniec i kropka.

I na tym wywód pozostawię tutaj, taki jak jest. Bez dokończonych pytań, a tym bardziej bez odpowiedzi.

Nie jest moim celem znalezienie czegokolwiek. Chcę patrzeć na wiatr i pamiętać tylko to co było dobre.

Dobre było, jest i będzie. Trudno to czasem zobaczyć i dostrzec, trzeba temu pozwolić wypłynąć na powierzchnię przy niezmąconym umyśle.

#1789 – jutrzenka

Nie wiem jak wy, ale kiedy mam jakiś gorszy czas, kręci mnie wyjście na dwór i zobaczenie wschodniej strony nieba tuż przed tym jak pojawi się na niej Słońce.

Prawie jak w tej znanej i często słyszanej kiedyś piosence: „Radość o poranku”

Daje mi to taką nadzieję i wewnętrzną energię, dzięki której, czuję, że mogę jeszcze raz sprostać wszystkim napotkanym przeciwnościom. Wierzę wtedy, że jakoś to będzie, że jakoś się ułoży, nawet kiedy jest tak sobie, ciężko, czy nawet beznadziejnie.

Bo życie nie jest jednopłaszczyznowe. Zawsze jest coś co daje nadzieję, jeśli nie na cały dzień, to chociaż na kolejne chwile. A w życiu liczą się tylko one, tak jak w zupełnie innej piosence: Tylko chwile. Liczą się tylko chwile.

Trzeba je składać, pielęgnować i chołubić, dzielić się nimi i je rozmnażać. Bo kiedyś może przyjść czas, że już ich nasza pamięć nie pozwoli przywołać i może ktoś, będzie ich żywot mógł przedłużyć i przekazać innym.

Wszystko jest do zrobienia, w jakimś stopniu, a w jakimś, póki co jest to niezmiennie niemożliwe. Tik – Tak. Słońce góra i dół. Wiosna za wiosną ulecą i przeminą, ale to nieważne, podobnie jak problemy zmienności klimatu dla osoby stojącej na tratwie płynącej przez Morze Śródziemne, uciekającej z wojennej strefy ku marzeniom z nadzieją na życie. Na jakieś życie. Piękne.

Zawsze kiedyś będzie ostatni taniec. Ostatni dzień. Ostatni oddech.

I tego się na razie nie uniknie. A Bóg? A Bóg mógłby, jakby istniał i chciał i mógł. Ale to jest plan niezmienny, a jak w serialu mówili: the truth is out there.

#1788 – coś nie tak

Czasem dzieje się coś nie tak. Bardzo nie tak. Tak niesprawiedliwie i aż nazbyt realnie, że aż nierealnie. Tak bardzo dziwnie, że aż czegoś się chce. Tak żeby zająć myśli i głowę, czymś co przyniosłoby ukojenie i spokój. I wtedy nie wiadomo co poradzić, nawet można by rozważyć czy się na przykład nie modlić, czy coś. Choć wiadomo, że to bez sensu, bez ładu i składu. Chciałoby się zaznać spokoju i poczucia, że zrobiło się coś dobrego, co można sobie odhaczyć w dzienniczku dobego samarytanina, że uczynek spełniono.

I po to między innymi stworzono stwory zwane religiami, żeby ludzie mogli gdzieś swoje frustracje, strachy i obawy oswoić i w jakimś stopniu kontrolować.

A później to już z górki – korzyści materialne, na początku były przyjemne, później je wykorzystano świadomie i można było pójść krok dalej – kreując potrzeby, nakazy, zakazy i iluzoryczną, nieuchwytną wizję, a właściwie wizje – wiele, do wyboru i koloru, choć w zasadzie żadnego wyboru nikomu nie dano i wszystko się dzieje od tysięcy lat pod szymel, jedynej słusznej w danym plemieniu i miejscu wyznaniowej mafii.

Bądź czujny zatem w chwili zwątpienia i w dołku. Zaufaj sobie i bliskim. Myśl, fukusuj się i kontempluj, to nic złego, ale nie zabrnij za daleko i nie wiadomo po co…

#1787 – czy jest nadzieja

Podobno nadzieja umiera ostatnia. Dlatego też nie ma co się martwić na zapas. Ale też czasem ciężko planować coś na dłuższy czas, bo zawsze jakś chmura pojawi się na horyzoncie. Jak z tym sobie radzić? Z dniem codziennym, nieuchronnością przemijania, a co gorsza, niespodziewanymi sytuacjami spadającymi jak grom z jasnego nieba?

Być optymistą? Pesymistą? Niweiadomoco-istą?

Chciałoby się patrzeć w przyszłość w jasnych barwach, chciałoby się, żeby było najlepiej na świecie, w końcu można wszystko i zrobisz to co sobie wymyślisz, przyciągniesz i wyrezonujesz. Jednak czy zawsze tak będzie? Chciałaby dusza do raju, ale każdy wuj ma swój strój (jak to mawia mój tato). Należy przezwyciężać przygniatającą moc codziennej szarości i smutku poprzez poryw radości chwili obecnej i możliwośći jakie mamy na tu i teraz.

A co z czarną godziną?

A HJWD.

Nie ma to tamto, jest tu i teraz i jutro. I co ma być to będzie. „Zagryziem pośladki, zaciśniem zęby” i zrobimy to na co pozwoli sytuacja wokół nas i ta wewnątrz. A jak będzie źle to się będziemy ciszyć tym co jeszcze zostało. Każda chwila ma swój niepowtarzalny aromat i dla każdego może być czymś innym.

Trudnym, łatwym, dziwnym, kolorowym i nespotykanym.

Chwilo trwaj.

#1786 – znowu żarty

Chwilami się czuję, jakbym był jakiś ułomny. W sensie, że psychicznie. Czy ze mną jest coś nie tak? Nie ogarniam tematów, które ma do załatwienia, nie chce mi się robić tego co powinienem i czuję, że stać mnie na więcej. Pytanie tylko, które pozostaje bez odpowiedzi – na co?

Czy to żarty, że jestem zażarty w gonieniu za czymś o czym nie wiem i czego nie rozumiem? Czy nie powinienem skupić się bardziej na tym co mam i się bardziej z tego cieszyć? W końcu po co sobie robić pod górkę. Siąść i mieć święty spokój, w końcu lata już naleciały i trzeba by spocząć na laurach. Z drugiej strony może ja już nie nadążam za tym wszystkim i jestem po prostu za głupi, żeby to ogarnąć, tak jak należy?

A może odpowiedź jest jeszcze zupełnie inna? Może mi się tylko zdaje, że coś naprawdę mogę i oszukuję sam siebie.

Nie wie tego nikt, a na pewno nie ja. Nie mam ochoty kopać się z koniem, ale z drugiej strony nie ma co odpuszczać za wcześnie, jeśli temat rokuje i ma szansę na powodzenie. Patrząc na życie polskiej sceny politycznej – im bardziej przegrywasz, tym bardziej masz szansę zamieszać i spowodować turbulencje wokół., powodujące nieokiełznane tsunami niszczące na drodze wszystko co się nawinie. Czy moje algorytmy i warunki brzegowe są jakieś popsute i nie wyrabiam się przez to, tak jakbym chciał?

A może sobie szukam wymówek, czy innych uchwytów pozwalających złapać równowagę na śliskim gruncie? Chociaż, jak się leży – to się człowiek nie przewróci. Najwyżej go coś rozjedzie.

#1785 – odpoczynek

Był już strasznie zmęczony codzienną gonitwą i układaniem życiowego tetrisa. Chciało mu się zwyczajnie siąść i płakać. Tak po ludzku, tak jak się człowiekowi robi na 33 kilometrze maratonu, który pocisnął powyżej swoich realnych możliwości. Napotkał ścianę i chciał odpocząć, bo zrozumiał co mógł myśleć Syzyf prganący zrobić sobie długą przerwę na obiad i drzemkę. Tylko tutaj przerwa powinna trwać co najmniej 30 godzin. Chciał spędzić trochę czasu z żoną, tak jak spędzają go ze sobą dorośli i kochający się ludzie – bez spiny i na rzeczach, które pwodują, że znowu chce się żyć.

Marzył i dumał. Myślał o tym i głośno mówił, dwa lub nawet trzy dni.

I w końcu dotarła wiadomość, że zmarł bliski i kochany wuj, który będzie pochowany za kilka dni, na drugim końcu Polski. Wypada komuś pojechać na uroczystość i należycie odprowadzić seniora w ostatnią podróż. I mógł ten przykry obowiązek spędzić właśnie z ukochaną żoną, jadąc i rozmawiając w pociągu, kontemplując wspomnienia i życie dosyć bliskiej osoby oraz spędzając czas na wieczornych Polaków rozmowach i spożywaniu trucizny w postaci alkoholu etylowego rozcieńczonego słodkimi napojami nasyconymi dwutlenkiem węgla. I z powrotem do domu, z małymi przygodami, uciekającymi pociągami, opóźnieniem, brakiem rezerwacji miejsc siedzących i przerywanej drzemce.

I w końcu dotarło do niego, że być może była to jedna z możliwych odpowiedzi wszechświata, który starał się spełnić marzenie człowieka.

Zatem jeśli marzysz i wierzysz, że marzenia się spełniają, poprawnie i precyzyjnie kontstruuj zapytania i komendy do wszechświata, bo możesz uzyskać nie do końća to, co chciałeś. To tak jak z promptami do sztucznej inteligencji – dostaniesz na końcu coś, co będzie odzwierciedać to co zdefiniowałeś na początku. A tworzenie wyniku zabiera wszechświatowi dosyć dużo energii, i często również czasu i nie każdą zmaterializowaną odpowiedź da się odwrócić lub puścić w niepamięć. Oczywiście nie wszystko jest wynikiem jedynie twoich marzeń, ale wypadkową zachodzących zmian i drgań przenikających dostępną nam rzeczywistość. Uśmiechnij się do siebie, znajdź dystans i patrz poprzez krzywe zwierciadło, uwydatniające lub ukrywające cechy ludzi, . Twoje również.

Baw się dobrze – bo życie to czas na świetną zabawę, a z każdym dniem, zostaje go coraz mniej.