#1787 – P4P

Pytanie po co nam kodeksy, prawa i umowy, skoro i tak wszyscy naokoło szczycą się jak je obchodzić i wystrychnąć na dudka innych, nam podobnych.

I nie jest to wyrywkowe i potępiane działanie, a wręcz moda na zaradność i przejaw woli walki i przeciwstawiania się wrogim siłom, które przecież kreują zasady. A zasady, z zasady należy łamać i nie dać się przy tym złapać.

I bądź tu mądry, pisz wiersze i staraj się być dobrym człowiekiem.

W każdym razie – powinieneś mieć swój kodeks moralny i się go trzymać, byś mógł żyć w zgodzie ze sobą. I tak pewnie wszyscy robią i mają świetny (sic) spokój.

Życie umyka, biegnie nieubłaganie, czas tylko czeka aby przeć naprzód. Pytanie czy jeszcze znasz jego prawdziwe znaczenie i wartość jaką dla Ciebie niesie?

Nie da się – haha, potrzymaj mi piwo!

Tu nie wolno! Nie wolno? To szybko.

Ile dasz za dzisiejsze 15 czy 20 minut spędzone z kimś bliskim, za 10 czy 20 lat?

I tu najważniejsze – czy w ogóle coś dla Ciebie będzie za ten czas?

Kto to wie?

A pewnych praw nie da się nagiąć i będzie trzeba im się oddać.

… And Justice For All …

#1786 – pytanie co zrobić

Ty może wiesz co robić ze swoim życiem. Ja nie jestem do końca pewny.

Czasem sytuacja stwarza przed nami sprzeczne cele, a my je musimy sprzecznie realizować.

Pytanie co zrobić, żeby było dobrze. Czy ważna jest tylko obecna chwila? Co będzie później, czy, i jak dbać o dzieci, i jak zadbać o to co zostanie po nas już gdy odejdziemy do krainy wiecznych łowów?

Czy ma to znaczenie? Czy to serio będzie istotne jak będą cię wspominać? I tak każdy z ludzi, którzy cię znają, będzie miał swoją wersję rzeczywostości. Nie ma na to żadnej rady – dla jednych będziesz tym dobrym, dla innych złem najgorszym. Nawet jeśli się starałeś i myślałeś, że działaś w dobrej wierze, ktoś, kto patrzy prze swój pryzmat wzbogacony zdobytymi informacjami i opiniami postronnych, może cię uważać za dupka żołędnego.

Rób zatem swoje, patrz w lustro i słuchaj swojego sumienia. Nic innego chyba nie możesz, póki co, uczynić, by być kimś, kim nie jesteś.

Są bowiem trzy prawdy: jedna prawda, najwyższa prawda i gówno prawda.

A co gorsza czynić, jeśli działasz w organizacji, która szuka granicy prawdy 😉

#1785 – pożegnanie

Jako dziecko zawsze się bałem, że mój Tato umrze. Był to strach wielki, wręcz irracjonalny i paraliżujący.

Tato wtedy mówił, żebym się nie martwił, bo kocha mnie jak stąd do nieskończoności, a ja jego jeszcze trochę bardziej. I nigdy nic nas nie rozłączy. I ja dalej w to wierzę. I tego się trzymam, bo zawsze będę go kochał a on kocha mnie, tylko go przez jakiś czas nie będę widział.

W ostatnich latach, a w szczególności w ostatnich miesiącach, spędziliśmy dużo wspólnego czasu, nadrabiając minione lata, kiedy każdy miał coś do załatwienia, ogarnianie rzeczywistości, bieżących spraw, problemów, sukcesów i porażek. Był to seria dobrych, choć ciężkich chwil, kiedy widać było jak choroby odbierają mu po kawałku fizyczne możliwości ciała, ale pogoda ducha Henia i dobry humor nie dały rady zostać złamane, niemal do samego, cichego, końca.

Tato wspominał dawne czasy, kiedy chodził boso do szkoły, nie dlatego, że to zdrowo, tylko dlatego, że bieda w powojennej Polsce zmuszała do tego i nie było innego wyjścia. Uczył się przy świeczkach, bo prąd podłączyli dopiero w latach 60 XX wieku, kiedy był już dorosły. Wspominał swoje lata szkolne w podstawówce i liceum w Komarówce Podlaskiej. Wspominał okres studiów, kiedy wyjechał do studiującej siostry do Lublina. Opowiadał o swoich przygodach z kolegami, którzy nazywali go Śmiechotkiem, z uwagi na charakter, sposób bycia i ciągłe żarty, które płatał znajomym i nieznajomym. Ta pogoda ducha zjednywała mu ludzi, z którymi zawsze starał się nawiązać bliski kontakt. Był społecznikiem i kochał w zasadzie wszystkich ludzi, starał się zawsze wejść w ich buty i zrozumieć co kieruje ich postępowaniem. Czasem się z czymś nie zgadzał, ale nauczył nas tolerancji i otwartości na inne poglądy, a także prezentował sobą możliwość akceptacji wad. Własnych również. Po prostu pozwalał każdemu być sobą, o ile nie szkodzi innym.

O latach pracy i jego zaangażowaniu w inne obszary działalności możnaby mówić godzinami, udzielał się w ochotniczej straży pożarnej, był ławnikiem w sądzie pracy, zarządcą administracyjnym, a przede wszystkim pracownikiem socjalnym i kadrowym. Wiele osób mówiło i nadal mówi, że Henio im pomógł jak mógł, a jeśli nie mógł, to zawsze starał się pomóc w znalezieniu racjonalnego rozwiązania. Słuchał ludzi, rozmawiał z nimi i rozumiał ich rozterki. Za to go podziwiam i chciałbym być taki jak on.

Ulubione powiedzenia mojego taty:

Nie jest tak, że nie mogłoby być lepiej, ale nie tak źle, że nie mogłoby być gorzej.

Dopóki widzę, słyszę i mówię, to żyję.

Mądry głupiemu ustępuje, ale robi to tak, żeby było dobrze.

Nie zawsze po równo jest sprawiedliwie. Trzeba oceniać również możliwości danej osoby.

Matka jest tylko jedna.

Nadzieja umiera ostatnia.

Jak tam u ciebie? Jak inni poradzili sobie z podobnymi zadaniami? Czy jesteś sam w tym, czy ktoś ci może pomóc?

Zawsze wiedziałem, że jest. Że mogę przyjść i powiedzieć, że potrzebuję pomocy, wsparcia, czegokolwiek.

Cieszę się, że mogłem spędzić czas z nim w ostatnim okresie i choć trochę odwdzięczyć się za to co mi dał przez całe życie. W końcu nie byłem jednostką ani idealną, ani łatwą w obsłudze. Robiłem mnóstwo głupot i chadzałem własnymi ścieżkami. Nigdy nie zostałem, przez to odrzucony czy ukarany. Zawsze była rozmowa i analiza. Moja analiza i refleksja.

Dziękuję i tęsknię.

#1784 – równowaga

I znowu jak bumerang, który nie trafił w cel, wraca temat równowagi. Balansu, homeostazy. Pozornego bezruchu i ciągłego szukania środka ciężkości.

Aby to osiągnąć trzeba się skupić na tym, by reagować na małe sygnały wysyłane przez otaczające nas osoby i przedmioty. Mało tego, trzeba jeszcze reakcję dostosować do znanych i nieznanych warunków wszechświata. A po co? By minimalizować odchylenie podczas przechodzenia przez punkt zerowy, by do niego dążyć, jak do spełnienia marzeń.

I po co to wszystko?

W zasadzie po nic, bo tak jak i względny jest czas i przestrzeń, to tak ten punkt może podążać za tobą i być na wyciągnięcie ręki czy czego tam chcesz.

Chyba, że….. Chyba, że jesteś jeszcze z kimś. I dopiero wtedy ma to znaczenie, by wasze punkty były na wyciągnięcie waszych rąk i nie zmieniały położenia względem siebie, bo jak się rozjedziecie, to będzie dysonans i nieuchronna katastrofa, powiązana z wybuchem supernowej lub wygaśnięciem wszystkiego.

Komunikacja, współpraca, wspólne wartości i wzajemna radość to klucze do osiągnięcia wzajemnego sukcesu objawiającego się pozorną równowagą położoną na energetycznej powłoce zasilanej waszą wolą i duchem tworzenia nowej wartości. Brzmi to patetycznie, niezrozumiale i chaotycznie, bo takie jest życie. Czekanie na nieoczekiwaną zmianę miejsc, ciągły niepokój i cieszenie się z drobinek szczęścia, które nas otaczają i tworzą unikalną atmosferę.

Czy ten tunel po prawej to wyjście z sytuacji? Czy jedynie ułuda i psoty zmysłów gdy nastepuje powolne niedotlenienie i wygasanie funkcji życiowych?

Jeszcze krok, jeszcze dwa i nastanie początek. A może koniec. I tak nie ma to znaczenia.