#1798 – marzenia i plany

Był kiedyś chłopiec. A właściwie go jeszcze nie było. Był w planach Bogów sprawujących władzę nad tym, kto i kiedy pojawi się na świecie. No i właśnie pojawiło się zapotrzebowanie na jego materializację. Tu i teraz, by sprostać problemom, które już za 33 lata zaleją świat, bo na koniec 2019 jest planowana pandemia strachu. Zostało przygotowane ciało i duszyczka została wytypowana do implementacji w krystalizującym się organizmie. Starszy Specjalista Aniołowstrzykiwacz załadował strzykawę protonową i gotów był podjąć procedurę, ale pani Marysia z Centrum Kreowania Emocji zaprosiła go na szybką kawę do automatu. Odłożył więc urządzenie na stół i oddalił się w stronę komnaty socjalnej.

-Witaj Homobonusie – rzekła korpulentna blondynka uśmiechając się w sposób tak szczery, że było widać błyski diamentów na jej aparacie nazębnym. – Co tam dzisiaj ciekawego robisz? – wyciągnęła ku niemu rękę z kubkiem białej kawy.

-Hej Maryjko – dzień, jak co dzień. Już marzec za pasem, więc musimy wyrobić normę kwartalną. Wstrzykujemy ile wlezie, żeby wskaźniki dla Najjaśniejszego osiągnęły zadowalający poziom – radośnie wytrajkotał i puścił do niej oko.

-Dzisiaj mam zmianę z Ekspedytem, więc nadrobimy wszystkie zaległości z ostatniego tygodnia, kiedy byli u nas stażyści z Purgatorium. – kontynuował i wziął łyk napoju. – Ależ smaczna kawa! Z takim kokosywym posmakiem. Moja ulubiona. A co tam słychać u Ciebie, w CKE?

-A szykuje się właśnie impreza integracyjna poziomu trzeciego i chciałam zapytać czy nie zechciałbyś z mną pojechać? Będziemy chodzić ciemną doliną i leżeć na zielonych pastwiskach. Planowane są również zadania grupowe i fiesta dwudniowa na zakończenie – co ty na to? – To pod koniec maja będzie, jak już wiosna zawita na dobre! – również puściła do niego oko i lekko się zarumieniła.

-No cóż, brzmi jak plan. Pod koniec maja akurat mam wolne weekendy, zatem nie przewiduję problemów czasoprzestrzennych w tym okresie. – Rzucił okiem na naścienną klepsydrę i kontynuował – Azaliż nie zajdzie Słońce jutro, a dam Ci opdowiedź jednoznaczną, żeby nie trzymać Cię w niepewności. Teraz jednak muszę już wracać do pracy, gdyż tiket otwarty zostawiłem i zmuszony jestem dotrzymać terminów. Miło było Cię obaczyć i dziękuję bardzo za niebywały napitek!

-Okej Drogi Kolego! Będę oczekiwać z niecierpliwością i również wracam do pracy, gdyż musimy umieścić daszbordy na kamiennych tablicach. Wszak jutro weekly i podsumowanie sprzedaży! Terminy gonią, a praca sama się nie zrobi, niestety! Trzeba się starać bo znowu mają być przeglądy kompetencji nim przyszły Księżyc nastanie! – uśmiechnęła się jeszcze raz i skinęła głową.

Rozstali się przeciągając wymianę spojrzeń i wrócili do swoich codziennych zadań.

W tak zwanym międzyczasie, który występował w tym miesjcu dosyć często, przeskoczyły trzy zęby koła rozrządu ciał, ale Homobonus, wspominając rozmowę ze znajomą zamyślił się i przeoczył ten drobny, acz brzemienny w skutkach szczegół. Systemy zabezpieczeń powinny wykryć taką pomyłkę, ale niestety, jako że oszczedności nakazały wykluczyć z wdrażania fazy testów omyłkowych, działania zostały, bez niezbędnej, w tym przypadku, weryfikacji, wykonane i zatwierdzone.

I cyk, duszyczka została wstrzyknięta trzy milmetrosekundy później na północ niż powinna. Niby żaden problem, bo w obrocie było około 8 miliardów dusz, a błąd na poziomie 1.25e-10, nie wydaje się zbyt wielki, ale patrząc z poziomu duszyczki co można jej powiedzieć? Jak to się dalej potoczyło? Duszyczka wypasiona, 48-bitowa, z multifunkcjonalnym przetwarzaniem niskopoziomowym z wyższej półki, z pozłacanymi stykami i chlodzeniem siedmiowymiarowym została wtłoczona do mizernego, embrionu niszczonego alkoholem, nikotyną i brakiem chęci życia jego matki.

Cóż można począć, kiedy jesteś tam gdzie nic nie można zrobić? Gdzie nicość spotyka się z pustką, a niemoc wzmacniana jest depresją samotności, ciemności i nieprzeniknionego zimna i mroku.

Serce bije tak mocno jak może, pompuje krew przez małe i kruche naczynia, ale nie ma żadnej nadziei, że rozwinie się istota, która sprosta problemom rzeczywistego świata. Ktoś kto mógł stworzyć wynalazki, które dotąd śniły się jedynie nielicznym, nie jest w stanie opanować odruchu poprawnego oddychania i przetwarzania pokarmu i bodźców.

1728 godzin ziemskich trwała walka dobra ze złem i jak w wielu podobnych przypadkach dobro wróciło do poziomu zera bezwględnego, dokładnie tam, gdzie czas pyta się sam siebie, po co zegar tyka, skoro nikogo to nie interesuje.

20 gramowe serce powiedziało dobranoc, po wykonaniu 17 milionów uderzeń, a mały mózg, nie mogąc zapanować nad niesfornymi organami, poddał się, nie dokonując żadnego cudu.

Czy była to słabość ciała? Przecież to ciało było wytypowane do zatrzymania tego co złe? A może duszyczka była niekompatybilna? A może zawiodła wiara, że to wszystko potoczy się tak jak planował Papet Majster? A może do problemów w rozwoju tego człowieka przyczyniła się katastrofa w Czernobylu, kiedy biedny embrion właśnie budził się do życia?

Tego niestety nie dowiemy się z tej historii, ale jedno jest pewne, że Adaś nie jest temu winien. Zrobił co mógł i odszedł w ciszy, spokoju i smutku, który pogrążył jego nieświadomą niczego rodzinę.

#1797 – artysta

Czy łatwo być artystą? Oczywiście. Do bycia artystą nie potrzeba nam w zasadzie niczego. Wystarczy człowiek i jego zaangażowanie. I już. Tyle.

Gorzej, jeśli chcesz być znanym artystą, ciągnącym za sobą falę lub nawet fale odbiorców. Wtedy może być trudniej, choć w dzisiejszych czasach, jest to, dzięki ogólnodostepnym środkom przekazu, łatwe technicznie i dostępne dla większości z tych, którzy chcą. Czy przez to jest łatwiej? A może trudniej, bo każdy może zaistnieć i ciężko wypłynąć na powierzchnię?

Na pocieszenie możemy powiedzieć, że najbardziej cenieni artyści, już nie żyją, a obecnie żyjący i tak za kilkadziesiąt lat będą jedynie historią, wzbogaconą o multimedialne przekazy i naśladowców.

#1796 – scenariusze

Dobrze mieć wiele scenariuszy w zanadrzu. Mogą żyć i rozwijać się w zakamarkach umysłu dostarczając emocji, ożywiających nasze nieustanne potrzeby i pragnienia. Mogą rozgałęziać się i kluczyć w meandrach równoległych światów wypełnionych wyimaginowanymi stworami. Bawią nas ucząc, uczą bawiąc, ale czy posuwamy się dzięki nim do przodu w naszej czterowymiarowej czeasoprzestrzeni ograniczonej naszym materialnym bytem?

Czasem trzeba wyjść z Matrixa i sprostać przeszkodom i bodźcom zewnętrznym kreującym naszą drugą nić – tę odbieraną przez nasze ciała i umysły. Nie jest łatwo ruszać przedmoiotami z użyciem fizyczności jeśli nasze myśli skupiają się jedynie na wewnętrznych potrzebach mogących zostać zaspokojone przez chemię i fizykę mózgu lub co gorsza, poprzez elektroniczne interfejsy wykorzytsujące, póki co nasze nieliczne zmysły. Wszystko się zmienia, za chwilę oprócz wzroku, słuchu, dotyku, będziemy stymulowani na poziomie fal mózgowych i dopiero wtedy okaże się, jak nasz prawdziwy świat może być nudny.

A on wcale nie jest nudny, ale wymaga wysiłku, zaangażowania i poświęcenia energii psychofizycznej na realizację marzeń poprzez doświadczanie trudności w ich zdobywaniu. A ta gra nie ma autosejwa, ani możliwości przywracania stanu, w większosci przypadków. Zegar tyka, realny czy nie, nie zatrzymamy go póki co, pora więc wykonać kolejny ruch w naszej partyjce, którą rozgrywamy głównie ze samym sobą.

#1796 – być innym?

Czy lepiej się wyróżniać czy lepiej wtopić się w tłum i kiwać w tę stronę co wszyscy?

To zależy. Zawsze ktoś kto jest inny, podobnie jak w japońskim przysłowiu: jak odstający gwóźdź, zostanie wbity, aby nie siał zamętu i wzburzenia. Bo jak już jest jeden, to zaraz pojawią się kolejne osoby, które postanowią wspierać wywrotowca i zmieniać rzeczywistość. A ludzie boją się zmian, bo będą mieli gorzej, już przez sam fakt, że inni będą mieli lepiej. Bo tamci dostaną coś za darmo, coś co im się przecież nie należy. Jak chcesz być inny to siedź w domu i nie obnażaj się ze swoimi głupimi poglądami.

No właśnie. Czy to jest sprawiedliwe? Dlaczego nie można myśleć inaczej? Dlaczego trzeba się słuchać, niczym w eksperymencie z małpami, prądem i bananami, wiedzy sprzed pokoleń i niczym nie uzasadnionych nakazów, które dawno się zdeaktalizowały …. Wszak zawsze można się powołać na tradycję, religię i dogmaty… A i naturę, która w sumie jest inna, jak się temu dobrze przyjrzeć.

A prawda?

A prawda leży gdzieś indziej. Pewnie bliżej środka, a na pewno nie jest po żadnej ze stron, bo przecież każdy myśli trochę inaczej, a na pewno inaczej wszystko odbiera i bierze do siebie.

Bądźmy zdrowi, szanujmy się i dbajmy o siebie wzajemnie, a wszystkim będzie lepiej.

#1795 – jak bardzo ci zależy?

Coraz częściej zadaję sobie pytanie – jak bardzo ci zależy na tym co robisz? Ile kawałka duszy za to oddasz i czy jak przyjdzie wróg, którym cię straszą zewsząd, staniesz do walki, by własną krwią, godnością i życiem bronić tego w co powinieneś wierzyć?

Bo przecież od dziecka nie uczą nas jak kochać każdego jakim jest (niby to powtarzają co niedziela, ale ….), tylko pokazują wszędzie jak można zadawać zło. Innym ludziom. Nam podobnym. Z którymi, chcąc, czy nie chcąc mamy najwięcej wspólnego na tej planecie. Ci są tacy, tamci są inni, jescze inni są źli bo się czymś tam wyróżniają. Albo cechami osobowości, albo wiarą w coś czego się nie da ani udowodnić, ani pomierzyć, poza dogmatami. Albo ilością posiadania dóbr materialnych, na które, tak czy inaczej zarobili chłopi, niewolnicy lub robotnicy sprzed pokoleń. Oni mają inny emblemat i już są wrogami. Nieważne jest w co wierzy jednostka, bo została ukształtowana na modłę…. A może jest tam w środku zagubiony człowiek? Szukający po prostu akceptacji, spokoju i przestrzeni do normalności?

Tylko komu tu wierzyć i ufać, jak na koniec i tak jest tak samo, tylko się inaczej nazywa.

#1794 – potwierdzenie

Czy zawsze potrzebujemy potwierdzenia własnych tez? Szukamy i znajdujemy podobne przemyślenia, mamy zwolenników i osoby myślące tak jak my.

Czy to jednak oznacza, że mamy absolutną rację? A może po prostu jesteśmy w grupie, która się myli? to jest własnie problem, który dotyczyć może każdego z nas. Czy to w co wierzymy i do czego dążymy jest tego warte, prawdziwe i słuszne? A może tylko część z tych atrybutów jest zasadna, bo przecież każde kłamstwo ma ziarno prawdy, aby łatwiej było w nie uwierzyć i się z nim zidentyfikować. A jak już część pasuje, to cyku cyku, przemodeluje się resztę i będzie jak ulał leżeć, tak, jak prawie dobrze. Albo dostosują ciebie i uwierzysz w to co będzie ci dane. Albo tak, albo siak Kto wie co to będzie i czy to jest naprawdę potrzebne.

#1793 – ktokolwiek słyszał

Jak pokazuje historia tocząca się każdego dnia, tuż za oknem, możesz zostać kim chcesz, wkładając w to odpowiednią ilość energii. Z drugiej strony ile byś nie zrobił, myślał, planował i wdrażał to wszystko do życia, to okazać się może, że i tak coś pokrzyżuje drogi, które sobie obmyśliłeś. Tak na przykład pisarz, ochroniarz i działacz polityczny postanowił zostać mordercą i użył swego, legalnego, pistoletu do wyeliminowania premiera bliskiego nam państwa. I co? I pomimo tego, że chciał zabić człowieka, to, póki co, mu się to nie udało. I to nie jakiś fircyk tylko, starszy, 71 letni, mężczyzna, tak sobie to wszystko ułożył, i rozkminił, aby dać wyraz swojej frustracji niezadowoleniu z działań państwa.

A co biedny premier ma powiedzieć? Na pewno nie planował takiego zwrotu akcji, choć będąc na takim stanowisku, na pewno należy się liczyć z różnymi reakcjami pewnych mniejszościowych grup społecznych. Komu ufać, komu wierzyć? Kto nie dopilnował ochrony polityka, i kto tak ustanowił prawo, że nie wiadomo, kto w jego obecnym stanie ma go zastąpić na stanowisku pracy?

Przedwczoraj nikt nie planował takiego obrotu akcji, nikt nie wiedział, gdzie znajdziemy się po tych wydarzeniach, a co więcej nikt nie przewidział tego co zajdzie. A może wprost przeciwnie – wszystko jest ułożone tak jak miało być? Premier nie miał zginąć, a jedynie zostać ofiarą, która umocni jego działania? A starszy pan będzie miał możliwość przyczynić się do rozwoju swojej organizacji również będąc gambitem w tej rozgrywce? Można snuć różne teorie i domysły, można kusić się o interpretacje, prognozy, niezależnie po której stronie barykady się znajdujemy. A tak naprawdę i tak nie ma to żadnego znaczenia, bo każdy będzie toczył swoją kulkę łajna w stronę, w którą będzie miał ochotę, a ta właśnie kulka i tak poleci tam, gdzie będzie jej po prostu wygodnie, zgodnie z równowagą sił na nią działających.

Nie ma co się spinać. Jeśli nie jesteś fanatycznym działaczem, który osiągnie szczęście wiekuiste tutaj lub na tamtym świecie, to co ma być to będzie. Rób swoje i bądź dobrym człowiekiem.

#1792 – motywacja po raz setny

Fajnie jest oglądać filmiki i relacje ludzi, którym się chce. Sukcesy w portalach społecznościowych, cukierkowe posty, kolorowe gacie. Kursy szczęścia i darmowe webminary, które okazują się jedynie lepem na naszą wolę poznania…

Jak to naprawdę jest?

Czy to wszystko co widać i słychać to najprawdziwsza prawda? Czy wypaczony obraz, niejednokrotnie przysłonięty mgłą nieoznaczoności wyborów i pragnień?

Pora spakować marzenia do podręcznego plecaka i ruszyć mentalnie do ich realizacji, bo czasu nie będzie już więcej. Aby dotknąć i wkroczę się niebawem pół wieku zabawy na tym świecie. Zabawy i beztroski, jak wiele osób sądzi.

Krok za krokiem, nieważne jak szybko, ważne że idziesz, w stronę, w którą chcesz. Za górką będzie kolejna i następna i znowu w dół i w górę.

I już. Droga jest najważniejsza i to z kim podążasz u boku swego i przy czyim boku jesteś.

#1791 – Tydzień PnCD 23-34

Stabilnie, pomału do przodu.

Dużo się działo w życiu i nie było jak za bardzo przyspieszyć przygotowań, ale baza jest zrobiona.

Wymagania określone, kata przypomniane. Motywacja na wzrostowym poziomie.

Teraz zostało 15 tygodni czyli – 105 dni. Jak ten czas wykorzystam? To zależy tylko od tego jak dopasuję się do otaczającej rzeczywistości i wykonam plan zgodnie z moją wiedzą i założeniami.

105 dni świetnej zabawy. Teraz już mogę powiedzieć, że ostatni tydzień będzie pozbawiony treningów (poza obozem), więc zostaje 98 dni.

Studniówka zatem już była i teraz, pomału progres, aby osiągnąć to o czym można marzyć, bo jest to osiągalne, ale przy wkładzie własnym, budowanym od, w sumie, kiludziesięciu lat…. (49-15 = 34) Ale ten czas leci……

#1790 – Nieograniczoność

Człowiek i jego wola, kiedy jest zdrowy i sprawny, jest praktycznie nieograniczona.

Można wziąć kartkę papieru, coś do pisania lub rysowania i tworzyć własną wizję mniej lub bardziej rzeczywistego świata lub choćby jego części. Niby nie jest to nic wielkiego, ale słowa sa narzędziem i orężem wywołującym emocje oraz kreującym działania ludzkości. Kilka słów wypowiedzianych w odpowiednim tonie, na właściwy temat może spowodować poderwanie narodów lub innych grup społecznych do okreslonych działań lub ich zaniechania. Nieważne, czy to jest prawda, półprawda, czy zupełna fikcja wywołać może burze i to nie tylko takie w szklance wody.

Cóż zatem szkodzi, by ropocząć własną przygodę z kreacją wycinka świata i stworzyć wizje, którymi można dzielić się zarówno ze współczesnymi ludźmi, potomnymi, jak i ze sztuczną inteligencją, która chętnie wspomoże rozwój tych inicjatyw w dowolnie zdefiniowanych kierunkach. Kiedyś niebo było limitem, teraz, okazuje się, że nawet ono nie stanowi żadnej przeszkody w zmyślaniu, wymyślaniu, kłamaniu, czy halucynowaniu. Nic nie jest już pewne, nic nie może zostać zakwestionowane, ponieważ nie ma czasu na kłótnie o nieistotne przedmioty czy definicje, skoro w danej chwili pojawiają się setki nowych pomysłów, często zupełnie nietrafionych.

Mogę napisać, że przy próbie ukrojenia kromki chleba, mój ostry jak brzytwa, wykonany w technologiach XXI wieku nóż, zagłębił się w mój wskazujący palec, niczym w maslo, a ciało me przeszył dreszcz emocji. Po chwili poczułem jak ciepły, czerwony płyn zaczął zalewać mą dłoń, a gęste niczym miód krople kapać zaczęły na blat. I wtedy zrozumiałem, że to co sobie planowałem, na najbliższe godziny i dni, niestety nie zostanie zrealizowane, gdyż wszechświat postanowił spłatać mi takiego, małego niczym Koszałek – Opałek, psikusa. I tak sobie myślałem, nieudolnie próbując zatamować krwawienie, jak plan minutowy, odjeżdża mi z peronu, a proste rzeczy znowu wracają na swe tory, komplikując mi kolejne kroki układającej się łamigłóœki.

Kap Kap płyną łzy, niczym w piosence Pod Budą, ale kapiąca krew to zupełnie inne, energetyczne uczucie. Złość, trochę bezradność i nieuniknioność dalszego zwolnienia akcji. Cóż, Rambo, wsadziłby sobie taki palec w tyłek i ruszył dalej na podbój wszechświata, a ja mogłem tylko poddać się pomocy udzielonej mi przez ukochaną ratowniczkę i z pokorą znosić odkażanie i zakładanie plasterków szyjących na ranę. To był jednak dopiero początek, bo tak jak dobrze opatrzona rana za klikanaście dni stanie się jedynie niczego nie znaczącą blizną, tak słów, wystrzelonych jak strzały z łuku, już nie zatrzymasz.

Niezależnie, czy były wypowiedziane, we frustracji, nieświadomości, bólu egzystencjalnym, czy z głupoty, ciężko zatamować niewidzialne krwawienie duszy, które spowodują.

Zatem czasem lepiej mądrze milczeć niż głupio gadać, a rozpoczęcie wypowiedzi może rozwiać wiele wątpliwości, które audytorium mogło mieć na twój temat, zanim się odezwałeś.

Ludzka głupota jest nieograniczona, podobnie jak mądrość i co gorsza obie zmierzają wspólnie, przeplatając się, w kierunku nieznanego. Dokąd to zmierza, możemy się jedynie domyślać, a strach i ciekawość zaopiekować może jedynie to czym nakarmimy swoje ciała i umysły. Tutaj nie pomogą nawet strażnicy galaktyki. Po prostu trzeba zakasać rękawy i robić to co możliwe, tym co jest dostępne, w miejscu, w którym się aktualnei znajdujemy.

Work smart not hard, keep it simple, sit on your ass if it is the best you can do for you right now.

Bądźcie zdrowi i trzymajmy się ramy – to się nie …..