#1809 – ile kosztuje spokój

Ile kosztuje spokój? Ile wart jest spokój? Czy można go kupić i czy można uzdrowić pieniędzmi złamanego człowieka?

Czy można coś tak ulotnego kupić za pieniądze? Czy należy odnaleźć równowartość w swoich nerwach, zdrowiu i możliwych negatywnych konsekwencjach? A może to jedynie preludium do stoczenia się wprost do bram piekła, które można sobie zgotować na własne życzenie.

Kiedy lis wpada w potrzask, odgryza sobie łapę i cieszy się wolnością. Chociaż będzie już słabszy, niepełnowartościowy, nie patrzy wstecz zrzucając winę na matkę czy ojca. Cieszy się tym co jest tu i teraz i co czeka go za chwilę.

Emocje już powoli opadają, co ma być to będzie. Zgoniony w kąt bezpański pies może kąsać nawet rękę, która chce go nakarmić. Dopóki nie odnajdzie spokoju, nie będzie w stanie docenić wszystkiego dobrego co go otacza.

Ile czasu zostało do osiągnięcia spełnienia? Do śmierci? Do wygranej w totolotka? Do kolejnej kontuzji, która będzie oznaczać zastój i kolejny dołek?

Może pora przestać jęczeć, spiąć pośladki i mieć jak zwykle na wszystko wyjebane.

Rozważania można ciągnąć godzinami, ale teraz pora iść zjeść obiad.

#1808 – gonitwa myśli

Ciężko jest żyć, kiedy jak rącze konie na stepie, myśli biegną przez głowę. Czy jestem wystarczająco dobry? Czy coś nie umyka bokiem? Czy robię wszystko jak należy i czy zajmuję się odpowiednimi rzeczami w stosownym czasie? Siedząc tu i pisząc zastanawiam się, czy jestem dobrym mężem, ojcem, bratem? Czy byłem dobrym synem i czy jestem wystarczającym pracownikiem, trenerem, karateką, biegaczem, facetem? Człowiekiem.

Tyle rzeczy dzieje się ciągle, nie zważając na to co zrobimy, czy czego nie zrobimy. Mamy pozorne możliwości podejmowania decyzji związanych z naszą wolną wolą. Ale tak naprawdę to musimy mieć szybką wolę i zdolność do nieustannego dopasowania się do ciągle zmiennej sytuacji, podobnie do wody w strumieniu, która nie ma za bardzo wiele do myślenia, tylko podążając za prawami, które próbuje rozgryźć ludzkość, robi swoje drążąc nieustannie kaniony i gładząc kamienie potokowe.

Po latach treningu i przemyśleń wszelakich coraz bardziej klaruje mi się wizja wojownika bez walki. Jest to oczywiście niedościgły ideał, pdobnie jak większość idei, które znajdują się wokół nas. Powinieneś być tak potężny, że nikt nie chce z tobą walczyć, a jedynie przyłączyć się do ciebie i trwać u twego boku, ramię w ramię eksplorując świat. Jeśli zaś chcesz być potężny, nie możesz walczyć ze sobą, gdyż każda walka powoduje mniejsze lub większe obrażenia powodujące pogorszenie zdolności życiowych. Budowa siły, mocy i mądrości zatem nie może odbywać się w prawdziwywm boju, a jedynie w treningu zbudowanym w sposób umożlwiiający naukę, pogłębianie wiedzy o sobie i innych oraz umożlwiiającym nieustanny rozwój i zachowanie spokoju i koncentracji w każdej sytuacji.

Rozszerzaj strefę komfortu unikając strefy paniki, baw ucząc, ucz bawiąc, przekazując mądrość w sposób systematycznie budujący świadomość i kreujący potrzebę rozwoju. Czy chcesz więcej za mniej? Czy więcej za więcej? Na pewno nie dostaniesz więcej za nic, ale robiąc cokolwiek, staraj się robić to mądrze.

Nauka na błędach jest dobra, ale tylko w czasie kontrolowanego treningu. W sytuacji realnej, nie ma miejsca na „darmowe pomyłki”. Każdy błąd będzie wystawiał cię na niebezpieczeństwo, a wiele z nich jest nieodwracalnych i trzeba zachować szybkość reakcji niezależnie od stresu sytuacyjnego.

Ćwicz, analizuj, poprawiaj. powtórz. Poszerzaj horyzonty i nie martw się na zapas, bo przygniecie cię ogrom tego czego nie wiesz. Nie ukrywajmy – wiemy niewiele o otaczającym nas świecie, co nie przeszkadza nam zaznać szczęścia każdego dnia!

#1807 – w końcu

W końcu może coś z tego będzie. Może uda się podnieść środek ciężkości na wysokość, z której można przepchnąć go dalej. Krok za krokiem. Trochę z celem, trochę bez celu, bo i tak w ogólnym rozrachunku nie ma to większego znaczenia. Najważniejsze, że rakieta odpaliła i trzyma się póki co trajektorii.

Pamiętam jak biegałem te „swoje ” ultramaratony po 80, 100, 140, 160 km… Chwały z tego nie ma. Sensu większego również, ale są miłe wspomnienia, które zawsze można wyciągnąć, kiedy kończą się inne tematy. Kto był to zrozumie, że doprowadzenie się do stanu, czasem, skrajnego wyczerpania, daje poczucie narodzin i ulgi kiedy czynnik zadający ból zostaje wyeliminowany i pomału rozpoczyna się proces zdrowienia. Wtedy znowu chce się żyć i świat nabiera kolorów. Gorzej, że tego uczucia zaczyna brakować i człowiek znowu decyduje się na takie czy inne okaleczenie, by w pewnym momencie poczuć ulgę.

Picie, bieganie, toksyczny partner, czy praca, w której źle nas traktują. To wszystko łączy powtarzalność, przewidywalność i chwilowa ulga dająca niebywałą radość i euforię.

A to radości ciągle nam mało. Więcej i więcej!!! A wystarczy pomyśleć i docenić to co jest tu i teraz. I patrzeć na to, coraz to pod innym kątem. Wszystko już jest, tylko trzeba łączyć kropki i otwierać niewidzialne dotąd drzwi. Wszak wszystko jest niewiadomą, którą pomału, cierpliwie odkrywamy każdego dnia. Godzina po godzinie, minuta po minucie. Konieczna jest tylko ciekawość i cierpliwość.

I jeszcze tysiąc innych rzeczy….