Stagnacja to ciężki kawałek chleba.Tym bardziej, że robi się już czerstwy i coraz ciężej go pogryźć. Na szczęście ten kawałek kiedyś się skończy i pora sięgnąć po kolejny. Od ciebie zależy czy weźmiesz świeży, nowy, pachnący i jeszcze ciepły bochenek, czy będziesz optował za takim jak poprzedni przy samym końcu. Decyzja niby prosta i oczywista, ale prawie zawsze, by mieć coś świeżego i wspaniałego, trzeba włożyć na nowo energię, pracę i znaleźć zapał, by rozpalić ogień w piecu od nowa.
I od nowa.
Jeszcze raz.
Znowu to samo. Ale inaczej. Zmieniają się pory roku, zmieniają się cyfry na kalendarzu i najtrudniej, że to te w numerze lat. Kolejne siwe włosy, o ile jeszcze masz włosy. I te zmarszczki, które przychodzą nie wiadomo skąd i nie wiadomo po co, bo przecież w duszy ciągle jesteś młody.
Dobrze, zejść ze sceny niepokonanym, ale nie do końca warto schodzić, bo schodząc w nieodpowienim momencie zatrzymujesz się na zawsze. Zatem, zatańczmy jeszcze jeden raz. I kolejny, i jeszcze jeden…
W sumie dlaczego nie? Dzień Świstaka jest nieuchronny, pytanie na co tym razem zwrócisz uwagę i w których sytuacjach zmienisz swoje zachowanie na lepsze. Jak inni zareagują na tę zmianę? Nie wszystko można zrobić inaczej, nie wszystko można zrobić inaczej od razu, ale jak nie zaczniesz zmiany od siebie, to mało prawdopodobne, że zmiany będą na lepsze. Zaakceptuj nieuchronność przemijania i ciągłej zmiany pomimo pozornej monotonii życia. Szczególnie, że nasz dzisiejszy świat zmienia się w tak dynamiczny sposób, ze nie sposób przewidzieć, w większości przypadków, co będzie za pięć lat.
Gdzie widzisz się za pięć lat?
Biorąc pod uwagę tempo zmian, to widzę się w jakimś dobrym miejscu. Ale konkretnie jak będzie ono wyglądać, to ciężko powiedzieć. Większość spraw przyziemnych będzie podobna, ale istotne szczegóły będą na zupełnie innym poziomie. Wszystko już zostało powiedziane, nie wszystko zrealizowane, ale po każdym wdrożeniu planów, okazuje się, że interpretacja wyników ukazuje kolejne ścieżki i niuanse, pozwalając odkrywająć kolejne korytarze prowadzące do niezbadanych, jeszcze komnat. A może jedna z nich to Bursztynowa Komnata? A może miejsce kaźni i tortur, z gnijącymi szczątkami mędrców posądzonych o bluźnierstwa i herezje przeciw Panu?
No nic. Jest ciekawie, czuć podmuch nowości i „trans-formacji”, choć w sumie jest ona próbą ociosywania kamiennego koła sosnową pałką.
Pora otrzepać się z popiołów i wstać znowu na nogi, rozłożyć skrzydła i wzbić się w niebo, rozświetlając jesienno-zimową aurę ich ognistym blaskiem.
Feniksy tak mają.
