Z wiekiem przychodzi refleksja. Opadają emocje i braknie sił by kopać się bezcelowo z koniem. Bo nie ukrywajmy – i powiedzmy otwarcie – kto taką potyczkę może wygrać?
To wszystko przychodzi z doświadczeniem, wyciąganiem wniosków z własnych porażek i sukcesów oraz z wiedzy pozyskanej od innych ludzi. Chciałoby się wiele, często wiele dobrego, zrobić, wdrożyć, popchnąć, zrealizować, czy jak to inaczej nazwać, ale wraz ze wzrostem konieczności tłumaczenia wszystkiego od początku, wyjaśniania zawiłości oraz owijania w bawełnę jajek, spada chęć na działanie.
Wracając do jajek – tych jajek:
Tych, z których wykluła się kura pierwsza kura, ale nie wiadomo kto zniósł pierwsze jajko. Skąd się ten jebaniec / jebanica wzięła na tym świecie?
Bo to może było tak, że była sobie sobie jakaś piękna samica, która się wykluła z ikry i w wyniku choroby genetycznej przekazanej jej przez rodziców, jej jajka (znaczy te, które znosiła) wapniały. I wszystko było dobrze, ale na tym obszarze nastała susza i cyk, tylko te „chore” jajka miały możliwość przetrwania na lądzie, albo coś. A reszta uschła zwyczajnie. W proch się obróciła.
Albo to wszystko bujda i nie ma ewolucji gatunków, i ktoś to spreparował, przygotował. i śmiga to sobie, jak ta lala, bezstresowo i bez nadzoru.
W sumie, jakie to ma znaczenie?
Where do we go now?
Nie ma dla nas dobrych perspektyw. Wszystko zmierza ku nicości i zagładzie, jak nie w wyniku naszych wspólnych działań, to straszą nas asteroidą, kometą i sądem ostatecznym. Jak tak można? Skoro wystarczy strach, że nie będzie co do garnka pojutrze włożyć, jak jutro zginiesz marnie pod kołami szalonego rowerzysty, mknącego na spotkanie z diabłem.
I tak plask za plaskiem, na twarz spadają plaskacze i nie ma już nawet chęci by nadstawiać kolejny policzek, bo gęba piecze i swędzi i już czerwona jest od tego wszystkiego.
