#1883 – wypoczynek

Dawno tak nie wypocząłem. Niby to tylko tydzień, ale dokładnie taki jakiego potrzebowałem, by odzyskać energię, chęci życiowe, poczuć napływ przychodzących pomysłów.

Co się na to złożyło?

Wszystko. Wiosna, kilka dni wolnego, plan poprzez brak planu i akceptacja tego co przyniesie dzień.

Bycie u boku ukochanej osoby (ze wszystkimi pozytywnymi aspektami tego stanu), zwiększenie do poziomu umiarkowanego aktywności fizycznej, możliwość czytania, pisania, wymyślania, używania języków obcych oraz wysilenie się na prostą otwartość (tak to też wymaga wysiłku).

I jest zajebiście. Już nie mogę doczekać się kolejnego dnia, tygodnia, miesiąca i roku. I o to chdzi!

Pytanie, które nasuwa się zatem, to: jak ten stan utrzymać?

Bo produktywność, pomysły i chęci wystrzeliły w kosmos i myślę, że to przeniesie się z korzyścią na materialne efekty przyjemnego wysiłku.

We wszystkich płaszczyznach, czuję, że jest świetnie.

Niesamowite uczucie, które chcę pielęgnować.

#1882 – akceptacja – podejście nr 2

Tak jak Boeing 747 musi czasem wejść na drugi krąg i podejść do lądowania, tak wraca na tapetę temat akceptacji z wpisu #747.

Bo akceptacja to bardo trudny do nauczenia twór / stan umysłu, który pozwala zwolnić migawkę i zrobić zdjęcie siebie w otaczającej nas przestrzeni, w odpowiedniej perspektywie i oświetleniu aby wydobyć istotne detale. Trudno skupić się na tym, gdzie jesteś, tu i teraz i co dzieje się z twoim ciałem, duchem, stanem psychofizycznym, marzeniami i oczekiwaniami.

Trzeba bezgłośnie krzyknąć „STOP” i zaakceptować to w jakim stanie jesteś złapany i jakie opcje zostały ci do wyboru. Musisz sprawdzić wszystkie możliwości, koła ratunkowe, szanse i zagrożenia czające się poza kadrem, a także wziąć pod uwagę, że za chwilę może pojawić się czarny łabędź, którego istnienie jest tak oczywiste, że, paradoksalnie, nie sposób go przewidzieć żadnym modelem ni algorytmem żerującym na naszych danych.

Zatem „STOP” -> „AKCEPTACJA”.

Jesteś tu gdzie jesteś, tym , kim jesteś. Splot wydarzeń, powiązań, Koincydencja następstw oraz działań innych ludzi i maszyn spowodował, żeś taki mocny lub słaby jest. Tu i teraz.

Mądry

Głupi

Uzależniony

Wspaniały

Przygnębiony

Szczęśliwy

Młody

Stary

Chory

Niedołężny

Idealny.

Jeśli już jesteś w stanie to dostrzec, spróbuj ujrzeć konstelację siebie i swoich bliskich w czasoprzestrzeni i pomyśl jak niewiele trzeba, by ten, pozornie zamrożony obraz stanu, zmienić w sposób diametralnie różny od, tego który tak spokojnie oglądasz. Mgnienie oka, jedno mrugnięcie, może dzielić cię od struktury tak niespodziewanie odmiennej, że strach pomyśleć co mogłoby to być.

Szczęście?

Żałoba?

Wypadek?

Spadek?

Olśnienie?

Marzenie?

Spotkanie?

Niespodziwana wiadomość?

Rozmowa?

Zmiana siebie na lepsze?

Oddech. Wdech i wydech.

Tyle trzeba do życia.

Kolejne uderzenie serca.

Machina wciąż działa. To podstawa. Jak? Tego nie wiemy dokładnie, ale wiemy jak cieszyć się każdą chwilą i jak płynąć dalej w bezmiarze życia, radując się każdą sposobnością kontaktu z własnym ja, wzbogacanym poprzez interfejsy zewnętrzne i dopływające bodźce. Uśmiech, dotyk, miłe słowo. Przyjemne ciepło i smak dobrej strawy. Radość i strach. I ponowna radość, że starch ustał. Zmęczenie i satysfakcja z kolejnego rozwiązanego problemu.

I najlepiej żeby to wszystko tworzyło jakąś miłą historię ze wspaniałym zakończeniem i obietnicą wielkiej nagrody.

#1881 – dzień dobry

Pyt.: Dzień dobry?

Odp.: A skąd to wiedzieć, skoro nie można go chwalić przed zachodem słońca?

Ano stąd, że nie ma tego co by na dobre nie wyszło, koniec końców.

Dzisiaj na przykład obudziłem się jak ostatnio często z nowymi pomysłami. Czy to dobre myśli i czy odpowiednio wykorzystam ich potencjał, tego jeszcze nie wiem, ale wiem, że je sobie zapisałem i wykorzystam przy najbliższej nadarzającej się okazji.

Dziś jest kolejny, piękny słoneczny lutowy dzień. I kolejny czas kiedy mogę być na Cyprze u mojej rodziny z wyboru.

Od pamiętnego 2022, gdzie w 100 dni pożegnaliśmy trzy osoby z naszych bliskich, jesteśmy tu już piąty raz. Cztery razy porą zimową i raz na początku astronomicznego lata (2022).

Pyt.: Jaki jest Cypr?

Odp.: Dziwny. Można go kochać i nienawidzić. Ma w sobie coś z piekła – gorące, palące lato, kiedy już w odległości 100 m od morza, jeśli nie siedzisz w basenie, to się rozpuszczasz. I ma w sobie coś z nieba. Luty, przy dobrych wiatrach wita 18 stopniami i słońcem, które jest akurat w sam raz. Marzenie.

Choć ten rok nie rozpieszcza. Właśnie wróciłem z małej przebieżki i było +2 stopnie i wesołe słoneczko.

Pyt.: Czego Ci brakuje na Cyprze?

Odp.: W zasadzie niczego. Na Cyprze jest wszystko co potrzebne do życia pełną gębą. Morze, plaże, jaskinie, dzikie góry, wzgórza. Ogrody zoologiczne, oceanarium (w zimie zamknięte) , muzea, ścieżki przyrodnicze, górskie serpentyny, dyskoteki, restauracje, piękne miasteczka i parki. Słone i słodkie jeziora, monastery, kebab, polska śmietana w sklepach. Jedyne mikro wady dla mnie, to ruch lewostronny, do którego trzeba się przyzwyczaić. Nie można też wpaść pod pociąg, bo nie ma tu kolei. I jeśli chce się zostać na dłużej, to miło opanować j. grecki, choć po angielsku wszędzie można się dogadać.

Pyt.: Czy tu wrócę?

Odp.: Mam nadzieję, że tak bo jest całkiem sympatycznie.

Pyt.: Czy chciałbym tu mieszkać?

Odp.: Jeśli bym miał pomysł na sfinansowanie takiego przedsięwzięcia, to jestem na tak.

Pyt.: Ale tam chyba nie ma Dojo IKO?

Odp.: No na razie chyba nie ma, ale jakbym tu mieszkał, to znam kogoś, kto mógłby jakoś tym zarządzić. Taki jeden gość z 4 DAN… W sumie jest to jakiś pomysł.

#1880 – chemia

Całe życie to nauka. W sensie, że fizyka, chemia, matematyka.

Hormony buzują, kara – nagroda, kij – marchewka, foch – pochwała, fraszka – igraszka, machina wspaniała.

Oczywiście dokładamy do tego ideologie, religie, uzasadnienia i tłumaczymy sobie wzajemnie, że to ku chwale sTwórcy (sic.).

A tu wszystko sprowadza się do przepływu energii, zarówno w naszych ciałach, jak i w całym wszechświecie. Wydawałoby się, że taka wiedza powinna przygniatać lub powodować strach, że to wszystko jebnie z nagła.

Może i jebnie (jak straszą nas od wieków), ale: po pierwsze nie wszędzie na raz, a po drugie: nie tak od razu.

Najpierw odpowiednie osoby muszą na tym odpwiednio zarobić. Może teoria spiskowa, że stoi za tym jeden Bóg, jest nieprawdziwa, podobnie jak ta, że to kilka osób na świecie, ale prawda jest taka, że nic nie jest sprawiedliwe i dobrze podzielone na tym świecie.

Szkoda sobie sobie tym chyba głowę zaprzątać za bardzo, bo za wiele się nie zrobi, a czas własnego życia jakoś tak szybko ucieka. Nieubłaganie i jednostronnie, wciąż przyspieszając.

Zatem głowa do góry. Chemia w organizmie to podstawa, ale trzeba być świadomym pokus i zagrożeń wynikających z możliwości zewnętrznego wpływu na naszą homeostazę i nieodwracalne zmiany, które niczego dobrego nie przyniosą.

Korzystajmy zatem z dobrodziejstw naszego świata z rozumem, odwagą i chęcią zachowania swego człowieczeństwa na poziomie umożliwiającym wspaniała zabawę i radość.

#1879 – czytanie

Czasem lubię popisać sobie. Coś. Tak trochę, sami wiecie, bo widzicie, a niektórzy nawet tu zaglądają i czytają. A wiadomo, jak się chce coś napisać, mniej czy bardziej sensownego, to trzeba czytać. I tak czytam i czytam (słucham często, przyznaję, korzystając z dobrodziejstw technologii) i zastanawiam się coraz bardziej, co jeszcze można wymyślić. W zasadzie wszystko już było, kręcimy się zjadając własny ogon i tylko trzeba te spisane idee zamieniać w materialne byty. W zasadzie nie trzeba za bardzo się zmóżdżać – co? Tylko -> jak? I ile to będzie kosztowało i czy już ludzie są gotowi na taką zmianę.

Zabawne jest to, w zasadzie, nie zabawne. a straszne, jak dajemy się rozgrywać i wciągać w wir samozaciskowej pętli (trytrytki ?). Kolejne istnienia ludzkie są poświęcane w ofierze walk, w zasadzie nie wiadomo o co. O bogów? honory? dobro ludzi? Na koniec i tak spotka się kilku panów i przybijając piąteczki z uśmiechem ugadają się na kolejną rundkę.

A ci biedni ludzie? Ci co giną? Ci co są tarczami strzelniczymi? Ci co są workami na kości i królikami doświadczalnymi?

A cala reszta, która ochoczo pracuje by zarobić pieniążki, aby ta cała machina kręciła się bez oporów?

Ja tam w tym sensu nie widzę. Nienawiść i różnice. Wspólny wróg jedynie może zjednoczyć, co jest haniebne dla rodzaju ludzkiego. I nie ma tu żadnego rozsądnego rozwiązania, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto się wyłamie i będzie naginał umowy i granice zdrowego rozsądku, aż znowu pękną i sytuacja się powtórzy.

Od wyborów do wyborów. Od dyktatora do dyktatora. Od religii do religii.

Chciałoby się wpaść na jakieś rozwiązanie, ale ono nie istnieje, póki na Ziemi są ludzie.

#1878 – wypalenie

Jak osiagnąć stan nirwany?

Trzeba umrzeć.

Bo wtedy już tylko inni będą mieli problem, a nie ty.

Ale ch&y z tym. Nie mam zamiaru się tym zamartwiać. Już za kilka dni, za dni parę, wejdę do innego bagna, które oprócz tego, że składa się glinki i błota pośniegowego, to podeszło zeszłorocznym łajnem.

Nie jest łatwo żyć, ale łatwo zlać to wszystko ciepłym moczem, bo choć przez chwilę będzie miło i ciepło. Są tacy, to nie żart, dla którch jesteś wart mniej niż zero, ale to wbrew zdrowemu rozsądkowi dobrze, gdyż są w błędzie. Będą brnąć tu i tam, tam i ówdzie, chować się za tekturowymi ścianami strachu i wygodnictwa.

Nie mam nic przeciw luksusowi, ale warto umieć docenić każdy poziom życia, gdyż sam w sobie stanowi rodzaj urozmaicenia, możliwości wyboru i stanowienia o sobie. Czy chcę iść, jechać czy lecieć na pełnej Q, to nie jest ważne, ważne, że mogę wybrać. Zdecydować. I zmienić swój wybór, jeśli poczuję taką potrzebę.

Mogę mieć ochotę na kawę.

A później zmienić wybór i poprosić o hernatę.

A później mogę tego nie wypić. Albo wypić wszytsko na raz.

To mój wybór.

======

Tak może też działać manipulacja. Dają ci poczucie wyboru. Wyboru spowodowanego narzuconym punktem widzenia i prowadzoną narracją. Superpozycja, supozycja, narzucenie woli, szantaż emocjonalny i wykluczenie.

Wiele jest metod i sposobów by osiągnąć zamierzony cel. Pytanie kto zmęczy się wcześniej i jakie karty wyciągnie z rękawa.

Wszystko to kwestia władzy i czasu.

I odroczonej obietnicy nagrody niewyobrażalnej.

#1877 – wsparcie

UWAGA – dla ułatwienia sobie życia piszę w rodzaju męskim o Tobie drogi czytelniku, bo nie mam zamiaru wpisywać wszystkich końcóœek jako x czy y/a/o bo to zagmatwa sprawę. Szanuję kim jesteś i nie ma znaczenia ani płeć, ani dżender, ani nic.

——————————-

Zastanawiam się często, czy mówienie komuś „Jesteś wystarczający!” jest wsparciem?

Owszem, czasem tak jest, że robisz wszystko tak jak trzeba i czujesz się jak kupa (kupa błota, kupa kupa, czy inna kupa) i przyczyny niepowodzeń szukasz poza sobą.

Jesteś niedoceniony, jesteś zły i masz już po prostu dosyć niesprawiedliwości, braku logiki oraz jasnego określenia ścieżki, po której, ktoś oczekuje, że będziesz podążać.

Problem wynika z tego, kto i czego chce od ciebie. Oczekuje, ale sam nie zamierza cię naprowadzić na to jak do tego czegoś dojść, bo pomimo, że być może nie wie, to wie, jak chce, żeby ta droga wyglądała, ale ci nie powie. Masz się domyślić. Albo jesteś i tak skazany do odstrzału.

I jesteś zfrustrowamy, chęci cię opuszczają i nie wiesz co masz zrobić, gdy kolejny raz dostajesz łomot od życia. Niestety jesteśmy w takim miejscu wszechświata, że sam musisz zdecydować, czy porzucicsz swoje ego i założysz chomąto (musiałem sprawdzic jak to się pisze, bo rękę bym se dał obciąć, że przez H i ON), czy ruszysz własną ścieżką, zgodną z Tobą i będziesz, tak czy inaczej, kopał się z systemem, tylko już na innym poziomie i na trochę innych zasadach.

Świat nie jest idealny.

Świat nie jest doskonały.

Świat nie jest sprawiedliwy.

A ty nie jesteś wystarczający. Ty jesteś po prostu zajebisty. I możesz robić co chcesz w zakresie swojego potencjału i odpowiedzialności, którą sobie narzuciłeś lub została ci narzucona z mocy urzędu czy innych cyrografów.

Panuj nad sobą, swoimi emocjami i tym co możesz robić i na co masz wpływ.

A jeśli na coś nie masz wpływu – to po kiego grzyba się tym aż tak bardzo przejmować?

Ach jak to łatwo napisać i przeczytać. A teraz zastanówmy się jak to zrobić …..

I tutaj zapada cisza, na medytację, na patrzenie na wiatr, na przytulanie i zbieranie sił na kolejne wyzwania.

W życiu jak w szachach: czasem bijesz konia, czasem wieżą walisz w królową, a czasem król spieprza przed pionem, który zmieni się nie do poznania i będzie rządził szachownicą.

#1876 – wpiździotsa

Jeśli wydaje ci się, że coś wiesz, to pewnie tak jest.

Jeśli uważasz, że wiesz wszystko – to jesteś w błędzie, to nie ulega żadnej wątpliwości.

Autorów wielu, nieznanych raczej.

Powtarzam sobie po wielokroć każdego dnia, żem szczęśliwy. Muszę o tym pamiętać, bo to prawda najszczersza. Mam wszystko czego do życia mi trzeba, a nawet więcej, z naddatkiem, który jednakowoż powoduje niepokój, spowodowany strachem, że to sen tylko a nie jawa najprawdziwsza.

Drobne niedogodności uwierają, niby piach w gaciach na plaży nadmorskiej, kiedy grasz ze znajomymi w WolejBiczBola. Zajebistość sytuacyjna jest tak wypasiona, niby hajem jakimś wywołana z odmętów marzeń i myśli. Ale ten piach sprowadza na ziemię. Przypomina, żeśmy tu jedynie przez chwilę. I to dobrze. Jestem mu wdzięczny za to, że trzyma mą jaźń w gotowości i skłania do refleksji wszelakich na tematy przeróżne.

Bohaterem mego dzieciństwa był wszak Profesor Ciekawski. Pamiętacie? „Tu spojrzy, tam zajrzy, po cichu podotyka. Powącha słoniowóz, przypali jakieś zioło, rozwali gramofon, a później pójdzie w koło.”

Jakoś tak to leciało, a może zupełnie inaczej, ale to przecież nieistotne, bo nie chodziło w tym o to by odtwarzać przeszłość, ale budować teraźniejszość, która doprowadzi nas do przyszłości. Świetlanej przyszłości, gdzie wszyscy będą mieli szanse na bycie Kimś.

A rzeczywistość jest, jaka jest. Nabudowana i wypełniona tysiącami artefaktów, ograniczeń, powiązań i trytrytek trzymających pewne elementy ze sobą. Czasem tak jak trzeba – solidnie i mocno razem, a czasem też solidnie i mocno, ale w miejscach, gdzie powinien być ruch i nieograniczony stopień swobody.

Chciałoby się powiedzieć: „Ty wybierasz, ty decydujesz.”, albo: ” Padłeś? Powstań!”, albo: „Czerwony Byczek doda ci skrzydeł.”

Nic jednak się nie zadzieje, jeśli nie będzie sprzyjających okoliczności i nie będziesz mieć w ręku, tego czegoś, co jest akurat potrzebne. Na przykład motyki do kopania ziemniaków, łopaty do zakopania czegoś tam w ogródku i młotka do wbicia gwoździa. Często jednak w życiu występuje nieporozumienie. Albo ktoś oczekuje, że będziesz mieć młotek, a ty masz łopatę, albo on widzi łopatę, ty rzeczywiście masz młotek, a on jest głupi lub ograniczony. No dobra jest ograniczony, bo nie jest ładnie zakładać od razu, że ktoś jest głupi.

Złość, frustracja i chęć dążenia do ideałów pomimo przeszkód, pozwalają stwierdzić, że to wszystko jest rzeczywiste, bo każda z naszych dróg wiedzie przez manowce i wertepy. Innym się udaje, czasem po trupach, czasem mają więcej szczęścia, a czasem są lepszymi sprzedawcami. Potrafią sprzedać siebie i swoją łopatę jako młotek, a nawet dwa młotki i jedne obcęgi.

Wpiździotsa, eta gniotsa, nie łamiotsa. Polak potrafi, pokombinuje, filtr cząstek stałych się wyjmnie, to się nie będzie psuł, z gówna bata się ukręci, tylko się epoksydu dosypie. „Nie ma tego złego. Wypij kolego!” (Tak Kaya śpeiwała z Bregovicem).

Dziś jesteś, jutro cię nie ma. Zatem zrób coś dla siebie. Jesteś najważniejszym elementem swojego życia, a jednocześnie najsłabszym, bo bez ciebie nie ma twojego życia.