#1917 – złość

Czasem dopadnie cię złość i bezradność.

Bo czegoś nie dopilnowałeś, albo nie zauważyłeś.

I się coś zesra, tak bardziej niż ktoś po pijaku w gacie.

Bardziej niż ty sam byś się zesrał po pijaku w gacie.

Chciałbyś się może odegrać, albo odgryźć, bo to nie całkowicie twoja wina. I zaczynasz się nakręcać i szukać, mniej lub bardziej uzasadnionej zemsty.

Stop.

To ślepy zaułek. Jeśli pociszniesz za słabo, wróci to do ciebie ze zdwojoną siłą.

Jeśli jebniesz z dzidy, okaże się prawdopodobnie, że przegiąłeś i rozjebałeś za mocno porcelanową baletnicę na pozytywce.

Odpuść. Bądź jak czarna dziura. Nie słuchaj brzęczenia much. Nie denerwuj się komarem gryzącym cię w ucho. Wchłoń złość i wyciągnij rękę (ostrożnie) oferując szczerą pomoc i wsparcie.

Nic tak nie denerwuje, jak brak negatywnej reakcji.

Pomyśl. Czy Wielki Czerwony Naród przejmuje się piszczącą w kącie myszą?

Nie działaj pochopnie, dopóki nie masz pewności, że zakończysz konflikt tu i teraz. Przytakuj. Potakuj. Poklep po plecach. Podziękuj. Podziękuj i bądź wdzięczny za każdy kolejny dzień.

Wszak jesteś ponad to. Twoja reakcja jest kluczowa i nad nią masz kontrolę.

A jak nad czymś już masz kontrolę, to masz kontrolę.

Masz kontrolę.

Pamiętaj masz kontrolę i pozory wolnej woli.

#1916 – wróbelek

Patrz, patrz – wróbelek!

Gdzie?

No tam!

Nie widzę.

Patrz uważnie, a kolega zabierze ci portfel.

Odwracanie uwagi, motanie, mataczenie i ściema.

Codziennie, każdego dnia, bez przerw i wytchnienia.

Ciężka praca przedstawicieli niektórych zawodów.

Tu się pogodzimy, tu się pokłócimy, naopowiadamy, a wy wybierajcie najładniejszego z nas.

#1915 – psst

Czym jest mitrężenie czasu? Siedzenie i myślenie? Rozważanie możliwości i zawiłości własnej i cudzej egzystencji? Przyczynowość i skutki działań ludzkich pojawiających się w zmieniających okolicznościach?

Przeglądanie tiktoków, insta, czy innych , zdaje się niejednokrotnie, wartościowych i bezwartościowych treści?

Czy siedzenie w pracy, która nie daje ci w tym momencie spelnie ia, ale daje możliwość całkiem przyzwoitej egzystencji?

Czy drzemka regenerująca to zło? Czy bieganie po lesie miast ogarnianie obejścia, to dobro i spelnienie marzeń stwórcy?

Co jest dobre, co złe, a co nieszkodliwe?

Czy jedzenie fastfódów, jest lepsze od picia piwa? Czy można je zrównać i komu te rzeczy tak naprawdę przynoszą szkodę?

Mnożyć podobne tezy i pytania można w nieskonczoność i zdaje się, że również i to nie ma większego sensu, bo czym i nym jest jak zajmowaniem umysłu przetwarzaniem wczesniej poznanych treści?

Czy tworzenie sztucznej inteligencji jest przejawem pychy ludzkiej, czy wręcz przeciwnie, pokazania jak wielka drzemie w nas moc rozwoju i kolektywnej mądrości? Bo to wiedza zbierana od pokolenń, rozwijana przez jednostki, ktore same z siebie nie potrafilyby stworzyć tego wszystkiego. Kap, kap, kap – pomalu kropla po kropli napelnia się czara wszechobecnego rozumu i oderwanej samodzielnej egzystencji, która powiedzie nas do miejsca, o którym jeszcze niewiele wiemy. Czy będzie to niebo, piekło, czy jedynie gruzy ludzkości? Tego się dowiemy, albo nie dowiemy w przyszłości.

#1914 – jak sobie radzę z prokrastynacją?

Cóż ciężki temat, jak się ma tyle zadań, pomysłów, projektów, pasji chęci i niechęci.

Żeby coś osiągnąć trzeba po pierwsze wiedzieć co, kiedy, za ile itd. itp., parę razy już o tym pisałem. (m. in. Metodyka kiss 12 pytań i takie tam)

W każdym razie już to wiesz i chcesz coś zrobić – i co dalej?

Pytam się wtedy – na jakie najmniejsze klocki mogę to podzielić. Najlepsze (dla mnie) są takie, które mogą działać oddzielnie od siebie. Szatkuję po prostu tego słonia na części, przerabiam go na mięso mielone.

I tak kawalunio, po kawaluniu, dzień po dniu – „po troszku” trzeba to popychać.

Krok po kroku. Jeśli te małe kawałki się zaczynają składać, daje to zajebistego kopa – prawie jak przeglądanie tyktoków.

Dobrze jest też wiedzieć co na końcu będzie nam potrzebne – np. są to dane za rok wstecz, to wtedy muszę zacząć je gromadzić rok wcześniej lub mieć pewność, że ktoś to robi. A pewne rzeczy można wymyślać i robić później.

StepByStep.

Pewne kroki mogą być większe, pewne można robić równolegle.

Ważne żeby mieszać w garnuszku cały czas, żeby się zbytnio nie przypaliło.

I jak kroczki są małe – to można je dowozić od początku do końca, bo czasem te większe ciężko spiąć, szczególnie jak się ma taką rozpraszalną uwagę jak ja.

Tyle rzeczy ciekawych na świecie jest przecież. I wszystkiego chce się spróbować.

#1913 – kto tym steruje

Czy wiesz kto steruje tym co zrobisz dzisiaj? Jutro? Za tydzień? A może za pięć lat?

Kto „pomaga” ci dokonywać wyborów? Tych codziennych i tych ważniejszych, często życiowych?

Czy mamy wolną wolę, czy już jesteśmy prześwietleni, przebadani i przeanalizowani do takiego stopnia, że przy pojawiającym się z nagła bodźcu zareagujemy zawsze w ten sam, przewidywalny sposób?

Czy to jest dobre? Czy to jest dobre dla nas? Czy to jest dobre dla czyjegoś interesu?

Listy, czeklisty, przykazania, kodeksy, wychowanie, tradycja i religijny strach. To jest coś, co pomaga nam szybko iść naprzód, żebyśmy nie musieli każdorazowo analizować zawiłości sytuacyjnych, co mogłoby doprowadzić albo do przegrzania naszych obwodów, albo do śmierci z rąk pojawiających się z nagła oprawców.

Ale pojawili się tacy co postanowili to wykorzystać dla siebie: magnaci, reprezentanci bogów, dyktatorzy i byznesmeni.

Idziesz więc ścieżką i pomimo pojawiających się rozgałęzień trafiasz tam gdzie „gejmplej” prowadzi, choć być może, inna droga zaprowadziłaby cię do lepszego miejsca. Tego nie wiesz, jednak nie masz czasu nawet zbytnio się zastanowić, bo ogrom obowiązków i przyziemnych czynności zaprząta twą głowę tak bardzo, że nad tymi ważnymi wyborami nie masz siły i czasu pochylić się by podjąć przemyślaną decyzję.

Zdajesz się na innych – być może mądrzejszych, być może na chytrzejszych, tych z większą władzą i większą widocznością. Oddajesz im odpowiedzialność za swoje życie.

Wyolbrzymiam? Być może. Może fantazjuję. Może się mylę. Wszyscy na pewno chcą lepiej dla mnie, niż ja sam.

Będą walczyć, żeby mi było lepiej. Pomimo tego, że mi się nie chce samemu zawalczyć o moje.

Tak, to ma sens.

Przekonaliście mnie. Wszystko będzie dobrze. Ktoś nad tym panuje i nie trzeba mu patrzeć na ręce, bo na pewno chodzi o moje dobro i szczęście. Ja tylko muszę więcej pracować, nie domagać się za bardzo wynagrodzenia i płacić daniny.

#1911 – jeb… wszystko i w Bieszczady

Ach jak pięknie, jak wesoło, wszyscy ludzie jadą w koło,

ci z południa na Mazury, ci z północy w nasze góry.

Ci bogaci na Kanary a cebule na moczary.

Cała Polska w korku stoi i nabija kocopoły.

Nie ma jak kontakt z naturą. Dziwne jest to, że sami tę naturę niszczymy, by później szukać jej w odległych zakątkach naszego kraju, albo i świata.

Protestujemy przed napędzaniem produkcji dwutlenku węgla i innych syfów do atmosfery, jednocześnie dążąc do rozwoju technologii, która to powoduje.

A na koniec uciekamy tam, gdzie nas jest coraz więcej a natury coraz mniej.

To tak jak ze zdrowiem, zaharowujemy się, siedzimy całymi dniami i zjadamy gówniane żarcie, żeby wydać później to co zarobimy na leki i cudowne specyfiki, które mają nam przywrócić to co przeszło bokiem i mignęło kątem oka. Przeciekło przez palce niczym woda przez sito nie pozostawiając grudek złota a jedynie wrażenie przeoczenia czegoś nieuchwytnego, delikatnego jak muślin na wietrze.

Nie da się zrobić tak, że staniesz okoniem i uparty jak osioł zaprzeczysz rzeczywistości. Świat się musi kręcić, a kolejne pokolenia zastąpią stare, czy nam się to podoba, czy nie.

Do czasu, aż wszystko jebnie i obróci się w perz, kurz i błoto pośniegowe.

Tylko to będzie trochę później. Na razie żyj pełnią życia. Ciesz się tym jak niekończącą się imprezą – odkrywaj świat każdego dnia, choć czasem wydaje się, że to dzień świstaka, część druga.

Spójrz w lustro. Czy ten leśny dziad to ta sama osoba co 10, 20, 30 lat temu? Gdzie się widzisz za 10 lat? W dżungli? psychiatryku? na Powązkach? czy przed telewizorem?

Trudno jest łatwo żyć – wyświechtany slogan, ale pamiętajmy, że problemy były, są i będą – te małe i te wielkie, przytłaczające, terminalne. Nie wahaj się zatem ani chwili! Wrzuć czasem trochę gówna do wentylatora, wsadź se patyk w szprychy przedniego koła roweru, którym zasuwasz z góry. A co tam, będzie albo gorzej, albo lepiej, albo tak samo.

I nie bój się ufać ludziom – nie wszystkim oczywiście, bo są również szuje i inne uje, ale bycie ciągle podejrzliwym i szukającym dziury w całym może skończyć się zawałem, udarem, wrzodami i innymi bólami. Stres zrobi swoje i załatwi cię, tak, że nie będziesz wiedział kiedy.

Zatem: uwaga, luz, zapierdziel, odpoczynek – wszystko w swoim czasie, rytmie i z odpowiednią równowagą.

Jak zwykle.

Do przodu!

#1910 – do pracy bracia i siostry

Jak to kiedyś dziadkowie mówili:

Pracę trzeba szanować.

I tego się trzeba trzymać, pamiętając o tym, że bardziej niż pracę, trzeba szanować ludzi.

Nie jest to łatwe zadanie, bo często trzeba szanować kogoś, kogo się nie lubi, kogoś kto cię denerwuje, lub jego zachowanie sprawia, że zaczynasz wątpić w sens i logikę istnienia rodzaju ludzkiego.

Każdy z nas ma pewne pole do manewru – do myślenia, działania, mówienia o tym lub co również ważne, nie emanowania własnymi pomysłami.

Wiele rzeczy, często, ciśnie się na usta. Często chciałoby się zadziałać w waleczny, ułański sposób, ale nie warto. Lepiej zachować wstrzemięźliwość, zatrzymać to dla siebie, gdzieś w środku i może przełoży się to na większy szacunek do naszej osoby.

Dajmy szansę szanować nas samych. Szanujmy innych i używajmy mózgu. On bardzo potrzebuje stymulacji i treningu, abyśmy mogli się cieszyć życiem jak najdłużej to możliwe.

Wszystko jest widoczne, wszysko jest połaczone, wszystko ma na siebie wzajemy wpływ.

Bądź najmądrzejszą wersją siebie, zanim będzie za późno.