#1960 – jaki jest koń, każdy widzi

Jaki jest koń, kazdy widzi.

Podobnie jest z bieżącym stanem Sztucznej Inteligencji.

Każdy wychwala i zachwala, bo wie co to może: i zaorać i przebiec wielką Pardubicką i sprzedać na aukcji można lub pojeździć dookoła komina

Ale nikt nie wie dlaczego to działa. Dlaczego zlepek atomów to koń i ten koń, pomimo, że coś myśli, to nas słucha i wykonuje, lepiej czy gorzej, nasze komendy?

Co, gdyby nie było jego Pani (lub Pana), z elementami ograniczającymi stopnie swobody i wytaczającymi jedyną słuszną ścieżkę?

Podobnie ze Sztuczną. Człowiek coś stworzył i to działa, w jakiś sposób. I nikt za bardzo nie wie jak to działa. Znaczy niby wie, ale nie do końca. I działa to w pewnych przypadkach (wielu), podobnie jak koń – lepiej od człowieka.

Teraz pora na nas. Musimy się nauczyć obsługi tego badziewia i musimy wiedzieć jak założyć mu chomąto i kazać robić to co my chcemy. Jedyna równica od konia jest taka, że kabanosów z tego nie będzie. Może przepis na jakąś super broń albo lek na raka? Znając ludzkość to raczej to pierwsze….

#1959 – A to feler, westchnął seler

Z zapisków parapolityka Mac-Ieja:

[…]

Czasem strach się do czegoś dotknąć. Działa to , działa, nie wnikaj i korzystaj.

A tu zaraz przyjdą wymyślą nowy kraj, wojna, kaizen, lean, automatyzacja, autonomiczość i „para w gwizdek temu kto rzuci kamień jako pierwszy” [sic].

Wszyscy zachwalają, cieszą się, klaskają i przymykają oko na drugie dno.

Na początku wypieramy z siebie chęć do zmiany i ci co o tym wiedzą, tym prędzej przyklaskują praktykom zmiany i odganiają to uczucie wyparcia.

Dlaczego?

Bo każdy odstający gwóźdź zostanie wbity i pozostaną jedynie:

a) przodownicy

b) część związkowców czynnie działających w obronie mas.

c) mniejszość

Mas już nie będzie, zatem i związkowcy staną sie później zbędni a także będą obarczani winą za zaistniały stan rzeczy.

Jest jeszcze mniejszość, ale wiadomo – mniejszość to mniejszość, trzyma się ją po to aby pokazać wtedy, gdy ktoś przyjdzie zapytać: „a macie mniejszość?”

Mniejszość nigdy nie będzie równa z „dobrość”. I nie będzie jej za dużo – bo to już nie mniejszość…

Zatem, jeśli masz chęć na kontynuację to zostań przodownikiem, jeśli masz być hamulcowym to i tak cię obejdą na gazomierzu i wystrychną na Dudka.

Jak masz co brać to bierz i spylaj, a jak nie, to zasuwaj w rytmie słynnego już; „hop hop hop”.

Hej, kto Polak, na bagnety!

#1958 – „lookamy bak” w nasze korzenie

Mieszkamy w centrum Europy.

No dobra w zasadzie to na wschodzie. Ni to na wschodzie ni to na zachodzie.

Ciągnie nas do łudzenia się, że nasza kultura i obyczaje pochodzą z zachodu. Na każdym kroku powtarzamy, że chrześcijańskie wartości, tradycja i kultura pochodzą stamtąd właśnie.

No można tak tłumaczyć tym, którzy nie widzieli mapy i nie wiedzą gdzie Jerozolima, gdzie Iran, gdzie Mekka i Stanbuł, gdzie Indie, gdzie Mongolia i gdzie jest Księżyc.

Tak, chrzest przyszedł z Zachodu, ale czy wybawił nas od „złego pogaństwa”, czy na pewno wszysko co przyszło było lepsze i spowodowało coś spektakularnie dobrego dla nieświadomych i niedouczonych Słowian? Nad tym zastanawiają się historycy, filozofowie, antropolodzy i zwykli ludzie. To czego uczyliśmy się w szkole przez wiele lat wpoiło nam jednostronny punkt widzenia, który obecnie możemy zderzać z innymi wersjami zdarzeń. Co jest prawdą, co fikcją, co faktem a co mitem, można rozważać, ale czy ma to większy sens, jeśli weźmiemy obecną, dynamicznie zmieniającą się sytuację geopolityczną, zarówno tą rzeczywistą, jak i tę rozgrywaną w mediach i propagandzie międzynarodowej?

Zasięgnijmy zatem opinii niezależnych ekspertów, niezrzeszonych w żadnych znanych organizacjach, których badania i opinie wynikają z niepotwierdzonych źródeł. Pierwszym gościem cyklu: „Nie znam się, ale chętnie się wypowiem” jest pan Zenon.

R (Redaktor): Dzień dobry Panie Zenku! Jak się pan miewa obecnie?

Z (Zenon): Dzień dobry Redaktorku! Dziękuję bardzo za zaproszenie do udziału w tym karkołomnym przedsięwzięciu. Na wstępie chciałbym zapytać czy mogę pozdrowić?

R: Hmm, cóż, oczywiście, proszę pozdrawiać kogo pan uważa za konieczne.

Z: W zasadzie to nie mam nikogo do pozdrawiania, ale jak pamiętam z czasów gdy słuchałem radia to wszyscy zawsze na koniec pozdrawiali. A ja się tak stresuję tą rozmową z panem redaktorem, że wolę pozdrowić na początku, bo potem to zapomnę. Raz jak zapomniałem, że nastawiłem ziemniaki dla świń w parniku, to prawie wszystko się spaliło, ale na szczęście Halinka była jeszcze na tyle przytomna, że się zapytała, czy nie trzeba mi iść do obrządków.

W sumie to pozdrowię Halinkę, bo to dobra jest kobieta.

Wie pan, panie redaktorku, taka co to można z nią konie kraść i pół litra wypić i w ogóle, wie pan, jak to jest kiedy jesień przychodzi i ciemno i zimno i nie wiadomo co to robić ze sobą mnie samemu. A tu Halinka jest i zawsze poda pomocną dłoń..

R: Dobrze, pozdrawiamy zatem panią Halinkę. Wracając do pytania – jak się pan czuje i miewa, drogi Zenonie?

Z: Teraz to już w zasadzie spokój. Nie trzeba się spieszyć. Nie trzeba się zastanawiać co tu trzeba dzisiaj zrobić, co tu zostało do ogarniania. Nie trzeba myśleć czy to niedziela czy środa, czy w gminie czynne, czy trzeba do skupu z jabłkami jechać i czy krowy wydojone. Świń nie ma, krów nie ma. Tak jak obiecywali – „już niedługo nie będziecie mieli żadnych zmartwień na głowie”.

Wszak nie będzie niczego.

I ja musze przyznać, że tak jak obiecali tak się stało. Nie powiem, wymagało to ode mnie pracy i zaangażowania. Na początku po trochu, z kolegami, dawaliśmy radę. Później było ciężko, ale Halinka pomagała. I tak mijał dzień po dniu. Tydzień za tygodniem.

W każdą niedzielę byłem w kościele. Jeździło się czasem syreną, czasem wsk-ą, rowerem. Czasem chodziło się pieszo, a jakże, toć to tylko 4km w jedną stronę.

Zawsze można było spotkać pod sklepem sąsiadów ze wsi. Wypili my zawsze piwo. No nie jedno przecie. Trzeba się było wzmocnić przed powrotem do domu. I ponarzekać, na to jak ciężko to na wsi się żyje. Ciągle ta robota. W kółko. Świątek piątek i niedziela.

Jak nie oranie, to wywalać gnój z obory, jak nie, to sianokosy, jak nie to to żniwa, a to wykopki. I te ceny, panie redaktorku, kochany.

No nie, gdyby nie to, że gorzała tania i piwo dobre, to panie redaktorku, szczerze powiem, że nie dałbym rady chyba.

I później to tak się kręciło. Na szczęście rodzina ze wsi obok ma kombajn i pomagali kosić i zwozić zboże, jakos to się kręciło. Bo wie pan, ja to dzieci nie miałem, bo i żony nie było nigdy. Jakoś, wie pan, mnie to nie kręciło.

Po co to by mi bylo wszystko. No w sumie to tylko Halinka się później trafiła, ale to już ja przecie byłem stary, przy 50, no to co by ludzie powiedzieli. Zresztą to tylko byłby jakiś kolejny problem.

A tak, ja sobie, ona sobie. Się spotykaliśmy czasem, czasem pomagalismy sobie, wie pan, w różnych sprawach, ale nieraz trzeba się było pokłócić o cośtam, jakieś takie wie pan głupie sprawy, że lepiej nie mówić nawet.

R: Czyli kiedy się panu poprawiło?

Z: W zasadzie to nigdy mi się nie poprawiło. Zawsze było jakoś tak, żeby za przeproszniem, nie powiedzieć, z dupy.

Wstawać rano, obrządki, coś zjeść, obrządki, obrządki i spać. I tak w kółko.

Zawsze się coś popsuło, zawsze czegóś brakowało, gdyby nie to, że sklep we wsi i się można spotkać z ludźmi i pogadać, to już żadnych rozrywek by nie było.

A w niedzielę to obrządków mniej, tak i kościół i tak jak zwykle. Czasem później było ciężko w poniedziałek wstać bo łeb pękał.

A później to już było gorzej. I brzuch bolał jakoś. Że bylo to do nie do zniesienia.

No i trzeba było do medyka. Pobadali pobadali. I panie raczysko się okazało.

Trzymali w szpitalu, operację zrobili. Wycięli jelita i worek taki przyczepili na brzuchu.

Tak panie redaktorku. Worek do stolcu. Stomia, którą musiałem czyścić i to zmieniać.

I co tu dużo mówić, było gorzej, niż lepiej. Gdyby nie gorzała i piwo, to nie wiem jakbym to zniósł. No i tak, panie, 9 miesięcy. Śmiałem, się że jak ciąża niby to trwało.

I się zabrałem z tego świata. bo jakby tu nie mówić, organizm tego nie zniósł dłużej i postanowił, że to już koniec.

R: Dałby pan jakąś radę naszym słuchaczom?

Z: A co tu radzić? Ja to się nie znam, ale wiem, że trzeba dbać o samorozwój, szukanie wyzwań i work-life balans. Całe życie, starałem się sprostać wyzwaniom! Chodziłem do szkoły boso, w lecie rzecz jasna, bo w zimie to by było raczej słabe. Skończyłem 11 klas, więc nie powiem. głupi nie jestem, ale najwięcej nauczyło mnie życie w PGRze. Tutaj każdy wiedział, że trzeba się starać być sobą, bo indywidualiści zajdą daleko, pod warunkiem, że ich indywidualność pozostanie na odpowiednim i akceptowalnym poziomie. Jak stało w 7 przykazaniu – nie kradliśmy, tylko materialne przejawy życia zmieniały właścicieli w sposób adekwatny do potrzeb i aktualnych okoliczności. Asertywnie wymienialiśmy się spostrzeżeniami i uzgadnialiśmy plan wspólnych działań racząc się Stołową i Popularnymi. I kiełbasą wiejską. Bo na wsi innej niż wiejska nie było.

I tak jak patrzę na swoje życie – to muszę przyznać, że sam nie wiem co mógłbym, zrobić inaczej, lepiej czy bardziej optymalnie.

Teraz jest mi dobrze, przynajmniej nic mnie nie boli.

R: Niestety nasz czas antenowy dobiegł końca. Dziękuję bardzo za rozmowę panie Zenonie.

Z: Ja również! To było dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. Do zobaczenia wkrótce!!! Będę na was czekał…

#1957 – odkrywamy świat

Ach jakie to wszystko piękne, przerażające, cudowne, wkurzające i depresyjne zarazem.

Wspaniałość świata, brak możliwości zrozumienia praw i pobudek jakimi się rządzą oranizmy żywe i pozornie martwa materia, która wie co robić i jak działać pomimo braku widocznej przez nas inteligencji…

Próbujemy wywyższać się ponad innymi gatumkami, sami będąc największym szkodnikiem znanego nam wszechświata. Cały postęp, który kreujemy, a właściwie odkrywamy, kierujemy w stronę samodestrukcji osobników własnego gatunku, a także wykorzystaniu, (w sumie wyniszczeniu) zasobów naturalnych jakie sobie przywłaszczamy.

Do tego wszystkiego dodajemy ideologię, że to dla dobra ludzkości. Oczywiście jako ludzkość, mamy na myśli wycinek i wybrane osobniki, które na tym mają skorzystać, bo cała reszta – tych innych, podrzędnych, na to nie zasługuje.

Działo się to od zawsze. Daleko wcześniej niż napisano w Biblii, księdze tak wychawalanej, natchnionej, a powstałej właśnie po to by opisać dzieje Narodu Wybranego – nękanego przez wszystkie inne. Dobrze, że Jedyny Właściwy Bóg wie kogo należy wspierać…

I tak się kręci od wieków – każdy chce być niepodległy i niezlaeżny, ale w takiej formie, żeby jego było na wierzchu. Wszystko przekute w wiarę, tradycję i honor. mamy to wszystko zapisane w DNA, a co mniej empatyczne jednostki potrafią to wykorzystać stojąc lekko z boku i patrząc jak to wszystko się kręci, niezależnie od długości szerokości geograficznej.

Lewo, Prawo, Biali, Czarni, Czerwoni, Żółci, Komuniści, Faszyści, Chrześcijanie, Katolicy, Poganie, Hindusi, Muzułmanie, Narodowcy, Ateiści, Naukowcy i Anarchiści.

Nawet jeśli nie mówi się o użyciu siły fizycznej, zawsze jest rozłam mentalny, różny poziom zrozumienia i przemoc pasywna oraz ekonomiczna.

Nietstety, pomimo starań humanistów i ludzi dobrej woli, wszystko da się przemielić machiną propagandy i polityki, manipulując i zastraszając. Chwaląc i obiecując. Pokazując kary lub projektując ich wizje w umysłach i wyobraźni ludzi – co nas czeka tuż po śmierci lub daleko poza nią…

Co poszło w ewolucji nie tak? Pytanie czy chcemy to wiedzieć?

A i tak duża część z nas boi się pająków i ciemności w lesie…

#1956 – chęć

Zawssze trzeba mieć na coś chęć.

Chęć na sponiewieranie się w błocie, chęć na kotleta, chęć na spotkanie ze znajomymi.

Chęć na pracę w młodym dynamicznym zespole, chęć na przedstawianie rzeczywistości w sposób, który obraz nędzy i rozpaczy kreuje na panoramę sielanki, radości i fiesty.

Kreowanie obrazów i złudzeń to nasza rzeczywistość, a szybkość zmian wzmacniana jest przez rozwój technologii i możliwość dynamicznej aranżacji kluczowych elementów przekazu. Mówimy prawdę kłamiąć, kłamiemy pokazując najczystszy przekaz zmodyfikowany epitetami i parafrazami.

Blefujemy i czekamy aż ktoś powie „sprawdzam”. I będzie wtedy szach-mat, choć to zupełnie inny rodzaj rozgrywki.

Mamy chęć na to by domek z kart runął i z ruin wyszedł nagi król, sęk w tym, że zawali się nasz świat. Z dykty, papieru i mamony.

Niech żyje Król i Królowa!!!

#1955 – mniejsze dobro czy większe zło?

Natura ludzka jest bardzo łatwa do zmanipulowania i wtłaczania w odpowiednie tory.

Oczywiście zdarzają się jednostki, które się temu totalnie sprzeciwiają, ale i na nich wynaleziono sposób.

Trzeba się do nich dobrać w sposób systemowy i uciszyć w sposób, który na końcu będą chwalić, bronić i wspierać, w znaczącej większości.

Jest to tak oczywiste, że zarówno straszne i piękne w swej prostocie.

Jak więc rozponać Prawdziwe dobro, zło i coś pomiędzy?

Bohaterami dzisiejszego odcinka jest trójca bardzo dobrych rozpuszczalników.

Jeden z nich jest niekwestionowanym źródłem życia i jest to nasza ukochana i często niedoceniana Woda. Dobra, najlepsza i cholernie niebezpieczna, jeśli nieostrożnie się z nią obchodzić. Wystarczy łyżka wlana „nie w tę dziurkę” i można mieć problemy z płucami, jakieś zapalenie czy coś. Znane są też torury z jej wykorzystaniem, topienie, duszenie i pojenie aż do śmierci.

Drugim demonem naszej trójki jest Metanol, groźny, że aż strach. Wali Spirytem od niego, a spożycie powoduje nieodwracalne uszkodzenia nerwu wzrokowego a nawet śmierć (https://www.gov.pl/web/psse-rybnik/ostrzezenie-przez-spozywaniem-alkoholu-nieprzeznaczonego-do-spozycia-dla-ludzi):

„Metanol jest trucizną, która potrafi być śmiertelna.

4 do 15 ml (1/2 kieliszka wódki) alkoholu metylowego uszkadza nerw wzrokowy

30 ml (1 kieliszek wódki ) alkoholu metylowego to dawka śmiertelna.
Objawy zatrucia alkoholem metylowym:
➢ pierwsze objawy po wypiciu alkoholu metylowego są takie same jak po wypiciu
alkoholu spożywczego (etylowego),
➢ następnie pojawiają się:
▪ bóle i zawroty głowy, przyspieszony oddech, nudności, wymioty;
▪ silne bóle brzucha, światłowstręt i inne zaburzenia widzenia, przyspieszone
bicie serca;
▪ senność, śpiączka i głębokie zaburzenia świadomości (utrata przytomności,
bez możliwości dobudzenia zatrutego).

Trzecim muszkieterem jest Etanol. Można go kupić w większości sklepów spożywczychw, w różnych roztworach, kolorowych butelkach z jeszcze bardziej kolorowymi etykietami, a jego spożycie jest chołubione zachwalane i wspierane przez wiele lobby. Interes się kręci.

W czystej postaci (95%), Spiritus („Duch?”) jest trochę łagodniejszy od Metanolu, gdyż nasza watroba jakoś tam sobie radzi z jego wydalaniem (co kosztuje ją wiele pracy i wysiłku). Teoretyczna dawka śmiertelna to około 4g czystego alkoholu na kg masy ciała. A więc około szklany spirytu potrafi zabić rosłego chłopa. https://galmedic.pl/smiertelna-dawka-alkoholu-ile-wynosi/

Ale człowiek nie jest głupi. Rozcieńcza to Bydlę Wodą i wtedy można się delektować i korzystać z właściwości tego Demona (Al Ghul). Alkohol etylowy, uzyskiwany z fermentacji, psucia się owoców i warzyw, destylowany z niektórych z nich, jest w wielu kulturach czczony i wyciągany na piedestał religijnych obrzędów. Rosja z Polską spierają się, kto pierwszy wydestylował wódkę.

Alkohol symbolizuje najczystsze intencje, poświęcenie i boskie pochodzenie. Zmiana wody w roztwór alkoholu etylowego jest wszak wspominana na zaślubinach jako Cud Boski. A przemiana Wina w Krew jest czymś niesamowitym, wtłaczanym nam od dziecka.

No i te smakowite roztwory różnorakie, są nam prezentowane, rozdawane, sprzedawane, a my pomimo trudnych pierwszych prób spożycia (kończących sie bólem głowy, wymiotami, wstydem i ośmieszaniem), dajemy się manipulować i zaczynamy wierzyć w picie rekreacyjne, okazjonalne, kojące właściwości oraz walory smakowe i rzekome działanie prozdrowotne.

O tym jak to się zaczyna, jak się wciąga jest napisanych wiele książek. Można o tym posłuchać na żywo, wszędzie jest ktoś kto ma jakąś historię z pierwszej ręki z tym związaną. Nie, że znajomy brata ciotki sąsiadki, tylko ojciec, matka, brat, kolega z pracy, sasiad. Każdy zna kogoś kto miał problem alkoholowy. A jak nie zna to po prostu o tym nie wie.

Tych co z tego wyszli jest też wielu, ale wielu z nich się nie udało. I niewiele jest osób, które mogą z czystym sumieniem powiedzieć, że to jest trucizna. Będą się spierać i udowadniać, że alkohol pity w umiarkowanych ilościach jest nieszkodliwy, a w zasadzie korzystnie wpływa na homeostazę i samopoczucie.

I tu się otwiera puszka Pandory. Nie będziemy tego drążyć już teraz, wrócimy do różnych historii później, w innych wpisach, a teraz przjdźmy do konkluzji.

W społeczeństwie naszym za najgroźniejszego uważa się Metyla. A co on temu winien? „Jaki jest każdy widzi” – kto go nie spożył. Pijesz flakona raz i masz końca życia spokój. Liczba zgonów? Około 200 osób rocznie LINK

Liczba osób ginących na drogach to blisko 2000 rocznie, z tego samych wypadków z udziałem pijanych (Wódeczka , Piweczko i Winko) to około 200 osób – LINK

Utonięcia 2024 LINK – 440 osób w 2024 (z tego 89 – pod wpływem alkoholu („Etylunik” nasz))

Statystyki przemocy domowej – LINK – 2024

Liczba osób stosujących przemoc domową (ogółem), 60535 w tym:
kobiet 8124
mężczyzn 52411
Liczba osób stosujących przemoc domową będących pod wpływem alkoholu (troszkę winka nikomu nie zaszkodzi flaszeczka czy dwie do obiadu) (ogółem) 25704, w tym:
kobiet 1992
mężczyzn 23712
Liczba osób stosujących przemoc domową będących pod wpływem środka działającego podobnie do alkoholu 935:
kobiet 84
mężczyzn 851

Samobójstwa – 15 osób dziennie odbiera sobie życie -> 5500 rocznie : LINK Ile z nich może być pośrednio związane z piciem? BADANIA

A gdzie reszta? A ci co się zapili? A ci co mają przewlekłe choroby? A bezdomni? A Prawdziwi Pogardzani Alkoholicy? A ci co umierają w przeświadczeniu, że Al Kohol Jest dobry?

Czyli kto jest Największym Złem? Roztwór Alkoholu Etylowego i Wody. Właściwie to wody jest tam zazwyczaj więcej bo, od 60 do 97%. Bo Czystego Alkoholu nikt by nie pił, chyba że jest już w końcowym stadium choroby alkoholowej, ktoś zdesperowany albo ciekawy co się stanie i co będzie z tego pamiętał. A najlepiej pić by zapomnieć.

Trzeba włączyć Myślenie. Nie są to proste tematy i trzeba miec otwartą głowę, emaptię i wiarę, że jednak da się zrobić coś lepiej niż dotychczas. Czuj Duch.

#1954 – unboxing

A co tam, czasem trzeba coś napisać po angielsku, żeby kręgi były większe. Albo mniejsze, bo nie zawsze więcej znaczy lepiej.

Wracając do tematu sprawy, rozpakowywanie daje frajdę i nadzieję. Szczególnie jeśli prezent daje Ci ktoś bliski, albo kupiłeś sobie coś i przyszło w pięknym, kolorowym pudełku i z wypisanymi, na nim, szczegółowo, funkcjonalnościami. Rozpakowujesz ten piękny pakunek i okazuje się ….

No właśnie. Czego się spodziewałeś? A co przyszło? Czy ten nowy Szajsung czy AjAjaJajfon, jest faktycznie lepszy i wart swej ceny?

Czy ta mega zabawka zapewniająca, według sprzedawcy, niesamowite doznania, da Ci wilgotne przeżycia, lepsze niż te które możesz mieć bez niej?

Czy ten mega fchuuy wypasiony robot kuchenny z tamtemu, na pewno da radę zrobić racuchy jabłkowe bez jabłek na 16 osobowe przyjęcie?

A może ten jebany, zabawkowy, futrzak szprecha zamiast mówić w ludzkim języku i całe oszczędności jak psu w dupę?

Czy tu przyjdzie do Ciebie rozczarowanie? Czy zalejesz wyrwę powstałą przez rozminięcie się oczekiwań z rzeczywistością betonem przekonywania siebie i innych, że było jednak warto?

Jedni wiedzą o czym piszę, inni czytają to i zastanawiają się, podobnie jak ja czytając wypociny poetów w liceum – o co kurka blada jego mać chodzi? Co autor miał na myśli i nie potrafił tego napisać w sposób zrozumiały, przejrzysty i jednoznaczny?

Ilu nas na świecie jest tyle opinii i opisancyh faktów. Różniących się od siebie drobiazgami, które porównać do siebie można jedynie kwantyzując ich treść i wrzucając do kategorii, których liczba zmniejsza się z czasem i na koniec pozostają góra trzy. Podobnie jak kolory, z których pomimo milionów odcieni szarości pozostają:

Biały, czarny i „trzy_zgłoskowe_słowo”_wie_jaki.

I później na podstawie tych dwóch, góra trzech, wartości chcemy wrócić do opisu rzeczywistości. Chcemy przekonać wyborców, że my to jestetśmy odpowiedzią na ich potrzeby, ochroną przed zagrożeniami, których nie ma i placebo na całe zło.

Ta droga prowadzi donikąd. Tylko nie ma innej drogi. Wszyscy zdążamy „do nikąd”, łudząc się przy tym, że to ma jakiś głębszy sens.

I właśnie chodzi o to, że tego Głębokiego Sensu w sensie nie ma. Brak, NULL – bo jaki jest sens w gonieniu własnego ogona i lizania się po własnych jajach? A do tego dążymy przez całe życie – żeby było mam miło i przyjemnie. I szczęśliwie. I żeby w brzuszku coś było dobrego i żeby było kogo przytulić.

A i żeby ktoś na starość szklankę wody podał. I żebyśmy w zdrowiu do tej starości doczekali. I żeby się marzenia spełniły.

No i wtedy jest UNBOXING życia – Każdy dzień przynosi COŚ. Taką brązową maź. Pytanie czy to czekolada? Czy coś zupełnie innego?

Jeśli mamy zbyt wygórowane i nierealne oczekiwania możemy się rozczarować i zdołować, ale patrząc realnie i sluchając odpowiedniego glosu wewnętrznego możemy w tym darze odnaleźć coś pożytecznego. Sęk w tym, że ten węgiel zycia trzeba jeszcze zmienić w diament, a następnie zrobić z tego brylancik.

Co więcej, często nie potrafimy przekonać siebie, że to co mamy jest dobre i wystarczające, a co gorsza nie potrafimy przekonać siebie, ze my jesteśmy dobrzy i wystarczający. Powoduje to frustrację, niezadowolenie i nieodpartą chęć bycia kimś innym, fajnym i takim jak nasi wymarzeni bohaterowie.

….

Dzisiaj na tym skończymy – zadaniem dla nas na każdy dzień, zaczynając od dzisiaj:

Popatrz na to co masz i doceń to. Bo nadejdzie dzień, że nie będziesz mógł wykonać tego ćwiczenia, bo odbierze ci rozum, albo już nie będziesz istnieć w tych wymiarach.

Weź młotek i dłuto, trytrytki, sznurek, klej, trochę drutu oraz humoru i nadziei – i drutujemy naszą rzeczywistość.

Póki mamy siłę! Ale to fajne…

#1953 – Stan umysłu

Oto kilka kluczowych stanów umysłu z japońskiej filozofii, które często praktykujemy ćwicząc Karate Kyokushin:

Shoshin (Umysł Początkującego)

Podchodzenie do każdej sytuacji z otwartym, ciekawym i bezstronnym umysłem, odkładając na bok z góry przyjęte założenia i ego, aby się uczyć i rozwijać.

Mushin (Brak Umysłu)

Stan, w którym umysł jest wolny od myśli, emocji i przywiązań, pozwalający na spontaniczne i intuicyjne działanie w chwili obecnej. To jest działanie automatyczne bazujące na tym co jest już przyswojone.

Fudoshin (Niewzruszony Umysł)

Wewnętrzny stan spokoju i niezachwianej determinacji, w którym pozostaje się niewzruszonym wobec zewnętrznych zakłóceń lub wewnętrznych uczuć w dążeniu do celu. Działanie pomimo przeciwności i dystrakcji.

Zanshin (Pozostały Umysł)

Stan ciągłej koncentracji i świadomości nawet po udanej akcji, zapewniający utrzymanie czujności i doprowadzenie sytuacji do końca. Tak, kiedy już jesteś u celu, może to być nadal kontynuacja lub początek czegoś innego. Na odpoczynek jeszcze nie pora

Senshin (Oświecony Umysł)

Końcowy etap w tej progresji, opisywany jako oświecony umysł lub umysł wykraczający poza pozostałe stany. Co to jest? A któż to wie? 😉


#1952 – prowokacja

Prowokacja to dobra metoda na przeprowadzanie chytrych planów. Wystawiasz wabia i czekasz ma rozwój wydarzeń.

Nie działa? Używasz zanęty i cierpliwości. Modyfikujesz swój plan i czekasz.

Zmieniasz, tuningujesz, obmyślasz ulepszenia. Tu dodasz wanilii, tam uszczypliwy komentarz, a to puścisz drona, a to bąka, niechcący.

Blefujesz i mataczysz i wielu się na to złapie. Przeinaczasz fakty, trolujesz i używasz nieetycznych metod. Takie życie ……. . (Wpisz kogo uważasz za stosowne, bo wiele da się tu odnotować)

—-

Pamiętaj, nie daj się sprowokować, bo lew nie martwi się myszami. Chyba, że chce się z nimi pobawić, ale wtedy staje się kotkiem, którego mogą zjeść ogary.

Łatwo wpaść w pułapkę, trudniej z niej wyjść, a tym bardziej, bez szwanku.

#1951 – Powtórzenia

a) Czasem trzeba powtarzać.

b) Często trzeba powtarzać.

c) Zawsze trzeba powtarzać.

d) Nigdy nie powtarzaj.

Mamy cztery odpowiedzi, z których każda może być prawidłowa, jeśli dopasujemy do nich odpowiednie pytanie.

Fajną rzeczą w życiu jest to, że rózne prawdy i twierdzenia sprawdzają się w niespodziewanych momentach, a w innych działają odwrotnie niż się spodziewamy.

W zasadzie tojest chytrość i niepewność rzeczywistości – dzisiaj białe jest białe, jutro może być już trochę inne, a za kilka lat okazuje się to zupełną czenią. I nikt nie jest winny, tak po prostu jest że wszystko się zmienia, a my żyjemy w co najmniej 4 wymiarach i z każdą sekundą jesteśmy w innym punkcie.

Zatem wydaje się, że powtarzanie stałych fragmentów gry jest nużące (np. gotowanie kopytek, czy sprzątanie po sobie), ale może prowadzić do innych efektów, pomimo wykonywania podobnych czynności. Zatem, jeśli możesz coś powtórzyć (coś co jest pozytywne, etyczne i w miarę opłacalne), to rekomenduję skorzystać z tej opcji – masz szansę na wyciągnięcie nowych wniosków.

Oczywiście są też sprawy, których lepiej nie powtarzać.

I są takie, których nie da się powtórzyć, bo entropia robi swoje.

Zatem, podsumowując – powtarzanie jest dosyć złudne, bo w zasadzie to niczego nie powtarzamy, bo świat już jest inny, w porównaniu do tego czym był podczas poprzedniego razu.

Ciekawe, że też wcześniej na to nie wpadłem….

A może wpadłem i nawet to opisałem?

Trzeba użyć lupki i sprawdzić. A wsumie to nic odkrywczego, ale tak oczywistego, że nawet o tym nie myślimy.