#937 – dla chcącego nic trudnego

Byłem tego zdania jeszcze jakiś czas temu. Dopóki nie zrozumiałem, że są rzeczy, których się nie przeskoczy. Śmierć, choroba, wady genetyczne czy głupota ludzka.

Niestety musi upłynąć wiele wody, wiele czasu, zanim człowiek nie nauczy się pokory do rzeczy nieodwracalnych i nieuniknionych.

Jedynym pocieszeniem jest to, że pomimo wszystko, zawsze można znaleźć w tym wszystkim dobrą stronę. Pomimo wszystko. Długi czas oczekiwania na zabiegi na NFZ w poradni onkologicznej? To niezapomniany i niedoceniony czas z bliskimi, lekcja pokory, cierpliwości i medytacji (jak to już dzisiaj ustaliliśmy z przyszłą gwiazdą – między Medy-cyną i Medy-tacją jest duża zbieżność). Nagłe pogorszenie się i możliwość utraty wzroku? To sposób znalezienie czasu dla bliskich, dłuższe spacery z psem, niezawracanie sobie gitary dźwiganie żelastwa i zapisanie się na kurs masażu (przecie ślepy też będę mógł masować). Zepsucie się samochodu i koszty naprawy w granicach 1000 € ? To po prostu mniejszy ślad węglowy i mniej kasy wydanej na narkotyki, alkohol i inne g – np. wakacje 😉 .

Jak widzimy, w każdej sytuacji, przy odrobinie dystansu, czasu i odrobiny poczucia humoru, znajdziemy to ziarenko nadziei, które rozjaśnia nam czeluści egzystencji.

Rób swoje, baw się i ciesz, kochaj ludzi. Szanujmy się wzajemnie, niezależnie od tego jakie mamy poglądy, bo po pierwsze – poglądy mogą się zmienić, a po drugie, tak do końca to nie wiadomo kto ma rację, a po trzecie nic nie jest ani białe, ani różowe.

#936 – nowości

Nie wiem jak wy, ale ja ciągle napotykam na świetne i proste metody pozwalające na radzenie sobie w codziennych sytuacjach. A to trafię na jakiś ciekawy artykuł, a to fajny filmik na yt, a to obejrzę sobie przypadkowy film czy teatr telewizji z dawnych lat. Jaram się tym strasznie i choć nie jest to wiedza tajemna czy jakieś super odkrycia, to otwiera mi jakieś klapki, przestawia zworki i tym podobne. Później, często piszę sobie tutaj, by do tego wrócić, a także mam nadzieję, pomogę komuś też popatrzeć na to wszystko z punktu widzenia jeszcze jednej osoby.

Ostatnio na przykład trafiłem na kanał sympatycznego i śmiesznego pana Alexa Barszczewskiego i tam dowiedziałem się jak można w dosyć prosty sposób (oczywiście po własnym treningu) nauczyć się odpierać ataki słowne na naszą osobę. Trzy sposoby – poziomy od najłagodniejszego (Co dokładnie przez to powiedzieć? Jak doszedłeś do tego wniosku?), poprzez średni (Do czego potrzebna jest ta informacja?) – do ryzykownego (Przytakujemy, parafrazujemy i obracamy sytuację przeciwko niemu!) -mogącego przerodzić się w rękoczyny. Dowiedziałem się też dlaczego przy tych pytaniach nie nadużywać właśnie tego słowa – dlaczego (sic)!!! Chociaż tą metodą można rozwiązywać nasze problemy!

I tutaj wraca refleksja, która gnębi dużą część ludzi, którą znam – nie chodzi o to, że nie mamy dostępu do informacji, chodzi o to, że niektórym nie chce się z niej skorzystać, inni nie są w stanie jej przetworzyć i wyciągnąć wniosków, ale jest jeszcze jedna grupa ludzi – nie wiedzą, że można z niej skorzystać.

Są też tacy, którzy starają się wszystko wywrócić do góry kołami, zakręcić, zamęcić i wyjść na swoje. Jak Twardowski na mydle, czy Zabłocki poledgający na Zawiszy. Albo zupełnie inaczej.

#935 – kołowrotek

Nie wiem jak wy, ale czasem zdaje mi się, że latam w chomiczym kołowrotku poziomu drugiego. Albo trzeciego.

Nie dość, że tygodnie zlewają się ze sobą, miesiące zaczynają i kończą w jednym momencie, to pory roku przemijają niewiele wolniej.

Dokładając do tego pasmo dziwnych, nie zawsze pozytywnych zjawisk mających wpływ na moją osobę oraz bliskie mi otoczenie, zatrzymanie czasu i kontemplacja połączona z chłonieniem ciągłego szczęścia i energii wszechświata bywa czasem zachwiana. No, ale trudno, trzeba zakasać rękawy, przymknąć oko na to czy tamto (w przenośni i dosłownie) i jak to zwykle bywa, spiąć pośladki (tego już dawno nie było). W sumie jest zabawnie, taki trochę śmiech przez łzy, bo sam ciekaw jestem ile tego wszystkiego można wytrzymać i jak się to potoczy. Bo tak czy inaczej, ze wszystkim damy sobie radę, lepiej, gorzej, ale damy. Tyle, na ile pozwoli otoczenie, nasze zaangażowanie i pozytywne nastawienie. W końcu każdy dzień jest darem. Każdy niesie coś ze sobą, coś małego, czasem większego, a nie zawsze ostatni kawałek układanki jest duży, czasem jest promilem całości i nagle się okazuje, że to już. Koniec. Sukces. Zrobione.

Pytanie – czy na pewno chcieć żeby to już był koniec? Może to sama frajda – robić, budować, tworzyć, dopieszczać, rozbierać, zmieniać i patrzeć jak to fajnie żyje, trochę własnym życiem.

Zatem kołowrotek nie jest taki najgorszy, trzeba tylko odpalić kolejny poziom, a to już niebawem. Będzie turbo kołowrotek.

Trzymajmy się razem!

#934 – torimasen

Czasem coś robisz, lepiej, gorzej, starasz się. I wtedy się zaczyna ocenianie. Nieustanna obserwacja, czy to czego dokonujesz jest zgodne z zasadami. Punktują cię za błędy, nagradzają za małe i duże sukcesy. Ale czasem wkrada się szum informacyjny, a także zakłócenia na torze odbiorczym. Zdarzają się omyłki sędziów (zamierzone i nie zamierzone), dlatego dobrze mieć większą liczbę bezstronnych arbitrów, którzy przy próbie nagięcia rzeczywistości na czyjąś stronę, w porę pokażą – torimasen! – Niczego nie było!

Często też w życiu sami siebie oceniamy zbyt surowo lub zbyt pobłażliwie. I wtedy też należy na siebie spojrzeć neutralnie i stwierdzić, czy to jest coś czym warto się przejmować, albo co gorsza szczycić? Może wystarczy pójść dalej i zostawić to jak jest (po wyciągnięciu wniosków) – Torimasen?

#933 – już czas

Już czas by wyrazić siebie. Nie ma na co czekać. Ani na dorosłe życie, nagłą poprawę zdrowia, sytuacji materialnej, znak od wszechświata czy inne bzdury.

Trzeba zacząć działać i przesuwać się w kierunku, jaki czujesz, że cię ciągnie. Nie zawsze da się to osiągnąć od razu, czasem pewnie nigdy, może nie w takiej formie jak sobie to teraz wyobrażasz, ale co tam!

To jest nasz czas. Mój, Twój, ich. Nie ma co go marnować na gdybanie. Scenariusz nadrzędny jest i tak nieznany, a nawet gdyby został ujawniony to okazałoby się, że jutro i tak będzie nieaktualny. Chwytaj wiatr w żagle, jaki by nie był i daj się ponieść głosowi serca wzmocnionego rozumem i doświadczeniem.

Nie bój się ryzykować. Czasem ryzyko jest śmieszne w porównaniu do spodziewanych rezultatów, a czasem możesz być zmuszony postawić życie, by sprawdzić, czy coś dobrego jeszcze cię tu spotka.

Nie szastaj sobą jednak za bardzo, bo nie jesteś tu sam, są ludzie wokół, którym dajesz przykład, siłę i wsparcie, zatem rób tak, aby nie było ci później wstyd.

Myśl, działaj i ciesz się tym co masz, a zobaczysz, że jest tego naprawdę dużo, wystarczająco by być szczęśliwym. Tu i teraz. W każdej kolejnej minucie.

#932 – jak to ogarnąć

Niby można wszystko. Tylko weź pod uwagę zależności, przyczyny i skutki.

I chęci.

Będąc młodym można dużo, tylko nie wiadomo czego się chce, a to co się chce jest często poza zasięgiem.

Będąc w wieku średnim, mamy zazwyczaj większy potencjał finansowy, jeszcze zdrowie i chęci. Niektórzy to robią, a zazdrośni mówią o tym – kryzys wieku średniego.

Później, czasem dużo później przyjdzie myśl, żeby zrobić Coś. Tylko nie ma zdrowia i możliwości.

A najgorzej jak jeszcze nie jesteś stary i czegoś nie można…. W sumie powinno być łatwiej bo nigdy nie było można niczego. A jednak coś się zrobiło. Pomimo wszystko.

I tu pojawia się pytanie – robić, chociaż nie można? Czy lepiej odpuścić i mieć coś?

W sumie to i tak bez różnicy.

Chcieć czy nie chcieć. Robić czy nie robić? Trudno jest nie wychodzić poza swoje możliwości, bo nie wolno. Wychodzi na to, że niewychodzenie poza granice jest wychodzeniem ze strefy komfortu. A ile można być poza strefą komfortu?

Paradoks Życia.

#931 – dwa życia

Dzisiaj mignął mi znowu artykuł w sieci – pamiętaj, że mamy dwa życia.

Pierwsze, które mija ot tak sobie zwyczajnie, beztrosko lub wprost przeciwnie w wielkim pościgu za znikającą za zakrętem marchewką. Leci, pełznie innym płynie i kończy się w pewnym momencie. Właśnie wtedy kiedy uświadamiamy sobie, że mamy tylko jedno, niepowtarzalne życie w tym świecie. Wtedy możemy rozpocząć świadomie drugie i ostanie na tym padole Życie. Przez wielkie Ż. To co zrobisz z czasem, który ci pozostał, zależy od wielu wiadomych i niewiadomych. Zależy od wielu czynników zewnętrznych, ograniczeń, możliwości, szans i zwrotów akcji. Jednak najważniejszy jesteś Ty, twoje decyzje, twoje nastawienie, twoje otwarcie na to co chcesz wziąć, co chcesz dać i co chcesz by po tobie pozostało. Jedno jest pewne, nie najważniejsza jest długość życia, ale jego jakość, intensywność oraz integracja ze światem i wzajemne korzyści.

Czasem jest ciężko, cholernie ciężko, tak, że chce się zniknąć, przestać czuć, myśleć i być tu i teraz, ale są chwile podniosłe, uroczyste, piękne i niezapomniane. Nie warto czekać na coś co się stanie bądź się nie stanie, bo ktoś gdzieś tak powiedział. Moim zdaniem ważna jest akcja i reakcja, a każdą akcję poprzedza choć krótkotrwała myśl i chęć.

Chcij chcieć myśleć pozytywnie i wykrzesaj iskierkę siebie. Iskierkę nadziei i mentalnej siły. Reszta pójdzie gładko, jak po maśle.

Albo się uda, albo trafisz kulą w płot.

Jak zawsze.

Byleby radocha z życia była.

#930 – wiek to tylko liczba

Wiek to tylko liczba. Kolejna z tych cech, które cię opisują. Sama w sobie może działać na twą korzyść lub wprost przeciwnie. Jest po prostu kolejnym stereotypem, przez który zostaniesz przesiany.

Na to jesteś za młody, na to za stary, różnica w wieku z innymi też stawia bariery lub, rzadziej, pozwala na krótko, uzyskać autorytet.

Kolejnym stereotypem i moim zdaniem błędem jest sądzić to, że ma się tyle lat na ile się człowiek czuje… To raczej działa w drugą stronę – człowiek się czuje na taki wiek, na jaki pozwalają mu zdrowie, umysł i ciało. Niby wszystko połączone, niby kolejny trójkąt, a jednak wiek nakłada tu pewne ograniczenia. Owszem w internetach można spotkać super sprawne babcie i dziadków, ale patrząc na ogół, są to jedynie małe promile wobec całej ludzkiej populacji.

Zatem apeluję! Od najmłodszych lat dbaj o siebie – ćwicz swój umysł i ciało, aby twój dobrostan pozwalał ci jak najdłużej spełniać szalone i odważne pomysły. Nie czekaj z nimi do emerytury, ba nie czekaj z niektórymi do kryzysu wieku średniego (dotyczy się zarówno pań jak i panów) – życie jest po to by się nim cieszyć, a kiedy zdrowie nie pozwoli ci już spełniać wszystkich wymarzonych głupot, bądź przygotowany na to by robić to co jeszcze możesz.

W żadnym momencie nie możesz dać się złapać depresji, która chytrze będzie cię podchodzić, omamiać i osaczać, tak byś nie miał siły na zrobienie jednego kroku, choć możesz zrobić ich tysiące jednego dnia. Nie daj się zaskoczyć wyzwaniom i ograniczeniom, część z nich jest oczywiście prawdziwa i namacalna, ale duża część jest jedynie wyobrażoną granicą.

Łatwo tak pisać i łatwo być drogowskazem, nie będąc jednocześnie daną osobą w danej sytuacji. Zaufaj mi, zaufaj mojej historii, która jak cykle dobra i zła wraca i muszę się z nią zmierzyć ponownie. Wiek daje ci szansę na wykorzystanie doświadczenia życiowego oraz wiedzy teoretycznej, którą miałeś szansę posiąść. Zawsze jest czas by sięgnąć do którejś z szufladek – tych w głowie, a także tych fizycznych – gdzieś tam jest być może coś, co teraz ci się przyda by przetrwać trudniejszy okres.

#929 – zmiana zdania

Czasem bywa, że zmieniam zdanie w kwestiach dosyć istotnych. Zmieniam je, bo zmienia się punkt widzenia i zaistniałe okoliczności. Ostatnim przykładem może być mój negatywny stosunek do tego bym kontaktował się z klientami firmy, dla której pracuję i dowiadywał się tego, co im nie pasuje i dlaczego nie dali bardzo dobrej oceny dla jakości obsługi i ogólnego zadowolenia…. Wydawało mi się, że takie podejście spowoduje zdenerwowanie obdzwanianych osób, nie jest to do końca zakresem zadań, w którym jestem ekspertem i są jednostki, które nad tym czuwają i się tym zajmują.

I teraz przyznaję, że pomysł do mnie trafił, będę z chęcią dowiadywał się szczegółów tego co tak naprawdę boli naszych pracodawców – bo tak należy rozpatrywać klientów, płacących za naszą pracę i dostarczanie usług!

Co spowodowało moją zmianę? Nieodpowiednie potraktowanie mnie w zupełnie innej branży w innej firmie, przez pracownika, który działał zgodnie z procedurami i nie chciał okazać EMPATII, dla ludzi, którzy potrzebowali tak naprawdę pomocy. Wszystko odbyło się w świetle przepisów, prawa i w atmosferze poniżenia, braku zrozumienia i ewidentnej chęci dowalenia bogu ducha winnym osobom.

Stąd, ja zmieniam moje zdanie i dołożę wszelkich starań by to co robię miało jeszcze większy sens i pożytek. Tak po prostu, po ludzku i bez konieczności czytania tego co jest zapisane małym druczkiem.

#928 – wciskanie kitu

Wciskanie kitu zawsze było bardzo ważną i wysoko cenioną kompetencją. Począwszy od głów państw i rządów, poprzez wszelkie hierarchie militarne duchowne, świeckie i inne, po stołki nadrzędnych i podrzędnych pracowników. Krążą o tym dowcipy, jest to tajemnica poliszynela, ale w gruncie rzeczy wszyscy i wszędzie się tego wypierają. Nie malujemy trawy na zielono! Jest dobrze i będzie coraz lepiej! Mamy najlepsze wyniki na tle konkurencji patrząc przez pryzmat porównania usług, które nie są do niczego potrzebne itd. itp. I co? I ludzie w to wierzą, kadry rządzące o tym wiedzą, wykorzystują to, a podrzędni pracownicy zwierzchnikom pokazują pasmo niekończących się sukcesów.

Nie wierzysz? Otwórz Insta czy Fajsbóka – przecie wszyscy robią to samo – pokazują szczegóły, które mają wywołać odpowiednie wrażenie dotyczące większych elementów. Czy to uczciwe? Hmmmm…. Pewnie – ludzie to kochają….. I pójdą za tym jak w dym.