#1148 – kim chcę zostać jak dorosnę?

W sumie to nie wiem, kim chciałbym zostać jak dorosnę.

Wydaje mi się, że najbardziej na świecie, to kimś kto ma dużo na głowie, spokój wewnętrzny, robi coś dobrego dla siebie i dla innych, w sensie, że jest przydatny i do tego ma czas żeby spędzać go z bliskimi. Acha, i lubię nowe technologie, programowanie, rozwiązywanie problemów, aktywność fizyczną, działanie w stresie i chaosie oraz świetną zabawę. Lubię majsterkowanie, ale jakoś za szczególnie mi to nie wychodzi oraz dziedziny artystyczne takie jak rysowanie, śpiew oraz pisanie bzdur, co także wydaje się nie być w zakresie moich głównych talentów.

Jeśli chodzi o resztę – to lubię prostotę i działanie. Co prawda lubię się też ponudzić, pomyśleć i pospać, ale wszystko ma swoje miejsce i granice.

Uwielbiam przyrodę i spacery. Kocham czytać książki i mapy. Lubię się zmęczyć i odpoczywać. Uwielbiam życie.

Jak marzenia przełożyłem na rozwój osobisty?

Skończyłem liceum ogólnokształcące, następnie wymęczyłem tytuł inżyniera na Politechnice Lubelskiej w dziedzinie Technologia i Budowa Maszyn (2001 r.) – specjalność Samochody i Ciągniki. Równolegle w 1998 rozpocząłem pracę w Telekomunikacji Polskiej w straży przemysłowej – pilnowałem mienia i osób w obiektach telekomunikacyjnych. W roku 2000 zmieniłem profil zawodowy i pracowałem w grupie technicznej zajmującej się instalacjami łączy dzierżawionych oraz cyfrowego dostępu do Internetu – na początku wąskie pasmo, a od 2001 rozpoczęliśmy uruchmianie sieci ADSL na terenie województwa lubelskiego. W tym czasie rozpoczęła się moja przygoda z różnymi szkoleniami telekomuniakcyjnymi oraz informatycznymi. Ukończyłem studia podyplomowe na kierunku Nowoczesne Systemy Telekomunikacyjne w Wojskowej Akademii Technicznej, następnie studia podyplomowe: Projektowanie i Wdrażanie Systemów Informatycznych. Wiedzę zdobytą na szkoleniach i studiach od razu wdrażałem w pracy zawodowej, gdzie zajmowałem się głównie nadzorem nad systemami telekomunikacyjnymi oraz budową i administrowaniem systemami IT związanymi z tymi zadaniami.Wyzwań w pracy przybywało – zakres odpowiedzialności rósł w miarę centralizacji działań firmy oraz rozwoju sieci i usług. Aby nie zaniedbać swego rozwoju ogólnego, dałem się namówić na kolejne studia podyplomowe – Public Relations i Komunikacja Społeczna, rozwijałem również swoje zainteresowania związane z programowaniem – chłonąłem wszystko co się dało. Żeby tego było mało, aby zaspokoić swój głód związany z potrzebą ruchu w 2001 roku wróciłem po kilkuletniej przerwie do treningów Karate Kyokushin w Lubelskim Klubie Karate Kyokushin w Lublinie. Zaczęło mi się to jeszcze bardziej podobać i w roku 2005/2006 rozpocząłem prowadzić zajęcia praktyczne dla dzieci połączone z ukończeniem kursu instruktora.

To był bardzo trudny okres bo właśnie wtedy dopadły mnie problemy zdrowotne. Pozbierałem się jakoś. W pracy zawodowej kolejne szkolenia, w karate 2009 wymarzony czarny pas 1 DAN. W „międzyczasie” kurs trenera II klasy, 2 DAN. W pracy wyjazdy na misje do Afryki Zachodniej – Gwinea i Gwinea Bissau.

Później zostałem kierownikiem działu monitrowania usług, co wiązało się z rozwojem moich kompetencji miękkich związanych z komunikacją i współpracą z ludźmi, a także obsługa klientów hiszpańskojęzycznych – mój zespół komunikował się w dużej mierze po hiszpańsku i angielsku. Opanowałem angielski na poziomie C1, hiszpański na B1. W tym czasie również zdobyłem tytuł technika BHP aby lepiej zaznajomić się z przepisami oraz kodeksem pracy. Kolejnym krokiem było ukończenie studiów podyplomowych na kierunku Zarządzanie i Marketing oraz zdobycie przeze mnie stopnia 3 DAN. Ukończyłem również kurs trenera klasy I karate. Umiejętności i wiedzę wykorzystywałęm na bieżąco w prowadzeniu zajęć, treningów oraz kursów intruktorskich. No i oczywiście cały czas kręciło mnie programowanie i poznawanie nowych technologii. Python zdobył moje serce, pomimo początkowych trudności związanych ze zrozumieniem jego filozofii.

Wszystko składało się niemal perfekcyjnie aż do momentu powrotu moich problemów zdrowotnych, w 2021 miałem mały wypadek, który uświadomił mi po raz kolejny, że niczego w życiu nie można być pewnymi mogę np. stracić wzrok, kiedyś, z większym lub mniejszym prawdopodobieństwem. A że miałem zajawki na masowanie – rozpocząłem naukę teoretyczną i praktyczną w zawodzie masażysty (równolegle kontynując pracę zawodową i działalność w klubie karate). I tak oto po kolejnych dwóch latach zdałem wszystkie wymagane egzaminy i zostałem technikiem masażystą. W sumie Technikiem Masażystą.

Czas leci, lata płyną, przybywa jedynie doświadczenia, przemyśleń i póki co, siwych włosów.

Robię różne rzeczy, jestem konsekwentny i upierdliwy. Zmienny i stały, wolny i szybki. Konserwatywny i nowoczesny.

I co z tym wszystkim dalej począć?

…………………………

………………….

……….

….

..

.

Gdzie siebie widzę za 5 lat???

Ha ha

Widzę.

#1147 – kiedy zaufać sobie?

Jednym z problemów z samooceną i skromnością jest znalezienie prawidłowej odpowiedzi na pytanie: czy w tym konkretnym przypadku mogę zaufać sobie, czy powinienem zasięgnąć porady jakiegoś eksperta, autoryteru bądź chociaż specjalisty w danej dziedzinie.

No bo jeśli zakładasz, że wiesz, a może nie wiesz, to okaże się, że można było zrobić lepiej, tak jak ktoś z boku mógł to wymyśleć. Z drugiej strony, szczególnie, jeśli chodzi o zakres wiedzy, w którym czujesz się dobrze, może akurat twój pomysł w tym przypadku jest lepszy?

Myślę, że nie tylko ja mam takie rozkminy, co widać na wielu grupach i forach internetowych. Ludzie pytają w zasadzie o wszystko, co prowadzi do kilku równoległych i niekoniecznie prawdziwych wniosków: 1) ludziom chyba nie chce się nawet myśleć 2) trolują innych 3) są debilami 4) nie chcą brać odpowiedzialności za swoje myśli i czyny.

Trudno zatem jednoznacznie odpowiedzieć – czy to już, możesz zaufać własnym osądom? Na pewno warto poszerzać wiedzę i konsultować się z innymi, teraz nawet z AI, ale na końcu to ty powinieneś podjąć ostateczną decyzję. Świadomie, choć warto wziąc pod uwagę przeczucia i szósty zmysł. Jeśli można, warto też przespać się z problemem, gdyż nasza podświadomość zawsze może coś mądrego podpowiedzieć. I ostatnie, choć nie najmniej ważne – dotleń, odżywiaj i pozwól odpocząć swojemu mózgowi. Wtedy wszystko będzie odrobinę prostsze.

#1146 – zrób to. teraz.

Mówcy motywacyjni zachęcają. I tacy wirtualni, którzy żerują na łatwowierności odbiorców, jak i ci z prawdziwego zdarzenia. Tacy, którzy coś zrobili, poza tym, że gadają jak to łatwo być matką, ojcem i dziadkami sukcesu,w jednej krótkiej chwili.

Tylko żeby osiągnąć coś naprawdę, trzeba włożyć w to całego siebie i poświęcić dużo więcej niż przeciętny wyborca w naszym kraju. Z drugiej strony, wcale czas i praca poświęcone w realizację projektu, nie gwarantują ani sukcesu, ani szybkich rezultatów. Rezultatów w ogóle. Nie ma gwarancji, ale jest to warunek prawie konieczny, by wynik się pojawił.

Konsekwencja, upór i wiara, że kierunek którym zdążamy, jest prawidłowy i nie brniemy w ślepy zaułek. Po raz kolejny. Trzeba mieć też szczęście i wysoki poziom potrzeby zrealizowania Marzenia. Niestety, wbrew temu co niektórzy mówią, nie każdy może wszystko. Chęci to jedno, potencjał to drugie. Jeśli masz potencjał w danej dziedzinie i komplementarne marzenia, to dasz radę zrobić to Coś. Aby zaszła odpowiednia reakcja, minimalne warunki muszą zostać spełnione. W odpowiednim czasie. Bo czas również odgrywa dużą rolę. Tajming jest rzeczą tak ważną, że nigdy nie możemy o niej zapomnieć. Ale by nie przegapić tego odpowiedniego momentu, musisz działać już teraz.

Nie ma czasu na czekanie. Chyba, że właśnie jest ten moment, że trzeba czekać.

Ale to już zupełnie inna historia.

#1145 – przemęczenie …

Czasem przemęczenie prowadzi do powstawania dziwnych złudzeń, wrażeń typu deja-vu czy temu podobnych zdarzeń. A czasami dziwne zdarzenia prowadzą do zadawania pytań typu – czy ja czegoś nie przeoczyłem?

Pod koniec września 2022 umówiłem się na serwis mojego autka, bieluśkiego jak śnieg na Mount Blanc, Suzuki Jimny (arbo suzuki, arbo nic). Mechanik znany i polecany, zatem kawałek, ale niedaleki, od domu. Właśnie taki, że chce się czymś podjechać, a nie dymać na piechotę przez godzinę lub dwie. Zajechałem wieczorem, zostawiłem pojazd pod warsztatem, tak jak to było umówione, a moja kochana żona podjechała drugim autem by mnie zgarnąć do domu. I co? W domu okazało się, że w Jamniku zostały moje klucze do wszystkiego – domu, garażu, itp. itd. Potrzebne jak poranna kawa i bez nich się obyć nawet dnia nie mogę. Zatem uruchomiliśmy procedurę awaryjną – wziąłem z domu zapasowy klucz do garażu, wsiadłem na moto i cyk z powrotem do mechanika. Tam wziąłem klucze i po najkrótszej drodze z powrotem. I co? I okazało się, że gdzieś zgubiłem moje słuchaweczki – pchełki. Szukałem wszędzie – w garażu, w domu, później, po odbiorze auta, w samochodzie… I co? I nic – zginęły, jak wiele rzeczy, które posiadałem. Kupiłem sobie nowe, nowszy model i jakoś odżałowałem tą stratę spowodowaną moją nieuwagą.

Minęło 9 miesięcy, wróciliśmy właśnie z urlopu z gór. I nagle okazało się, że moje zaginione słuchawki zmaterializowały się w domu. Bez wątpienia te moje, gdyż miały charakterystyczne ślady użycia, związane z inną przygodą, o której kiedyś napiszę. W każdym razie – słuchawki pojawiły się ni stąd ni z owąd, a ich obecność spowodowała mały mindfuck, porównywalny z tym opisywanym TUTAJ. Mamy pewne hipotezy co mogło zajść, gdyż ostatnio przynosiliśmy parę rzeczy z garażu, ale biorąc pod uwagę, nakład energii włożony w poszukiwania we wrześniu, ziarnko niepokoju zostało zasiane…

#1144 – urlop

Urlop to dobry czas. Czas na odskocznię od codzienności i możliwość przemyślenia ważnych spraw z trochę innej perspektywy. Czy jest to czas odpoczynku? To zależy, ale na pewno jest to czas kiedy można popatrzeć na swoje życie, na swoje marzenia i oczekiwania i odniesienie się do tego z innego poziomu intelektualno melancholijnego. Wszak dalej nie ma czasu by taczkę załadować, terminy gonią i trzeba na sznurki cerować projekty niezwiązane z pracą zawodową. Trzeba też zrobić wiele kroczków, tym razem bez wymogów czasowych i z możliwością kontemplacji pięknych widoków w towarzystwie ćwierkania ptaszków, szczekania ulubionego psa, czy dzieciaczków jojczących od początku drogi z odwiecznym pytaniem ludzkości „Daleko jeszcze?”.

Jest czas by zastanowić się czym jest praca, pasja, marzenia, hobby i jak się to wszystko ma do tego co planowaliśmy w dzieciństwie, młodości czy choćby parę lat temu? Gdzie jest granica między niewolnictwem, krzyżem pańskim, czy oczekiwaniem na nadejscie emerytury lub śmierci (*).

(*) – w zależności co przyjdzie pierwsze. 😉

Tym niemniej łatwiej docenić to co się ma tu i teraz i cieszyć się zkażdej chwili, bo to w końcu jest życie. I bardzo dobrze, że jesteśmy tu i teraz i w tak świetnym towarzystwie. Róbmy swoje i dalej zdążajmy w stronę światełka w tunelu.

#1143 – tęsknota

Czasem czujesz, że jest dobrze, ale mogłoby być lepiej. Nie jest idealnie i chciałoby się żeby właśnie teraz było tak jak sobie wymarzyłeś. I myśląc o tym zbyt intensywnie możesz stracić pozytywny odbiór tej chwili. Po jakimś czasie, może okazać się bowiem, że to co w tym momencie nie było w 100% oczekiwane, to jednak z perspektywy czasu okazuje się wspaniałym przeżyciem. Docenisz to dopiero wtedy kiedy zdasz sobie sprawę z tego, że na ten czas to jednak było wszystko co dało się zrobić w danych warunkach. I to jest właśnie trudne i piękne w życiu zarazem, że cokolwiek by się w danym momencie nie działo, jest to konieczna sytuacja, którą w jakiś sposób przetrwasz i będziesz musiał z tym istnieć, niekoniecznie żyć, ale istnieć, bo wiadomo, że życie nie jest ani trwałe, ani pewne.

Tęsknota za tym co przeminęło jest nierozerwalną częścią ludzkiej natury, nawet jeśli przeżycia nie były całkiem miłe i przyjemne, gdyż na potrzeby przeżycia, te najgorsze wspomnienia są w pewnym stopniu łagodzone, aby nie nieść traumy przez cały okres naszej egzystencji. Pamiętajmy o tym, żyjmy, wspominajmy, ale przede wszystkim, żyjmy tą chwilą, która trwa, bo nie wiadomo co przyjdzie za chwilę, za godzinę, za dzień czy tydzień. O ile oczywiście te kolejne nadejdą i będzie co wspominać, i z czego się wspólnie śmiać.

#1142 – szukajcie a znajdziecie

Zasada stara jak świat. Jak szukasz dziury w całym, to na pewno znajdziesz. Jak ktoś ci zalezie za skórę, również zawsze znajdzie się jakiś szczegół, aby go pogrążyć. Nie ma osoby nieskazitelnej, nie ma osoby bez wad. Nie ma osoby idealnej.

Jeśli twierdzisz, żeś ideał, to się mylisz. Niestety, a może wprost przeciwnie, masz jakieś słabości, gdyż posiadanie ich powoduje, że jesteśmy ludźmi. Gdybyśmy nie mieli wad, wtedy nikt nie porzuciłby tak świetnego produktu, tworzonego z myślą o rządzeniu światem. A może to był jedynie prototyp, a co jeszcze gorsze jedynie produkt jakiejś pracy na koniec technikum lub pracy na obronę tytułu inżyniera? Cóż, my pewnie tego nie zgłębimy, ale możemy snuć przeróżne teorie, mniej lub bardziej prawdopodobne, a na pewno budzące ciekawość i kontrowersje. Czyż nie intrygująca jest myśl, że ktoś tworzył coś dla uzyskania zupełnie innych efektów, a wyszła mu biomechaniczna kreatura, uważająca się za pępek świata? Ba wszechświata!

Ale jakie może być prawdopodobieństwo, żeśmy czymś bardziej znaczącym niż inne stwory żyjące gdzieś, na innych planetach? Popatrzmy na strukturę naszego ciała i umysłu i powiedzmy sobie otwarcie, że za chorobę nie wiemy co i dlaczego działa tak jak działa? Liznęliśmy jedynie czubek góry lodowej tajemnicy stworzenia, działania i sterowania naszymi ciałami. Cud życia jest dla nas tak niezrozumiały, że aż przerażający. Jak w tym wszystkim odnaleźć i zrozumieć cel i sens naszego krótkiego istnienia? Życia, które sami komplikujemy na niemal każdym kroku, tworząc kolejne wymagania, testy, egzaminy, nakazy i zakazy. Straszymy się wzajemnie od małego, wzbudzając wszechobecne poczucie winy i konieczność wpasowania się do konkretnych, często nad wyraz wymagających wzorców, zapominając, albo wręcz nie wiedząc jacy jesteśmy prości w obsłudze.

Cieszmy się każdym dniem, chłońmy to co nas otacza, cieszmy się bliskością ludzi, innych stworzeń i całego świata. Każdy z nas ma rozum, każdy ma w sobie empatię, ciekawość i radość, tylko czasem gdzieś to nam umyka lub zostaje stłamszone poprzez kolejne pojawiające się zewsząd oczekiwania.

Oddychaj, kochaj, ruszaj się nieustannie i szukaj odpowiedzi na pytania, które drążą naszą ciekawską naturę. A nuż tobie uda się dostrzec kolejną wskazówkę zbliżającą nas do rozwikłania łamigłówki?

#1141 – idzie ciągle nowe

Znowu to samo. Wakacje za pasem, niby urlop się zbliża, a coraz więcej tematów i możliwości do dalszego rozwoju i pracy.

Jest chęć działania, konkretne rezultaty uwolniły nowe, w zasadzie niespożyte źródła energii, pytanie tylko dokąd zwrócić swój dziób i skierować jednostkę pływającą, tak, by nie skończyć jak Titanic. Korci, by sięgać dalej i wyżej, ale z drugiej strony, z tyłu głowy siedzi chochlik i przypomina, jak dwa lata temu szykowałem się do urlopu i w zasadzie nic z tego nie wyszło…. Z trzeciej strony jednak dało radę i mogę twierdzić, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i trzeba korzystać z każdej okazji pojawiającej się na horyzoncie. No może prawie każdej, ale na pewno tej, która powoduje, że obecne życie staje się znośniejsze i pozwala to na bycie lepszym człowiekiem.

Już aby dotknąć, wypoczynku kapka wpadnie. Oby tak było, choć wiem również to, że minie to szybciej niż można to sobie racjonalnie wytłumaczyć.

Jest wiele tematów na tu i teraz. Ważnych, trywialnych, koniecznych, nieistotnych… A czasu coraz mniej. Czasu, którego póki co nie cofniemy, gdyż za bardzo jesteśmy sfokusowani na tym co będzie, niż na tym co było. A z przeszłości można się wiele nauczyc i wyciągnąć wnioski, które spowodowałyby poprawę życia na całej Ziemi. Tylko komu tak naprawdę na tym zależy? Większość chce dobrobytu tu i teraz dla najbliższych. A co tam kogo interesuje co będzie kiedyśtam?

Tik – tak, tik – tak. Za wschodnią granicą tyka zegar. Zegar kontrolujący to czy ziszczą się przepowiednie z fikcyjnych dystopicznych historii, czy jeszcze uda się przetrwać ludzkości jedynie w strachu tego, co może w każdej chwili nastąpić?

Głupota ludzka jest nieograniczona, podobnie jak otwartość ludzkich pomysłów i powszechna innowacyjność. Komu się uda? Kto poskromi nieposkromionego? Czy sztuczna inteligencja pomoże nam przetrwać czy przyczyni się do naszego upadku?

Tego wszystkiego dowiemy się już niebawem. A tymczasem witajcie w średniowieczu naszego kraju.

#1140 – kolejny krok

Blisko dwa lata minęły. 68 weekendów, poza tym 210 godzin obowiązkowych praktyk. Przeczytane książki, filmy, materiały i godziny własnych ćwiczeń praktycznych oraz zgłębiania teorii zwiazanej z fizjologią i anatomią.

I tak zostałem Technikiem Masażystą w szkole medycznej. Zgodnie z założonym planem opisywanym TUTAJ. I 196 wpisów na blożku.

Zawsze lubiłem masować, ale jak to bywa, nie ciągnęło mnie aż tak, by zgłębić się w to zagadnienie bardziej niż hobbystycznie, aż nadeszła czarna chmura wizji, że być może w niedalekiej przyszłości z moim wzrokiem, będzie na tyle źle, że nie będę mógł wykonywać dotychczasowej pracy.

I wtedy podjąłem decyzję, przy wsparciu mojej Ukochanej, że masaż może być moim planem B.

I ten plan B stał się na jakiś czas planem A. Zagłębiłem się w niego, wkręciłem i poczułem, że jest to dobra droga na dalszy rozwój i rozwinięcie tego co już mam, jaką mam wiedzę i jak mogę pomagać innym być w coraz lepszej kondycji psychofizycznej.

Jestem tutaj gdzie jestem, bogatszy o wiele doświadczeń i wiedzy, i stoję na początku dalszej drogi, a właściwie dróg, na których rozwidleniu się znalazłem. Najważniejsze jest to, że nie mam zamiaru na tym poprzetsać i ruszam ochoczo w dalszą podróż, naładowany na 120% pozytywną energią.

#1139 – Rzeźnik po raz 6 i ostatni

Za mną kolejny, szósty już Bieg Rzeźnika w Bieszczadach. Tym razem sytuacja mnie przerosła i po 60km doznałem ściany – braku możliwości poruszania się z szybkością większą niż 3 km/h. I wtedy dopiero rozpoczęła się walka w mojej głowie. Walka, jak zmusić swój, broniący swoich praw orgainzm, do dalszego wysiłku, aby skończyć tę mordęgę na najbliższym możliwym punkcie kontrolnym (cywilizacja), znajdującym się na 71 kilometrze. To były najgorsze 4 godziny, rozmyślań, medytacji w ruchu i wielkiej bezsilności. Pięć, można powiedzieć, sukcesów na tej trasie i właśnie ta jedna porażka dała mi wiele do myślenia, tym bardziej, że to trzeci z ultramaratonów, których nie dałem rady ukończyć w wymaganym czasie. Poprzednie to UTMB 2017 – zakończyłem na 100km, UTMB 2018 na 80km (ze 170km). Ostatnim biegiem, jaki ukończyłem był Bieg Rzeźnika w 2018 roku.

Cóż. Można zganiać na wiele czynników – okulary, przez które niczego nie widziałem z powodu deszczu i potu, tony błota i ekstremalnie śliska trasa, za słabe przygotowanie (choć ostatnimi mięsiącami biegałem rzetelnie po kilkadziesiąt km tygodniowo). Strach przed kontuzją wynikającą z wywrotki itp. itd.

Teraz oceniam i wydaje mi się, że do tego ja się już po prostu nie nadaję i trzeba ten stan rzeczy zaakceptować. Być może to warunki zdrowotne, ale mam pójść do lekarza i powiedzieć: pani doktór – po 60 km marszobiegu, jakoś przestaję mieć ochotę na dalszy wysiłek – co mam z tym zrobić?

Marszobiegi w terenie do około 40-50 km mają jeszcze jakieś uroki, ale na więcej ja się po prostu nie piszę. Nigdy!

Dwa dni po XX Biegu Rzeźnika, byłem na naszym karatowym XLV Biegu Kwitnącej Wiśni dookoła Zalewu Zemborzyckiego na dystansie 12km i przebiegłem go, co prawda truchtem, ale jednak był to ciągły bieg. Zakwasów dzień później, czyli dzisiaj, już praktycznie nie mam…