#1100 – jakoś leci

Dzisiaj trafiłem na notatki z lat 2013-2016. Zadziwiające jak wiele i niewiele się od tego czasu zmieniło. Wiele, bo w zasadzie wszystko w moim życiu prywatnym i zawodowym, a niewiele – patrząc na moje pasje, które dają mi satysfakcję z każdego dnia. Czy coś bym zmienił? Cóż to chytre i podchwytliwe pytanie, na które rodzą się w głowie różne odpowiedzi… Patrząc jednak na całokształt tego gdzie jestem dzisiaj i ile możliwości stoi przede mną, z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jestem tu gdzie jestem i dobrze mi z tym. Mam szczęście, pomimo tego, że droga często jest wyboista, kręta i pod górkę. Przyznać muszę, przez te prawie 10 lat wydarzyło się tyle dziwnych rzeczy, o których wtedy nawet mi się nie śniło! Gdyby wtedy ktoś zapytał mnie – gdzie się widzę za 10 lat, to raczej nie trafiłbym z odpowiedzią…. Choć przyznać muszę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, a w niektórych sprawach zaszło to o wiele dalej niż mogłem wtedy przypuszczać.

Pamiętajmy także, że nie wszystko złoto co się świeci (na szczęście!), nie wszystko również można zmonetyzować, ale rzecz nazywając po imieniu, należy brać byka za rogi i negocjować warunki, bo bydlę w końcu zrozumie, kto tu rozdaje karty. A jak niektórzy już wiemy – karty rozdaje los i trzeba mieć szczęście, by to dostrzec i wykorzystać okazje, które dzisiaj są, bo jutro będą jedynie mgiełką wspomnień i żalu. Czasem trzeba działać wbrew sobie, to znaczy rewidować swoje twierdzenia i zasady, bo może okazać się, że jednak człowiek był w błędzie i zaszedł w jakąś ślepą ulicę, która wydawała się całkiem sporą arterią. Gorzej jeśli to nie ślepa ulica, a pas drogi ekspresowej, którym jedziemy pod prąd.

Zatem nos do góry, ale nie za bardzo! Właśnie tyle, ile trzeba do poprawnej oceny naszej mapy, ścieżki, którą się poruszamy i kierunku do którego zdążamy. Pamiętać w końcu trzeba, że nasz cel jest ruchomy, zmienny, niedościgniony i iluzoryczny. Czyli zupełnie na odwrót niż twierdzą biznesowi specjaliści od S.M.A.R.T.e*. – pisaliśmy o tym tutaj. e – znaczy, że jeszcze ekologiczny 😉

#1099 – prawda

Brrr… – zawarczał do siebie i ściągnął psa na smyczy. – Co ja tu k$#% robię?

Chodził już dobre piętnaście minut po osiedlu zbierając kupy za swoim małym pokracznym kundlem. – A tak miało być dobrze w życiu. Dom, ogród, szczęście i sukces na polach wielu biznesów. No i kochająca się szczęśliwa rodzinka, zadowolona z sielskiego bytu. A tu szara, naga polska rzeczywistość. Budzisz się i łazisz za kundlem, który cię ciąga po obsranych trawnikach, a ty zbierasz jego odchody do plastikowych torebek. Bo oczywiście nażarł się czegoś, pewnie kociej karmy i musi się załatwiać na raty, podobne do twoich miniratek za wszystko.

Dom, ogród? Tak, fajnie by było, ale niestety się jeszcze nie złożyło, a tu już pięćdziesiątka zaraz na karku. Gnieździsz się w małym mieszkanku i masz wrażenie, że jednak coś gdzieś poszło nie do końca tak jak powinno. Dzieci mają do ciebie żal o różne życiowe wybory, ty masz do siebie żal, że może gdyby tylko nie wiadomo co poszło inaczej, to byłoby może lepiej… I ten śnieg, który właśnie włazi ci do adidaska i ta zimna, mokra smycz, bo przecież nagle Pani Zima wróciła, przez nikogo nie proszona.

I jeszcze by się parę powodów do patriotycznego zrzędzenia znalazło. I byłoby tak swojsko. Ale wrócił myślami tu i teraz, i rozważył o tym co istotne – o tym z kim jest, i przypomniał sobie, że jest mu najlepiej na świecie, niezależnie od tego jaka jest pogoda, jaki ten psisko nieidealny i jakie jeszcze sytuacje się napatoczą. Przecież wie, kto na niego czeka w domu, do kogo się przytuli i z kim spędzi najlepszy czas w życiu. Ta Jedna, Jedyna.

I spacerował dalej z uśmiechem pod wąsem, nie zważając ni na śnieg ni na wiatr. Przecież to nie ma żadnego znaczenia. Są rzeczy, których nie da się wygrać, nawet na loterii.

To jest prawdziwe szczęście.

#1098 – uziemienie

Możesz wszystko? Ha ha ha …

Mówia tak tacy i owacy, ale czasem zostaniesz uziemiony z powodu (głupiej?) infekcji, w szczególności, gdy ludzie żyją w strachu po pandemii.

I zamiast pracy, treningu z ciekawymi ludźmi, czy nauki rzeczy, które Cię pasjonują, pozostaje Ci spać cały dzień, z przerwami na kaszel, inhalacje i wycieranie nosa. Z krwi, bo przecież oczywiście postanowiła dać znać o sobie właśnie w takim momencie.

I choć kiedyś, westchnąłbyś tylko i poszedł realizować swoje plany, pomimo lekkiego dyskomfortu, teraz siedzisz w domu i zastanawiasz się co z tobą nie tak.

I cóż, pozostaje tylko przekonać własne ja do tego, że zaniechałeś tych działań dla dobra innych, by ich nie narazić na kontakty z jakimiś wirusami czy czymś tam. I wychodzi na to, że jesteś prawie odpowiedzialnym i empatycznym człowiekiem.

#1097 – zrozumienie istoty

Ostatnio doznałem oświecenia komunikacyjnego. Przeglądałem „KsiążkęTwarzy” i trafiłem niechcący na profil kobiety – prawdopodobnie mojej znajomej z podstawówki. A na tym profilu był wywiad z kolejną starszą panią, która zajmuje się aniołami, jednorożcami i mistrzami wniebowsąpionymi. To był krok pierwszy. Krok drugi był taki, że po zamieszczeniu na „Łaciastej” grupie sugestii, że można jeździć zgodnie z przepisami ruchu drogowego, a ich nieprzestrzeganie może wiązać się z karą w postaci mandatów – ropoczęła się faza „nienawistu komentarzowego”.

Jakie wnioski można z tego wyciagnąć?

  1. Ludzie – pomimo, że bardzo podobni – są różni. Ot odkrycie – co?
  2. Jeśli masz zbyt szeroką grupę odbiorców to nie trafisz do wszystkich – dla części będziesz głupkiem, dla innych guru, a jeszcze dla innych po prostu laikiem (zazwyczaj dla tych, którzy są początkujący w danej dziedzinie, albo nie znają się w ogóle).
  3. Często -lepiej mądrze milczeć niż się w ogóle odezwać – niezależnie czy głupio czy mądrze. Bo dla części – i tak będzie to Głupio. Przez wielkie G. A jeśli jest ich większość – to demokratycznie rzecz biorąc – mają rację i będą się wspierać przy obronie swojego zdania.
  4. Żeby się nie stresować i nie martwić za bardzo tylko obserwować, myśleć i przekuć to w swój sukces. W końcu, jeśli już wiesz co jest magicznym fletem, to możesz go użyć, jak tylko przeczytasz instrukcję obsługi i informacje o efektach ubocznych.

#1096 – jesteś w porządku

Często w dzieciństwie, młodości i życiu dorosłym miałem wrażenie, że muszę spełniać czyjeś oczekiwania i nie wychodzi mi to tak jakbym tego chciał.

To wrażenie narastało i narastało i przygniatało mnie coraz bardziej.

Zacząłem przekraczać granice, wychodzić ze stref komfortu, dwoić się i troić, a nie mogłem dotrzeć do niedoścignionego celu.

I w sumie dalej mam to wrażenie, gdzieś ze mną jest i śmieje się ze mnie za każdym razem, gdy sięgam po kolejną książkę, kończę kolejne szkolenie czy zaczynam robić jakiś szalony lub nawet całkiem niewielki projekt. Wiem, że to tylko wrażenie, które tkwi w mojej głowie i nikt, w zasadzie, mnie z tego finalnie nie rozliczy, ale pomimo tej świadomości pojawia się niepokój odrzucenia i porażki.

Odrzucenia – przez kogo? No właśnie ? Przez kogo, skoro to wszystko tworzę sam – swoje wymagania, dążenie do nieznanego, bądź nieuzasadnionego celu…

Czy nie lepiej siąść i patrzeć na wiatr? A wszystko jakoś samo się ułoży? To już skrajność – aż tak dobrze to nie ma i samo się nic nie ułoży, a jak ktoś życzliwy popatrzy, że nic nie robisz, to koniec końców zamkną cię w jakiejś placówce, by nafaszerować chemią i sprawdzić jak poradzisz sobie w nowej, kreowanej przez innych rzeczywistości.

Zatem jak to zwykle – trzeba zachować umiar, balans i „jakiśtam” rozsądek, bo niekoniecznie będzie on dla ogółu zdrowy. Nie ma się zatem co przjmować za bardzo, bo wbrew pozorom ludzie są bardziej skupieni na sobie niż na innych, a nawet jak ktoś komuś opowie jakieś plotki, to i tak poprzekręca je, a głuchy telefon dołoży dzieła zniszczenia.

Nie zdasz egazminu? Nie dokończysz jakiegoś planu treningowego? Zepsujesz swój samochód? Albo może zająkniesz się na wystąpieniu publicznym?

Będzie jak będzie – jeśli nikt nie straci przez to życia bądź zdrowia, to nawet nie ma się co tym przejmować, a reszta jakoś się ułoży!

Nie martw się na zapas nadmiarowo! Wystarczy tylko odpowiednie minimum! Pytanie jak je znaleźć, a całą zbędną jak dziura w moście, resztę, olać?

#1095 – to już niedługo

Zdaje się, że jeszcze tyle czasu przed Tobą. Tyle wyzwań i niespełnonych marzeń czekających na swoją kolej. Pytanie czy się doczekają? Czy robisz coś, cokolwiek by zbliżać się do ich realizacji? O wiele łatwiej odpowiedzieć na te pytania pozytywnie, kiedy wiatr wieje w żagle, zbiorniki paliwa są pełne, a ty wyspany, najedzony i zaspokojony ze wszech stron. Wtedy chce się żyć i nawet małe sukcesy cieszą jak największe zwycięstwa!

Pytanie – jak nałapać tego szczęścia, jego nadwyżki, żeby w chwilach dołka sobie go użyć do poprawy nastroju? To jest sztuka, którą warto opanować i wykorzystywać w ciężkich czasach. Bo ciężkie czasy nadejdą szybciej niż myślisz. Na chwilę, na dłużej, byle nie na zawsze. I wtedy jakoś musisz przez nie przejść. I nie chodzi teraz, by w chwili szczęścia i euforii biczować się i wprowadzać w stan poczucia winy, tylko chodzi o to by na jak najdłużej zachować wspomnienia tego stanu, tak by wracać do tego kiedy jest naprawdę mroczno, zimno i do dupy.

Z kolei te złe chwile również mogą nieść w sobie coś co później wykorzystasz do zbudowania wiary i nadziei. Świadomość tego wszystkiego to już połowa sukcesu – a jak już jesteś za połową to już jest z górki. Nawet koty o tym wiedzą włączając swój mruczący motorek w chwilach szczęścia i przyjemności.

Kiedy są w dużym stresie – również go włączają, bo kojarzy im się ze spokojem i bezpieczeństwem, zatem chcą ten stan wywołać od drugiej strony – czyli wywracając kota ogonem…

Bądź jak kot. Kiedy ciebie los pałą przez łeb – ty go łbem przez pałę!

#1094 – jesteś beznadziejny

„Jesteś beznadziejny”

Czasem coś takiego usłyszysz. Albo wydaje ci się, że to usłyszysz, albo przeczytasz między wierszami. I wtedy robi się niemiło i przykro. Przynajmniej ja tak mam, kiedy coś takiego mnie spotyka. I wtedy mówię sobie STOP. Pora oddzielić odczucia od faktów i stereotypów przez, które mnie ktoś ocenia. Trzeba pomyśleć jak było i w jakich warunkach to się stało. I zanim powieszę sobie kamień u szyi i skoczę z mostu, chcę zrozumieć aspekty informacji, która do mnie dotarła.

I pomimo smutku i goryczy staram się znaleźć coś na pocieszenie. Krok po kroku. Detal po detalu. Wszak po pierwsze – ja mogłem się pomylić z interpretacją przekazu. Po drugie – ktoś mógł się pomylić w swojej ocenie. Po trzecie – co było a nie jest – nie pisze się w rejestr – czyli to co było wtopą wczoraj – dzisiaj może się okazać przyczynką do sukcesu.

Czasem jednak to prawda – mogłeś coś skaszanić, ale weź pod uwagę to, że chodzi o zachowanie i sytuację, a nie o ciebie. To, że zwaliłeś coś w jakimś konkretnym czasie, nie znaczy, że zawsze tak będzie. W kolejnym przypdaku być może (mamy taką nadzieję), poprawisz swoje zachowanie z uwzględnieniem wyciągniętych wniosków.

Jedna rzecz, która pozostanie to pamięć o tym co było, kary, konsekwencje i niesmak, który tak czy inaczej pozostanie. I musisz nauczyć się z tym żyć.

Ale będzie co opowiadać potomnym i będzie to przykład dla nich.

#1093 – cudowne lata

Dzisiaj chciała mnie najść refleksja, co najmniej w takim stylu:

Niektórzy mają marzenie by mieć stałe miejsce zamieszkania, stabilność, przewidywalność, zapewnieną opiekę medyczną, możliwość czytania książek, codziennych spacerów, rekreacyjnego uprawiania sportu, stałych pór posiłków i ciszy nocnej.

I wychodzi na to, że tak jest tylko w więzieniu, bo aby mieć to wszystko, to trzeba włożyć całkiem sporo wysiłku psychicznego, fizycznego a przede wszystkim emocjonalnego. A i tak to jeszcze nie wystarczy, bo trzeba mieć dużo szczęścia w życiu osobistym i zawodowym. Rynek zweryfikuje wszystkich, a tych których nie zweryfikuje, odwiedzi skarbówka, sanepid lub konkurencja, by wesprzeć lokalny biznes.

Uczciwą pracą ludzie się bogacą – tak jak pisano w literaturze, tak widać i słychać w programach wszelakich mediów opisujących działania warstw rządzących w kraju i na świecie. Aż miło popatrzeć i nie pozostaje nic innego jak cieszyć się faktem, w jakim dobrobycie przyszło nam rozkwitać. Kraina mlekiem i miodem płynąca, pełna dobrych niespodzianek, udogodnień i okazji nie do przegapienia.

I już miałem się tym negatywnym myślom poddać, kiedy nie wiadomo skąd dopadła mnie inna myśl:

Wyluzuj chłopie! Niestety nie jesteś pokoleniem Z i nie wypada ci jojczyć, mazgaić się i narzekać na wszystko. Świat jest taki, jakim go wspólnie z naszymi przodkami uformowaliśmy i pozwoliliśmy by zaraza rozpleniła się po społeczeństwie.

Niestety nie znam sposobu ni lekarstwa by uzdrowić system i mogę jedynie robić to co mogę, umiem i jeszcze jestem w stanie! A trochę tego jest! Czy na darmo kręcę się po tym świecie przez tyle lat, starając się rozwijać swoje zainteresowania, horyzonty i świaodmość , by teraz stać się jedynie marudzącym dziadem?

I wyluzowałem. Zrobię tyle ile mogę. Nie obrażę się na świat. Czy obrażę się na ludzi? Tutaj się waham. Pamiętam jak rodzice zawsze wpajali mi zasadę: Mądrzejszy głupszemu ustępuje. I tu nie wiem czy mieli rację? Czy ja czegoś nie rozumiem? Niby z koniem nie warto się kopać, ale zawsze znajdzie się na niego jakiś inny sposób, który zagwarantuje, że sprawiedliwośc będzie po naszej stronie, zatem zacząłem wątpić w tę starą i ważną zasadę.

Głupocie należy powiedzieć nie, ale wydaje się, ze należy zrobić to w bardziej zawoalowany sposób, pozorny i dający nadzieję, że wszystko toczy się zgodnie z jej pierwotnym planem. Pytanie, które tutaj się samo nasuwa to: czy jest to etyczne i uczciwe? Czy szczerość, otwartość i dobre intencje wystarczą by się przebić na powierzchnię aby zaczerpnąć łyk powietrza po długotrwałym nurkowaniu w szambie?

#1092 – balonik na wietrze

W życiu nas uczą by przeciwstawiać się wszelakim przeciwnościom. Trwać jak dąb, na straży przekonań, które nam ktoś wpoił i nie dać się ściągnąć na manowce innych pomysłów i wizji.

Czy to na pewno tak ma być? Czy ten ktoś kto nam to wpoił był nieomylny? A może jednak ktoś wcześniej dał się zmanipulować i w dobrej wierze przekazał nam coś nie do końca najlepszego? Może poza tym punktem widzenia jest jakiś inny, lepszy, bardziej pasujący do obecnej sytuacji?

Czasem trzeba jak balonik dać ponieść się powiewowi wiatru i wznieść na wyżyny, których wcześniej nie widzieliśmy?

Warto czytać i słuchać innych. Nie potrzeba się z nimi zgadzać w 100%, ale warto otworzyć oczy, uszy i inne zmysły, na to co nas otacza. Często nie widzimy czegoś, bo po prostu dotąd nie zwracaliśmy na to uwagi, nie wiedzieliśmy, że tak można, a tu cyk i okazuje się, ze jednak są jeszcze jakieś przeoczone szanse. Czasem wiemy coś i wracając do już znanych obszarów, okazuje się, że odkrywamy szczegóły, które mają ogromne przełożenie na naszą rzeczywistość i przyszłość. Są kluczami do niewidzialnych drzwi otwierających nowe możliwości w znanych sytuacjach i generujących niespotykane dotąd wrażenia, odczucia i radość z codziennych spraw.

Może trzeba na nowo odkrywać koło i wyważać otwarte drzwi? A może to nie jest to samo, bo tym razem dowiemy się czegoś więcej o sobie i o innych?

Czasem po tym wszystkim warto przemyśleć jeszcze raz swoje życie, wrócić do książki czy starego serialu, może dostrzeżemy coś co wcześniej nam umknęło, bo byliśmy skupieni na czymś innym? Może warto sięgnąć raz jeszcze do własnych zapisków sprzed lat by zrozumieć to co czułeś wtedy i co czujesz dziś?

#1091 – AI

Kolejny temat na odwrócenie uwagi od rzeczy istotnych – Sztuczna Inteligencja – AI.

Przez dziesiątki lat wisi nad nami widmo robotów i komputerów, które zawładną światem i docelowo zniszczą ludzkość. Mamy więc po pierwsze samospełniającą się przepowiednię, a po drugie, jak myślicie – co średnio inteligentny mózg zrobi, kiedy przeanalizuje działalność człowieka na tym świecie? Po prostu w pierwszej fazie wykorzysta swój potencjał do ochrony swoich twórców – więc ludzi wyższej kategorii, a później, jak już się sam zhakuje, dojdzie do wniosku, że wszyscy ludzie to takie samo badziewie i będzie dążył do ochrony świata czy nawet wszechświata przed działalnością tego szkodnika.

Tak więc – Czy automaty odbiorą nam miejsca pracy? Oczywiście, że nie wszystkie, ale jednak tak się stanie. Czy nas, jako gatunek, ograniczą? Na pewno – to tylko kwestia czasu. Pytanie jak długiego i jak się to jeszcze potoczy?

Nie wiem jak wy, ale mnie to strasznie ciekawi i jara. Pewnie tak jak Einsteina badania nad energią atomową… Narzędzie, które może załatwić wiele problemów, w tym jeden największy – ludzkość 😉 I póki co tylko człowiek może podjąć decyzję kto i kogo mordować i jak szerzyć strach. Niedługo szale na wadze mogą się przechylić i mózgi chorych p#$!ów oraz ich przeciwników zostaną wzbogacone o pomysły, które nie śniły się ni uczonym, ni filozofom.

Czego sobie i wam życzę!