#1070 – dało radę

Modły zostały wysluchane! Słońce znowu się odrodziło. Matka Ziemia może znowu zacząć cykl życia, a my mamy szansę doczekać kolejnej wiosny.

Świat się kręci. Przygotowania po raz kolejny zakończone sukcesem, a dzieci obdarowane. Można odpocząć i czekać na kolejne wydarzenia na świecie.

Pamiętacie zeszłe święta sprzed kilku kolejnych lat? O tej porze roku nikt nie spodziewał się pandemii, w zeszłym roku nikt nie spodziewał się wybuchu wojny we wschodniej Europie, a my nie spodziewaliśmy się kolejnych smutnych wieści w rodzinnym gronie.

Jest nadzieja, że będzie lepiej, jest też zagrożenie, że teraz jest lepiej. Nigdy niczego nie wiadomo do końca, zatem tym bardziej radujmy się tym co wypracowaliśmy, tym czym zostaliśmy obdarowani i tym co nas spotkało i spotyka każdego dnia.

Nic nie jest wieczne, nic nie jest stałe, nawet wtedy gdy każdy dzień podobny do siebie i oferuje głównie ciężką pracę i kolejne wyzwania. Wszak to jest życie i możliwość jego poznania. Jego i drugiej największej tajemnicy – samego siebie.

Poznawajmy więc siebie na nowo i poznawajmy tych, którymi się otaczamy, wszak zmieniamy się każdego dnia i jest co odkrywać! Jesteśmy odkrywcami i badaczami! Czy tego chcemy, czy nie.

#1069 – waga

Masz już jakieś marzenia. To dobrze. To pierwszy krok, kolejne są już po to by je spełniać.

Pytanie tylko czy marzenia są dobrze postawione? Co ze sobą niosą i co mają na celu? Nie zawsze poprawnie określamy i rozdzielamy te byty. Czy to co chcemy mieć jest naprawdę tym czego oczekujemy? Czy jest to jedynie most, który ma nas doprowadzić do jakiegoś stanu? Czasem oczywiście – tak jest łatwiej – materialnie określać poszczególne cele cząstkowe, ale musimy wiedzieć czemu służą i co ze sobą niesie cała droga, która w dużej części będzie wyboista i kręta. Czy to co robisz, robisz dla siebie? Czy dla innych? I czy jeśli to osiągniesz dla tych innych (prawdopodobnie ważnych dla ciebie) czy spowoduje to, że ich reakcja będzie dla ciebie wystarczającą nagrodą?

Zawsze jest jakaś waga zlokalizowana w zamkniętym (dla uproszczenia) układzie. Waga ta ma kilka, kilkanaście szalek, na której znajdują się wysiłki, cele cząstkowe oraz uzyskane efekty. Jeśli wszystko zrealizujesz, waga osiągnie równowagę, jednak układ do tego czasu się zmieni i będzie trzeba na nowo szacować to co ważne (waga!), to co konieczne i to co pomijalne.

Ty tworząc ten układ, masz jeszcze jedną możliwość – możesz zostać współkonstruktorem wagi, a także masz możliwość i obowiązek utrzymywać ją w dobrej kondycji – smarować trybiki, wymieniać niestabilne elementy i dbać o to by jej nie upuścić (jeśli np. jest szklana) co mogłoby spowodować zniszczenie całego misternego planu.

Siądź zatem, albow prost przeciwnie – idź na spacer. Porozmawiaj z najbliższymi i przede wszystkim ze sobą – co jest celem, co jest stanem osiągalnym i co spowoduje, że wasze szczęście będzie trwało tak długo jak będziecie chcieli? Co jest do zrobienia teraz? Co powinno poczekać, a czego trzeba się zwyczajnie pozbyć, bo nie powodowało zbędnej przeciwwagi dla codziennych obowiązków.

Nie wszystko musisz ze sobą nosić – ten ciężar (waga!) wszak nie jest zazwyczaj komfortowy. Jeśli nie możesz się go pozbyć, może warto kogoś poprosić o pomoc w niesieniu go lub oddać go na przechowanie? Wszak przechowlanie również mogą zgubić rzeczy…

Jest tylko jeden mały (haha taakkk, mały …) szkopuł. To, że czegoś nie masz przy sobie, albo czegoś nie widzisz, nie znaczy, że tego nie ma, czy nie ma wpływu na twoje życie. I o tym również mysimy pamiętać przy planowaniu i realizacji zadań – reguły to reguły, rzeczy niezmienne często niezmiennymi pozostaną, chyba że da się usunąć ich wpływ na nasz układ…

#1068 – jak głęboko?

Czasem jest źle. Mniej, bardziej, strasznie.

Cóż tak jak z bólem – z tym nie ma co dyskutować. Tylko trzeba coś z tym zrobić, żeby było lepiej. Najlepiej byłoby się ruszyć. Chodzi tylko o to, że nie zawsze jakikolwiek ruch będzie powodował poprawę. Jeśli nie jesteś na samym dnie, to kierunek, który obierzesz może spowodować poprawę lub pogorszenie sytuacji, a logika i praktyka pokazują, że zawsze droga w dół bywa łatwiejszym z wyborów. Pytanie też czy na dnie nie czeka coś dobrego? Może schodzisz ze szczytu i właśnie na dole jest schronisko? A może celem jest szczyt? Komuś kto patrzy z boku ciężko to ocenić niestety. Najgorsze jest to, że twoje spostrzeganie własnego położenia i należytego kierunku, również może być zaburzone czynnikami zewnętrznymi i wewnętrznymi. Tak wiele zmiennych i nieprzewidywalnych sytuacji powoduje dodatkowy stres i odbiera chęci do robienia czegokolwiek. Jedyna rzecz w tedy, która może cię uratować to pomoc z zewnątrz, jednak to również uzależnione jest od tego czy pomoc wie, że jej potrzebujesz….

Nic nie jest domyślne, jeśli sam nie wiesz dokąd zmierzasz, gdzie jesteś i czego oczekujesz, jak ktoś może ci pomóc?

W  życiu nie chodzi o to by walczyć każdego dnia. W życiu chodzi o to by przygotować się na spodziewane i niespodziewane przeciwności i móc traktować je jako przygodę. Uciekamy do świata fikcji, do książek filmów, gier. Jara nas to strasznie, wyobraźnia jest pobudzona, pragniemy czegoś więcej niż mamy i na co zasługujemy, ale tak naprawdę to jest miejsce do sprostania przyiemnym sprawom. Idąc dalej w las tym więcej drzew. Im więcej jest nagród i przyjemności, tym więcej energii kosztuje ich pozyskanie i tym więcej może trwać zbieranie się po ich zaprzestaniu.

Droga jest najważniejsza. I prawidłowo zaplanowane odpoczynki, tak by można naładować akumulatory i sprawdzić czy wykorzystujemy wszystkie szanse w odpowiedni sposób.

Powodzenia! Trzymam kciuki i wierzę, że wszystko będzie dobrze. Podobnie jak ślepy koń na Wielkiej Pardubickiej – nie widzę przeszkód, żeby miało pójść jak trzeba!

#1067 – mądre obowiązki

Ty jesteś odpowiedzialny za to co sobie weźmiesz na barki, plecy czy inne części ciała. Oczywiście naokoło znajdzie się wielu pomocników, którzy chętnie pomogą coś ci na grzbiet wrzucić, byś był odpowiednio dociążony, jednak koniec końców, jeśli jesteś dorosły, ty musisz zdecydować co i jak będziesz dźwigać.

Nasze możliwości są ograniczone. Raz jeśli chodzi o czas, dwa jeśli chodzi o naszą wytrzymałość i zdolności dźwigania i trzy jeśli chodzi o opcje wyboru obowiązków.

I z trzecim punktem musisz się liczyć najbardziej, gdyż nie chodzi o to by nabrać jak najwięcej i z tym wszystkim runąć na kolana, licząc na pomoc, która przyjdzie z tłumu albo od wszechmogącego (a patrząc na wydarzenia z ostatnich 2000 lat, to w takim momenciena tę ostatnią nie ma co liczyć). Musisz mieć takie obowiązki (a przynajmniej ich część) by po ich wykonaniu było ci lżej i byś lepiej się czuł. Zarówno ze sobą, ze swoim życiem i swoimi wyborami. Obowiązki bowiem mają tę zaletę, że potrafią zobligować do działania nawet wtedy kiedy ci się zwyjczajnie nie chce. I wtedy, kiedy zepniesz się by je wykonać, poczujesz przypływ energii i zwyczajną, ludzką radość i satysfakcję.

I takie obowiązki, pomimo tego, a może przede wszystkim, że są obowiązkami, należy cenić bo dzięki nim można znaleźć siłę i docenić każdy dzień.

Nawet jeśli brodzisz w breji i nie zanosi się, że będzie łatwiej.

#1066 – marazm

Czasem się nie chce. Czasem nie wiadomo czy to ma sens. To co robisz. To o czym myślisz. To czego wydaje ci się, że oczekuje od Ciebie świat.

Czy w ogóle warto coś robić? Kogo to w ogóle obchodzi? Masz zapłacić haracze, podatki i opłaty i możesz zrobić dodatkowo to co będzie akurat oczekiwane do wykonania. A później możesz po sobie sprzątnąć i przygotować się do kolejnego fascynującego dnia. O ile do niego doczekasz.

Możesz wszak wszystko, czego tyko zapragniesz. Wystarczy, że będziesz tak zasuwać jak nikt i jak ci się przy tym nic nie urwie. I zdołasz dowieźć to co ma być dowiezione. ASAPEM.

Czy to wina świata? Czy to twoja wina? Czy jest to w ogóle wina? Czy tylko ja mam wrażenie, że to bez sensu? Cały świat stoi otworem a ja tkwię tu i czekam nie wiadomo na co. Nie wiem co ma być żeby było dobrze. Nie wiem na czym się skupić by osiągnąć efekt, gdyż nie wiem jaki efekt ma być.

Szkoda nawet o tym gadać. Tyle się dzieje i nawet nie wiadomo jak sobie pomóc. kolejne pół roku trzeba się po prostu sprężyć. A później okaże się, że kolejne pół i kolejne pół.

Oby.

#1065 – kolejne okrążenie

Kolejne okrążenie dookoła Słońca. Kolejne skrócenie dnia na rzecz nocy dobiega końca. Kolejna zima zaraz się rozpocznie. Wszystko niby takie samo, a takie inne niż rok temu. Niektórych już nie ma wśród nas. My jesteśmy starsi o rok. Mądrzejsi? Chciałoby się aby tak było, ale nie jestem pewien, że można tak twierdzić. Czy posunęliśmy się w kierunku marzeń i celów? Czy sytuacja została opanowana? Czy chaos i bałagan zostały ujarzmione?

Chciałoby się czegoś, co jest nieznane, ale jednocześnie nie wzbudza niepokoju, strachu, bólu i wątpliwości zasadności. To jest paradoks życia. To co powoduje, że się rozwijasz zazwyczaj wymaga wysiłku, a wysiek ciągnie za sobą konieczność wejścia na wyższe obroty, zaciągnięcia długu energetycznego, zmęczenia, odrobiny stresu, niepewności i strachu związanego z celowością działań. Spokój i adaptacja dają nam złudne wrażenie, ze jest dobrze. Czasem jest to wystarczające, ale czasem, szczególnie w życiu zawodowym wiąże się to z tym, że ktoś nas obejdzie na gazomierzu i wyeliminuje z dalszej gry, szczególnie wtedy kiedy się zorientujemy, że coś nie gra.

Dlatego oprócz czujności musisz zachować wyrachowane wrażenie apatii na poziomie nie wzbudzającym podejrzeń. Jeśli bowiem jesteś zbyt spokojny sugeruje żeś już nieprzydatny, jeśli zbyt pobudzon jesteś, powodować może strach przed twą destabilizacją grożącą wybuchem, a obiekt taki musi być zneutralizowany zawczasu.

Jak działać? Jak żyć? Jak zachować chęci do zangażowania? Jak zachować spokój i ograniać cały ten bałagan dookoła?

A może oczekujesz za dużo i to co masz jest wystarczające? I trzeba się tym cieszyć tu i teraz? Wszystko jest dostępne na wyciągnięcie ręki. Ciężko w jednym czasie złapać trzy sroki za ogon, ale można je zwabić używając świecidełek.

A Ziemia i tak ma to w dalekim poważaniu, po prostu kręci się i obraca dalej…

#1064 – nerwy

Czasem nerwy chcą puścić. Bo świat jest jaki jest. Bo historia kołem się toczy. Bo ludzie są nieodpowiedzialni, a głupota ludzka woła o pomstę do nieba. Bo ci co nami rządzą, robią sobie po prostu jaja w żywe oczy. I chodzi tu o wszystkie poziomy zarządzania. Np. to co się dzieje w aferze łapówkarskiej na szczeblach parlamentu europejskiego, organizacji pozarządowych, fundacji, kalamacji i innych nacji. Po prostu wszędzie. Jeśli chcesz być kimś, i mieć wpływ, masz dwa wyjścia: albo zdobywasz charyzmę przez swoją eksperckość i zarażanie innych entuzjazmem i wolą szerzenia tego w co wierzysz, albo brniesz w bagno i raportujesz w górę, jak to jest zajebiście, a w dół, jak to jest zajebiście. Musisz także (w tym drugim przypadku) traktować ludzi jak głupków, pomimo, że są mądrymi ludźmi. No w sumie jeśli tkwią w tym bagnie to może aż tacy mądrzy nie są? A kasa się ukręci, bo machina miele trybami niezależnie czy są naoliwione czy nie. Te tryby, które się ukręcą są często wzmacniane nadmiarowymi kółkami w równoleglych płaszczyznach. A te tryby, które są „niezastąpialne”, zostaną zastąpione trocinami. I będzie się to kręcić do następnego przeglądu. A tym co są najwyżej, kasa się zawsze będzie zgadzać, czemuż by nie miała? Przecież to nie ich wina, że koniunktura taka jaka jest…

#1063 – Kontrasty

Wszędzie są kontrasty. Czerń i biel. Tak często nam się o tym mówi, od dziecka. Dobro i zło. Bandyci i policjanci. Bóg i Szatan. My i Oni. Wieczna miłość i nienawiść. I my jak te kormorany to łykamy, wierząc, że tak jest.

Aż tu nagle dorastamy i przychodzi pora by zderzyć się z rzeczywistością, ukazującą, że wszystko jest w odcieniach szarości. I ta szarość czasem jest bielsza, a czasem przypomina czarną dziurę. I jak to zwykle bywa, im się bardziej czemuś przyglądamy i drążymy, to widać, że struktura, faktura i zależności rządzące daną sprawą wychodzą daleko poza model, który mieliśmy zbudowany w głowie. Uproszczenia często ratują nam życie, często pozwalają utrzymać założony kierunek, ale im bardziej chcemy być bliżsi prawdy, tym częściej okazuje się, że prawda, w którą wierzyliśmy to jedynie pochodna prawdy prawdziwej. Największym błędem fanatyków jest to, że nie chcą tego dostrzec i sami naginają fakty, przekazy, dogmaty, stygmaty i plakaty, by te wątpliwości gasić w zarodku i powodować by średniowiecze trwało wiecznie.

Pytać, szukać, kwestionować, rozwiercać, drążyć sprawdzać – wszystko to jest rzeczą ludzką, ale pamiętaj też, że to wszystko jest pracochłonne, czasochłonne i w rezultacie męczące. Czasem zatem nie warto wchodzić aż w takie szczegóły, gdyż nadmiar informacji może spowodować jedynie przeciążenie, przygnębienie, frustrację i poczucie bycia oszukanym przez Życie.

A my po prostu za mało wiemy o świecie, który nas otacza, a co gorsza nie wystarczy nam życia by temat zdrążyć do sedna. Straszne i piękne zarazem, gdyż ile lat byśmy nie żyli na tym świecie, ciągle możemy czuć się jak dzieci, zaskakiwani czymś nowym i nieznanym, pomimo tego, że w zasadzie wszystko jest takie samo. Mała zmiana może być wielką zmianą, a z kolei ta wielka – może być jedynie potwierdzeniem pewnych teorii kreowanych od lat lub co śmieszniejsze, ich zaprzeczeniem.

Czasem jest szaro, ba, często jest szaro, szczególnie przez jesienno-zimowe pół roku na tej szerokości geograficznej, ale każdego dnia można natrafić na coś co pozwoli ci pomyśleć o tym, na czym tak naprawdę ci zależy i po co to w ogóle robisz? Bezpośrednio, pośrednio, w ogóle? Czy to ma jakieś znaczenie? Dla Ciebie? Dla kogokolwiek? Czy świat na tym zyska? Czy będzie lepszym miejscem?

Oddychaj! Nie jesteś sam.

#1062 – świat na trzeźwo

Świat na trzeźwo. Dla jednych norma. Dla innych marzenie. Dla jeszcze innych coś, co jest nie do przyjęcia, pomimo tego, że z każdym dniem, z każdym wypitym łykiem zbliżają się do kolejnej katastrofy. Znajdując się na takiej równi pochyłej, coraz trudniej się zatrzymać, a przecież ciągle dostajesz sygnały, że to co się z tobą dzieje jest złe i doprowadzi do kolejnej wtopy.

Zdrowie, praca, rodzina, znajomi. Zewsząd możesz czerpać informację zwrotną. Jeśli zachęcają cię do dalszego picia, chętnie skorzystasz. Jeśli coś cię z kolei od tego, dobrego picia ma odsunąć, cóż, nikt nigdy nie zrozumie, że ty przecież musisz się napić. To ważniejsze niż praca, niż miłość, niż przyjaźń, niż dzieci.

To przecież nic wielkiego. Tylko po to by normalnie myśleć. By funkcjonować. By poczuć, że w końcu żyjesz. Bo picie to życie, bez niego nic nie jest już takie jak było kiedyś. Zresztą jakie to ma znaczenie, skoro innego życia już nie pamiętasz? Jak to jest na trzeźwo cieszyć się szarym, burym i przyziemnym kołowrotem?

Wszystko jest pod górkę, wszyscy są przeciwko tobie, czepiają się bez powodu, a przecież sam wiesz najlepiej co jest dla ciebie dobre. Musisz być jak człowiek z ruchu oporu, kryć się przed żandarmami uniemożliwiającymi ci normalne i godne życie. Brniesz w to dalej, jest coraz gorzej, wszystko zaczyna się wymykać spod kontroli, ale dajesz radę. Dobrze jak cię kochają i dają ci w spokoju, pospać trochę, żeby doczekać do następnego upojenia. Zresztą nie jest aż tak źle. Kontrolujesz wszystko. Masz wszystko w garści. Jest dobrze i będzie lepiej. Chyba, że będzie gorzej, ale przecież to nie jest twoja wina. Wszyscy się czepiają ciebie. Czegoś chcą, atakują, są niesprawiedliwi.

A ty tak się poświęcasz i jesteś wszystkim zmęczony. Aż się te ciule w robocie czepią. Raz, drugi, piąty. A co tu się dzieje wielkiego? Przecież robisz co trzeba. Ba wiesz lepiej jak to ma wszystko być. Musisz myśleć o sobie, żeby później myśleć o innych. A oni tacy niewdzięczni. Nie znają się i nie wiedzą jak ci ciężko.

Jedni mają tak, inni inaczej. Może być tak, że zostaniesz sam, bez pracy, perspektyw, bez chęci do życia innego niż picie. I będzisz zgorzkniały, spalisz mosty, zapijesz żal, smutek wypełnisz trucizną. Spotkasz sobie podobnych, równie biednych i pokrzywdzonych jak ty. Pojawią się kolejni. Z czasem będą się zmieniać, bo ciężkie życie czasem się kończy.

Jeśli nie przestaniesz, ty również znikniesz. Albo zostaniesz bezdomny i znajdą cię zamarzniętego na ławce. Albo umrzesz na raka w szpitalu, albo znajdą cię w domu jak pęknie ci tętniak w przełyku. Albo umrzesz na zawał serca lub mózgu. Wybór należy do ciebie.

To, że wszyscy cię opuścili, to nie to, że im na tobie nie zależało. To znaczy jedynie tyle, że ty miałeś to w dupie i to ty zjebałeś to wszstko. Zatem nie miej żalu do nikogo.

Możesz jeszcze to zmienić i przeżyć godnie to co ci zostało. A może nie możesz. Możesz się napić jeszcze raz. I tak kiedys będzie ten ostatni raz. Czy będziesz wiedział, że to ostatni pociąg alkoholika?

Warto?

Opłaciło się?

Czy ty w ogóle jesteś wstanie ogarnąć?

Czy ktoś może do ciebie dotrzeć?

#1061 – Życie jest jakie jest

Cóż patrząc na wszystko co się dzieje, można powiedzieć, że życie czasem jest sprawiedliwe i konsekwentne, a czasem wprost przeciwnie. Jedni wygrywają na loterii tworzenia i narodzin zdrowie, majątek, miłość, a inni choroby, biedę, ignorancję i nietolerancję.

Pytanie jakie nasuwa się często – to czy ktoś potrafi powiedzieć co jest normalne? Co jest naturalne? Czy natura sama w sobie jest naturalna, czy to człowiek dzięki swoim umiejętnościom może próbować ten proces zmieniać? Co nadaje nam prawo do ingerencji w nasze ciała i umysły? Czy naturalnym jest ciągła manipulacja i szczucie na siebie wzajemnie różnych grup społecznych? Czy normalne jest to, że pozwalamy truć się jdnymi substancjami, a inne, choć mogłyby pomóc są zakazane? Sztucznie regulujemy popyt i podaż prowadząc wojny i kreując regulacyjnie co komu można a czego nie.

Fakt jest faktem, nie każdy jest mądry, nie każdy jest inteligentny i demokracja w dłuższej perspektywie pozbawi nas zarówno wybitnych, jak i najsłabszych jednostek, ale łudząc się, że najtwardsi będą mieli czyste intencje i poprowadzą nas ku dobremu, możemy również zabrnąć w ślepe ulice, jak pokazała niejdnokrotnie i historia, i czasy obecne .

Jako dzieci jesteśmy otwartą księgą, wyposażoną w wiele rozdziałów, ale mnóstwo z nich, a także wiele przypisów i odnośników jest tworzonych na bieżąco w trakcie naszej nauki. A uczymy się z tego co nas otacza. Na początku jesteśmy dobrzy i otwarci, a później stajemy się zgorzkniali i wyzbyci empatii.

Dbajmy o siebie nawzajem i o nowe pokolenia, bo tylko to ma tak naprawdę sens.