Świat na trzeźwo. Dla jednych norma. Dla innych marzenie. Dla jeszcze innych coś, co jest nie do przyjęcia, pomimo tego, że z każdym dniem, z każdym wypitym łykiem zbliżają się do kolejnej katastrofy. Znajdując się na takiej równi pochyłej, coraz trudniej się zatrzymać, a przecież ciągle dostajesz sygnały, że to co się z tobą dzieje jest złe i doprowadzi do kolejnej wtopy.
Zdrowie, praca, rodzina, znajomi. Zewsząd możesz czerpać informację zwrotną. Jeśli zachęcają cię do dalszego picia, chętnie skorzystasz. Jeśli coś cię z kolei od tego, dobrego picia ma odsunąć, cóż, nikt nigdy nie zrozumie, że ty przecież musisz się napić. To ważniejsze niż praca, niż miłość, niż przyjaźń, niż dzieci.
To przecież nic wielkiego. Tylko po to by normalnie myśleć. By funkcjonować. By poczuć, że w końcu żyjesz. Bo picie to życie, bez niego nic nie jest już takie jak było kiedyś. Zresztą jakie to ma znaczenie, skoro innego życia już nie pamiętasz? Jak to jest na trzeźwo cieszyć się szarym, burym i przyziemnym kołowrotem?
Wszystko jest pod górkę, wszyscy są przeciwko tobie, czepiają się bez powodu, a przecież sam wiesz najlepiej co jest dla ciebie dobre. Musisz być jak człowiek z ruchu oporu, kryć się przed żandarmami uniemożliwiającymi ci normalne i godne życie. Brniesz w to dalej, jest coraz gorzej, wszystko zaczyna się wymykać spod kontroli, ale dajesz radę. Dobrze jak cię kochają i dają ci w spokoju, pospać trochę, żeby doczekać do następnego upojenia. Zresztą nie jest aż tak źle. Kontrolujesz wszystko. Masz wszystko w garści. Jest dobrze i będzie lepiej. Chyba, że będzie gorzej, ale przecież to nie jest twoja wina. Wszyscy się czepiają ciebie. Czegoś chcą, atakują, są niesprawiedliwi.
A ty tak się poświęcasz i jesteś wszystkim zmęczony. Aż się te ciule w robocie czepią. Raz, drugi, piąty. A co tu się dzieje wielkiego? Przecież robisz co trzeba. Ba wiesz lepiej jak to ma wszystko być. Musisz myśleć o sobie, żeby później myśleć o innych. A oni tacy niewdzięczni. Nie znają się i nie wiedzą jak ci ciężko.
Jedni mają tak, inni inaczej. Może być tak, że zostaniesz sam, bez pracy, perspektyw, bez chęci do życia innego niż picie. I będzisz zgorzkniały, spalisz mosty, zapijesz żal, smutek wypełnisz trucizną. Spotkasz sobie podobnych, równie biednych i pokrzywdzonych jak ty. Pojawią się kolejni. Z czasem będą się zmieniać, bo ciężkie życie czasem się kończy.
Jeśli nie przestaniesz, ty również znikniesz. Albo zostaniesz bezdomny i znajdą cię zamarzniętego na ławce. Albo umrzesz na raka w szpitalu, albo znajdą cię w domu jak pęknie ci tętniak w przełyku. Albo umrzesz na zawał serca lub mózgu. Wybór należy do ciebie.
To, że wszyscy cię opuścili, to nie to, że im na tobie nie zależało. To znaczy jedynie tyle, że ty miałeś to w dupie i to ty zjebałeś to wszstko. Zatem nie miej żalu do nikogo.
Możesz jeszcze to zmienić i przeżyć godnie to co ci zostało. A może nie możesz. Możesz się napić jeszcze raz. I tak kiedys będzie ten ostatni raz. Czy będziesz wiedział, że to ostatni pociąg alkoholika?
Warto?
Opłaciło się?
Czy ty w ogóle jesteś wstanie ogarnąć?
Czy ktoś może do ciebie dotrzeć?