#799 – zanim zaczniesz …

Zanim zaczniesz cokolwiek robić powinieneś to przemyśleć i mieć plan.

Tak. Często to czytałem i często o tym myślałem. I bardzo często się łapię, że tego planu nie mam w wielu płaszczyznach, w których być może by się przydał. Ale czy brak planu, mapy, czy znajomości kierunków musi oznaczać, że nie możesz dojść do czegoś lepszego niż masz obecnie? Czy nie gorsze jest tkwienie w miejscu z nadzieją, że nagle się coś zmieni?

Cóż – jak zwykle odpowiedź jest jedna – to zależy…. Bo wszystko jest tak złożoną łamigłówką, że nie sposób określić jej złożoność, a nawet gdy okaże się, że już masz jakieś przybliżenie, to po chwili wszystko może się zmienić, na lepsze czy gorsze, wszystko zależy od punktu widzenia i odniesienia. Zatem, jeśli nie masz planu na wszystko, staraj się zrobić ten jeden jedyny mały krok, który czasem może być bardzo kluczowy dla całej sprawy. A w im czarniejszym miejscu swojego ja jesteś, tym będzie trudniejszy. Wtedy skok z gazety na podłogę może wydawać się krokiem w przepaść.

Zanim zaczniesz wątpić w siebie, po prostu pomyśl, jak wspaniałe jest to co możesz czuć właśnie teraz – powietrze, ciepło, chłód, wiatr, wodę, gorąco, może nawet ból. To wszystko jest tylko przetworzonym impulsem w twoim mózgu i wcześniej czy później minie – niezależnie od tego czy jest to uczucie spokoju, niepokoju, paniki czy radości. Minie.

Zanim zaczniesz pragnąć więcej, rozkoszuj się tym co masz teraz. Nie wiesz bowiem czy nie będzie gorzej – jednak strach nie może cię powstrzymać od zrobienia tego jednego kroku, jednego wysiłku by pójść do przodu.

Zanim zaczniesz żałować tego co zrobiłeś, podziękuj za lekcję. Wybory, które podejmujemy są czasem niewytłumaczalne i być może drugi raz tak by się wszystko nie potoczyło, ale może cały świat na tych wyborach zyskał? A że Ty straciłeś – teraz tak, a co będzie, czas pokaże?

Zanim zaczniesz wątpić w sens – zaakceptuj swoją cudowną małość w skali wszechświata i swoją wielkość we własnym mikroświecie. Większość rzeczy jest niezbadana, a ilość opinii dookoła rzeczywistości przerażająca, zatem możesz spokojnie mieć swoje zdanie, choć niekoniecznie musisz się nim dzielić ze wszystkimi. Bo z niektórymi po prostu nie warto.

Trzymaj głowę nisko, z pokorą, lecz patrz wysoko – ku mądrości. Im bliżej jej będziesz tym będzie trudniej zrozumieć wszystkich z osobna. A jeszcze więcej swoich słabości będziesz mógł dostrzec i z nimi żyć. I to jest właśnie wyzwanie. A my przecież lubimy wyzwania…. Więc spokojnie możesz się do siebie uśmiechnąć.

#798 – rozumienie

Już pewnie to wiesz. Pewność jest niczym. Nie możesz zakładać, że będziesz w stanie zrobić coś kiedyś, bo mogą nastąpić takie okoliczności, które skutecznie będą ci przeszkadzać w realizacji twoich pierwotnych celów. Twoja siła zatem tkwi w tym, że możesz się dostosować do zaistniałej sytuacji i wykorzystać to co przyniesie Ci los. Oczywiście musisz działać w zgodzie ze sobą i z akceptacją swoich wyborów. Najtrudniejsze jest zazwyczaj to, że pierwotne cele mogą nie zostać zrealizowane w zamierzonym czasie, ba może stać się tak, że nie zostaną zrealizowane nigdy, przynajmniej przez Ciebie.

Pamiętaj!!! Jesteś człowiekiem i masz niebywałą okazję żyć tak jak żyjesz i masz wpływ na wiele rzeczy! Na jeszcze więcej nie masz wpływu, ale jak mówią esencjonaliści i tak większość tego co nas otacza i co robimy jest nieistotna, więc skup się na tym co najważniejsze i skrupulatnie wybieraj co to ma być. Życie nie jest ani białe ani czarne, ani tak jak twierdzą niektórzy – szare. Życie, to jakie odbieramy, jest analaogowe i na pewno jest kolorowe, ba obraz to nie wszystko – jest o wiele więcej płaszczyzn, osi, możliwości przekształceń, obrotów, ruchów i bezruchu, niż nam się wszystkim przyśniło. Ciesz się tym gdzie jesteś i sięgnij wgłąb siebie by dostrzec ten dar, którym jesteś i który możesz ciągle rozwijać. Nie wiesz ile czasu Ci zostało, ale pamiętaj, że po pierwsze, czas jest względny i w każdej minucie i dla każdego płynie inaczej, a po drugie nie wiadomo co to w ogóle jest czas i czym tak do końca jesteśmy. Być może jedynie rzutem jakiegoś innego wszechświata na naszą trójwymiarową rzeczywistośc, albo jedynie cieniem i pozostałością zakłóceń pól magnetycznych i fal z przeszłości. A może jedynie czyimś chorym snem lub co gorsza marzeniem.

#797 – gry plan

Przeciągnął się przed oknem, patrząc na rozległy widnokrąg równiny pokrytej z rzadka pojawiającymi się drzewami i krzewami.

Nie miał wątpliwości, że nagroda będzie wielka, a odpowiednie osoby zadowolone. Nie minęło przecież więcej niż trzy lata gdy jego plan rozwijał się pomału w jego głowie, a już zaczęła się spełniać jego wizja. Zmiana mentalności ludzi już się zaczęła dziać i to w wykładniczym tempie! Nie minęło pół roku od rozpoczęcia wdrożenia a już większa część świata i ludzi zaczęła żyć w strachu i panice przed czymś co zostało wykreowane głównie w ich głowach i wirtualnym świecie. A wszystko pod przykrywką dbania o zdrowie(?), ochrony życia i spełnianiu heroicznego obowiązku dbania o innych. A wszystko w rękawiczkach, niekoniecznie białych, ale rękawiczkach.

Kraje, jeden po drugim zaczęły wdrażać model wirtualizacji i ograniczania normalnego życia, a ludzie stali się dla siebie bezwzględni, obcy i zawistni. Każdy był gotów odstrzelić każdego, kto śmie mieć więcej wolności niż inni. Ludzie zamiast chronić potrzebujących i faktycznie zagrożonych, zamknęli się w swoich domowych kokonach, aby zapaść w mentalny letarg i oddać się daleko idącej wirtualizacji i odizolowaniu od otaczającego świata. Oczywiście nie ze wszystkimi szło od razu dobrze, trzeba było odpowiedniej manipulacji, strachu, jeszcze więcej strachu i kar. Reszta to tylko kwestia czasu i cierpliwości. Po czterech miesiącach, najsłabsze psychicznie jednostki zaczęły świrować, media, odpowiednio sterowane, znakomicie odnajdywały odpowiedni kąt do naświetlania i prezentowania danych, wyników i sondaży, aby sytuacja szła dalej w odpowiednią stronę….

Cóż, może było mu i trochę przykro, ale z drugiej strony, tyle zła było wcześniej na świecie i nikt się jakoś tym nie przejmował, zatem jest szansa, ze Ci co byli źli, również zostaną ukarani.

A tymczasem, z Indii widać już Himalaje, więc może nie ma potrzeby gonienia gdzieś po coś, w bliżej nieokreślonym celu? Może wystarczy siedzenie na dupie, spożywanie zdrowych i złych kalorii, przetwarzanie tlenu na dwutlenek węgla dla roślin i słuchanie szumu informacyjnego wychodzącego z każdego możliwego urządzenia?

Cóż, to nie jego problem. Zawołał psa, nałożył buty i wyszedł pobiegać, po równinie, do lasu, do miejsca, gdzie może odnaleźć siebie, swój spokój i gdzie pojawiają się jego świetne pomysły. Pomału trzeba się przecież przygotowywać do fazy drugiej…

#796 – nierealność

W końcu dotarła do mnie nierealność rzeczywistości. To co było normalne stało się niedostępne. To co było nie do pomyślenia okazuje się nowym standardem. Typowy pierwszy syndrom zmiany – bunt, zaprzeczenie i wyparcie. No nic. Pora było się z tym przespać i przemyśleć. I tak patrząc wstecz w osobistą historię, okazuje się, że to nie pierwszy już raz dostaję od życia taki dar nagłej i nie do końca oczekiwanej, czy chcianej modyfikacji planów. Pora się z tym po prostu zmierzyć, zminimalizować negatywne skutki i odszukać możliwości, bo jest ich więcej niż można się spodziewać. Ci którzy to dostrzegą i wykorzytsają zyskają na tym, niekoniecznie materialnie, ale mogą dostać wiele nowych bodźców i przeżyć, na pewno doświadczenia, wiedzy, zweryfikować czarne scenariusze, kryzysowe procedury i sprawdzić czy mogą osiągnąć własny spokój.

Cieszę się, że doczekałem takich czasów, bo widać, że nie wszystkiego można nauczyć się z książek, ze szkoły czy z opowieści innych. Pewne rzeczy trzeba odczuć na własnej skórze, choć niekoniecznie będzie to przyjemne w każdym aspekcie.

Ciągle żyję i mam się całkiem nieźle! Tego należy się trzymać i wspierać tych, którzy tego potrzebują.

#795 – otwarty umysł

Mały miś zamyślił się i przypomniał sobie słowa, które rano powiedział mu Krzyś:

Trudno jest zachować otwarty umysł. To jest fakt i pomimo zaprzeczeń a nawet potwierdzeń wielu stron, nie sposób nie zgodzić się z tą tezą. Mówiąc coś, pokazując, prezentując, jak muchy przy przy owocach, pojawią się zaraz krytycy, pseudoznawcy i zwolennicy własnych idei.

Próba głębszego zrozumienia cudzych intencji jest niepojęta, pomimo wydawałoby się powszechnego dostępu do edukacji i chęci prezentowania siebie jako ludzi otwartych mądrość i jedynie pozorną inność. W większości przypadków wychodzi jak zwykle chęć nagięcia interpretacji do własnego światopoglądu i hibernacji możliwych zmian jako zagrażających spokojowi i niezmienności egzystencjonalnej. Pragnienie narzucenia własnej wizji rośnie proporcjonalnie do kwadratu braku wiedzy praktycznej, teoretycznej czy choćby chęci nawiązania daleko idących prób zrozumienia kontekstu mającego często duży udział przy możliwej analizie poszczególnych pojawiających się przypadków.

– Tak – mruknął do siebie Miś – Jednak coś w tym jest! I sięgnął znowu do baryłki z miodkiem. – Szkoda zdrowia marnować i kopać się z koniem. Lepiej zająć się czymś pożytecznym, co może posłużyć innym.

#794 – Niebywałe szczęście

Podszedł pomału do szafki. Wziął z niej swojego solidnego, wiernego laptopa i ruszył w stronę kanapy. Usiadł i włączył sprzęt. Z kuchni przyniósł kubek z gorącą i pachnąca kawą. Uśmiechnął się do siebie i zalogował do swojego portalu. Zaczął pisać kolejny artykuł w swoim blogu. Uderzał w klawisze a myśli pojawiając się szybko i bezwiednie zamieniały się w słowa, zdania i akapity. Poczuł błogość i spokój, bo wiedział, że w zaistaniłej sytuacji to jest najlepsze co może zrobić dla swojej wewnętrznej egzystencji …

Już drugi tydzień formalno nieformalnej kwarantanny. Zaraza szaleje, gdzieś tam na zewnątrz. Otwarte są jedynie sklepy spożywcze i inne świadczące niezbędne artykuły – chemia, budownictwo. Część zakładów przemysłowych działa, część pomału jest zamykana. Zakłady kosmetyczne, fryzjerskie zostały również zamknięte. Szkoły, przedszkola i urzędy pracują zdalnie, a raczej usiłują – powiedzmy to uczciwie – nie są do tego przygotowane, ani nauczyciele, ani uczniowie ani system… Przychodnie działają głównie zdalnie, jest ogólny zakaz poruszania się powyżej dwóch osób, (nie dotyczy to rodzin) i nie wolno wychodzic w celach innych niż główne potrzeby życiowe.

Panie to wszystko jebnie! Pomału panika zaczęła opadać, ale jak to bywa, niebawem przetrawi się w głowach ludzi i zacznie znowu wzrastać, tym bardziej, że media świetnie ją karmią. Izolacja pomaga budować otępienie i dezinformację, da się to robić przez jakiś czas, ale później bunt wybuchnie ze zdwojoną siłą? Dlaczego tak się dzieje? Co i za co nas pokarało i jak z tego wyjdziemy?

Ano wyjdzie nam to wszytsko bokiem, jak zawsze. Zyskają najsilniejsi – Ci którzy mają środki by ten ciężki stan przetrwać. Marazm i zwolnienie gospodarki ma tylko za zadanie przenieśc ten ciężar w inne miejsca ludzkości. Jedni na tym zarobią i się wzmocnią inni upadną i stracą wszytko. Oczywiście media pokaża to co trzeba pokazać, żeby było dobrze.

Każdą historię można zaprezentować z takiego punktu i w takim kierunku, aby można było dostrzec odpowiednie fragmenty w korzystnej perspektywie, tak by odbiorca mógł wyrobić sobie preferowaną przez nas opinię i zrozumiał to co powinien. Kwestia tego kto przygotowuje materiał, jakie ma poparcie i siłę przebicia.

Pisał dalej i dalej – liczba wierszy wzrastała a artykuł przybierał coraz bardziej atakującą formę. Zatrzymał się na chwilę i przeczytał wszystko jeszcze dwa razy. Pomyślał o tym, że to przecież i tak nie ma dla niego żadnego znaczenia, a to co ma jest najpiękniejsze na świecie niezależnie od tego co każą mu pisać. Skasował wszystko. Wyłączył komputerek i poszedł przytulić się do swojej ukochanej, która jeszcze smacznie spała w sypialni.

Teraz dopiero poczuł niebywałe szczęście.

#793 – Syrena rozd. 5 – najdłuższa podróż

Historie z tego okresu pojawiają się w mojej głowie jedna po drugiej. Zatem spieszę podzielić się z wami kolejną!

Lata mijały. Mieliśmy już kolejną Syrenę, tym razem 104, z silnikiem od Dacia 1.4 i drzwiami otwieranymi do przodu, po prostu mega bryka!!! Prawie o zakusach sportowych, jak na tamte czasy i nasze dotychczasowe doświadczenia! I mówię to zupełnie poważnie. Zatem mieliśmy już dwie w naszej stajni. Ale czas nieubłagalnie mijał jak szalony i w końcu nasza pierwsza, płomienna Syrena zaczęła bardzo niedomagać. Tak bardzo, że już nie było co naprawiać. Takie rzeczy jak wymiana sprzęgła, wymiana uszczelki pod głowicą, wymiana pierścieni tłokowych, pękające w zimie elementy (np. z powodu nie spuszczonej wody z chłodnicy) czy ekstremalnie – otwarta maska w czasie jazdy wybijająca przednią szybę (oczywiście w zimie), nie były nam straszne. Wszystko naprawialiśmy sami na parkingu, a czego się nie dało oryginalnie naprawić, zastępowaliśmy innymi rozwiązaniami, np. skoble i kłódki w drzwiach zamiast zamków.

Ale ogólne zmęczenie materiałów i zeżarcie przez rdzę, uniemożliwiły zrobienie czegokolwiek więcej. Czas płomieni dobiegł końca.

Uruchomiliśmy nasze mózgi, prześwietliliśmy nasze możliwości i znaleźliśmy rozwiązanie. Mój stryjek miał w stodole Syrenę 105! Prawdopodobnie na chodzie i do tego niepotrzebną, w odległości jedynie 110km od Lublina!

Wyruszyliśmy zatem z moim przyjacielem naszą Szarą 104 w pewien piękny, słoneczny, letni poranek z nadzieją że za 4h będziemy z powrotem w domu z kolejną maszyną! Droga na wieś przebiegała całkiem sprawnie, mieliśmy spisaną na kartce marszrutę i mapę (przypominam, że to były czasu sprzed telefonii komórkowej, smartfonów i ogólnie dostępnego Internetu). Zajechaliśmy i od razu rozpoczęliśmy przygotowania nowej maszyny do jazdy z powrotem do domu. Napompowaliśmy koła i spróbowaliśmy ją odpalić – prawie się udało, bo jeden z trzech cylindrów nie pracował poprawnie, zatem moc pojazdu była znacznie ograniczona, ale nie sprawiło to, że chcieliśmy zmieniać zdanie!

Ruszyliśmy na dwa auta, ja w 104, kumpel mój w „nowej”, żółtej 105. Oczywiście po 5 km zmyliliśmy drogę i musieliśmy zawracać, ale wszystko jeszcze szło zgodnie z planem. Po kolejnych 5km nagle coś w mojej Daciowej Skarpecie hukło, pierdło i silnik stanął dęba. Zatrzymaliśmy się sprawdzić co się dzieje i pierwsze oględziny wskazały jednoznacznie że nie będziemy mogli kontynuować nią jazdy – zagotowała się woda, rozrusznik nie chciał nawet kręcić i byliśmy w jednoznacznym, ciężkim położeniu. nie było za bardzo co robić, wzięliśmy zatem linkę i zestawiliśmy zespół pojazdów, na przedzie żółta 105 z 2/3 mocy, króciutka linka i na końcu ja w szarej 104. To było moje pierwsze doświadczenie z holowaniem auta i to ja byłem z tyłu i czekała mnie 100km droga. Co za ekscytujące przeżycie!

Początki były dosyć trudne, jechaliśmy jakoś, ale przy dosyć mocnym hamowaniu, gdzieś się lekko zagapiłem i przywaliłem, delikatnie co prawda, w tył, zatem kolejna przygoda była za nami!

Jechaliśmy i jechaliśmy, aż zaczęło się ściemniać a przed nami było już tylko około 30km. I wtedy zatrzymał się silnik w naszym nowym cudzie. Na szczęście to było paliwo! A raczej jego brak. Ruszyliśmy więc z buta do na szczęście, niedalekiej stacji benzynowej gdzie pożyczyliśmy kanisterek i 5 litrów benzyny. Nie minęła godzina i byliśmy dalej w drodze!

To był bardzo długi dzień! Do domu wróciliśmy około 23 i padaliśmy ze zmęczenia….

Jak się później okazało – dla Szarej Syreny to byłą ostatnia droga – pękł korbowód i nie chcieliśmy już się bawić w remonty silnika, sprzedaliśmy ją jakimś innym napaleńcom, natomiast żółta Syrena miała u nas drugie życie, a później stała się dzięki naszym zabiegom Niebieskim stworem.

#792 – Syrena rozd. 4

Jak sami widzicie, chwila zatrzymania, refleksji i pozwoliła przywołać wiele pięknych i ważnych dla mnie wspomnień. Dlatego nie czekam ani chwili dłużej, aby dać im drugie życie i opisać je właśnie tu i teraz.

Pamiętam 13 lutego 1996. To był mroźny, śnieżny i lodowy dzień. Dla mnie bardzo ważny, bo akurat odebrałem wtedy prawo jazdy kategorii B, czyli uprawniające do kierowania pojazdami do 3,5 tony. Moje wymarzone i zdobyte dosyć długą drogą o czym na pewno jeszcze napiszę. Wracając do tego dnia, odebrałem je! I jak to o mnie mówią, jestem w gorącej wodzie kąpany, więc chciałem się sprawdzić!!!

Było już późne popołudnie, ciemno na dworze więc nie bardzo było nad czym dłużej dumać – postanowiliśmy z moimi kolegami pojechać odebrać koleżankę ze szkoły, na drugim końcu miasta. Zatem ruszyłem do domu po wodę, gdyż z Syreny, w zimie wodę spuszczaliśmy, żeby nie zamarzła (nauczeni oczywiście wcześniejszymi lekcjami życia – pękniętymi rurami i wywalonym korkiem z chłodnicy).

W czasie nabierania tejże wody do plastikowego baniaczka, w moim domu, w łazience, padło niezręczne pytanie, zadane przez moich rodziców:

-A po co ci ta woda?

– Do Syreny, jedziemy na przejażdżkę – odparłem z radością.

-A kto będzie prowadził? – sytuacja, zaczęła przypominać zaciskającą się pętlę na szyi.

-Co było zrobić? – Ja! – oznajmiłem udając pewność w głosie.

-Czyś ty zdurniał? Zobacz co się dzieje na dworze. Doświadczeni kierowcy nie jeżdżą jak nie ma takiej potrzeby – kontynuowali rodzice, z dużymi nerwami w głosie i narastającą eskalacją problemu.

-Nie po to robiłem prawo jazdy, żeby teraz leżało na półce! – wykrzyknąłem prawie i ostentacyjnie wyszedłem z domu.

Dobra mina do złej gry. Pierwszy raz legalnie jechałem samochodem po odebraniu prawka, pierwszy raz legalnie Syreną, pierwszy raz po lodzie na łysych kartoflanych 15 letnich oponach. Prawie się obesrałem, ale dałem radę! Syrena niby ma napęd na przód, ale brak doświadczenia, łyse opony i takie inne drobiazgi zrobiły swoje. Kto nie jeździł takim pojazdem nie będzie wiedział o czym mówię. I jeszcze hamowanie silnikiem… W dwusuwach jest zazwyczaj „wolne koło” czyli odłączanie napędu przy braku przyspieszania, a więc unikanie hamowania silnikiem. Po co? Aby nie zatrzeć silnika, który jest smarowany jedynie wtedy gdy dopływa do niego paliwo, a więc w momencie przyspieszania… Chociaż w Syrenie jest tajemnicza dźwignia, która tę funkcjonalność pozwala włączyć na pełną odpowiedzialność kierowcy.

Pierwszą zimową wyprawę zakończyłem sukcesem i poza stresem oraz litrami zimnego potu na moich plecach nikomu nic złego się nie stało. Byłem z siebie bardzo dumny i oto otworzył się przede mną kolejny rozdział życia.

#791 – Syrena rozd. 3

Aspekt turystyczny Syreny również jest godny poświęcenia kilku słów. Pierwsza ciekawostka: pod tylną kanapę wchodziło bez żadnych problemów i obniżania komfortu 20 butelek 0,5l piwa, a więc wypad nad jezioro nie stanowił żadnego problemu, no chyba, że dla kierowcy… Kolejnym niebywałym atutem był bagażnik, jak na czasy Fiata 126p prezentował się okazale i pozwalał na przewożenie, poza bagażami, również niezliczonej ilości zbędnych i niezbędnych części zapasowych.

Nocleg? W wersji z dźwignią zmiany biegów przy kierownicy (a taką dysponowaliśmy) nie ma najmniejszego problemu. Wyjmujesz przednie fotele (1 minuta), oparcie z tylnej kanapy kładziesz płasko w ich miejsce (również minuta) i masz wygodne łóżko dla dwóch, a nawet trzech dorosłych osób. Jedyna wada, fotele muszą pozostać na zewnątrz (można je częściowo wsunąć pod nadwozie). Kolejnym aspektem turystycznym był fakt, że wszędzie wzbudzaliśmy sympatię, uśmiechy i zainteresowanie. Nasza perła była przez nas własnoręcznie pomalowana na czarno, na masce i do polowy drzwi mieliśmy namalowane żółto czerwone płomienie a z tyłu na bagażniku skrzydlate logo Aerosmith.

Jeśli chodzi o spalanie, to paliła tyle ile się wlało, realnie pomiędzy 8 a 12l mieszanki do dwusuwów w stosunki 1:30 (olej / benzyna). Zwiedziliśmy po tysiąckroć okolice naszego miasta i Pojezierze łęczyńsko-włodawskie, w ciągu kilku ładnych lat! To były bardzo dobre czasy!

#790 – Syrena rozd. 2

Pierwsze wakacje z Syreną dały nam wiele frajdy. Poznaliśmy wiele technik domowych napraw samochodowych na parkingu. Popełniliśmy przy tym mnóstwo błędów wynikających z naszej niewiedzy, głupoty i braku odpowiednich narzędzi. Pierwszym z przykładów był urywający się ciągle przegub w przednim kole. Uporczywie wymienialiśmy go i się urywał. Fakt, że Syrena świetnie ruszała z piskiem na swoich prawie slickowych gumach, ale urywaliśmy te przeguby jeden za drugim. I co? Okazało się, że ma być osłona gumowa i smar! Nie wiedzieliśmy o tym zupełnie i dopiero pan Zbyszek powiedział nam co i jak. I został wtedy naszym guru syreniarskim, kompendium wiedzy i chodzącą encyklopedią. Podobna sytuacja była z osłoną przerywacza wysokiego napięcia do świec, który nie miał osłony i zalewała go każda większa kałuża i powodowała naszą frustrację i zdziwienie. W każdym razie początki były trudne, ale przyjemne a radość ze wspólnych przejażdżek rekompensowała wszystko.

Dzięki naszej głupocie i trochę braku szczęścia, szybko nasza syreniarska przygoda stanęła pod wielkim znakiem zapytania.Z jednym kolegą podjęliśmy męską decyzję, że naszego Betona (tak ją nazwaliśmy) należy dokładnie umyć. Kolega, który był większym autorytetem w prowadzeniu auta, pomimo tego, że również jeszcze nie miał prawka, podjechał 100 metrów na pobliski mały parking gdzie warunki do podjęcia czynności kosmetycznych były lepsze. Wypucowaliśmy naszego cudownego szerszenia i przyszedł czas aby przeparkować to cudo z powrotem na miejsce. Kolega cofnął śmiało i wjechał przejeżdżającemu, prawie nowemu Polonezowi w bok. Zatrzymał się i nie wiadomo dlaczego chcieliśmy uciekać. Oczywiście daleko nie zajechaliśmy i po kilu metrach zatrzymali nas przechodnie. To uderzone auto oczywiście było okoliczne, sąsiada z bloku, w którym mieszkał mój kompan.

Co to się działo, oj co się działo. My nieletni jeszcze, policja, przesłuchania. Rozmowy z nami i z rodzicami. Mówię wam, strach blady i stresu co niemiara dla wszystkich.

Jakoś się udało to załagodzić, ale powiem wam, że minę miałem nietęgą.

I wiecie co? Mój Tato dał mi potem te kluczyki do Syreny i powiedział – Proszę używajcie jej dalej, liczę na wasz rozsądek…. Oj jakie to było mocne i dające do myślenia! Największa nauka z tego przypadku.