#1791 – Tydzień PnCD 23-34

Stabilnie, pomału do przodu.

Dużo się działo w życiu i nie było jak za bardzo przyspieszyć przygotowań, ale baza jest zrobiona.

Wymagania określone, kata przypomniane. Motywacja na wzrostowym poziomie.

Teraz zostało 15 tygodni czyli – 105 dni. Jak ten czas wykorzystam? To zależy tylko od tego jak dopasuję się do otaczającej rzeczywistości i wykonam plan zgodnie z moją wiedzą i założeniami.

105 dni świetnej zabawy. Teraz już mogę powiedzieć, że ostatni tydzień będzie pozbawiony treningów (poza obozem), więc zostaje 98 dni.

Studniówka zatem już była i teraz, pomału progres, aby osiągnąć to o czym można marzyć, bo jest to osiągalne, ale przy wkładzie własnym, budowanym od, w sumie, kiludziesięciu lat…. (49-15 = 34) Ale ten czas leci……

#1790 – Nieograniczoność

Człowiek i jego wola, kiedy jest zdrowy i sprawny, jest praktycznie nieograniczona.

Można wziąć kartkę papieru, coś do pisania lub rysowania i tworzyć własną wizję mniej lub bardziej rzeczywistego świata lub choćby jego części. Niby nie jest to nic wielkiego, ale słowa sa narzędziem i orężem wywołującym emocje oraz kreującym działania ludzkości. Kilka słów wypowiedzianych w odpowiednim tonie, na właściwy temat może spowodować poderwanie narodów lub innych grup społecznych do okreslonych działań lub ich zaniechania. Nieważne, czy to jest prawda, półprawda, czy zupełna fikcja wywołać może burze i to nie tylko takie w szklance wody.

Cóż zatem szkodzi, by ropocząć własną przygodę z kreacją wycinka świata i stworzyć wizje, którymi można dzielić się zarówno ze współczesnymi ludźmi, potomnymi, jak i ze sztuczną inteligencją, która chętnie wspomoże rozwój tych inicjatyw w dowolnie zdefiniowanych kierunkach. Kiedyś niebo było limitem, teraz, okazuje się, że nawet ono nie stanowi żadnej przeszkody w zmyślaniu, wymyślaniu, kłamaniu, czy halucynowaniu. Nic nie jest już pewne, nic nie może zostać zakwestionowane, ponieważ nie ma czasu na kłótnie o nieistotne przedmioty czy definicje, skoro w danej chwili pojawiają się setki nowych pomysłów, często zupełnie nietrafionych.

Mogę napisać, że przy próbie ukrojenia kromki chleba, mój ostry jak brzytwa, wykonany w technologiach XXI wieku nóż, zagłębił się w mój wskazujący palec, niczym w maslo, a ciało me przeszył dreszcz emocji. Po chwili poczułem jak ciepły, czerwony płyn zaczął zalewać mą dłoń, a gęste niczym miód krople kapać zaczęły na blat. I wtedy zrozumiałem, że to co sobie planowałem, na najbliższe godziny i dni, niestety nie zostanie zrealizowane, gdyż wszechświat postanowił spłatać mi takiego, małego niczym Koszałek – Opałek, psikusa. I tak sobie myślałem, nieudolnie próbując zatamować krwawienie, jak plan minutowy, odjeżdża mi z peronu, a proste rzeczy znowu wracają na swe tory, komplikując mi kolejne kroki układającej się łamigłóœki.

Kap Kap płyną łzy, niczym w piosence Pod Budą, ale kapiąca krew to zupełnie inne, energetyczne uczucie. Złość, trochę bezradność i nieuniknioność dalszego zwolnienia akcji. Cóż, Rambo, wsadziłby sobie taki palec w tyłek i ruszył dalej na podbój wszechświata, a ja mogłem tylko poddać się pomocy udzielonej mi przez ukochaną ratowniczkę i z pokorą znosić odkażanie i zakładanie plasterków szyjących na ranę. To był jednak dopiero początek, bo tak jak dobrze opatrzona rana za klikanaście dni stanie się jedynie niczego nie znaczącą blizną, tak słów, wystrzelonych jak strzały z łuku, już nie zatrzymasz.

Niezależnie, czy były wypowiedziane, we frustracji, nieświadomości, bólu egzystencjalnym, czy z głupoty, ciężko zatamować niewidzialne krwawienie duszy, które spowodują.

Zatem czasem lepiej mądrze milczeć niż głupio gadać, a rozpoczęcie wypowiedzi może rozwiać wiele wątpliwości, które audytorium mogło mieć na twój temat, zanim się odezwałeś.

Ludzka głupota jest nieograniczona, podobnie jak mądrość i co gorsza obie zmierzają wspólnie, przeplatając się, w kierunku nieznanego. Dokąd to zmierza, możemy się jedynie domyślać, a strach i ciekawość zaopiekować może jedynie to czym nakarmimy swoje ciała i umysły. Tutaj nie pomogą nawet strażnicy galaktyki. Po prostu trzeba zakasać rękawy i robić to co możliwe, tym co jest dostępne, w miejscu, w którym się aktualnei znajdujemy.

Work smart not hard, keep it simple, sit on your ass if it is the best you can do for you right now.

Bądźcie zdrowi i trzymajmy się ramy – to się nie …..

#1789 – to już historia

To co było wczoraj, jest już historią i tylko tym pozostanie. Nie można o tym zapomnieć, ale należy pójść dalej by żyć, tak, jak najlepiej się da.

A czego nam w życiu do szczęścia potrzeba? Wszystkiego po trochu i w zasadzie niewiele, ale na pewno potrzeba nam zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych – powietrza, wody, pożywienia oraz działania organów, które mogą je przetwarzać w energię. Potrzebny nam również mózg i rozum przetwarzający bodźce oraz nadzorujący pracę organów i kończyn. I już. Cyk. Szach mat.

Cała reszta to dodatek, dzięki któremu możemy pełniej cieszyć się urokami świata lub wręcz przeciwnie – będą utrapieniem i źródłem pasma ciężkich doznań i przeżyć ciągnących się wzdłuż naszej egzystencji.

Całe nasze jestestwo jest ukształtowane przeszłością i chwilą, która trwa tu i teraz. I wszystko objawia się tym, jak na to zareagujemy. Tu i teraz.

A jutro? Jutro będzie futro. Jak pęknie ci żyłka z powodu frustracji i stresu, bądź błędu rzeczywistości -żadnego jutra nie będzie. Przynajmniej dla ciebie / dla mnie <*>.

<*> – niepotrzebne skreślić

Zatem żyj tu i teraz. Myśl, baw się i kochaj. Kupony z linii czasu są nieustannie odcinane, a ile ich zostało? Tego nikt nie wie.

#1787 – P4P

Pytanie po co nam kodeksy, prawa i umowy, skoro i tak wszyscy naokoło szczycą się jak je obchodzić i wystrychnąć na dudka innych, nam podobnych.

I nie jest to wyrywkowe i potępiane działanie, a wręcz moda na zaradność i przejaw woli walki i przeciwstawiania się wrogim siłom, które przecież kreują zasady. A zasady, z zasady należy łamać i nie dać się przy tym złapać.

I bądź tu mądry, pisz wiersze i staraj się być dobrym człowiekiem.

W każdym razie – powinieneś mieć swój kodeks moralny i się go trzymać, byś mógł żyć w zgodzie ze sobą. I tak pewnie wszyscy robią i mają świetny (sic) spokój.

Życie umyka, biegnie nieubłaganie, czas tylko czeka aby przeć naprzód. Pytanie czy jeszcze znasz jego prawdziwe znaczenie i wartość jaką dla Ciebie niesie?

Nie da się – haha, potrzymaj mi piwo!

Tu nie wolno! Nie wolno? To szybko.

Ile dasz za dzisiejsze 15 czy 20 minut spędzone z kimś bliskim, za 10 czy 20 lat?

I tu najważniejsze – czy w ogóle coś dla Ciebie będzie za ten czas?

Kto to wie?

A pewnych praw nie da się nagiąć i będzie trzeba im się oddać.

… And Justice For All …

#1786 – pytanie co zrobić

Ty może wiesz co robić ze swoim życiem. Ja nie jestem do końca pewny.

Czasem sytuacja stwarza przed nami sprzeczne cele, a my je musimy sprzecznie realizować.

Pytanie co zrobić, żeby było dobrze. Czy ważna jest tylko obecna chwila? Co będzie później, czy, i jak dbać o dzieci, i jak zadbać o to co zostanie po nas już gdy odejdziemy do krainy wiecznych łowów?

Czy ma to znaczenie? Czy to serio będzie istotne jak będą cię wspominać? I tak każdy z ludzi, którzy cię znają, będzie miał swoją wersję rzeczywostości. Nie ma na to żadnej rady – dla jednych będziesz tym dobrym, dla innych złem najgorszym. Nawet jeśli się starałeś i myślałeś, że działaś w dobrej wierze, ktoś, kto patrzy prze swój pryzmat wzbogacony zdobytymi informacjami i opiniami postronnych, może cię uważać za dupka żołędnego.

Rób zatem swoje, patrz w lustro i słuchaj swojego sumienia. Nic innego chyba nie możesz, póki co, uczynić, by być kimś, kim nie jesteś.

Są bowiem trzy prawdy: jedna prawda, najwyższa prawda i gówno prawda.

A co gorsza czynić, jeśli działasz w organizacji, która szuka granicy prawdy 😉

#1785 – pożegnanie

Jako dziecko zawsze się bałem, że mój Tato umrze. Był to strach wielki, wręcz irracjonalny i paraliżujący.

Tato wtedy mówił, żebym się nie martwił, bo kocha mnie jak stąd do nieskończoności, a ja jego jeszcze trochę bardziej. I nigdy nic nas nie rozłączy. I ja dalej w to wierzę. I tego się trzymam, bo zawsze będę go kochał a on kocha mnie, tylko go przez jakiś czas nie będę widział.

W ostatnich latach, a w szczególności w ostatnich miesiącach, spędziliśmy dużo wspólnego czasu, nadrabiając minione lata, kiedy każdy miał coś do załatwienia, ogarnianie rzeczywistości, bieżących spraw, problemów, sukcesów i porażek. Był to seria dobrych, choć ciężkich chwil, kiedy widać było jak choroby odbierają mu po kawałku fizyczne możliwości ciała, ale pogoda ducha Henia i dobry humor nie dały rady zostać złamane, niemal do samego, cichego, końca.

Tato wspominał dawne czasy, kiedy chodził boso do szkoły, nie dlatego, że to zdrowo, tylko dlatego, że bieda w powojennej Polsce zmuszała do tego i nie było innego wyjścia. Uczył się przy świeczkach, bo prąd podłączyli dopiero w latach 60 XX wieku, kiedy był już dorosły. Wspominał swoje lata szkolne w podstawówce i liceum w Komarówce Podlaskiej. Wspominał okres studiów, kiedy wyjechał do studiującej siostry do Lublina. Opowiadał o swoich przygodach z kolegami, którzy nazywali go Śmiechotkiem, z uwagi na charakter, sposób bycia i ciągłe żarty, które płatał znajomym i nieznajomym. Ta pogoda ducha zjednywała mu ludzi, z którymi zawsze starał się nawiązać bliski kontakt. Był społecznikiem i kochał w zasadzie wszystkich ludzi, starał się zawsze wejść w ich buty i zrozumieć co kieruje ich postępowaniem. Czasem się z czymś nie zgadzał, ale nauczył nas tolerancji i otwartości na inne poglądy, a także prezentował sobą możliwość akceptacji wad. Własnych również. Po prostu pozwalał każdemu być sobą, o ile nie szkodzi innym.

O latach pracy i jego zaangażowaniu w inne obszary działalności możnaby mówić godzinami, udzielał się w ochotniczej straży pożarnej, był ławnikiem w sądzie pracy, zarządcą administracyjnym, a przede wszystkim pracownikiem socjalnym i kadrowym. Wiele osób mówiło i nadal mówi, że Henio im pomógł jak mógł, a jeśli nie mógł, to zawsze starał się pomóc w znalezieniu racjonalnego rozwiązania. Słuchał ludzi, rozmawiał z nimi i rozumiał ich rozterki. Za to go podziwiam i chciałbym być taki jak on.

Ulubione powiedzenia mojego taty:

Nie jest tak, że nie mogłoby być lepiej, ale nie tak źle, że nie mogłoby być gorzej.

Dopóki widzę, słyszę i mówię, to żyję.

Mądry głupiemu ustępuje, ale robi to tak, żeby było dobrze.

Nie zawsze po równo jest sprawiedliwie. Trzeba oceniać również możliwości danej osoby.

Matka jest tylko jedna.

Nadzieja umiera ostatnia.

Jak tam u ciebie? Jak inni poradzili sobie z podobnymi zadaniami? Czy jesteś sam w tym, czy ktoś ci może pomóc?

Zawsze wiedziałem, że jest. Że mogę przyjść i powiedzieć, że potrzebuję pomocy, wsparcia, czegokolwiek.

Cieszę się, że mogłem spędzić czas z nim w ostatnim okresie i choć trochę odwdzięczyć się za to co mi dał przez całe życie. W końcu nie byłem jednostką ani idealną, ani łatwą w obsłudze. Robiłem mnóstwo głupot i chadzałem własnymi ścieżkami. Nigdy nie zostałem, przez to odrzucony czy ukarany. Zawsze była rozmowa i analiza. Moja analiza i refleksja.

Dziękuję i tęsknię.

#1784 – równowaga

I znowu jak bumerang, który nie trafił w cel, wraca temat równowagi. Balansu, homeostazy. Pozornego bezruchu i ciągłego szukania środka ciężkości.

Aby to osiągnąć trzeba się skupić na tym, by reagować na małe sygnały wysyłane przez otaczające nas osoby i przedmioty. Mało tego, trzeba jeszcze reakcję dostosować do znanych i nieznanych warunków wszechświata. A po co? By minimalizować odchylenie podczas przechodzenia przez punkt zerowy, by do niego dążyć, jak do spełnienia marzeń.

I po co to wszystko?

W zasadzie po nic, bo tak jak i względny jest czas i przestrzeń, to tak ten punkt może podążać za tobą i być na wyciągnięcie ręki czy czego tam chcesz.

Chyba, że….. Chyba, że jesteś jeszcze z kimś. I dopiero wtedy ma to znaczenie, by wasze punkty były na wyciągnięcie waszych rąk i nie zmieniały położenia względem siebie, bo jak się rozjedziecie, to będzie dysonans i nieuchronna katastrofa, powiązana z wybuchem supernowej lub wygaśnięciem wszystkiego.

Komunikacja, współpraca, wspólne wartości i wzajemna radość to klucze do osiągnięcia wzajemnego sukcesu objawiającego się pozorną równowagą położoną na energetycznej powłoce zasilanej waszą wolą i duchem tworzenia nowej wartości. Brzmi to patetycznie, niezrozumiale i chaotycznie, bo takie jest życie. Czekanie na nieoczekiwaną zmianę miejsc, ciągły niepokój i cieszenie się z drobinek szczęścia, które nas otaczają i tworzą unikalną atmosferę.

Czy ten tunel po prawej to wyjście z sytuacji? Czy jedynie ułuda i psoty zmysłów gdy nastepuje powolne niedotlenienie i wygasanie funkcji życiowych?

Jeszcze krok, jeszcze dwa i nastanie początek. A może koniec. I tak nie ma to znaczenia.

#1783 – czego się bać?

Czy bać się śmierci? Chyba nie ma czego. Nastanie spokój i ciemność, a później albo czeka nas przygoda w nieznanym, albo pozostanie nicość i pustka. Co tam tak naprawdę na nas czeka, będzie nam dane przekonać się na własnej skórze.

To czego się boję tu i teraz to starość i niedołężność. Nieodwracalne rozpadanie się człowieka. Fizyczne i psychiczne. Początkowo w pełnej świadomości, że mamy coraz mniej wpływu, na otaczającą nas rzeczywistość. Ciało i umysł przestaje nas słuchać, siły opadają, jesteśmy w 100% zależni od innych ludzi, maszyn, leków i cyklicznych pomiarów parametrów życiowych.

A później umysł i zmysły płatają nam figle. Tracimy pamięć, świadomość, pojęcia, motywacje i potrzeby. Zostaje tylko strach i niepokój, którego nikt nie jest w stanie nam odebrać, ani wytłumaczyć, bo przestajemy to rozumieć. Słyszymy głosy, rzeczywistość i urojenia stają się jednością. Jawa łączy się ze snem. I nie wiemy nawet ile to trwa i ile potrwa, bo odebrany nam jest czas. Pojęcie czasu znika. Jesteś tu i teraz, w przestrzeni której nie ogarniasz, otoczony ludźmi, których nie rozpoznajesz i ciągle wydaje ci się, ze powinieneś to rozumieć. I jeszcze do tego dochodzi poczucie obowiązku, że coś masz do zrobienia. Nie wiesz co, wiesz jedynie, że jak tego nie zrobisz, to nadejdzie koniec świata. I wszystko jest w twoich rękach. A ty nawet nie wiesz już co to świat.

Czy śmierć jest od tego wybawieniem?

Tego nie wiemy. Może to dopiero początek zdarzeń, których nikt nie przeżył. A może to właśnie kres i wybawienie. Spokój wiekuisty i uwolnienie się od zmartwień doczesnego świata. Wojen, głodu, nienawiści,ludzkiego porządania i pragnienia władzy. I przede wszystkim bólu i strachu.

Jesteśmy tu i teraz. Doceńmy to i kochajmy się nawzajem. Bo może nadejść chwila, że czas przestanie dla nas istnieć. Znikną wspomnienia i definicja osobowości. I nikt nie będzie w stanie nam pomóc i wytłumaczyć tego, dlaczego się tak dzieje.

Carpe diem.

#1782 – czy ja żyję?

Ciężko patrzeć na kogoś kto traci siły, kontakt z rzeczywistością i powoli zamyka się we własnym, kurczącym się świecie. Kto tego nie widział na własne oczy i nie przeżył tego z kimś bliskim, może sobie to jedynie wyobrazić i mieć wrażenie, że wie o czym piszę.

Czy ja żyję? Czy ja nie żyję? – to jedno z częstszych pytań, które w ostatnich dniach zadaje mój tato. Jak się z tym zmierzyć? Czy można mu jakoś pomóc w chwili gdy wiesz, że wszystko co mogło być zrobione jest już, tu i teraz, załatwione.

Czy życie jest sprawiedliwe? Czy jest zaskakujące? Czy można przejść z tym wszystkim do porządku dziennego? Jak bardzo trzeba na siłę trzymać kogoś w stanie, kiedy nie potrafi decydować o tym czego chce, co mu potrzebne, co musi, co powinien i co dla niego dobre?

Wspomnienia zostaną, każda chwila jest inna, a każde przeżycie pozostawia ślad w naszym umyśle. Pięknie i prawdziwie, ale możesz dojść do momentu, że nic w tym umyśle nie będzie dla ciebie jasne i oczywiste, a codzienne informacje i wiedza, do których miałeś dostęp nagle zostaną chwilowo lub trwale odseparowane od twojej jaźni.

Gdzie jesteś? Która jest godzina? Czy masz pić? Czy jeść? A właściwie co to jest i dlaczego to takie ważne?

Gonitwa myśli, niepokój, strach przed tym co się dzieje i co będzie zaraz? Czy to co wiesz, było naprawdę, czy to tylko wytwór twojej wyobraźni albo resztki snu?

Co będzie za chwilę? Bo przecież coś będzie? Ciemność, cisza? Spotkanie z bliskimi? Z Bogiem? Ze światłem? Nikt tego nie wie, a każdy kiedyś to przeżyje. W pewnym sensie.

Przesłanie jest jasne. Dziś jesteś taki jak jesteś. Ze swoimi zaletami, wadami, możliwościami, marzeniami i blokadami.

Jutro będziesz zupełnie inny.

O ile doczekasz jutra.