#1083 – powoli do przodu

Każdy dzień jest inny. A to zalejesz się kawą, a to ci coś pyknie w plecach, a to ci się siatkówka odklei. Nie ma się czego bać i nie należy się kryć przed dobrem, które czeka by cię dopaść! Oczywiście Złego nie należy prowokować, bo w końcu nerwy mu puszczą i uderzy ze zdwojoną siłą, niczym naciągnięta sprężyna!

Przestań robić to co ci szkodzi, a zajmij się raczej tym co prowadzi cię do spełnienia marzeń. Tych wielkich i tych małych, Marzeń dnia codziennego, które składają się na Szczęście jakie odczuwasz każdego dnia.

Największym wyzwaniem w życiu jest porzucanie złych nawyków – bo nawyki mają to do siebie, że stwarzają poczucie obowiązku i wrażenie, że bez nich świat się zawali. A oczywiście tak się nie stanie. Nawet jakbyś przestał wciskać guzik rozbrajający bombę i ta bomba by wybuchła, to nie zniszczy to całego świata. Może jakąś jego część tak, w tym ciebie i wszystkich ludzi na świecie, ale cóż – wszechświat i natura doskonale sobie bez tego balastu poradzą.

Zazwyczaj jednak nie ma to aż takiego wpływu na nas. Porzucanie złych nawyków zazwyczaj wpłynie pozytywnie, w ogólnym rozliczeniu, choć na początku może powodować dyskomfort fizyczny i psychiczny oraz poczucie pustki i braku sensu wżyciu. Jeśli tak masz – zasięgnij porady specjalistów, oni mają swoje sposoby, by przekazać ci wiedzę jak sobie z tym radzić. A co z tą wiedzą zrobisz i jak pokierujesz swoim życiem – to już twoja prywatna sprawa.

Jest tyle rzeczy do zrobienia, tyle książek do przeczytania, tyle miejsc do zobaczenia, tyle rozmów do przeprowadzenia, że nie można martwić się za bardzo ciężarem, który codziennie dźwigamy. Rób co uważasz za stosowne, ale zastanów się po co to robisz i jak to wpływa na najbliższe otoczenie – czemu to służy? Jak zadbasz o to, mozesz myśleć bardziej gobalnie, ale nie daj się nikomu wędzić w poczucie winy i odpowiedzialności za to co robisz każdego dnia. Jaki wpływ na świat ma to czy wyrzucisz paragon do papierowych śmieci, gdy tony rakiet bojowych spadają każdego dnia w różnych miejscach globu, mordując setki ludzi? 

Gdzie tu sens i gdzie logika?

Ano sens jest taki, że to co robisz – robisz głównie da siebie, ale jednocześnie jesteś składnikiem większej machiny, której działanie wspierasz lub hamujesz, każdego dnia!!!

#1082 – wydarzenia, które spisał dr Atewka po spotkaniu ze smokiem Obi-Bokiem

Pamiętacie historie opisujące czasy gdy ziemie pustoszył smok ludojad? Czy walka ze smokiem była trudna? Niebawem dowiecie się szczegółów tej opowieści. Z pierwszej ręki!

Ano były to ciężkie czasy i nikt nie wierzył w optymistyczny rozwój sytuacji. Jak zapewne wiecie smok, był niemal wszechmocny, siał postrach, grozę i zniszczenie w okolicy, a wieści o jego czynach rozeszły się na całe księstwo i daleko poza jego granice.

Do grodu Lubla zaczęli zjeżdżać woje z różnych stron świata, a każdy z nich miał wizję i chęć by pokonać potwora wysłanego ponoć przez samego Welesa, który chciał tym samym ukarać ludzi za pychę i nie dotrzymywanie umów z Bogami. Ludzie jak to ludzie – różne głupoty wygadywali, a wieszcze i trubadurzy snuli pieśni i opowieści, które zmieniały swą treść z godziny na godzinę, w miarę jak wszyscy spożywali coraz więcej piwa i miodu.

Wiele smoków żyło w tych czasach na lądach i w morzach, ale z reguły, jako stworzenia rozumne trzymały się z dala od osad i grodów, bo wiedziały, że niechybnie czeka je śmierć z ręki człowieka. Ta bestia była inna – nieustraszona, mściwa i groźna niczym lipcowa burza! Raz zasmakowawszy ludzkiego mięsa, pokochała ten aromat nad wszystko co do tej pory spotkała i nie mogła się bez tego obyć. Z każdym tygodniem pragnęła więcej i więcej, a w miarę nastawania głodu – nic poza myślą o kolejnej ofierze nie była w stanie dotrzeć do jej mózgu.

Z każdym dniem strach był coraz większy. Ginęli ludzie, ginęły zwierzęta i ginęli obrońcy, którzy mieli rozprawić się z bestyją. Nadeszła cotygodniowa narada. Po zażyciu ducha mocy, straszyzna omawiała kolejne zgony i zniszczenia, bo przecie poza mordowaniem smok puszczał z dymem to i owo. Tym razem podsumowanie było najgorsze z ostatnich 4 księżyców: 8 dziewek, 3 parobków, 3 wojów i 2 sioła. Siedzieli dyskutowali, spacerowali i dumali, nie mieli żadnych pomysłów. Nagle strażnicy wprowadzili gościa. Jak się okazało, posłańca z odległego grodu. Kim była ta osobistość? To dr Atewka, który wiele wiosen temu, jako mały chlopiec pokonał smoka ludojada faszerowanym siarką baranem! Zatem nadzieja wróciła do serc i głów Rady grodzkiej!

Przemyślenia i plany, które snuto nadałyby się to zgładzenia całego stada smoków, ale każde z nich miało jakiś element, którego brakowało do wykorzystania w tym przypadku. A to nie było katapulty, a to wody w Bystrzycy było zbyt mało by smok od niej pękł, a to brakowało małej jaskini, do której można by gada zagonić, unieruchomić i zagłodzić. Kolejny z nich miał szansę powodzenia, wymagał jednak użycia sprowadzonego z dalekiego Wschodu specjalnego proszku, dodatkowo siarki i węgla drzewnego. Składniki były przygotowane – Dr Atewka przywiózł wszystko ze sobą i niczym rączy strumyk przystąpił do dalszych, konkretnych działań!

Minęły tak kolejne dwa tygonie i kolejne dwie ofiary – Wanda, dobra kapłanka oraz Wit, wój nad woje, napadnięci przez ukrytego stwora, gdy byli na spacerze w Starym Gaju. Jednak dzięki temu zdarzeniu wywiadowcy ustalili, że właśnie tam gadzina ma nocną kryjówkę i tam wybrano miejsce zasadzki.

Tego jeszcze nie wiecie – Dr Atewka spędził w dalekiej Japonii 6 zim, gdzie dotarł w poszukiwaniu wiedzy oraz informacji o zwyczajach i sposobach radzenia sobie ze smokami. Gatunek, z którym tutaj miał do czynienia – w odległym kraju nazywany był Obi-Yoko (gdyż na boku miał jaskrawy pomarańczowy pas), ale z uwagi na to, że ten był nasz, krajowy, postanowiono drugi człon nazwy zmienić na rodzimy, Słowiański. Stąd zostało już tak: Smok Obi-Bok.

Plan realizacji działań już był gotowy. Podjęto zatem szybkie jak jaskółka przed burzą działania mające na celu wdrożenie go w życie. Biały kozioł oparty na winorośli nafaszerowany przygotowaną mieszaniną stanął tuż przed świtem na polance w Starym Gaju. Zwiadowcy obserwowali z oddali co stanie się kiedy poczwara zauważy przynętę.

I stało się w końcu! Bestyja przyczłapała zbliżyła pysk do nieruchomej ofiary i delikatnie, by nie przysmalić za bardzo, zionęła płomykiem w jej stronę.

BUUUM!!! Rozległo się w lesie, a zwiadowcy widzieli, jak smocza głowa zniknęła w czarnym obłoku dymu. Cielsko opadło na polanę i po kilku drgawkach znieruchomiało.

Ten koszmar się skończył. Ale wtedy jeszcze ludzie nie wiedzieli, że smocza zbiorcza świadomość już wie, że ten fortel nie uda się już nigdy więcej!

Nastał krótki okres spokoju i radości. Wszyscy tańczyli, weselili się, miód i wino pili, ale już niedługo miały nastąpić kolejne ciekawe przypadki. A wiadomo, że jak coś jest ciekawe, to nie zawsze jest dobre…

#1081 – kolejny krok

Każdy krok wymaga włożenia pewnej energii. W czasie tego kroku dobrze wiedzieć jaki będzie następny, gdyż jeśli zaczniemy go robić dopiero po zakończeniu poprzedniego, wiele rzeczy będziemy musieli wykonywać od początku. Planujmy zatem krótkoterminowo dokładnie, a plany dlugofalowe zostawmy tam gdzie są niebędne. Dobrze jednak wiedzieć dokąd zmierzamy w bliskiej przyszłości, która już zaraz ma być naszą teraźniejszością, wtedy lepiej wykorzystamy potencjał, którym dzisiaj dysponujemy.

Na jak długo ten plan trzeba mieć?

Jak zwykle – to zależy. Czasem na kolejny krok, czasem na kilka godzin lub na kolejne 24h, czasem na kilka lat. Wszystko zależy od kontekstu i od tego pod jakim kątem patrzymy na dane zagadnienie.

Bądźmy czujni i róbmy to co trzeba, a odpowiednie rezultaty pojawią się na pewno!

#1080 – jak się czujesz?

Często, pewnie każdego dnia zadajesz sobie podświadomie pytanie: Jak się czujesz?

To bardzo dobrze, a jeszcze lepiej byłoby gdybyś to pytanie zadawał sobie świadomie i do tego zastanowił się głębiej nad odpowiedzią.

Po co? Ano po to by zdecydować się na najbliższe działania i dokonać niezbędnych modyfikacji istniejącego planu. Jeśli nie zrobisz tego świadomie, holistycznie i dbając o siebie nie tylko z dnia na dzień, ale również przyszłościowo, to twoja podświadomość na pewno zrobi to za ciebie, ale zapewni jedynie mitygację objawów, a nie przyczyn. Tak po prostu, na skróty, aby zapewnić ci niezbędne przeżycie. To oczywiście jest dobre w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia, np. kiedy włożysz rękę w ogień, czy będziesz musiał zareagować szybko i spontanicznie, tu i teraz.

Ale tu chodzi o twoją przyszłość, chodzi o twoje kontakty i stosunki międzyludzkie, chodzi o zdrowie, chodzi również w jakim kierunku chciałbyś, żeby skierowała się twoja droga i „gryplan”. Znajdź więc chwilę by porozmawiać ze sobą, ocenić co jest dla ciebie dobre i zrobić to co trzeba, choć niekoniecznie to najprzyjemniejsze i najłatwiejsze. Uwierz w siebie, bo to co robisz robisz dla siebie, a jak będziesz silny, to będziesz również przydatny dla innych!

Rób swoje! Trzymaj się i pamiętaj, że niekoniecznie najłatwiejsza droga jest dla ciebie najlepsza.

#1079 – zielone

I wracamy znowu do sedna bloga. Okazało się, że wciąż gramy w zielone, a wszystko co tu opisuję, to po prostu jego odcienie. Nowy dzień, nowy ja. Dzień siódmy według niektórych religii, dzień pierwszy według innych. Dzień jak dzień według filozofii, którą kiedyś przyjąłem. Dzisiaj mam nadzieję domknąć trzeci semestr kolejnego poziomu rozwoju i dotrzeć tam gdzie czuję, że powinienem być – u boku mojej ukochanej. Czeka tam na mnie, oprócz przyjemnych doznań komunikacyjnych, rola instroktora na kolejnym obozie Karate. Niby podobnie jak za każdym razem, ale zupełnie inaczej. Znowu była krótka chwila refleksji, nad tym co ważne. Prawda często jest trudna do zauważenia, choć jest przed nami, zupełnie widoczna i gotowa do pojęcia, na wyciągniecie ręki, czy rzut oka. Prawda prawdziwa jest tutaj, czy stoisz, czy biegniesz, czy leżysz, czy ciężko pracujesz.

Odrzuć to co zbędne i puść wolno to co trzyma cię przy powierzchni, a wniesiesz się powyżej poziomu własnych ograniczeń psychologicznych. Później już tylko trzeba dbać by nie wznieść się za wysoko i nie skończyć jaj Ikar, ale nad tym również będziemy pracować ciesząc się dobrymi widokami na przyszłość.

#1078 – oszustwo

Życie to jedno wielkie oszustwo. Niby możesz być kim chcesz, niby możesz wszystko, niby masz wolną wolę, ale nie do końca.

I tak do tego różni mówcy motywacyjni kręcą kasę na wciskanie kitu boguduchawinnym ludziom, szkoły produkują młodych, sfrustrowanych absolwentów, a politycy w naszym kraju bredzą aż uszy więdną.

Ci co oszukują sprawnie, bezstresowo i bezkarnie, żyją sobie jako tako, tym bardziej, że w mediach społecznościowych wydaje się, że to życie to sielanka i pasmo nieskończonych sukcesów.

Tylko nikt nie nauczył jak żyć tak by – raz: nie oszukiwać siebie i innych, dwa: nie być oszukiwanym, trzy: czuć się dobrze we własnej skórze i akceptować swoje niedoskonałości. Łatwo się patrzy z boku i twierdzi co kto ma zrobić i jak powinien sobą pokierować, tylko jak przychodzi co do czego to okazuje się, że jesteś tak zajebisty, że na twoje miejsce wybierzemy kogoś innego…

Jeśli chcesz osiągnąć sukces, musisz pozbyć się sentymentów, odpuścić tam gdzie trzeba i zasuwać mocniej tam, gdzie to konieczne, a i tak nikt ci niczego nie zagwarantuje. A jak już zarobisz odpowiednio dużo, to okaże się, że te pieniążki są już przeznaczone na jakieś inne, ważne cele.

#1077 – błyskotliwość

Czy warto znać mądre słowa?

Pewnie – to świadczy o inteligencji.

A może o tym, że chcesz pokazać się jako „ktoś mądrzejszy od motłochu, z którym rozmawiasz”?

Czasem tak jest, szczególnie jeśli używasz obcego języka. Myślisz, że ktoś kto słabo nim mówi jest mniej inteligentny, bo raz, że ma akcent, dwa, nie używa idiomów oraz innych słów świadczących o elokwencji.

Zatem zastanów się – co chcesz osiągnąć i co jest celem rozmowy.

To, jak zostaniesz odebrany, zależy nie tylko od tego kim jesteś, ale z kim romawiasz. Używaj zatem sformułowań, które postawią cię w dobrym świetle.

Chyba, że nie zależy ci na celu – wtedy rób jak ci wygodnie.

#1076 – blue monday

Blue Monday już się zbliża. Nie mogę się wprost doczekać, bo to podobno najgorszy dzień w roku, zatem jak już przeminie, to będzie tylko lepiej. W zasadzie to nie ma powodu do żadnych zmartwień, bo to co się obecnie dzieje jest wynikiem zwykłego i nienadzwyczajnego splotu zdarzeń. Miejsce, w którym aktualnie jestem może być marzeniem wielu osób, z drugiej zaś strony może okazać się, że jest źle i powinienem starać się bardziej, mierzyć wyżej i wyżej, i mocniej zasuwać w swoim kołowrotku.

Z jednej strony to jest pokusa, ale z drugiej nie wiem czy mi się chce jeszcze bardziej wysilać bez wizji kolejnej spektakularnej nagrody od życia. Wszak to co mam jest wyjątkowe i nie chcę być niewdzięcznikiem żądając kolejnych przywilejów czy luksusów. Prawdziwy, energetyzujący spokój ciężko osiągnąć, gdyż znajduje się pomiędzy niepokojem, marazmem, otępieniem, euforią i strachem. Chęć dogonienia królika, który uciekając ciągle zmienia tor i kierunek ruchu powoduje przejście pomiędzy tymi stanami co wzmacnia frustrację. Zatem może zdarzyć się, że stojąc w miejscu osiągniesz tymczasowy stan szczęścia, a z drugiej strony pozostając tam dalej, w bezruchu, uczucie to opuści cię i przesunie na kolejne pola zgodnie ze swoim randomowym ruchem.

Wszystko przemija, przeminą zatem i te gorsze chwile, pytanie tylko co je zastąpi? Coś lepszego? Czy gorszego?

Chciałoby się mieć wiarę i przeczucie, że tylko lepsze rzeczy są na naszej drodze i tylko na takie zasługujemy, ale jednocześnie jest wiele przykładów, które pozwalają sądzić, ze gorsze chwile nadejdą.

Jestem dobrej myśli, realizuję plan, który mam, może nie jest najambitniejszy na świecie, ale z drugiej strony kogo to obchodzi poza mną i moimi najbliższymi? Dążę ku temu, by było nam najlepiej, jak to tylko możliwe, bez poświęcania rzeczy najistotniejszych i najważniejszych. Trzeba przecież szanować siebie i innych.

#1075 – nadinterpretacja niedointerpretacji

Było już o tym nie raz. Tutaj i wszędzie indziej. To co nas ludzi dzieli i łączy to głównie komunikacja. Problemy z nią związane i nierozwiązane sytuacje spowodowane błędną wiedzą na temat co kto myśli, jak coś odebrał i co z tego wyniknie.

I tutaj coraz bardziej zbliżamy się do teorii, że to wszystko rozgrywa się głównie w naszej głowie. Oczywiście, pewne fakty i zjawiska są niezparzeczalnie oraz fizycznie namacalne, natomiast ich odbiór może być różny w zależności od wielu czynników zewnętrznych i wewnętzrnych komunikujących się osób. Kolejnym utrudnieniem zrozumienia jest to, że na wszystko, mimowolnie, patrzymy w pierwszej chwili poprzez pryzmat naszych doświadczeń, a okazuje się często, że różne rzeczy – pozornie jednakowe – odbieramy w inny sposób. Dobrze, kiedy jesteśmy tego świadomi, bo możemy na te wszystkie wyzwania spojrzeć z dystansu i wyzbyć się pierwotnych uprzedzeń czym oszczędzimy sobie i innym niepotrzebnych stresów.

Nie wszystko złoto co się świeci, nie sądźmy książki o okładce i często nie wypowiadajmy sądów bez odpowiedniego przemyślenia sprawy.

Często przyczyną naszych problemów są dwa stany:

  • kiedy się odezwiemy w nieodpowiednim momencie
  • kiedy będziemy milczeć w czasie, gdy powinniśmy się odezwać.

Odpowiednia rozmowa i komunikacja jest kluczowa, gdy staramy się nawiązać kontakt z drugim człowiekiem, a język jest precyzyjnym i niebezpiecznym narzędziem. Zatem używajmy go z głową! I pamiętajmy o tym, że mamy dwoje uszu i tylko jedną paszczę, zatem skupmy się na słuchaniu i analizie tego co do nas dociera.

#1074 – życie na krawędzi

Cóż, lepiej żeby było nudno czy ciekawie?

W sumie obie opcje z bezpiecznej odległości są godne zainteresowania, gorzej robi się wtedy kiedy okazują się Twoją rzeczywistością. Kiedy przygoda zaczyna się okazywać niewygodna, możliwość ponudzenia się, pobyczenia i zbicia paru bąków wydaje się dosyć kusząca. Podobnie, jeśli robisz dokładnie nic – chęć działania, przenoszenia gór, zbawiania ludzkości czy nawet nabijania kilometrów w nieznane są mega opcją.

Co ludzkość zaproponowała dla takich niezdecydowanych? Różne hobby, począwszy od sportów i aktywności wszelakich, poprzez książki, seriale, gry, do używek, z których chyba najbardziej dostępną, dla naszej części cywilizacji jest alkohol. Acha i na końcu, ale przede wszystkim – religie wszelakie oraz wojenki przez nie propagowane, ale ten temat chwilowo odpuśćmy.

Zajmijmy się teraz alkoholem. Co to ma do zaoferowania?

Picie gwarantuje ci życie na krawędzi. Idąc nią, jesteś przywiązany wątłą linką bezpieczeństwa. Po obu stronach masz cienką warstwę pozornej radości, błogości i ukojenia, pod nią zaś znajduje się otchłań konsekwencji. Począwszy od prostego zrobienia z siebie durnia, poprzez działania niekontrolowane i trudne do oszacowania, aż do prowadzących do zrujnowania zdrowia i powodujące nieodwracalne skutki. Dla siebie, ale co gorsze, dla innych.

Picie wciąga, podobnie jak inne radości życiowe, z tym, że nie oferuje niczego pozytywnego w zamian. A właściwie to co oferuje, jest po prostu złudnym i krótkotrwałym wrażeniem nagrody i stanu separacji od zewnętrznych bodźców, nadmiernie bombardujących zmysły. Pozwala także mieć wrażenie zwolnienia gonitwy myśli i poczucia kontroli nad tym co się wokół dzieje. Bezsennym pozwala zasnąć. Spokojnych potrafi na początku pobudzić. Możesz być fajny dla siebie. Na chwilę.

Jak mawia stare japońskie przysłowie:

Przy pierwszym toaście człowiek pije sake, przy drugim – sake pije sake, przy trzecim – sake pije człowieka.

Ippai wa hito sake wo nomi, nihai wa sake sake wo nomi, samnai wa sake hito wo nomu.

Czy picie można kontrolować? Różnie mówią na mieście. Są fani mocnych trunków, są fani sikaczy i piwek przeróżnych. Inni z kolei twierdzą, że raz na jakiś czas trzeba się koniecznie dogłębnie spotkać z kolegami, by później wzajemnie dochodzić, co kto i kiedy zrobił, co stanowi nie lada zabawę i radochę na długie zimowe wieczory.

Każdy ma swoją metodę na usprawiedliwienie swego sposobu na kontrolowanie tych zachowań i twierdzenie, że wynikają ze wstępnych założeń i woli spożywających. Im bardziej zaś zaczynasz myśleć o kontrolowaniu tym bardziej może się okazać, że jesteś kontrolowany – niezależnie czy pijesz czy nie.

Ci co zaś nie piją i starają się tym „niepiciem” jakoś zarządzić, okazują się również kontrolowani i paraliżowani przez sam fakt możliwości napicia się czegoś co od razu nie zabija i przez to jest jeszcze gorszą trucizną.

Można snuć domysły. Można słuchać doświadczeń wielu alkoholików, można wyciągać własne wnioski na podstawie obserwacji i przeżyć. Niektóre odpowiedzi i twierdzenia same nasuwają się na myśl inne pojawiają się dopiero po szczegółowym drążeniu tematu. I podobnie jak z leczeniem wielu chorób, należy zająć się przyczyną, a nie niwelowaniem objawów i skutków za wszelką cenę.