#977 – rachunek sumienia

Co by nie mówić, pora zrobić rachunek sumienia. Wojna tuż za kominem, jak się to dalej potoczy? Jak przewidują od dziesięcioleci naukowcy, pisarze i fantaści, kolejna po nadchodzącej, wojna światowa, będzie na kije i kamienie. Wiadomo, żyjemy w trudnym miejscu Europy i Świata i tutaj znajduje się arena ścierających się wpływów Wschodu i Zachodu. Mamy trochę pecha żyjąc właśnie w tej części Eurazji, ale równocześnie możemy mieć paradoksalnie szczęście gdyż coraz bardziej stanie się realna wizja dotrwania do końca naszej cywilizacji. Na pewno nie mamy tutaj do czynienia z kryzysem wieku średniego przywódcy naszych byłych sąsiadów, tutaj rozchodzi się o megalomanię, samczą zachłanność i irracjonalną chęć bycia Zjednoczycielem czegośtam w imię własnego Ego… Dlaczego jako ludzkość nie możemy tego powstrzymać i się temu przeciwstawić?

Znowu zginą tysiące, a być może miliony czy miliardy ludzi… Aż nawet strach o tym myśleć, ale skoro szaleniec ma dostęp do przycisków uruchamiających nieodwracalne zniszczenie, to możemy się spodziewać najgorszego. Tu już nie chodzi o nic. Tu chodzi o wszystko.

Ale może rozejdzie się po kościach i niepodległość straci jedynie kilkadziesiąt milionów osób, a cała sytuacja przyschnie i będzie kolejnym zakrętem historii, na którym wypadnie tylko kilaset tysięcy istnień ludzkich, a reszta się jakoś ułoży. I reszta  świata odtrąbi sukces i znowu będzie co świętować…

#976 – o co chodzi

Mija kolejny tydzień. Jutro znowu poniedziałek. Tym razem będzie to ostatnie pożegnanie mamy mojej żony. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć, w głowie mam chyba jakąś galaretę, a to co dzieje się wokół wydaje się być mało śmiesznym żartem, farsą czy eksperymentem. W ciągu 103 dni straciliśmy 3 ważne w naszym życiu osoby i cokolwiek nie powiemy, czy nie pomyślimy, wydaje się być niedorzeczne, oderwane od rzeczywistości i nieracjonalne.

Pomimo tego, że w swoim życiu przeżyłem już wiele i mam dosyć otwarty umysł, nie mogę sobie tego należycie poukładać i naprawdę nie wiem jak to zrozumieć, wytłumaczyć sobie i jak się zachować.

Mam wiele nowych przemyśleń, historii i snów, którymi podzielę się ze światem, ale na to przyjdzie jeszcze pora. Teraz jest czas na przemyślenia, kontemplację i na ciszę.

#975 – droga

Dzisiaj był kolejny trudny dzień. Pogrzeb mojej mamy. Możnaby wiele rzeczy powiedzieć, snuć wiele opowieści, rozpatrywać jeszcze więcej scenariuszy z przeszości, ale w gruncie rzeczy nie o to teraz chodzi. Chodzi o to by się na chwilę zatrzymać, pomyśleć, popatrzeć za czym tak gonimy?

Kurz opadnie, Ziemia wykonuje kolejny obrót, koła zębate kręcą się dalej mieląc czas.

Łza popłynie, w myślach zagoszczą też ciepłe wspomnienia, marzenia jak mogoby być a nie będzie. Kolejny krok i kolejny. I tak do końca świata. Naszego świata, wszak każdy ma własny.

#974 – ciężko

Jeśli jest ci ciężko, to musisz pamiętać, że kiedyś będzie jeszcze ciężej. Kiedyś będzie też lepiej. Wszystko jest względne i wszystko jest tym jak to odbieramy i jak odczuwamy. Inni tę samą sytuację czują, widzą i rozumieją inaczej. Inaczej również odczuwaliby, gdyby byli na naszym miejscu.

Dla mnie osobiście najgorsza jest świadomość braku wpływu, braku możliwości pomocy innym, bo przecież to co czuję jakoś kiedyś przerobię. Kolejna choroba, kolejna wizja nieuniknionej śmierci… Po raz kolejny widać,  że kitem jest to, że ktoś tam na górze to sobie zaplanował, kontroluje to i jest to najlepsza rzecz jaka nam, ludziom, może się przydarzyć. Mega fake news, na który dało się nabrać miliardy wyznawców różnych religii i wierzeń.

Tragedia jednego człowieka, tragedia i ból dla rodziny i bliskich. Tłumaczenie niewytłumaczalnego i próba zrozumienia bezdusznych działań i procedur. Komu ma to służyć? Komu ma pomóc? Czyj ból to ukoi?

Czy jest jakaś nadzieja? Światełko w tunelu? Szansa na happy end?

Chce się siąść i płakać, drapać pazurami ściany i krzyczeć do księżyca. Wiadomo jednak, że nie ma to najmniejszego sesnu i nie przyniesie ani ukojenia, ani nikomu nie pomoże.

Tak mija kolejny tydzień, kolejne straszne wydarzenia dzieją się tam daleko, a jednocześnie tak blisko. W naszych sercach.

#973 – kolejna minuta ciszy

Ech. Możesz wszystko. Padłeś, powstań!

Nie ma wafla. Nadejdzie taki dzień, że to ostatni. Wcześniej lub później, często niespodziewanie, inni będą myśleć, że to jeszcze nie pora. Że to było zbyt wcześnie, że można było jeszcze chwilę pożyć.

A czy ja mam już wszystkie sprawy pozałatwiane? Poukładane na tip top? Powyjaśniane? Odpuszczone?

Czy jestem w zgodzie ze sobą na wszystkich płaszczyznach? Czy stare wątki są już zamknięte?

Ćśśśśś…. nie pora na myślenie. Pomilczmy trochę. To sie już nie wróci.

#972 – neverland

Każdy ma jakiś sekret, krainę z dzieciństwa, do której chciałoby się dotrzeć. Wyspę Skarbów, podwodną lub podziemną krainę, miejsce gdzie kosmici i postacie mityczne upodobały sobie byt. Niektórzy o tych przestrzeniach zapominają, inni marzą by tam kiedyś na chwilę zajrzeć, a jeszcze inni cały czas tam tkwią. Tych ostatnich można podzielić na osoby oderwane od rzeczywistości i nieudolne życiowo (bez negatywnych skojarzeń) lub twórców, artystów, pisarzy i wizjonerów. Niektórzy z nas pomimo tego, że światy te są im bliskie, pozostawiają je w tajemnicy tylko dla siebie, bojąc się ośmieszenia, osądów lub po prostu nie czują potrzeby do uzewnętrzniania swoich marzeń, kształtujących się od dzieciństwa. Jedne z tych miejsc są magiczne i niekonwencjonalne, inne wydawało by się zwyczajne i oczywiste, a jednak dla wielu niedostępne. Na przykład życie w kochającej rodzinie, pełnej sprawności fizycznej, czy miejscu gdzie ma się co zjeść i z kim w spokoju i bez wstydu pobawić. Marzenia są duże i małe, dla każdego inne i nie każdy jest w stanie sam sobie z nimi poradzić. Nie osądzajmy innych pochopnie i nie porównujmy każdego z nas do siebie. Świat jest pełen stereotypów i naszych wyobrażeń o innych, które nijak się mają do stanu faktycznego i odczuć innych ludzi. Zatem Ci co wypowiadają się o innych, mogą się po prostu mylić. Twoje marzenia są twoimi marzeniami i tylko ty możesz się chcieć nimi dzielić i ty możesz interpretować to ci się w nich znajduje. To tak jak z oceną interpretacji i ekranizacji dzieł książkowych do tego pisanych często w innych językach. Nie da się tego obiektywnie ocenić nie czując i nie znając zamysłu twórcy i jego wizji.

Bardzo się cieszę, że tak jest, bo dzięki temu jesteśmy niepowtarzalni. Możemy się od siebie uczyć i widzieć różne rzeczy patrząc na ten sam obraz.

Tak jak każdy ma inne wyobrażenie o Piotrusiu Panie czy Małym Księciu.

#971 – z górki

Kiedy się rodzisz, najtrudniejsze już za tobą. Prawdopodobieństwo, że ty to ty i że się urodziłeś, to szczęście niebywałe, a nie jakiś grzech.

Teraz to już z górki. Musisz przeżyć to co ci dane, poczuć to co masz do poczucia, dać od siebie to co możesz i obrócić się w proch. To tylko chwila, więc nie ma co się rozczulać, a trzeba chłonąć co jest do wzięcia i oddać to co masz w zanadrzu, wszak jesteś cudem i wyjątkową, niepowtarzalną istotą.

Nie wiem jak wy, ale ja często mam doła, poczucie bezradności, bezsensu, wykorzystywania przez innych i braku sensu czegokolwiek. Ale idąc tropem motywatorów biegowych – nie liczy się nic innego jak kolejny krok, kolejny metr, a po nim następny i następny. Za zakrętem kolejna prosta, górka, z górki. W końcu meta. I myśl – już nigdy więcej.

I po 5 minutach, kolejna – następnym razem dam radę zrobić to lepiej.

W sumie w życiu niczego nie trzeba. Można, ale nie trzeba. Rób co robisz dla siebie. Nie dla innych, bo i tak wszystkich nie zadowolisz.

Pisząc to wszystko, wcale się nie wymądrzam, tylko staram się dotrzeć do siebie, do tego ja, które jest niezadowolone z wielu aspektów mojego życia – braku kontroli, możliwości zrobienia czegoś co by się chciało.

Że niby możesz wszystko co sobie wyobrazisz? Nie bluźnij i otwórz oczy. Możesz dużo więcej niż ci się wydaje, ale po pierwsze nie wszystko, a po drugie jakim kosztem?

Ale nie jest tak źle – jest bardzo dorze i tego się będę trzymał. Do samego końca i jeszcze troszkę.

#970 – światełko w tunelu

Zawsze jest jakieś światełko w tunelu. Nawet wtedy kiedy to nadjeżdżający pociąg. Nigdy nie wiadomo co przyniesie przyszłość. Kto by (poza planującymi te zdarzenia) przewidział cały ten lockdown, globalny kryzys, nadchodzące wojny i inne rzeczy, które rasa ludzka sama sobie ukręca i pieczołowicie przygotowuje. Czasem jest po prostu ciężko i trudno wybrać drogę boczną, która również doprowadzi nas do celu, ale może wolniej i w mniej komfortowych warunkach. A może jednak warto? Może będą jakieś piękne widoki? Może jakaś przygoda, ciekawsza niż wizyta w przydrożnym Maku.

Jak to zrobić? Jak się odważyć? Odpowiedź jest prosta – Nie mam pojęcia. Jedni czekają na znak od siły wyższej, inni dostają środkowy palec przed nos, a jeszcze inni czekają, aż miarka się przebierze.

A jeszcze inni nie robią nic i czekają, aż denerwujący się przeciwnicy zejdą na zawał czy wylew jakiś.

Najważniejsze w życiu to nie przeszkadzać szczęściu działać i tworzyć pięknych dzieł. Cóż ma zrobić kamień na dnie przepływającego potoku? Szlifować swoje krawędzie i stawać się kształtem idealnym… Japońskie przysłowie mówi – Gwóźdź, który odstaje, musi zostać wbity.

Jaki z tego morał? Albo musisz być wbity gwoździem, albo młotem , który te gwoździe wbija.

Możesz się złościć i szarpać, możesz też użyć mocy spokoju, perswazji i logicznego myślenia. I w każdym z tych przypadków może się okazać, że nic nie wskórasz. Czasem wstarczy się zatrzymać, pomyśleć i zmienić perspektywę. Wykręcić kota ogonem, użyć drugiej strony kija, czy mieczy, których mamy pod dostatkiem.

I pamiętaj, żeby docenić tych co trzeba i mieć ich po swojej stronie. Bo ci po tej drugiej stronie są na pewno źli i się mylą. 😉

#969 – prawda prawdziwa

Trzeba być prawdomównym i uczciwym.

Trzeba mieć też wtedy twardą dupę.

Ale można też kombinować i kłamać.

I też trzeba mieć wtedy twardą dupę.

Albo asa w rękawie.

Asa w rękawie trzeba mieć zawsze, tak jak twardą dupę.

Ale ktoś może mieć w rękawie jokera.

I wtedy trzeba mieć twardą dupę.

Wniosek jest taki – zepnij pośladki, bo w nich caly twój potencjał, twarda dupa jest ważniejsza od wszystkiego.

#968 – słowo na wtorek

Kolejny tydzień śmignął niepostrzeżenie. Nie zdążyłem niemal wykonać pełnego obrotu, a minęło kolejne 168 godzin mojego życia. Niby nic wielkiego, a jednak, pomimo braku chęci, siły i wewnętrznego wigoru, zrobiłem krok, mam nadzieję, że naprzód. Drobne przeziębienie, wyzwanie dotyczące skoordynowania małego projektu medialnego, zdanie kolejnych 4 egzaminów na techniku masażyście, przemyślenie aspektów szarego życia i wielokrotna zmiana planów spowodowana pandemią i zmiennością otoczenia (VUCA). Do tego dochodzi niepokój o naszych wschodnich sąsiadów, do których mamy w linii prostej z 70km.

Co będzie dalej? Jak żyć normalnie? Jak spełniać się i realizować pomimo przeciwnościom i niedogodnościom? W sumie przecież nie ma na co narzekać. Są ludzie, którzy nie mają nawet domu, źródła utrzymania i innego celu w życiu, jak przeżyć kolejny dzień. Tu nie chodzi o to by dostrzec czy szklanka jest do połowy pusta czy pełna. Chodzi o to by wiedzieć kiedy spożytkować jej zawartość i mieć pomysł i zabezpieczenie, aby ją znów napełnić. Czy więc rozpatrywanie szklanki ma jakikolwiek sens?