Każdy by chciał być wysoko, mieć decyzyjność, ale żeby również wszystko się działo poza nim i żeby otrzymywać za swoją dobrą radę wysokie wynagrodzenie. To o co tu chodzi? Jeśli każdy najmniejszy element ma wiedzieć sam co ma robić to po co prezesi, po co ich odpowiedzialność? Po co ich wiedza i intuicja? To że trzeba robić i że trzeba się zmieniać – to chyba wie przeciętnie inteligentny szympans? Jak wyżre wkoło siebie wszystko to musi ruszyć zadek by znaleźć nowe banany… Moim zdaniem prezesi są po to by mieć czujność, w którą stronę mamy iść i czego się obawiać najbardziej teraz. By wytyczyć z grubsza kierunek, który dalej pilnują niżsi generałowie i inni eksperci. By w porę dostrzec zagrożenia i odpowiednio szybko przerzucić siły by je minimalizować i by w porę dostrzec rafy i płycizny, tak by nasza podróż ku Eldorado minęła jak wycieczka szkolna w klasie 3B.
Ze stołka można spaść. A im wyższy stołek tym większy ból d… i większe zadowolenie gawiedzi. Już zacierają ręce na samą myśl o tym jak to się wszystko ładnie wywróci.
