Był sobie marsz równości w Lublinie. Wyszli na ulicę różni ludzie, hetero, homo, bi. Niepełnosprawni, chorzy, ich rodziny, sympatycy, ludzie z empatią. Co więcej, na ulicę wyszli też inni Lublinianie, żądni krwi, igrzysk, zemsty (za co?), prawdziwi chrześcijanie i patrioci. Rzucający w tłum wyzwiska, obelgi, petardy, kamienie i pomidory.
Na usta cisną się różne słowa, miłe, niemiłe. Różne.
Skoro jesteśmy chrześcijanami – powinniśmy sobie pomagać i się wzajemnie miłować, a na pewno tolerować.
Ale nie, w większości jesteśmy katolikami i patriotami – a to już inna historia. Czy tak na pewno powinno być?
Kto jest bez winy rzuca kamieniem pierwszy i ryczy najgłośniej…. A krowa, która ryczy, mało mleka daje…..
