#783 – to już tydzień

Co robić, co robić? – łzy płynęły jej po policzkach. Widziała jak biedny pies leżał w konwulsjach, a biała piana toczyła mu się z pyska. Tylko jedno przychodziło jej do głowy – brać nogi za pas i po prostu uciekać. Tylko nogi drżały i za nic nie były w stanie spełnić żądań właścicielki. Z trudem ruszyła w stronę kuchni, tam miała jeszcze dwa opakowania Manicylu, który łagodził objawy i pozwalał w miarę normalnie funkcjonować. Trzeba zażyć specyfik i jak najszybciej się stąd ulotnić.

Połknęła tabletkę i popiła zimną herbatą. Siadła ciężko czekając na zadziałanie leku i próbowała ogarnąć rozbiegane myśli. Z kredensu patrzył na nią szary kot, który zamiauczał żałośnie.

Po kilku minutach objawy zaczęły ustępować, pomału podniosła się, chwytając się blatu. Zza okna rozległy się pojedyncze strzały i krzyki.

– Ocho – znowu nagonka na zarażonych – strach był paraliżujący…. Zdrętwiała i spojrzała z wyczekiwaniem w okno. Odgłosy oddalały się i w końcu ucichły. Poszła wolno do sypialni i padła na łóżko. Po chwili już spała. Smartfon leżał na poduszce obok…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *