Z pamiętnika Świetnego (sic) Mikołaja:
Jak się zmotywować, pytacie kochane dzieci?
No cóż, ciężka sprawa. Zależy do czego i kiedy.
Czasem, wszystko po prostu samo przychodzi, jest jasne i oczywiste, a każde działanie sprawia radość, nawet kiedy nie są to nasze ulubione czynności.
A czasem, zonk, ściana, dół i w dodatku kaplica.
I co wtedy? Kiedy nawet nie chce ci się wstać z łóżka? Kiedy chciałbyś zasnąć, po prostu zamknąć oczy i już nigdy się nie obudzić?
Cóż, to zależy. Każdy z nas jest inny, każdego inaczej potraktował wszechświat i każdy ma inne schody do pokonania codziennie. Nie da się niczego zrobić, jeśli nie ma paliwa, katalizatora oraz tlenu, który to paliwo może spalić. Ważne jest również odpowiednie magazynowanie i przetwarzanie tej energii na efekty naszych działań. Jednym z tych efektów, niewątpliwie powinno być zdobycie kolejnej porcji energii oraz katalizatora, a także zapewnienie serwisu i utrzymania naszych magazynów energetycznych i tworzenie dalszego planu działań.
Jednym z bardziej energochłonnych procesów jest myślenie. Angażuje naszą gospodarkę energetyczną, a także determinuje to czy nam się chce coś robić czy po prostu każe nam czekać na coś, często nie wiadomo na co….
Zatem pierwszym krokiem do działania jest ograniczenie myślenia do niezbędnego minimum. Nie rozważaj sensu istnienia, ani swojego, ani rodzaju ludzkiego, ani niczego innego. W pierwszej kolejności skup się na tym co konieczne do odzyskania wiary w kolejny dzień. Odrzuć wszystkie wybory, czy skarpety takie czy siakie. Czy zjeść to czy śmo. Czy PIS czy PO czy k$@#! nie wiem co.
Tylko solidna podstawa może pozwolić na budowę czegokolwiek. Jeśli masz wsparcie – skorzystaj z niego. Jeśli cię męczy – powiedz o tym otwarcie, najdelikatniej jak umiesz. Poza myśleniem, dużym wyzwaniem jest komunikacja, a jeszcze większym myślenie nad własnym życiem, celami i jeszcze opowiadanie tego komukolwiek i snucie planów. Snucie planów, na których realizację nie ma ani sił, ani środków.
Takie życie może być jak ściana w maratonie – kto wie ten wie. Coś się dzieje i nagle – stop. Odcięte jest wszystko – sprawczość, energia, chęć do zrobienia kolejnego kroku, po prostu pustka wewnętrzna. I wtedy myślenie nie pomoże, bo spowoduje, że nie zrobisz niczego. Możesz je jedynie wyłączyć i bazując na instynkcie robić co trzeba by przebrnąć przez doła.
Później będzie lepuej.
Do kolejnej ściany.
Ale ściany można uniknąć lub uzbroić się zawczasu w taran.
Chyba, że trafi się znowu mur nieadekwatny do naszego narzędzia.
Nikt się na ten świat nie pchał, zatem nie ma powodu, by rezygnować ze świetnej okazji pobycia tu tak długo jak się tylko da.
