Brrr… – zawarczał do siebie i ściągnął psa na smyczy. – Co ja tu k$#% robię?
Chodził już dobre piętnaście minut po osiedlu zbierając kupy za swoim małym pokracznym kundlem. – A tak miało być dobrze w życiu. Dom, ogród, szczęście i sukces na polach wielu biznesów. No i kochająca się szczęśliwa rodzinka, zadowolona z sielskiego bytu. A tu szara, naga polska rzeczywistość. Budzisz się i łazisz za kundlem, który cię ciąga po obsranych trawnikach, a ty zbierasz jego odchody do plastikowych torebek. Bo oczywiście nażarł się czegoś, pewnie kociej karmy i musi się załatwiać na raty, podobne do twoich miniratek za wszystko.
Dom, ogród? Tak, fajnie by było, ale niestety się jeszcze nie złożyło, a tu już pięćdziesiątka zaraz na karku. Gnieździsz się w małym mieszkanku i masz wrażenie, że jednak coś gdzieś poszło nie do końca tak jak powinno. Dzieci mają do ciebie żal o różne życiowe wybory, ty masz do siebie żal, że może gdyby tylko nie wiadomo co poszło inaczej, to byłoby może lepiej… I ten śnieg, który właśnie włazi ci do adidaska i ta zimna, mokra smycz, bo przecież nagle Pani Zima wróciła, przez nikogo nie proszona.
I jeszcze by się parę powodów do patriotycznego zrzędzenia znalazło. I byłoby tak swojsko. Ale wrócił myślami tu i teraz, i rozważył o tym co istotne – o tym z kim jest, i przypomniał sobie, że jest mu najlepiej na świecie, niezależnie od tego jaka jest pogoda, jaki ten psisko nieidealny i jakie jeszcze sytuacje się napatoczą. Przecież wie, kto na niego czeka w domu, do kogo się przytuli i z kim spędzi najlepszy czas w życiu. Ta Jedna, Jedyna.
I spacerował dalej z uśmiechem pod wąsem, nie zważając ni na śnieg ni na wiatr. Przecież to nie ma żadnego znaczenia. Są rzeczy, których nie da się wygrać, nawet na loterii.
To jest prawdziwe szczęście.
