Tak sobie dzisiaj myślałem, co bym chciał w życiu zrobić. Dumałem, i trapiłem się niesamowicie, aż się zmęczyłem. Wiele rzeczy chciałem i chcę osiągnąć. Oczywiście cele te, są niematerialne raczej, bo materia ma to do siebie, że lubi się zamieniać w energię, zatem od razu wolałbym się nie rozdrabniać i energetyzować raczej, tak siebie, jak też i innych.
I tak się zastanawiałem, czy ja mam jakieś ADHD? Czy inną przypadłość, która uniemożliwia mi bycie osobą spójną i konsekwentną? A może wprost przeciwnie? Wciąż tkwię w miejscu, niczym w beczce soli? A może ta beczka jednak toczy się z góry tuż w stronę Syzyfa pchającego swój kamień? A może to nie Syzyf, tylko żuczek gnojak powiększony oczami strachu i wyolbrzymień?
I dopiero wtedy sięgnąłem do źródeł Verdaduras – do wpisu #001, który zamieściłem w 2016 roku. Tak więc wychodzi na to, że to już ósmy rok kalendarzowy jak się to wszystko kręci. Tak. Kręci się w kółko, bo w kwadrat byłoby raczej ciężko i pomimo tego, że wiele wody upłynęło tu i ówdzie, to ja dalej czuję się świeżakiem i nieopierzonym pisklakiem w wielu dziedzinach, w których się poruszam. Bardzo się z tego cieszę, choć nie przysparza mi to chwały czy potencjalnych odbiorców. Może powinienem bardziej się reklamować , pokazywać, obracać czy idealizować formę przesłania? Wtedy czułbym się bardziej spełniony?
Tylko z drugiej strony, jak mówi klasyk – na ch.. mi las? Wszak spełniony jestem w 150%, a wszystko ważne co chcę mam tu i teraz. A reszta jest jedynie drobnostką, która albo będzie, albo jej nie będzie.
Zabawne jest to, że pomimo wszystko, przesłanie pozostaje to samo:
Traktat o nicości, zabawie, wojnie, miłości, okrucieństwie i spokoju.
Domin – Verdaduras
„Jeszcze w zielone gramy”. I tego się będę trzymał, choć nie zawsze jest z wiatrem, a życie pisze kolejne scenariusze.
Ciekawi jakie? Trzymajcie się, jedziemy dalej, bez trzymanki.
