Znów nadszedł czas na chwilę ciszy i zadumy. Po co to wszystko? Za czym ta gonitwa? Dokąd to wszystko zmierza i jakich poświęceń wymaga?
Koniec wakacji, dzieci znów idą do szkoły, w radiu wspominki z agresji Niemiec na Polskę, wojna na Bliskim Wschodzie, wojna na / w * (* niepotrzebne skreślić) Ukrainie. Znowu ktoś zginął na motocyklu, ktoś się ożenił, ktoś ma dosyć życia, inny chciałby jeszcze coś zrobić, dla siebie i dla innych. A ktoś pozostawił sześcioletnią dziewczynkę w oknie życia.
Wieczne rozkminy, wieczny wyścig z czasem, którego podobmo nie ma, a równoległość światów daje nadzieję, że wczorajsze marzenia gdzieś tam się spełniają, a inne nasze nieznane pragnienia są naszym życiem, które jest pasmem niekończących się sukcesów.
Co robić? Co odpuścić? Czy jest coś o co warto walczyć? Ale pytanie czy walka jest konieczna by osiągnąć spokój i spełnienie? Może zamiast nerwowej i stresującej wojny z samym sobą, wystarczy robić dobrze to co konieczne i budować świat utopijnej szczęśliwości…. Niby proste i oczywiste, ale chociaż wielu ludzi wierzy w różnych jedynych i wszechmogących bogów, to żadnemu, jedynemu z nich, nie udało się stworzyćc świata, który sprostałby potrzebie ludzkiej do spokojnego życia w godności, spokoju i przyjaźni.
Jak bardzo trzeba być idealnym by być spokojnym o byt i o to, że jutro nadejdzie?
