Czasem szkoda tracić czasu na sen. Czasem sen jest lekiem, zbawieniem, ucieczką od zapomnienia. Różnie to z nim bywa. W każdym razie miałem okazję przebiec z Krakowa do Częstochowy, bieg szlakiem orlich gniazd. Prawie 36h, ponad 160km. I wiecie co było najgorsze? Nie deszcz i chłód. Nie odciski i bąble, nie zmęczenie i ból mięśni czy stawów. Najgorszy był brak snu. Masakryczny, przytłaczający brak snu. Nierealność sytuacji, majaki, abstrakcyjne myśli, zamykanie się oczu, zataczanie, dezorientacja i zdziwienie były masakryczno makabryczne. Widziałem rzeczy, osoby i stworzenia, których nie było. Słyszałem dźwięki, których nie było. Czułem też obecność osób, których nie powinno być. To było bardzo trudne, wyczerpujące i równocześnie, bardzo ciekawe doświadczenie. Będzie mi bardzo trudno coś takiego powtórzyć – boję się tego. Ale coś czuję, że jeszcze do tego powrócę.
Dobranoc
