
No i już po Rzeźniku. Czwarty raz zmierzyłem się z tym biegiem, 3 raz w towarzystwie mojego kolegi Roberta. Plan był prosty – przebiec 80km po Bieszczadach w czasie około 12-12.45h i później polecieć kolejne 20km aby ukończyć Rzeźnika Hardcore…. No cóż…. Nie do końca się udało 80km ukończyliśmy w czasie 13h 11 minut i nie puścili nas by zakończyć to co sobie zaplanowaliśmy -zatem w tym roku musimy się zadowolić zwykłym Rzeźnikiem na 80km. W sumie jesteśmy zadowoleni – obyło się bez kontuzji pomimo licznych przewrotek w drodze, było bardzo ślisko i ulewnym popołudniu na trasie biegu pojawiły się znikąd tony błota. Niestety nie doszły do mnie zamówione na UTMB super buty, które na pewno przebiegłyby za mnie Rzeźnika i musiałem męczyć się z moimi dobrymi-na-wszystko-poza-błotem amatorsko-rekreacyjnymi Kalenji. No cóż, łatwiej byłoby chyba biec w łyżwach, ale w sumie do mety dotarliśmy. Przygotowanie fizyczne oceniam na odpowiednim poziomie – dotarliśmy do mety bez zbędnych przestojów, większych kryzysów, byliśmy zmęczeni – ale na pewno gotowi jeszcze na 20km dobicie.Obyło się bez kontuzji, chociaż ja kostki powykręcałem we wszystkie strony już przed 30km, ale nic nie boli zatem uważam, że kontuzje skręconej kostki mam wyleczoną. Kolano również jakoś dało radę, choć były chwile, że informowało mnie delikatnie: „Kolego uważaj, bo zaraz skończysz tu ten swój bezsensowny bieg…”.
Na trasie trochę bolała dusza, wiedzieliśmy pod koniec, ze już nie zdążymy na Hardcore i że pokonała nas bieszczadzka aura i zmieniona (oczywiście trudniejsza) trasa biegu…. No cóż pewnych rzeczy się nie przeskoczy i tak poprawiliśmy nasz czas z zeszłego roku o 45minut, jesteśmy zdrowi, więc nie ma co narzekać. Rzeźniku Hardcore – jeszcze się z Tobą nie policzyliśmy!!! Biegliśmy równo, przygotowanie fizyczne było podobne. Nasze drobne kryzysy niwelowały się w trakcie drogi – wspieraliśmy się cały czas. Zatem nie pozostaje nam nic innego jak się cieszyć i trenować dalej.
Wynik naszego biegu – Rzeźnik XIV 2017 13 h 11 minut – 117 pozycja naszej dwuosobowej drużyny – to niezły wyczyn. Przynajmniej dla nas 🙂
