No i przychodzą takie czasy, że wydaje się, że wszystko stracone. Wkurzają cię drobiazgi. Wkurzają Cię rzeczy duże, świat się sprzeciwia i już prawie nikt w ciebie nie wierzy. Każą ci się zamknąć i nie odzywać bo na pewno nie masz racji. Stajesz na rozdrożu, bo sam już nie wiesz co dla ciebie dobre, co złe, którą drogą pójść i czy w ogóle masz jakiś racjonalny wybór? Ktoś czegoś chce, żąda, prosi, wymaga, nakłania. Czy ma rację? Czy ty wiesz co teraz zrobić, żeby znowu poczuć się dobrze? Czy naprawdę to co się do tej pory działo ma jakiekolwiek znaczenie? Czy lata podążania w danym kierunku nie spowodowały, że pora sięgnąć gdzieś dalej i wyżej, żeby było lepiej i by znów poczuć wiatr w żaglach? Może to już czas powstać, odbić się i skoczyć wyżej, być może ryzykując wszystko co masz? Szacunek, pozycję piniondze. W sumie kogo to tak naprawdę poza tobą obchodzi? Życie jest coraz krótsze, każdego dnia zbliżasz się do dnia sądu, więc może warto byłoby się na tym ostatecznym sądzie czymś wykazać, mieć uzasadnienie swoich działań, przedstawić swoje rozterki, pokazać się z jak najlepszej strony. To co się dzieje dookoła nie jest wieczne, jest tylko chwilą, ulotną i złudną, a to w co wierzysz i co czujesz jest tylko w tobie. Ważne żebyś się dobrze czuł ze sobą samym, nawet jak ci się każą zamknąć bo gadasz rzeczy, które się innym nie podobają.
Ucz się, pracuj, żyj i kochaj. Nic Ci więcej w życiu nie jest do szczęścia potrzebne.
