Tekst niby słaby i oklepany w dobie wszechobecnych trenerów, mówców motywacyjnych i ogólnego pędu do „niby samodoskonalenia się”.
Ale zobaczyłem ten tekst na tablicy nad biurkiem mojej 17 letniej córki, która, pomimo przeciwności i braku wielkiej pomocy z zewnątrz, walczy o to by jej życie było w nieodległej przyszłości na oczekiwanym minimalnym przyzwoitym poziomie. Widzę ją każdego dnia, jak uczy się spełniać swoje, nie swoich rodziców, marzenia. Jak idzie krok za krokiem w stronę swoich oczekiwań. Wkłada w to dużo pracy, wysiłku, szuka swoich nowych mocnych stron, nie zaniedbując już tych odkrytych. Dla mnie to niebywałe, jak na osobę w tym wieku. W każdym wieku.
Spotkałem się ostatnio z opinią, że cały ten pęd z samorozwojem i szkoleniami to lipa, i milenialsi nie mają co do roboty w naszym społeczeństwie.
Otóż moja opinia jest taka, że samorozwój polega na tym, że mamy się sami rozwijać. Szukać. Składać do siebie to co już wiemy z tym co jest nowe. Tu nie wystarczy pójść, czy obejrzeć na szkolenie, tylko wdrożyć je w codzienne życie. Aby iść do przodu, bazując na ciężkiej pracy, małych postępach i patrzeniu w przyszłość.
Jeśli czekasz na bardzo szybki efekt swych działań, możesz się rzeczywiście zawieść i po prostu zniechęcić.
Trzymam kciuki! Uwierz w siebie! I dbaj o swój własny rozwój. Żadna szkoła czy szkolenie ci go nie da. Tu trzeba nieustającej praktyki, pomimo trudności i przeciwności!!!
