Znalazłem sens swojego życia. Polega na tym, że cieszę się tym co mam. Ale by nie popaść w nudę i marazm, szukam wyzwań, które mogą wydawać się innym pozbawione logiki. Mógłbym zrobić w swoim życiu wiele rzeczy prościej i łatwiej. Dla siebie i pewnych osób w moim otoczeniu. Wybrałem jednak taką drogę, która nie wszystkim odpowiada i cóż, jakby to powiedzieć, akceptuję taki stan rzeczy. Nie zamierzam się kopać z koniem jeśli nie dostrzegę w tym sensu i nagrody, bo cóż by nie mówić, nagroda jest ważna i to nie tylko taka ostateczna i niedościgła, ale raczej taka rozproszona na małe kawałki, wręcz okruchy, które gromadzę pieczołowicie każdego dnia. Próbuję różnych rzeczy i nie waham się podejmować dodatkowych wysiłków nawet jeśli okazuje się, ze ta ścieżka prowadziła donikąd i trzeba się kawałek cofnąć. Droga powrotna bowiem wygląda zupełnie inaczej i w wielu przypadkach okazuje się, że dostrzegam jeszcze jakąś boczną ścieżkę, którą przegapiłem idąc skoncentrowany na celu. Odrzuciłem zbędny bagaż codziennego wylewania żółci i żalu na innych, bo dzięki takiemu, a nie innemu obrotowi sprawy mogę sprawdzać się w takich a nie innych okolicznościach. Scenariusz, który pisze życie jest bardzo bogaty i co ważne jest interaktywny a dzięki mojemu zaangażowaniu i nieustannym wyborom mogę kreować go w pewnym zakresie, a na pewno w takim stopniu na jaki mam ochotę i nastrój.
Czy pożałuję? Nie wiem. Na pewno nie obyło się jak do tej pory bez błędów i pozornie bezsensownych fragmentów, ale biorąc pod uwagę całokształt i wyciągnięte wnioski, muszę powiedzieć, ze było bardzo warto!
Pozostaje zatem błyszczeć siwymi włosami w promieniach pojawiającego się słońca i cieszyć się tym co jest, tym co było i z niecierpliwością oczekiwać tego co będzie.
