Pierwsze wakacje z Syreną dały nam wiele frajdy. Poznaliśmy wiele technik domowych napraw samochodowych na parkingu. Popełniliśmy przy tym mnóstwo błędów wynikających z naszej niewiedzy, głupoty i braku odpowiednich narzędzi. Pierwszym z przykładów był urywający się ciągle przegub w przednim kole. Uporczywie wymienialiśmy go i się urywał. Fakt, że Syrena świetnie ruszała z piskiem na swoich prawie slickowych gumach, ale urywaliśmy te przeguby jeden za drugim. I co? Okazało się, że ma być osłona gumowa i smar! Nie wiedzieliśmy o tym zupełnie i dopiero pan Zbyszek powiedział nam co i jak. I został wtedy naszym guru syreniarskim, kompendium wiedzy i chodzącą encyklopedią. Podobna sytuacja była z osłoną przerywacza wysokiego napięcia do świec, który nie miał osłony i zalewała go każda większa kałuża i powodowała naszą frustrację i zdziwienie. W każdym razie początki były trudne, ale przyjemne a radość ze wspólnych przejażdżek rekompensowała wszystko.
Dzięki naszej głupocie i trochę braku szczęścia, szybko nasza syreniarska przygoda stanęła pod wielkim znakiem zapytania.Z jednym kolegą podjęliśmy męską decyzję, że naszego Betona (tak ją nazwaliśmy) należy dokładnie umyć. Kolega, który był większym autorytetem w prowadzeniu auta, pomimo tego, że również jeszcze nie miał prawka, podjechał 100 metrów na pobliski mały parking gdzie warunki do podjęcia czynności kosmetycznych były lepsze. Wypucowaliśmy naszego cudownego szerszenia i przyszedł czas aby przeparkować to cudo z powrotem na miejsce. Kolega cofnął śmiało i wjechał przejeżdżającemu, prawie nowemu Polonezowi w bok. Zatrzymał się i nie wiadomo dlaczego chcieliśmy uciekać. Oczywiście daleko nie zajechaliśmy i po kilu metrach zatrzymali nas przechodnie. To uderzone auto oczywiście było okoliczne, sąsiada z bloku, w którym mieszkał mój kompan.
Co to się działo, oj co się działo. My nieletni jeszcze, policja, przesłuchania. Rozmowy z nami i z rodzicami. Mówię wam, strach blady i stresu co niemiara dla wszystkich.
Jakoś się udało to załagodzić, ale powiem wam, że minę miałem nietęgą.
I wiecie co? Mój Tato dał mi potem te kluczyki do Syreny i powiedział – Proszę używajcie jej dalej, liczę na wasz rozsądek…. Oj jakie to było mocne i dające do myślenia! Największa nauka z tego przypadku.
