Aspekt turystyczny Syreny również jest godny poświęcenia kilku słów. Pierwsza ciekawostka: pod tylną kanapę wchodziło bez żadnych problemów i obniżania komfortu 20 butelek 0,5l piwa, a więc wypad nad jezioro nie stanowił żadnego problemu, no chyba, że dla kierowcy… Kolejnym niebywałym atutem był bagażnik, jak na czasy Fiata 126p prezentował się okazale i pozwalał na przewożenie, poza bagażami, również niezliczonej ilości zbędnych i niezbędnych części zapasowych.
Nocleg? W wersji z dźwignią zmiany biegów przy kierownicy (a taką dysponowaliśmy) nie ma najmniejszego problemu. Wyjmujesz przednie fotele (1 minuta), oparcie z tylnej kanapy kładziesz płasko w ich miejsce (również minuta) i masz wygodne łóżko dla dwóch, a nawet trzech dorosłych osób. Jedyna wada, fotele muszą pozostać na zewnątrz (można je częściowo wsunąć pod nadwozie). Kolejnym aspektem turystycznym był fakt, że wszędzie wzbudzaliśmy sympatię, uśmiechy i zainteresowanie. Nasza perła była przez nas własnoręcznie pomalowana na czarno, na masce i do polowy drzwi mieliśmy namalowane żółto czerwone płomienie a z tyłu na bagażniku skrzydlate logo Aerosmith.
Jeśli chodzi o spalanie, to paliła tyle ile się wlało, realnie pomiędzy 8 a 12l mieszanki do dwusuwów w stosunki 1:30 (olej / benzyna). Zwiedziliśmy po tysiąckroć okolice naszego miasta i Pojezierze łęczyńsko-włodawskie, w ciągu kilku ładnych lat! To były bardzo dobre czasy!
