Jak sami widzicie, chwila zatrzymania, refleksji i pozwoliła przywołać wiele pięknych i ważnych dla mnie wspomnień. Dlatego nie czekam ani chwili dłużej, aby dać im drugie życie i opisać je właśnie tu i teraz.
Pamiętam 13 lutego 1996. To był mroźny, śnieżny i lodowy dzień. Dla mnie bardzo ważny, bo akurat odebrałem wtedy prawo jazdy kategorii B, czyli uprawniające do kierowania pojazdami do 3,5 tony. Moje wymarzone i zdobyte dosyć długą drogą o czym na pewno jeszcze napiszę. Wracając do tego dnia, odebrałem je! I jak to o mnie mówią, jestem w gorącej wodzie kąpany, więc chciałem się sprawdzić!!!
Było już późne popołudnie, ciemno na dworze więc nie bardzo było nad czym dłużej dumać – postanowiliśmy z moimi kolegami pojechać odebrać koleżankę ze szkoły, na drugim końcu miasta. Zatem ruszyłem do domu po wodę, gdyż z Syreny, w zimie wodę spuszczaliśmy, żeby nie zamarzła (nauczeni oczywiście wcześniejszymi lekcjami życia – pękniętymi rurami i wywalonym korkiem z chłodnicy).
W czasie nabierania tejże wody do plastikowego baniaczka, w moim domu, w łazience, padło niezręczne pytanie, zadane przez moich rodziców:
-A po co ci ta woda?
– Do Syreny, jedziemy na przejażdżkę – odparłem z radością.
-A kto będzie prowadził? – sytuacja, zaczęła przypominać zaciskającą się pętlę na szyi.
-Co było zrobić? – Ja! – oznajmiłem udając pewność w głosie.
-Czyś ty zdurniał? Zobacz co się dzieje na dworze. Doświadczeni kierowcy nie jeżdżą jak nie ma takiej potrzeby – kontynuowali rodzice, z dużymi nerwami w głosie i narastającą eskalacją problemu.
-Nie po to robiłem prawo jazdy, żeby teraz leżało na półce! – wykrzyknąłem prawie i ostentacyjnie wyszedłem z domu.
Dobra mina do złej gry. Pierwszy raz legalnie jechałem samochodem po odebraniu prawka, pierwszy raz legalnie Syreną, pierwszy raz po lodzie na łysych kartoflanych 15 letnich oponach. Prawie się obesrałem, ale dałem radę! Syrena niby ma napęd na przód, ale brak doświadczenia, łyse opony i takie inne drobiazgi zrobiły swoje. Kto nie jeździł takim pojazdem nie będzie wiedział o czym mówię. I jeszcze hamowanie silnikiem… W dwusuwach jest zazwyczaj „wolne koło” czyli odłączanie napędu przy braku przyspieszania, a więc unikanie hamowania silnikiem. Po co? Aby nie zatrzeć silnika, który jest smarowany jedynie wtedy gdy dopływa do niego paliwo, a więc w momencie przyspieszania… Chociaż w Syrenie jest tajemnicza dźwignia, która tę funkcjonalność pozwala włączyć na pełną odpowiedzialność kierowcy.
Pierwszą zimową wyprawę zakończyłem sukcesem i poza stresem oraz litrami zimnego potu na moich plecach nikomu nic złego się nie stało. Byłem z siebie bardzo dumny i oto otworzył się przede mną kolejny rozdział życia.
