#802 – wszystko się liczy

Bardzo się cieszę, że robiłem w życiu wiele rzeczy, istotnych i tych błahych. Dobrych i takich co to się ciężko nimi pochwalić. Cieszę się, bo z upływem życia nie ma na nie miejsca albo czasu, albo obu tych czynników na raz. A teraz proszę, gdzie się nie zwrócę, okazuje się, że to czy tamto doświadczenie przydaje się do nawiązania nici porozumienia z różnymi, nowo poznanymi ludźmi. Jak przekonały mnie ostatnie miesiące i potwierdziły moje wcześniejsze przemyślenia (o których możecie sobie poczytać), że bardzo kusząca jest praca tylko na mocnych stronach i bycie świetnym specjalistą w wąskim zakresie. Tylko może się właśnie okazać, że gałąź na której siedzisz łamie się z takich czy innych przyczyn. Czasem ze starości, czasem ktoś rozmyślnie ją utnie, a innym razem może nastąpić przypadek i nagle twoje miejsce w ekosystemie znika z niewyjaśnionych przyczyn. I jeśli stałeś na dwóch nogach i jednej zabraknie, masz jakieś szanse na w miarę miękkie lądowanie.

Ostatnio czytałem, że esencjonaliści skupiają się na niewielu rzeczach i starają się je pielęgnować i nie sposób nie zgodzić się z rozsądkiem takiego podejścia, chyba, że ktoś jest w gorącej wodzie kąpany i musi zmieniać bodźce by zadowolić swoje wnętrze. Oczywiście wszystko ma swoje granice i chcąc nie chcąc nie da się niestety wszystkiego spróbować bo doby nie rozciągniemy, ale zbyt wiele chcemy wiedzieć zanim zaczniemy działać. Ja uwielbiam działać. Uwielbiam też marzyć, myśleć i planować, ale to działanie przynosi mi większą frajdę i satysfakcję. Nie zawsze tak było. Pamiętam, w latach zerówki czy pierwszych klas podstawówki wstydziłem się, obawiałem i nie chciałem zmieniać tego co było wokół…. Pewnie dlatego, że nosiłem okulary i często bylem wyśmiewany przez rówiesników, co potęgowało niechęć nawet do chodzenia do szkoły. Jak to mówią czym skorupka nasiąknie… – teraz też się wielu rzeczy boję, obawiam próbować nowości i zmian, ale zdołałem przez te lata zbudować w sobie coś co pozwala mi nad tym strachem zapanować i wykorzystać go do swoich celów. Wszystko to przyszło w zasadzie nieświadomie, pomału, dzięki wielu zbiegom okoliczności, ale także świadomym działaniom. Dużo dała mi wiara ludzi w moje możliwości i informacja zwrotna – głównie ta dobra (w którą nie do końca zawsze wierzyłem), jak i ta szczera, prawdziwa, twarda i niewygodna. Tak. Czasem czegoś zabraknie żeby zadziałać jak by się chciało, a czasem po prostu nie ma na to chęci, choć wiele jest w zasięgu ręki.

Dzisiaj moja bańka znowu się skurczyła, poczułem się mały i bezradny w otaczającym świecie. Dzień Świstaka. Kolejny tydzień paranoicznego siedzenia w zamknięciu z powodu nie wiadomo czy prawdziwego zagrożenia, które jeszcze poprawiłem zalewając sobie niechcący udo wrzątkiem 10 dni temu. Na szczęście mam już wypracowane schematy działania w przypadkach dołka psychicznego. Na szczęście otaczają mnie odpowiednie osoby, miłość, przyjaźń i spokój wewnętrzny. Wiem, że ten koszmar się kończy, już widzę światełko w tunelu i po kolejnym spowolnieniu można zacząć przyspieszać i korzystać z życia pełną gębą. Nie ma się przecież co martwić na zapas. Są tacy dookoła, którzy na pewno zaleją nas powodami do zmartwień, ale nie mam zamiaru tym przejmować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *