Warto czasem się zastanowić dla kogo to wszystko robisz? Pracujesz, żyjesz, oddychasz. Dla siebie? Dla bliskich? Dla rządu? Dla podatników? Dla spadkobierców? Dla Boga? W imię czego?
Jeśli nie będziesz zadawać sobie tego pytania odpowiednio często i odpowiedź nie będzie Cię napędzać do dalszych działań, wkrótce może okazać się, że znajdziesz się w miejscu, w którym trudno będzie znaleźć twardy grunt pod nogami. Oczywiście odpowiedzi mogą się zmieniać w czasie i powodować, że będziesz musiał przenieść gdzieś ciężar swoich akcji po to by zrównoważyć oczekiwania środowiska, swojego ego, celu i środków, którymi dysponujesz.
Im mniejszy masz pęd i mniej dostępnych środków tym trudniej złapać równowagę i wtedy musisz lawirować, dwoić się i troić.
Czasem trzeba podjąć trudną decyzję czy uciec, walczyć czy stanąć nieruchomo i czekać na to co się wydarzy…
Pamiętaj jednak, że jeśli zmieniasz zwrot ruchu to musi nastąpić krótki moment zatrzymania. Wykorzystaj ten czas poprawnie i nie przejmuj się za bardzo tym, że stoisz, tylko delektuj się bezruchem, który wkrótce minie i zastąpi go pęd, popęd i ciąg przyczynowo skutkowy podjętych, zamierzonych i niezamierzonych akcji. Czy ktoś to zauważy? Czy ktoś to poprawnie zinterpretuje? Czy ktokolwiek ma prawo oceniać wynik nie uwzględniając drogi umożliwiającej dotarcie do konkretnej mety?
