Życie składa się z pojedynczych kadrów. Wesołych, smutnych, odległych i beztroskich. Część z nich możemy zaplanować, część możemy wyciąć, a część zastąpić iluzją obserwacji kadrów dzielonych z innymi osobami. Za każdym razem, gdy chcemy wrócić do jakiegoś fragmentu, chochlik pamięci lub perspektywa innej kamery zmienia nasz film, pokazując go w innym świetle, ba w innej częstotliwości widmowej i na innym poziomie. Kolejne zdarzenia, wątki i zwroty akcji pozwalają nam lepiej zrozumieć emocje targające bohaterami. Film rozkręca się, nabiera zaskakującego tempa i właśnie wtedy gdy może wydarzyć się najwięcej dobra i za chwilę pojawią się kolejne możliwości nastąpi ostatni kadr. Tylko, że scenariusz mówił, że to zakończenie było jedynie alternatywą. Czy twój film jest twoim wymarzonym życiem? Czy właśnie nie zmierzasz do ślepego zaułku? A może pędzisz za szybko zamiast zatrzymać się na chwilę i poczuć zmysłami szczęście? Jaki będzie ostatni kadr? Czy na pewno będzie tam kobieta, mężczyzna, kapelusz, płaszcz i rewolwer w jego kieszeni?
