Moja starsza latorośl studiuje sztuki teatralne i dzisiaj rozmawialiśmy o różnych zajęciach, ćwiczeniach i warsztacie aktorskim. Jednym z pierwszych ćwiczeń jest zapisanie 5 minut wewnętrznego monologu celem późniejszej analizy przepływu własnych myśli i wykorzystania wniosków do tworzenia nowych postaci, które są później odgrywane. Raz Dwa Trzy…. Zaczynamy.
Niedziela. Dzień przeklęty mojego dzieciństwa. Trzeba się było szykować do szkoły na poniedziałek i kłaść spać z tą myślą, że rano znowu trzeba tam ruszyć. Masakra. Cała niedziela była przez to zepsuta, od samiuśkiego rana. Zawsze później, w dorosłym życiu myślałem i marzyłem o takiej pracy, do której można wstawać, a właściwie kłaść się spać ze spokojną głową, nadzieją i radością, a przede wszystkim ze świadomością, że to co robię jest dla mnie satysfakcjonujące i sprawia mi radość. Moje życie przecież dzieje się każdego dnia, w każdej godzinie, a to co widzę, co robię i co czuję buduje mnie kawałek po kawałku jak mozaikę, która zmienia się i rozwija z każdym oddechem. Bardzo ciekawe jest to, że są ludzie, którym nie zależy na tym co mają ani nie zależy im na tym co mogą stracić.
Tu kończy się 5 minut. Ciekawe ile zajmie mi przeczytanie tych wypocin….. Hmmmm…. Niecała minuta. Zadziwiające jak dziwna jest percepcja czasu. Na pewno duża jego część została pochłonięta przez przelewanie myśli na mechaniczną pracę palców oraz kontrolę wzrokową pojawiającego się tekstu. Tym niemniej ćwiczenie ciekawe, choć patrząc z perspektywy wykonałem je nieświadomie już ponad 800 razy. Cóż, takie jest życie, a przede mną kolejne wyzwania życiowe, zawodowe i całkiem przyziemne, prywatne. Będzie co robić, co analizować i o czym pisać! Jest super świetnie, pomimo bagna rozlewającego się po naszej Ojczyźnie.
