Ja to już mam dość wszystkiego. Kolejny rok dobiega końca. Wiele projektów życiowych się kończy, wiele jest w trakcie, a i nowe rozpoczynają swój bieg.
Czas przepływa, deszcz przeciwstawnych informacji atakuje ze wszystkich stron, tak, że chęć ograniczenia emisji CO2 do atmosfery wcale nie przekłada się na zamierzony efekt. Otoczenie, do którego mamy się adaptować zmienia się tak szybko, że czasem wydaje się, że pozostawanie w bezruchu spowoduje że prędzej się dopasujemy niż poprzez nieustanną zmianę. Wszak zegar wskazówkowy, który nie działa, pokazuje poprawną godzinę 2 razy na dobę, natomiast taki, który późni się o minutę – ani razu. Kluczowa jest synchronizacja, porozumienie, podział zadań i jasne określenie celów i wyznaczników sukcesu.
Sama zmiana dla zmiany nie ma sensu. Zmiana musi nieść ze sobą wartość, obietnicę i nagrodę. Rzecz prosta i jasna – przekazywana nam przez setki pokoleń. Nagroda za każdy konsekwentny dzień pracy będzie wielka, tylko nie zaznamy jej tak szybko jakbyśmy chcieli… A może wprost przeciwnie? Może nagroda czeka za rogiem?
A może to tylko uścisk ręki prezesa?
